Szukaj: w


recenzje

Genio, Due Compari, Un Pollo, un (A Genius, Two Partners And A Dupe)



Po wejściu na ekrany Za garść dolarów Sergio Leone rozpoczął się we Włoszech prawdziwy bum na tzw. spaghetti westerny. W ciągu następnych kilkunastu lat powstało ich bez liku. Z czasem jednak formuła zaczęła się wyczerpywać, kolejne filmy odnosiły coraz mniejsze sukcesy, tak finansowe, jak i artystyczne. W połowie lat 70. spaghetti westerny gościły na ekranie już zdecydowanie rzadziej w porównaniu z minionymi latami, aby pod koniec tej dekady niemal zupełnie wymrzeć śmiercią naturalną. Słabnąca popularność tego typu produkcji widoczna jest także w filmografii jednego z ojców gatunku, Ennio Morricone. Włoski maestro ma na koncie ponad 30 spaghetti westernów, ale większość najważniejszych z nich powstała jeszcze w latach 60. Być może było to efektem zmęczenia materiału, a może niezbyt inspirujących scenariuszy lub mało kreatywnych reżyserów, niemniej w latach 70. maestro bardzo rozważnie dobierał rodzime filmy o Dzikim Zachodzie. Jego wkład w złotą erę spaghetti westernów kończy praca nad pochodzącym z 1975 roku A Genius, Two Partners and a Dupe Damiano Damianiego (maestro ostatecznie pożegnał się z gatunkiem w kolejnej dekadzie, w powstałym już w formie hołdu filmie Buddy Goes West).

A Genius, Two Partners and a Dupe jest czwartą i ostatnią częścią nieformalnej serii spaghetti-westernów, która odznaczała się tym samym głównym bohaterem, w którego rolę za każdym razem wcielał się Terence Hill. Obrazy te nie posiadają fabularnego łącznika – zresztą nawet protagonista nosi czasami inne imiona (w przypadku A Genius, Two Partners and a Dupe - Joe Thanks lub Nobody). Najlepiej kojarzoną produkcją z tego cyklu jest zapewne My Name is Nobody Tonino Valeriego. Nie przywołuje tego filmu całkiem przypadkowo. Tak jak w przypadku dzieła Valeriego, tak i tym razem swoją cegiełkę dołożył sam Sergio Leone, reżyserując jedną ze scen (był to zatem ostatni spaghetti western, nad którym pracował). Wspólnym mianownikiem dla tych filmów jest oczywiście także autor ścieżki dźwiękowej, Ennio Morricone. Zresztą w A Genius, Two Partners and a Dupe z łatwością wyłapiemy stylistyczne nawiązania do starszej o trzy lata ścieżki dźwiękowej z My Name is Nobody.

Echa My Name is Nobody usłyszymy zaraz na początku przygody z soundtrackiem. Tytułowy utwór z rzeczonego albumu subtelnie koresponduje bowiem z głównym tematem z filmu Valierego. Co prawda nie dorównuje mu wyrazistością i przebojową melodyką, ale z pewnością gwarantuje sporo przyjemnych doznań słuchowych. Morricone stosuje tutaj dość podobną koncepcję – humorystyczny motyw, zwiewna, lekka aranżacja (z zaznaczeniem roli fletu prostego i wokali), a także perkusyjny, napędzający całość, gitarowy rytm. Jakby dokładnie przysłuchać się melodii wiodącej, to moglibyśmy doszukać się w niej pewnych analogii z tematem z... Nienawistnej ósemki.

Wpływ My Name is Nobody na ścieżkę dźwiękową z A Genius, Two Partners and a Dupe jest najbardziej słyszalny w największym highlighcie krążka, Cavalcata per Elisa. Utwór ten wyraźnie nawiązuje do The Wild Horde ze wspomnianego soundtracku. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z dynamicznym, agresywnym wręcz, gitarowym rytmem, do którego z czasem dołączają partie wokalne, okrzyki, perkusjonalia i inne rozmaite instrumenty. W The Wild Horde mieliśmy gromki, męski chór, w Cavalcata per Elisa niezawodny sopran Eddy Dell'Orso. Najistotniejszym wspólnym elementem tych kompozycji jest jednak przeplatanie, na zasadzie zwrotka-refren, autorskiej melodii z cytatem z muzyki poważnej. W przypadku tracka z My Name is Nobody był to Cwał walkirii Ryszarda Wagnera, w przypadku utworu z omawianej partytury jest to nieśmiertelne Dla Elizy Ludwika van Beethovena. Wagner pojawiał się jednak głównie w formie żartu (zagranie słynnego motywu Niemca na granicy fałszu tylko potwierdzało komiczny wydźwięk tego zabiegu aranżacyjnego). Melodia Beethovena jest natomiast wpleciona bardziej sprawnie, świetnie dopasowując się do szaleńczej dynamiki utworu i wspaniałych wokaliz Dell'Orso. Doprawdy kapitalna kompozycja.


Na soundtracku usłyszymy także kilka czysto rozrywkowych utworów. Morricone nie wytycza w nich nowych szlaków, silnie odwołując się do wypracowanego przez siebie schematu ilustracji spaghetti-westernów. Nie ma tu oczywiście żadnych kujących w ucho autoplagiatów, ale niektórzy czytelnicy, co bardziej zorientowani w twórczości Włocha, mogą zabawić się w wyszukiwanie podobieństw do innych ścieżek dźwiękowych geniusza z Rzymu. Co by jednak nie powiedzieć, wiele tego typu kompozycji na pewno może się podobać. Przykładem jest chociażby sympatyczne, odrobinę podrasowane wpływami country Pepper Chewing-Gum, przywołujące na myśl jazdę konną Ansia Dell'oro oraz motyw miłosny z Quando Arriva L'amore, w którym usłyszymy głos Eddy Dell'Orso. Materiał zgromadzony na płycie urozmaica, wzorowany na protestancką pieśń religijną, kawałek Glory, Glory, Glory.

Każdy, kto zna soundtracki Morricone ze spaghetti westernów, pewnie spyta, ile na albumie znajdziemy dysonującego underscore'u. Jak zwykle nie obeszło się oczywiście bez tego typu generalnie mało interesujących utworów, aczkolwiek muszę przyznać, że jest ich relatywnie niewiele. Tym samym półgodzinny materiał zaprezentowany przez wytwórnie Sonopresse wydaje się całkiem przystępny. Mógłbym jedynie ponarzekać na ostatni utwór. Taka przyjemna ścieżka dźwiękowa, jak A Genius, Two Partners and a Dupe zasługiwała na zupełnie inne zakończenie, aniżeli nudne i nieciekawe La Miccia.

W filmie znalazło się znacznie więcej muzyki, zwłaszcza aranżacji tematu głównego. Na rynku nie ma jednak dostępnego bardziej obszernego wydawnictwa. Nie wydaje mi się, aby rozszerzona edycja mogłaby się okazać ciekawszą opcją od recenzowanego tutaj 30-minutowego krążka. Wśród wad edycji Sonopresse należałoby jedynie wskazać pominięcie podkładu muzycznego ze sceny pojedynku Nobody'ego z czarnym charakterem. Z drugiej strony, nie jest to jakiś szczególnie interesujący utwór, albowiem wydaje się kuzynem analogicznej ilustracji z Za garść dolarów (zwłaszcza charakterystyczne partie trąbki).

A Genius, Two Partners and a Dupe wypada odrobinę słabiej w porównaniu z My Name Is Nobody, bodaj sztandarowym komediowym spaghetti westernem w dyskografii Ennio Morricone. Włoch nie zjada jednak tutaj swojego ogona, bawi się muzyką, nawet jeśli nie rewolucjonizuje swojego warsztatu. Jest tu sporo przyjemnego, sympatycznego grania, czasem nawet przebojowego. Trzeba jednak też przyznać, że omawiany soundtrack należałoby umieścić zapewne w dolnej części rankingu najciekawszych spaghetti westernów Morricone, wszak większość koncepcji muzycznych słyszeliśmy już w poprzednich pracach mistrza. I choć soundtrack ten gwarantuje mile spędzone dwa kwadranse, to chyba jednak dobrze stało, że maestro po tym filmie niemal zupełnie porzucił gatunek, który utorował mu drogę do sławy.



Inne recenzje z serii:
  • My Name is Nobody

    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Czas trwania: 31:40
    Komentarze

  • Genio, Due Compari, Un Pollo, un (A Genius, Two Partners And A Dupe)

    Kompozytor:

    • Ennio Morricone

    Wydawca:

    • Sonopresse (1975)

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl

     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie