Szukaj: w


recenzje

Curious Case of Benjamin Button, The (Ciekawy przypadek Benjamina Buttona)


Rok temu, po entuzjastycznie przyjętym przez krytyków filmie Lust, Caution, Alexandre Desplat miał zmierzyć się z wysokobudżetowym fantasy, kreowanym na następcę Władcy pierścieni - nakręcony przez Chrisa Weitza Złoty kompas okazał się jednak kompromitacją tak reżysera, jak i scenarzystów, z której obronną ręką wyszli jedynie twórcy strony wizualnej i kompozytor właśnie. Gdy następnie ogłoszono, że Francuz zaangażowany został do projektu sygnowanego nazwiskiem Davida Finchera, oczekiwania wzrosły po raz kolejny – tym razem bowiem twórca Malowanego welonu miał współpracować z jednym z najważniejszych i najbardziej nietuzinkowych reżyserów naszych czasów. Niestety po raz drugi Desplat spudłował, Ciekawy przypadek Benjamina Buttona to bowiem nie tylko najsłabszy film w karierze Finchera, ale i największe moim zdaniem rozczarowanie tego roku – obraz odpychający chłodem i obojętnością, jaką wzbudzają losy tytułowego bohatera, zaserwowany dodatkowo w nudny, schematyczny sposób. I tym razem to muzyka Francuza stanowi najjaśniejszy element całości, choć tak naprawdę w swoich założeniach z tą całością ma... niewiele wspólnego.

Album wydany przez Concord Records podzielony został na dwie płyty, z czego druga to w zasadzie tylko ciekawostka, kompilacja dialogów z filmu i utworów z epoki, czyli coś, co z pudełka wyjmuje się góra raz i pełni wartość głównie archiwalną, choć z pewnością stanowi zestaw imponujących standardów (głównie jazzowych), z prześlicznym Bethena autorstwa ojca ragtime’u, Scotta Joplina, na czele. Trudno w zasadzie o większy kontrast dla opartej o fortepian i subtelne barwy orkiestry kompozycji Desplata. Ta zaś to prawdziwa perła, przepiękny materiał, który bez wątpienia umieścić można pośród najlepszych dokonań Francuza i tym samym ciekawszych dokonań na polu muzyki filmowej w ostatnich latach. Skąpana w charakterystycznej dla Desplata poetyce, wywodzącej się z przełomowego Birth, ilustracja Benjamina Buttona to prawdziwy popis muzycznej wrażliwości, która w dobie szybkiego, pobieżnego odsłuchu bywa przez niektórych przeoczona i odbierana – o zgrozo – jako mdła tapeta. W istocie natomiast kompozycja ta w bardzo piękny sposób przy kolejnych seansach odkrywa nowe niuanse, orkiestracyjne detale i ukryte gdzieś pośród nut emocje. Desplat szanuje słuchacza i nie serwuje mu oczywistości, szanuje też materiał, nad którym przyszło mu pracować; stąd wrażenie, jak gdyby każdy dźwięk niósł ze sobą zespół znaczeń, jak gdyby owa dystyngowana elegancja całości nie była wcale dziełem przypadku. Choć zatem tradycjonalistyczna w formie, w sensie artystycznym kompozycja ta jest prawdziwą antytezą życzeniowej, fast-foodowej muzyki współczesnej, gdzie duch ścieżki zaczyna się i kończy na poziomie chwytliwej melodyjki.

Pięknych tematów Buttonowi jednak nie brakuje, choć tym razem przebojem na miarę Wong Chia Chi’s Theme Francuz słuchaczy nie obdarował. Na pierwszy plan wybija się czuły i delikatny, jak gdyby z nieśmiałością zakreślony temat miłosny dla Benjamina i Daisy, prowadzący bohaterów od pierwszego ich spotkania po finał opowieści, z cudownym A New Life po drodze (ze znakiem firmowym w postaci fletów a la wspomniane Birth). Jego pogodne, niewinne tony kontrastują z dojmującym smutkiem, eterycznie zarysowanym wręcz tragizmem Meeting Again i Nothing Lasts, które stanowią wzruszającą i bardzo piękną inkarnację samotności oraz przemijania. Ów rdzeń, Desplat traktuje bowiem miłość do Daisy jako centralny i niezmienny element życia Benjamina, obudowany jest zestawem muzycznych idei, które indywidualizują poszczególne poboczne i drugoplanowe wątki opowieści, będące podobnie jak ekranowe perypetie, wyłącznie przesuwającym się tłem dla love story. Dowcipne, jak gdyby pikantne Love in Murmansk, niepokojące Submarine Attack, pełne gracji, porywające Daisy’s Ballet Career, czy fatalistyczne The Accident (błyskotliwy utwór do udziwnionej formalnie, ale na swój sposób hipnotyzującej sceny), przeplatane tematem miłosnym, tworzą najlepiej chyba skonstruowany i najbardziej przystępny z amerykańskich albumów Desplata, album którego nie imają się dłużyzny znane choćby z The Painted Veil i który czaruje przez ponad godzinę.

Zgoła inaczej jednak wygląda sytuacja Benjamina Buttona jako ilustracji filmowej. W tym aspekcie pracę Desplata ocenić trzeba na dwóch płaszczyznach. W ramach klasycznej metodologii muzycznej narracji, kompozycja ta niewątpliwie swoją funkcję pełni bez zarzutu, ma charakterystyczną bazę tematyczną, indywidualny styl, który z biegiem czasu zespala się z duchem ekranowej opowieści, ma wreszcie zestaw utworów, które zwracają na siebie uwagę w kinie (Sunset on the Lake Pontchartrain czy wspomniany The Accident), wybijając się w swojej symbiozie z obrazem. W tym standardowym rozumieniu muzyki filmowej jest więc Benjamin Button pozycją godną zwrócenia uwagi, w tradycyjny sposób wykorzystującą jednostajną motorykę dla podkreślenia narracji z offu i ruchu czasoprzestrzeni. Niemniej jednak jest to jedynie fasada, której wątłości niedoświadczony widz zapewne nie dostrzeże, ale za którą kryje się szereg problemów natury artystycznej.

Paradoksalnie bowiem Desplat nie był najwłaściwszym wyborem do tego przedsięwzięcia, przynajmniej nie w tej formie, jaką Fincher swojemu filmowi nadał. Grzechem Benjamina Buttona jako obrazu jest jego beznamiętność, która sprawia, że całość ogląda się bez żadnych emocji, z obojętnością zabójczą dla każdego melodramatu. Tym samym elegancki, ale zachowawczy styl francuskiego kompozytora pozostawia film niemal tak chłodnym, jakim go Desplat musiał zastać w studiu montażowym; ilustracja ta pięknie operuje niedopowiedzieniem i emocjonalnym niuansem, cudownie podkreśla psychologiczne detale, lecz nie jest tym, czego obraz Finchera tak rozpaczliwie potrzebuje. Desplat napisał jak gdyby kompozycję do innej, dojrzalszej wersji opowieści, niż ta, która finalnie trafiła do kin; tymczasem Benjaminowi Buttonowi bardziej przysłużyłaby się tradycyjna hollywoodzka tapeta spod szyldu Hornera, Howarda czy ś.p. Poledourisa, która może z gracją maczugi i w sposób na dzień dzisiejszy trochę anachroniczny, ale jednak bezpośrednio i klarownie narzuciłaby obrazowi emocjonalny przekaz i pozbawiła go owego dojmującego chłodu.

Francuz próbuje co prawda, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu, wydobyć z drętwej historii drugie dno i na tym etapie jego muzyka prezentuje się bez wątpienia ciekawie; trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Desplat dopatruje się w opowieści Finchera głębi, która nie istnieje, jak gdyby próbował nas oszukać, że pod papierowymi postaciami, z tytułowym bohaterem na czele, kryją się skomplikowane psychologicznie istoty. Ta atmosfera ukrytych, niewypowiedzianych w pełni emocji działać mogła u Anga Lee czy w Malowanym welonie, obrazach operujących takim właśnie typem wrażliwości - Benjamin Button od ścieżki dźwiękowej potrzebuje jednak potężnego "kopa" emocjonalnego i w tym aspekcie kompozytorowi nie udaje się filmu wyratować. Gdyby oceniać ją zatem w kategoriach ilustracyjnego rzemiosła, skończyłaby bez większych problemów z czterema gwiazdkami; cóż jednak poradzić, że Desplat przyzwyczaił do pisania muzyki intelektualnie i artystycznie wykraczającej poza efektowny landszaft.

Wychodząc z kina, czułem podwójne rozczarowanie. Przez długi bowiem czas, jaki poświęciłem tej płycie, wydawało mi się, że w końcu udało się komuś napisać ścieżkę dźwiękową, która ukazywałaby to, co we współczesnej muzyce filmowej najlepsze, która byłaby przekonującym orężem w artystycznym sporze z legendą lat 90-tych, przez wielu wspominanych wciąż z olbrzymią nostalgią i rzucających cień na obecne konwencje stylistyczne gatunku. Kompozycja Desplata jako autonomiczny twór zdawała się zbierać na przestrzeni jednej płyty wszystkie argumenty, będąc przystępną ale nie banalną, zdyscyplinowaną ale nie hermetyczną, inteligentną acz nie pretensjonalną. Być może trafiła po prostu na nieodpowiedni film, który wszak wyraźnie ustępuje poziomem czołówce współczesnego, ambitnego amerykańskiego kina; jest niemniej część winy po stronie samego Desplata, który w swoich artystycznych zapędach tym razem przeszarżował, zapominając o prymacie obrazu. I choć niewątpliwie Ciekawy przypadek Benjamina Buttona to najpiękniej „przyrządzony” specjał muzyki filmowej 2008 roku, i choć z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to jeden z najwartościowszych i najbardziej uroczych albumów tego sezonu, to pozostaje niedosyt straconej szansy. ”Le roi est mort, vive le roi!”, chciałem zakrzyknąć, ale to jeszcze nie czas.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
    CD1 (59:05):
  • 1. Postcards (02:48)
  • 2. Mr. Gateau (03:00)
  • 3. Meeting Daisy (01:20)
  • 4. A New Life (03:37)
  • 5. Love in Murmansk (03:50)
  • 6. Meeting Again (02:39)
  • 7. Mr. Button (02:04)
  • 8. "Little Man" Oti (02:02)
  • 9. Alone at Night (02:32)
  • 10. It Was Nice to Have Met You (01:42)
  • 11. Children's Games (04:38)
  • 12. Submarine Attack (02:38)
  • 13. The Hummingbird (02:33)
  • 14. Sunrise on Lake Pontchartrain (01:42)
  • 15. Daisy's Ballet Career (03:33)
  • 16. The Accident (02:02)
  • 17. Stay Out of My Life (02:37)
  • 18. Nothing Lasts (01:43)
  • 19. Some Things You Never Forget (02:53)
  • 20. Growing Younger (01:34)
  • 21. Dying Away (02:13)
  • 22. Love Returns (02:59)
  • 23. Benjamin and Daisy (02:26)
    CD 2 (52:00):
  • 1. ”My name is Benjamin” (0: 21)
  • 2. We Shall Walk Through the Streets of the City (2:56) - Doc Paulin’s Marching Band
  • 3. ”Some Days I feel different” (0: 1 8)
  • 4. Ostrich Walk (3:06) - Frank Trumbauer and His Orchestra featuring Bix Beiderbecke
  • 5. ”How old are you?” (0: 12)
  • 6. That’s How Rhythm Was Born (2:53) - The Boswell Sisters
  • 7. ”When was the last time you had a woman.” (0: 13)
  • 8. Freight Train Blues (5:35) - Billie & DeDe Pierce
  • 9. Basin Street Blues (7:34) - Preservation Hall Jazz Band
  • 10. ”Thanksgiving, 1930.” (0:08)
  • 11. If I Could Be With You (3:35) - Louis Armstrong
  • 12. ”What’s your secret?” (0: 25)
  • 13. Chanson Sur Staline (3:06) - Choeur de la Cathedrale de la Rue Daru, Paris XVII
  • 14. ”A date which will live in infamy…” (0: 17)
  • 15. Arabeske for Piano in C Major Op. 18 (3:18)
  • 16. ”Coming home.” (0: 12)
  • 17. Out of Nowhere (3:00) - Sidney Bechet
  • 18. Dear Old Southland (3:17) - Louis Armstrong
  • 19. ”Defined by opportunities.” (0:05)
  • 20. Skokiaan(2:38)- Perez Prado & His Orchestra
  • 21. ”Things were becoming different for me.” (0: 17)
  • 22. My Prayer (2:46) - The Platters
  • 23. Bethena (A Concert Waltz) (5:43) - Randy Kerber
Czas trwania: 111:05
Komentarze
tomash 2009-01-29 10:40
Film widziałem i muszę powiedzieć że jest za długi - 160 minut trochę mdłego melodramatu to za dużo. Akademia trochę przesadziła. Co do muzyki to daję 4/5 - jest ładnie i tematycznie, technicznie też nie można się przyczepić. Trochę za długo jak dla mnie.
Mystery 2009-01-29 11:06
Ja również dam 4, zarówno za muzykę na płycie jak i w filmie. Co do filmu to ten zwiastun tłumaczy wszystko :) http://www.funnyordie.com/videos/1d76506803/the-curious-case-of-forrest-gump-from-fgump44#player
Koper 2009-01-29 13:04
Dobre. :) Widzę, że scenarzysta Eric Roth uznał, że jak przepisze swojego Forresta to dostanie drugiego Oscara? :)
Renfri 2009-01-29 19:47
Ogólnie nnie mam nic przeciwko Desplatowi (chociaż jego wychwalanej scieżce do "Pokuty" nie dałam rady). Najbardziej lubię jego "Dziewczynę z perłą" za tą niezwykłą lekkośc i melodyjnośc. Natomiast ta płyta... Raz ją przesłuchałam i wystarczy. Jak npisał ktoś przede mną- ona zwyczajnie mi nie leży=]
Koper 2009-01-29 20:12
Ciekawe, myślałem, że muzykę do "Pokuty" napisał Dario Marianelli... :]
Michał Turkowski 2009-01-29 21:52
Dzieło Desplata to dla mnie partytura z klasą. Bardzo podoba mi się ta ścieżka, pomimo iż doceniłem ją dopiero przy trzecim podejściu. Patrząc jednak na ten score przez przyzmat nadchodzących Oskarów, to uważam że Milk zasługuje na tę nagrodę bardziej. Choć jak zapewne można przypuszczać, statuetkę odbierze raczej ktoś inny. Z pewnością wiecie o kogo chodzi... Niestety...
Drzewiec 2009-02-28 23:33
Genialny !
Radek Bołtuć 2009-03-02 23:56
Tak, tak i jeszcze raz tak dla tej kompozycji. Co ciekawe, początkowo w ogóle mi się nie podobała, ale z czasem, przy częstym odsłuchiwaniu dostrzegłem w niej całą masę ukrytych smaczków. Pomimo, że nie jest to bardzo wyrazista ścieżka, nadrabia ciekawymi pomysłami, interesującą harmonią i instrumentacją. Szkoda, że w filmie nie odgrywa większej roli, problemem jest chyba zbyt duże "wtopienie" w tło obrazu, przez co jest prawie niezauważalna ( z paroma tylko wyjątkami).
Monika 2013-07-24 02:55
jak dla mnie film i muzyka do niego jest świetna, fakt film jest długi ale to tylko dodaje mu uroku, daje 5 a nawet 10 punktów ponieważ jest wart uwagi, a po za tym można z niego wyciągnąć wiele nauk życiowych np. o tym że "nigdy nie wiadomo co los przyniesie" lub "wszystko przemija", ten film ma swoją dusze jest zarazem zmyśloną historią ale przedstawioną w niezwykle prawdziwy sposób a muzyka oddaje głębie uczuć bohaterów i pomaga wczuć się w dany moment filmu :) dzięki wyobraźnio za to że tworzysz tak piękne rzeczy.
Mieszko 2013-10-28 23:06
Życiowe dokonanie Desplata. Prawdziwy GENIUSZ!!! Wybitne dzieło!!! Najlepszy score 2008 roku (nie będę już komentował Oscara dla Rahmana). Cudowna muzyka do strasznie słabego filmu Davida Finchera.

Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Curious Case of Benjamin Button, The (Ciekawy przypadek Benjamina Buttona)

Kompozytor:

  • Alexandre Desplat

Dyrygent:

  • Alexandre Desplat

Orkiestrator:

  • Alexandre Desplat
  • Conrad Pope
  • Clifford Tasner
  • Philip Klein

Wydawca:

  • Concord Records (2008)

Producent:

  • Alexandre Desplat

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie