Szukaj: w


recenzje

Revolutionary Road (Droga do szczęścia)


Na początku 2008 roku wielu przewidywało, że może to być rok Thomasa Newmana, wracającego po przerwie wraz z nowymi filmami Sama Mendesa oraz wytwórni Pixar, potencjalnymi kandydatami do najwyższych branżowych nagród. Dziś już wiadomo, że szanse kompozytora na długo wyczekiwaną statuetkę Oscara relatywnie zmalały wraz z triumfalnym wkroczeniem A.R. Rahmana i Bollywoodu do Fabryki Snów. Rok 2008 był dla Newmana niewątpliwie udany, choć może nie aż tak, jak niektórzy by chcieli - Wall.E nie okazał się muzycznym arcydziełem animacji, aczkolwiek był ścieżką bardzo dobrą; arcydziełem nie jest również Revolutionary Road. Nowy film Mendesa, niesłusznie pominięty przy rozdaniu nominacji oscarowych, to kino wysokiej próby, niebanalny, koncertowo zagrany (zwłaszcza Di Caprio) kameralny dramat psychologiczny w poetyce takich klasyków amerykańskiej kinematografii, jak Cat On a Hot Tin Roof czy Who's Afraid of Virginia Woolf?, choć może nie do końca trafnie zbalansowany między głównymi dramatis personae. Dla tego typu kina krytyka ukuła jakiś czas temu termin "suburban drama" - i trudno znaleźć w Hollywoodzie większego w tym gatunku specjalistę od Thomasa Newmana.

Zaczynając od filmu, bo w przypadku dramatu psychologicznego relacja muzyka-obraz jest nieporównanie ważniejsza niż autonomiczne wydanie płytowe, warto zwrócić uwagę na kilka przeciwstawnych aspektów, które zresztą niejako transferują się na rozpowszechniony nakładem Nonesuch Records album. Pierwsze co zwraca uwagę podczas seansu w kinie, to niezwykle trafny "spotting" ilustracji Newmana, która mimo ergonomiki w wymiarze czasowym pojawia się dokładnie tam, gdzie powinna być, momentami z zaskakującą wręcz adekwatnością. Film Mendesa to typ kina niewątpliwie trudny do zilustrowania, typ kina, gdzie łatwo przeszarżować, a gdzie prawdziwą rolą kompozytora jest znaleźć dla siebie przestrzeń między niosącymi całą niemalże zawartość dramatyczną dialogami. Revolutionary Road jako opowieść funkcjonuje ponadto jak coś na kształt emocjonalnej sinusoidy z nawracającymi kulminacjami; w związku z tym muzyczne zbalansowanie narracji było zadaniem jeszcze cięższym. Końcowy efekt jest dość intrygujący - kompozycja często (choć nie zawsze) działa jak echo, pojawia się, gdy ekranowa dramaturgia na moment przygasa, jak gdyby zadaniem muzyki było uświadomić widzowi, że konsekwencje działań bohaterów, mimo pojednań i okresowej sielanki, są nieuniknione.

Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy owa funkcjonalność nie została przypadkiem osiągnięta przez Newmana i Mendesa niejako "na czuja". Revolutionary Road to bowiem pod wieloma względami - nie tylko stricte kompozycyjnymi - ścieżka bardzo schematyczna i bazująca na kilku przewijających się konstrukcjach muzycznych. Być może zatem Newman na potrzeby filmu i przed przystąpieniem do konkretyzacji swojej pracy pod względem scenicznym, przygotował po prostu kilka kluczowych idei, które potem razem z Mendesem, ufając swojemu instynktowi, przyporządkowali poszczególnym sekwencjom. Nic w tym w zasadzie nagannego, intuicja ich bowiem nie zawiodła, w czasie seansu kilka razy czuć jednak, że obu panom bardziej chodziło o muzyczną barwę aniżeli intelektualne powiązanie z rozgrywającą się sceną. Stąd też Revolutionary Road jawi się nieco jako kompozycja "prób i błędów", trochę na modłę europejską, kompozycja która jednak nie jest zdolna sama siebie wydźwignąć na najwyższy narracyjny poziom. Powodem jest przede wszystkim nadmierne podporządkowanie jej jednej, powtarzającej się koncepcji - w filmie niewątpliwie wybijającej się, ale jednocześnie przyćmiewającej, nieszczególnie ekscytującą zresztą, resztę ścieżki. Mowa tu oczywiście o temacie przewodnim.

Temat ów sprawia, że Revolutionary Road wymyka się nieco standardowemu ujęciu, jakie schematyzm tej pracy siłą rzeczy narzuca. Nie w wartości kompozycyjnej tkwi jednak jego siła, choć bowiem ładny i efektowny, nie ma potencjału na bycie newmanowskim klasykiem. W czym zatem przejawia się jego znakomitość? Otóż perfekcyjnie i w szalenie inteligentny sposób ujmuje on warstwę ideową filmu Mendesa; nie chodzi tu bynajmniej o barwę czy charakter faktury - pod tym akurat względem jest on równie przewidywalny co cała reszta ścieżki. Konfrontując jednak w jego obrębie dwie przeciwstawne idee muzyczne, Newman w bardzo piękny sposób dekonstruuje mit idyllicznej suburbii: naprzeciw monotonnej, fortepianowej introdukcji uosabiającej rutynę codzienności i zagubienie w korporacyjnym gąszczu (wymowna sekwencja początkowa filmu, gdzie temat otrzymuje swoją inicjację), stawia ekspresyjny smyczkowy motyw, który jest jakby erupcją emocjonalnej burzy tkwiącej w bohaterach pod przykrywką ich normalności. Nie bez przyczyny zresztą w dramatycznym finale obrazu to właśnie owemu kontrtematowi przyjdzie odegrać pierwszoplanową rolę - tym samym wybuch emocji bohaterów, przypominający niemy krzyk, przenosi się na warstwę muzyczną. Tę warstwę muzyczną, w obrębie której od początku filmu toczyła się batalia między zwyczajnością a ukrytymi ambicjami i marzeniami. Z tej perspektywy temat przewodni, trochę może nadużywany na albumie, to mistrzowska kreacja, podnosząca końcową ocenę ogólną o całe pół stopnia.

Niestety, temat będzie najprawdopodobniej jedynym elementem Revolutionary Road, który zapisze się w szerszej świadomości - za kilka lat kompozycja ta funkcjonować będzie zapewne głównie jako dwu- trzyminutowy utwór gwarantujący archiwalną kompletność kolejnych kompilacji. Temat w oderwaniu od kontekstu filmowego zatraci wiele ze swojej symboliki i obawiam się, że skończy jako pomost między bardziej charakterystycznymi dziełami: American Beauty czy Road to Perdition, nie mówiąc już o Angels in America. Reszta płyty bowiem, z kilkoma wszakże wyjątkami (ładny, poboczny temat w filmie przypisany w zasadzie postaci April, Golden People; zadziorne The Bright Young Man; klimatyczne i nastrojowe Speaking of Production Control), jest zbyt typowa tak dla owego "suburban drama", jak i dla samego kompozytora, by wbić się na dłużej w pamięć zwykłego słuchacza muzyki filmowej, czy nawet miłośnika twórczości Newmana. Choć trudno zatem pozbyć się wrażenia, że to ścieżka pisana na autopilocie – co w obliczu artystycznych walorów filmu Mendesa stanowi pewne rozczarowanie – ma ona jednak wciąż na tyle klasy, by kilka seansów warto było jej poświęcić, nawet jeśli to Newman nie-oscarowy.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Route 12 (02:23)
  • 2. Picture Window (01:17)
  • 3. The Bright Young Man (03:31)
  • 4. Hopeless Emptiness (01:27)
  • 5. Unrealistic (02:49)
  • 6. Count Every Star (02:53) - The Ravens
  • 7. Simple Clean Lines (01:32)
  • 8. Speaking of Production Control (01:06)
  • 9. Golden People (02:08)
  • 10. Night Woods (04:53)
  • 11. Crying in the Chapel (03:02) - The Orioles
  • 12. April (09:34)
  • 13. A Bit Whimsical (01:32)
  • 14. Revolutionary Road (End Title) (04:54)
  • 15. The Gypsy (02:46) - The Ink Spots
Czas trwania: 45:47
Komentarze
Mefisto 2009-02-03
00:30
Pierwszy byłem tym razem :P Recka fajna, sporo trafnych spostrzeżeń, choć może spottingi i inne tego typu rzeczy można sobie było darować :P
Mystery 2009-02-03
12:30
Typowa, "suburban drama" od Newmana, o której sile stanowi pełen uroku temat główny.
Marek 2009-02-03
14:02
Mamy remis? Newman musi sie pospieszyć z kolejnym score:P
jr 2009-02-03
16:06
Wyraźnie czuć niedosyt recenzenta, zresztą w dużym stopniu usprawiedliwiony. Faktycznie nie będzie to nigdy klasyk twórczości Newmana i daleko mu do wspomnianych i genialnych "Angels in America", ale ja, jako zadeklarowany miłośnik twórczości rzeczonego kompozytora, jestem nawet zadowolony. Nie jest to ścieżka bogata i wspaniała, ale ma to "coś", co nie pozwala łatwo o niej zapomnieć.
mich 2009-02-14
13:43
Jeden z najlepszych soundtrackow roku... Bardzo charakterystyczny motyw przewodni, bardzo charakterystyczny fortepian Newmana... Parytatura bardzo dramatyczna i troche zaluje ze nie zostala nominowana do oscara. Jest bardziej sluchalna niz nominowany walle.
Radek Bołtuć 2009-03-17
23:12
Nieeee :P Nie da się słuchać tego samego po raz setny!
karolina 2013-05-29
20:34
Czy wie ktoś gdzie można dostac, kupic, ściągnąc nuty to tego pierwszego utowru?
Mieszko 2013-09-20
17:08
Niezły, aczkolwiek przesadzony dramat Sama Mendesa. Porządna muzyka Thomasa Newmana. W 2008 roku była jednak bez szans w starciu z ilustracją do animacji "Wall-E".

Revolutionary Road (Droga do szczęścia)

Kompozytor:

  • Thomas Newman

Dyrygent:

  • Thomas Newman

Orkiestrator:

  • J.A.C. Redford

Wydawca:

  • Nonesuch Records (2008)

Producent:

  • Thomas Newman
  • Bill Bernstein

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie