Szukaj: w


recenzje

Little Buddha (Mały Budda)



Pewnego dnia w życiu przeciętnego, amerykańskiego małżeństwa mieszkającego w wielkomiejskim Seattle niespodziewanie pojawia się dwóch tybetańskich mnichów, którzy twierdzą że ich syn może być reinkarnacją lamy Dojre – ich mistrza. Ośmioletni chłopczyk urodził się dokładnie co do dnia, godziny i minuty w rok po jego śmierci co zwróciło uwagę przybyszów. W ten sposób staje się on jednym z trojga kandydatów do bycia następnym wcieleniem lamajskiego kapłana. Tak też trójka dzieci będzie musiała zostać poddana odpowiedniej weryfikacji. Już taki zarys fabuły Małego Buddy w reżyserii Bernardo Bertolucciego zapowiadał ciekawy obraz, ale Włoch poszedł o krok dalej i postanowił do opowiadanej historii wtrącić przedstawioną w formie retrospekcji opowieść o życiu samego Buddy. W jego rolę wcielił się zyskujący ówcześnie co raz większą popularność Keanu Reeves, stając się niestety jednym z najsłabszych ogniw produkcji Bertolucciego. Już w jednym z poprzednich jego dużych filmów - Drakuli Coppolli delikatnie mówiąc nie błyszczał wysublimowanym aktorstwem i w przypadku Małego Buddy jest bardzo podobnie. Inna sprawa, że problem też tkwi nieco w samym zamyśle przedstawienia życiorysu Buddy żyjącego w na przełomie VI i V wieku przed naszą erą razem z bieżącą akcją, która łączy się z nią tylko w pośredni sposób – chłopiec chce poznać historię tej religii, a to staje się przyczynkiem do ukazania retrospekcji. Koncepcja sama w sobie wydaje się być ciekawa, ale poszczególne sekwencje wydaje się być jakby posklejane naprędce. Niemniej z pewnością jest to interesujące i warte uwagi kino.

Nakręcony sześć lat wcześniej Ostatni Cesarz Bertolucciego okazał się być jednym z największych hitów w jego karierze. Zyskał uznanie zarówno widowni jak i krytyki, przyznano mu wiele nagród w tym Oscara i Złotego Globa za muzykę autorstwa trio w skład którego wchodzili David Byrne, Cong Su i Ryuichi Sakamoto. Do kolejnego projektu Pod Osłoną Nieba znów zaprosił Japończyka, któremu tym razem miał partnerować Richard Horowitz. Również ten projekt przyniósł Sakamoto Złotego Globa. Było więc niemalże oczywiste, że do następnego filmu Włocha muzykę skomponuje Japończyk – tym razem już bez pomocy dodatkowych kompozytorów. W ten sposób ponowie znów mieli okazję połączyć swoje artystyczne umysły i znów miało to przynieść kolejną pamiętną ścieżkę dźwiękową. Z resztą był to okres największych triumfów Sakamoto na polu muzyki filmowej – dokonania na rzecz muzyki rozrywkowej odstawmy na bok. Lawina nagród dla partytur pisanych dla Bertolucciego, czy też inne nienagradzane choć niemniej interesujące prace jak chociażby Wichrowe wzgórza umocniły go na pozycji jednego z najciekawszych kompozytorów filmówki. Mały Budda również okazał się być kolejną cegiełką w budowaniu takiego statusu czego dowodem była późniejsza nominacja do nagrody Grammy za omawiany soundtrack.

Współpraca z Bertoluccim nie należała do najłatwiejszych. Przede wszystkim Włoch domagał się muzyki zanim został ukończony finalny montaż skutkiem czego Sakamoto musiał wielokrotnie poprawiać wcześniej napisany materiał. Niekiedy nawet dochodziło do takich sytuacji, że jednego dnia dana kompozycja została ukończona przez Sakamoto i zatwierdzona przez Bertolucciego, ale następnego dnia reżyser postanowił jednak wprowadzić zmiany do sceny, którą ilustrowała. Sakamoto musiał więc napisać muzykę od nowa wykorzystując wcześniejszy pomysł co na dłuższą metę było dla niego dość uciążliwe. Ponadto Japończyk nie mógł przynosić Bertolucciemu wstępnych wersji poszczególnych kompozycji rozpisanych na solowy fortepian, które dopiero w ostatnim etapie miały zostać zorkiestrowane jak to zazwyczaj bywa w większości relacji na linii reżyser-kompozytor. Włoch nie mógł sobie wyobrazić jak dany, fortepianowy utwór będzie brzmieć w ostatecznej aranżacji już po procesie instrumentacji dlatego też żądał od Japończyka, aby ten przynosił mu dema poszczególnych kompozycji zsamplowane na właściwe instrumenty. Co ciekawe na liście płac przy fukcji Midifile Transcription widnieje nazwisko... Dario Marianellego. Pomimo wszelkich trudów wynikających z dążenia do perfekcji obydwaj doskonale się rozumieli co zawsze przynosiło nieprzeciętny efekt.

Wizytówką Sakamoto była zawsze niezwykła emocjonalność jego muzyki połączona z dużą melodyjnością. Na dowód tego należy przywołać takie pamiętne tematy jak chociażby te z Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence czy Ostatniego Cesarza. Również Mały Budda doczekał się własnej, nienagannej bazy tematycznej reprezentującą tę charakterystyczną dla Japończyka ekspresyjność. Pierwszy z nich to temat główny z otwierającego płytę – ale w filmie występującego pod koniec - utworu Main Theme. Sakamoto bardzo umiejętnie posługuje się tutaj sekcją smyczkową dodając do niej chór – po który bardzo rzadko sięga, ale w Małym Buddzie pełniący niemałą rolę (podkreślenie dramatyzmu i spirytyzmu niektórych sekwencji). Jednak jak na motyw przewodni dość rzadko będziemy mieli sposobność go podziwiać zarówno w filmie jak i na albumie.


Drugim bardzo ważnym wątkiem muzycznym jest temat, który możemy przypisać reinkarnacji lub też dzieciom - prawdopodobnym wcieleniom Lamy Dorje. Usłyszymy go po raz pierwszy w The First Meeting. To bardzo subtelna melodia, reprezentująca dziecięcą delikatność, ale nie będąca pozbawiona mistycznej aury. Seans przekonuje nas o tym, że to właśnie ta melodia, a nie motyw z Main Theme jest najważniejszym fundamentem materiału tematycznego, chociaż podczas odsłuchu płyty możemy takiego wrażenia nie odnieść. Wynika to z tego, że na płycie nie znalazło się wiele aranżacji tego tematu. Zabrakło przede wszystkim – bardzo ważnej dla muzycznej interpretacji muzyki Sakamoto – ilustracji sceny podczas której pojawia drugie dziecko będące z pochodzenia hindusem. Wtedy to temat powraca, ale w etnicznej aranżacji – głównie z wykorzystaniem sitaru. W ten sposób Japończyk za pomocą swojej muzyki tworzy więź łączącą dzieci. Pisząc jeszcze o warstwie lirycznej partytury Sakamoto warto zatrzymać się ma moment przy niepozornej, ale za to bardzo ładnej kompozycji Evan’s Funeral stojącej w cieniu bardziej znaczących tematów omawianej ścieżki. Dziwić może nazewnictwo tego utworu, ponieważ tak naprawdę nie ma ono nic wspólnego z okraszaną sceną.

Jako że akcja toczy się w dwóch różnych miejscach i czasach drugą płaszczyznę partytury Sakamoto stanowią nawiązania do muzyki z epoki kiedy żył Budda. Z tego też względu w sporej części materiału uświadczymy typowe orientalizmy – sitar, wokalizy, etniczne perkusjonalia, czy nawet... modlitwy lam. Z tego też względu Japończyk zaprosił do nagrania znanego hinduskiego skrzypka Lakshminarayanę Subramaniama, którego solówki możemy podziwiać w utworze Raga Kirvani. Swój udział w całokształt muzyki do Małego Buddy mieli także aranżerzy hinduskiej muzyki i nepalskich perkusjonaliów dlatego też słuchaczowi łatwo jest przenieść się w tamte czasy. I w tym miejscu pojawia się pewien problem, bowiem nie wydaje mi się, aby odbiorcę specjalnie zaaferowały te orientalnie zabarwione utwory tym bardziej, że stanowią one niemałą część omawianej partytury. Niewątpliwie pominięcie kilku z tych kompozycji wyszło by soundtrackowi na dobre, gdyż odwracają one nieco uwagę od emocjonalnego materiału muzycznego. Oczywiście jest to podyktowane samym filmem, którego akcja jest rozdarta pomiędzy współczesnością, a starożytnością. Jednak podobnie jak samym w filmie tak i muzycznie fuzja tych kultur nie wypadła do końca przekonująco i da się zauważyć ewidentnie rozgraniczenie pomiędzy nimi. Na szczęście dla samego Buddy pisze kolejny temat – zdecydowanie najbardziej podniosły z wszystkich tutaj omawianych, zahaczający nawet o monumentalność i do tego podkreślający majestatyczność tej postaci. Świetnie rozbrzmiewa on zwłaszcza w utworze Red Dust.

Generalnie nie lubię pisać o kompozycjach, albumach czy filmach, które mnie zachwyciły, a przecież tworząc recenzję muzyki z Małego Buddy nie mogę nie wspomnieć o ostatniej kompozycji Acceptance – End Credits. Jest to z pewnością jedna z najlepszych – w mojej opinii najcudowniejsza – kompozycja maestro w całej jego karierze. Pierwsza część kompozycji ilustrująca wieńczący film montaż to czysta muzyczna poezja – tak na płycie jak i w filmie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że muzyka towarzysząca ostatnim kadrom wynosi film Bertolucciego na niebotyczny poziom. Niektórzy recenzenci zwracają uwagę na pewne podobieństwo do słynnego Adagio for Strings Samuela Barbera. Osobiście byłbym jednak bardziej skłonny zwrócić się w stronę pierwszej części Symfonii pieśni żałosnych Henryka Mikołaja Góreckiego, która zresztą miała światową premierę (wydanie płytowe) na rok przed ukazaniem się Małego Buddy. Podobieństwa nie są wyraźne – wszak utwór Polaka ma formę kanonu - ale mam tutaj na myśli tę niesamowitą ekspresyjność sekcji smyczkowej i wspaniały sopran wynoszący obydwie kompozycje na absolutne szczyty emocjonalności. Po części Acceptance wchodzi temat Buddy rozpoczynając napisy końcowe. End Credits jest zbudowane z aż trzech pomniejszych tematów, ale wszystkie one do siebie znakomicie pasują. Wszystko płynnie ze sobą się łączy, co znamiennie podkreśla spójność muzycznej wizji Japończyka. Powracający na sam koniec temat dzieci wycisza tę kompozycję, a po zakończeniu tego utworu ma się jeszcze ochotę chwilę pozostać przed odtwarzaczem i porozmyślać w zupełnej ciszy. Sakamoto wspominał, że gdy komponował swoją muzykę przy samym Bertoluccim to ten co chwilę poprawiał go mówiąc, że on chce więcej i jeszcze więcej emocji, a on starał się jak tylko mógł, aby spełnić oczekiwania reżysera. Słuchając Acceptance – End Credits jestem przekonany, że tak musiała wyglądać praca nad tym utworem.

W filmie znajdziemy więcej muzyki niż zostało zawarte na albumie wydanym przez Milan. Temat reinkarnacji pojawia się w filmie z dużą większą częstotliwością niż na soundtracku. Zrezygnowano także z nierzadko pojawiającego się underscore’u, a także sporej ilości muzyki tradycyjnej. Napisy końcowe filmu prezentują nam bowiem niemałą litanię utworów źródłowych. W rok po premierze krążka For Life wypuściło w Japonii specjalną edycję zawierającą jeden dodatkowy utwór – koncertowe wykonanie Acceptance – End Credits. Sakamoto będzie chętnie wprowadzał tę suitę tematyczną do swoich recitali.

Mały Budda to trzecia i niestety ostatnia kolaboracja Bernardo Bertolucciego z Ryuichim Sakamoto, który tą partyturą w moim przekonaniu zakończył złoty okres swojej kariery, choć wciąż nie poprzestał pisać dobrej, typowej dla siebie muzyki. Porównując jeszcze Małego Buddę do pozostałych kolaboracji z Włochem omawiana partytura niewątpliwie nie posiada tak mocnego, charakterystycznego i wpadającego w ucho tematu przewodniego, ale za to kilka pomniejszych i posiadających ten sam typowy dla kompozytora ładunek emocjonalny co zdecydowanie pozwala stawiać ją na równi z poprzednikami. Wszyscy fani filmowej twórczości Sakamoto nie powinni zatem się zawieść, albowiem Mały Budda to muzyka doprawdy piękna i uduchowiona, a za taką przecież najbardziej cenimy Japończyka.




Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Main Theme (02:50)
  • 2. Opening Titles (01:48)
  • 3. The First Meeting (01:51)
  • 4. Raga Kirvani (01:29)*
  • 5. Nepalese Caravan (03:02)
  • 6. Victory (01:45)
  • 7. Faraway Song (03:18)
  • 8. Red Dust (04:39)
  • 9. River Ashes (02:26)
  • 10. Exodus (02:33)
  • 11. Evan´s Funeral (04:29)
  • 12. The Middle Way (01:51)
  • 13. Raga Naiki Kanhra / The Trial (05:25)
  • 14. Enlightenment (04:29)
  • 15. The Reincarnation (01:52)
  • 16. Gompa-Heart Sutra (02:38)
  • 17. Acceptance - End Credits (09:00)
Czas trwania: 55:25

* - skrzypce: L. Subramanlam
** - utwór z płyty The Music Today Series CD - A92087 Courtesy of Living Media India Limited, śpiew: Shruti Sadolikar
Komentarze
Mieszko 2014-09-25
10:00
Porządna, jak zawsze, recka i w sporej części zgoda. Muzyka, która solidnie spełnia swoje zadanie w filmie i trochę gorzej na płycie. Brawa za trzy motywy przewodnie i ostatni track.
Tomek 2014-09-25
21:13
Ostatni cesarz to znakomity kawałek muzyki filmowej, Pod osłoną nieba podiada genialny temat główny, ale to Mały Budda jest magnum opus Sakamoto-sana :-) Wybitny dramatyzm (finałowy utwór, ale nie tylko), mocna, niebanalna tematyka, intrygujące elementy muzyki etnicznej - to wszystko składa się moim zdaniem na dzieło "piątkowe". A co do działania muzyki etnicznej/źródłowej to ja mam nieco inne zdanie - wprowadza ona pewien koloryt do ścieżki, nie jest tylko ilustracją funkcjonalną i nie brzmi przede wszystkim jak kliszowe "wstawki" muzyki hinduskiej, jeżeli takowa pojawia się czasami na różnych soundtrackach. No i dzięki Dominik, że domknąłeś recenzje Sakamoto do "trylogii Wschodu" Bertolucciego (kiedyś miałem się zabierać do tej pozycji, ale jakoś tak mi to umknęło :). Długa suita z tego score'u znajduje się natomiast na świetnej kompilacji Japończyka pt. "Cinemage".
Mefisto 2014-10-01
20:10
Good shit.

Little Buddha (Mały Budda)

Kompozytor:

  • Ryuichi Sakamoto

Dyrygent:

  • Ryuichi Sakamoto

Orkiestrator:

  • David Arch
  • Kevin Townend
  • Gil Goldstein

Soliści:

  • L. Sumbramaniam (skrzypce)
  • Shaheen Samad (wokal)
  • Kanika (wokal)
  • Catherine Bott (sopran)
  • Zakir Hussain (tabla)
  • Nishat Khan (sitar)

Wykonawcy:

  • The Ambrosian Singers

Wydawca:

  • Milan (1993)

Producent:

  • Ryuichi Sakamoto

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie