Szukaj: w


recenzje

Eureka


Chyba niewielu jest takich kompozytorów jak Bear McCreary, którzy za pomocą dosłownie kilku instrumentów potrafią stworzyć pasjonującą muzykę akcji. Znajdując kompromis pomiędzy naturalnymi środkami muzycznego wyrazu, a elektronicznymi dodatkami, tworzy interesujące rzemiosło doskonale odnajdujące się w ramach filmowych i co najmniej poprawnie poza nimi. Na pewno na brak wrażeń nie mogą narzekać telewidzowie śledzący z wielką uwagą exodus ostatnich przedstawicieli rasy ludzkiej uciekającej przed Cylonami, przygód uwikłanych w skomplikowaną wojnę z maszynami, Sary i Johna Connorów, a także szeryfa, Jacka Cartera, pilnującego porządku w „najmądrzejszym” mieście Ameryki... O ile bowiem dwa pierwsze opisane widowiska, reprezentują sobą czystą akcję spod znaku s-f, to trzecie jest już raczej odejściem w stronę rodzinnej rozrywki.

Eureka, bo właśnie taki tytuł ma ów serial, to luźno potraktowana wizja amerykańskiego miasteczka pełnego wszelkiego rodzaju geniuszów, pracujących dla instytucji zajmującej się wynajdowaniem na potrzeby rządu i wojska różnego rodzaju technologii, nierzadko zaskakujących, wręcz groteskowych i absurdalnych. Jak nie trudno się domyśleć, chodzenie po niezbadanym gruncie powoduje, że niejednokrotnie natrafić można na pułapkę zagrażającą funkcjonowaniu placówki, a także życiu samych mieszkańców miasteczka, czy nawet globalnej wioski zwanej Ziemią. W takich sytuacjach do akcji wkracza cyniczny, miejscowy szeryf, Jack Carter, który swoim prostackim podejściem do spraw niejednokrotnie deklasuje największe „mózgi” Eureki. Innymi słowy, zaskakujące, pełne humoru i gagów sytuacyjnych widowisko na niedzielne popołudnie... No właśnie. Tylko co w takim serialu robi u licha Bear McCreary? Odpowiedź jest prosta. Muzykę. :P

Ktokolwiek sądził, że po długotrwałej pracy nad poważnym co jak co Battlestarem oraz kilkoma projektami z pogranicza akcji i grozy, kompozytor ten nie będzie w stanie zabrać się za familijne kino, proponuję zrewidować raz jeszcze swoje poglądy na ten temat. Niewiele osób pamięta fakt, że zanim o McCrearym zrobiło się głośno, czynnie angażował się w komediowe produkcje pełno- i krótkometrażowe (te głównie w czasach studenckich). Otrzymanie angażu do Eureki nie było zatem niczym zaskakującym dla samego Beara, czy choćby przekraczającym jego artystyczno-rzemieślnicze możliwości. Bardziej sentymentalnym powrotem do źródeł swojej kariery, odskocznią od rutyny jaka zaczęła wdzierać się powoli w zdominowany przez Galacticę harmonogram prac. Dosyć interesującym wydaje się fakt, że Bear McCreary po raz trzeci już zabiera się za serial i po raz trzeci pojawia się w roli kontynuatora prac poprzednich kompozytorów. W przypadku Eureki został on dziedzicem muzycznej tekstury po grupie Mutato Muzika (grupa osób zajmujących się produkcją opraw do reklam itp., przyp. red.), która wraz z końcem pierwszego sezonu opuściła projekt (z jakich przyczyn nie potrafię powiedzieć).

Jak zrobić, aby się nie narobić? Pytanie to mogło stać się motywem przewodnim zabierającego się za Eurekę kompozytora. Język stylistyczny gotowy, tematy gotowe... żyć nie umierać. Malować tą samą farbą i będzie w porządku. Pod pewnymi względami ma to swoją rację bytu i Bear doskonale zdawał sobie z tego sprawę opracowując strategię działania. Odrzucenie pierwocin i wyjście z całkowicie nowym spojrzeniem na serial, pomimo nawet pozytywnego wpływu na warstwę muzyczną, mogłoby zakłócić harmonię i spójność widowiska. Temat przewodni autorstwa Marka Mothersbaugh i Johna Enroth musiał zatem pozostać nietknięty, tak jak ogólny charakter brzmieniowy ścieżki – balansowanie pomiędzy bardzo surową elektroniką, a muzyką country, a nawet folkową. Reszta była już w geście McCreary'ego. Kompozytor, choć bardzo ściśle zidentyfikował się z partyturami Mutato Muzika, nie spoczął do końca na laurach, o czym świadczy zmodernizowana od podstaw paleta tematyczna malująca naszych bohaterów oraz ubogacenie języka stylistycznego o dodatkowe elementy – akordeon, charakterystyczne dla muzyka sample perkusyjne oraz instrumenty etniczne. Do pracy nad Eureką, Bear ściągnął swoich stałych współpracowników, kreujących razem z nim od trzech lat unikatowe brzmienie Battlestara, od programistów keyboardów, aż po swojego brata - solistę. Nie dziwne zatem, że oglądając serial, lub słuchając płyty z soundtrackiem, jak bumerang powracać będą techniczne naleciałości kompozycji do wyżej wspomnianego widowiska.

Opracowany techniką gruntownego montażu soundtrack, wydany nakładem La La Land Records, wyłuskuje z partytury to, co słuchacz chciałby i powinien usłyszeć. Czasami aż ponadto. Biorąc pod uwagę monstrualny czas trwania materiału zawartego na krążku, można wręcz rzec, że kompozytor (a to właśnie on był odpowiedzialny za selekcję i dobór kawałków), w przeciwieństwie do samej partytury, zbyt ambitnie podszedł do jej wydania. Z pewnością nie należy mieć mu tego za złe. Powracając jednak do meritum sprawy, czyli do zawartości krążka, na pewno pod tym względem fani serialu nie będą czuć się zawiedzeni. Już na samym początku, zaraz po czołówce, szturmowani są serią suit tematycznych. Jest ich tu na potęgę. Poza kluczowymi dla biegu wydarzeń osobami jak szeryf Carter, Allison Blake oraz Henry, swoje muzyczne miejsce znajdują tu również postaci poboczne, wprowadzające do serialu wiele spontanu, a są nimi między innymi: Fargo i Taggart. Typowym dla danych postaci charakterom i osobowościom przypisywane są środki muzycznego wyrazu. I tak na przykład Carter oraz Fargo i Taggart opisywani są finezyjnym połączeniem komicznych sampli rodem z gier na Commodore 64 oraz gitarowych i akordeonowych przygrywek, a Allison Blake ciepłymi, choć nie pozbawionymi nutki melancholii frazami fortepianowo-gitarowymi. Instrumentarium jakim posługuje się tu McCreary jest zaiste ubogie. Tym bardziej cieszy fakt, że nawet z tak mizernym warsztatem, kompozytor radzi sobie całkiem przyzwoicie. Ale nawet najbardziej wysublimowane techniki łączenia dźwięków nie zniwelują pewnego zmęczenia materiału jaki można odczuć brnąć w dalsze utwory ścieżki. Sprawa tyczy się głównie muzyki akcji, która tworzona jest jakby na jedno kopyto, za pomocą schematu: perkusja lub sample rytmizujące, wtórująca im gitara, bądź akordeon (czasami oba), no i cała gama innych instrumentów wypełniających z większym lub mniejszym powodzeniem teksturę. Faktura muzyczna nie imponuje złożonością. Zresztą czego spodziewać się po ścieżce o komediowym zabarwieniu?

Niemniej, nawet wśród tej masy raczej ilustracyjnego rzemiosła możemy wyłowić kilka przykuwających uwagę kawałków jak rozbrajający The Mask of Fargo, czy chociażby wspomniane wyżej suity tematyczne. Jednym ze „smaczków” płyty jest niewątpliwie również piosenka Let's Get Hitched autorstwa brata McCreary'ego - Brendana. Pana tego znamy między innymi z covera piosenki All Along the Watchtower zrobionego na potrzeby finału trzeciego sezonu Battlestara. Spokojna, choć nie pozbawiona emocji ballada Let's Get Hitched idealnie wtapia się w równie niewymagający score. Ponadto na płycie znajdziemy również utwór dodatkowy, skomponowany przez Captain Ahab, EurekAerobics, który określić można jedynie mianem „technosyf”. Zbędny dodatek do i tak przydługiego miejscami krążka.

Cóż zatem w gwoli podsumowania mogę powiedzieć o całości tego muzycznego przedsięwzięcia? Wszystko sprowadza się do wniosków, że Bear po prostu wie jak się sprzedać. Nawet, gdy to, co oferuje nie jest aż tak atrakcyjne jakby się można było spodziewać. Otwarty blog prowadzony na swojej stronie, gdzie z dokładnością do każdego tematu kompozytor osobiście omawia koncepcję ilustracji i jej formy wyrazu, przyciąga tłumy, które nakręcone zaangażowaniem muzyka w racjonalizowaniu swojej twórczości domagają się jakichś próbek dźwiękowych. W ten oto sposób, niemalże każdy sezon poszczególnych widowisk telewizyjnych i pozostałe projekty kinowe doczekały się albumów z muzyką McCreary'ego. Albumów, które sprzedają się jak świeże bułeczki tak w samych Stanach jak i na całym świecie, mimo ograniczonej dystrybucji. Pozazdrościć tylko obrotności i pomysłowości w tej materii. I choć dobry marketing nie jest zły, to jednak osobiście wolałbym życzyć Bearowi odrobinę więcej pomysłowości... w rozwiązywaniu zagadnień ilustracyjnych.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Eureka On My Mind (Eureka Main Title) (00:30)*
  • 2. Sheriff Carter's Theme (03:27)
  • 3. Prehistoric Love Spores (02:38)
  • 4. Allison's Theme (02:52)
  • 5. Through the Vortex (05:02)
  • 6. Fargo's Theme (02:49)
  • 7. The Mask of Fargo (02:27)
  • 8. The S.A.R.A.H. Mobile (01:16)
  • 9. Let's Get Hitched [wyk.: Brendan McCreary] (03:54)
  • 10. When You Wish Upon Falling Debris (03:10)
  • 11. Little Big Bang (02:33)
  • 12. Henry's Theme (05:21)
  • 13. Taggart's Theme (02:02)
  • 14. The Laser Cannon (01:54)
  • 15. Noche De Sueńos (03:23)
  • 16. A Nuke for Fargo (05:41)
  • 17. EurekAerobics [muzyka dodatkowa - Captain Ahab] (02:31)
  • 18. Victor's Getaway (00:34)
  • 19. Henry and Beverly (04:24)
  • 20. Jack and Callie (02:31)
  • 21. Everyone's Dumb (01:48)
  • 22. The Heathers (00:37)
  • 23. Zane on the Lam (02:42)
  • 24. Erotomania! (02:26)
  • 25. A Night at Global Dynamics (03:52)
  • 26. Threat of Nuclear Cleaning (02:19)
  • 27. A Town Called Eureka (02:10)
  • 28. Eureka On My Mind Reprise (EUREKA End Credits) (00:51)*
Czas trwania: 76:54

* Utwory komponowali Mark Mothersbaugh i John Enroth
Komentarze
Tomasz Goska 2008-11-02 15:25
Widzisz Grzegorzu, gdybym nie obejrzał serialu pewnie nawet nie fatygowałbym się aby zdobyć soundtrack. Jak obejrzysz może wtedy, a raczej na pewno zrewidujesz swój pogląd na tą ścieżkę...
Grzegorz 2008-11-02 15:38
Do Bucholc Krok: ta ocena jest tylko z litości. W moim systemie ocen 1 to minimum - dlatego jest 1,5. Do Pana recenzenta: mój pogląd jest jednoznaczny i niezmienny. Do Kopra: jeśli masz zamiar postawić ją sobie na półce koło np. Goldsmitha, Poledourisa, Williamsa lub Zimmera - odradzam :D, ale robi wrażenie, jeśli koło niej jest np. Kupicha czy Cerekwicka...
Grzegorz 2008-11-02 15:52
Jeszcze coś do Pana recenzenta - nie wiem, czy moja ocena ulegnie zmianie - słuchałem tej ścieżki 3x - "od dechy do dechy" i nic mnie w niej nie urzekło - nic, kompletnie nic. A chyba o to chodzi, żeby coś urzekło, żeby nad czymś "zawiesić ucho". To tylko zwykła, rzemieślnicza, kowalska robota. I tyle na ten temat... Siostra też nie jest zachwycona. Nie mniej jednak stanowi fajne trofeum dla kogoś, kto lubi soundtracki (jedyny pozytyw).
Tomasz Goska 2008-11-02 17:27
Grzegorzu. Nie wiem jak szerokie masz doświadczenia w serialowej muzyce. Moje nauczyło mnie, aby nie stawiać krzyżyka na ścieżce zanim nie zapoznam się z filmem. Za nic miałem oprawę do Fireflydo momentu, gdy zetknałem się z serialem. Po tym doświadczeniu soundtrack urósł w moich oczach. Myślę, że nieporównywalnie bardziej ważne w przypadku muzyki serialowej jest znajomość materii filmowej zanim pod ocene podda się ścieżkę dźwiękową. Dlatego nigdy nie oceniam soundtracków serialowych bez wcześniejszego zapoznania się z serią. Łyknij sobie serial a wtedy siądziemy do stołu negocjować faktyczną wartość ścieżki... Pozdrawiam serdecznie.
Grzegorz 2008-11-02 19:30
Jedna rzecz - Dziwna sprawa... Troszkę recenzji ścieżek na FilmMusic.pl nie posiada oceny muzyki w filmie, tudzież w serialu - i to wcale nie podwyższa, czy nie obniża wartości danej ścieżki w albumie. Dziwna sprawa... - koniec jednej rzeczy. Po to kupuje się album, aby cieszyć się muzykę w nim zawartą. Co do muzyki zawartej w serialu - nie wypowiadam się, ale skoro ten album nie przedstawia całego potencjału muzyki serialowej - to po co to w ogóle zostało wydane??? Jeśli chodzi o mnie to nawet "Roll Tide" czy "Imperial March" jako dodatek nic by tutaj nadzwyczajnego nie zdziałał... Pozdrawiam :)
Grzegorz 2008-11-02 19:37
A... moje doświadczenie w muzyce serialowej - oceniam na dość dobre :), gdyż posiadam "troszkę" ścieżek tego "typu" (sporo Lorenca, amerykańszczyzna też jest). Jeszcze raz - wielkie pozdro :D
Tomasz Goska 2008-11-02 21:03
Ze swojej strony nigdy nie oceniałem ścieżki serialowej bez znajomości odpowiednika filmowego. Za recenzje kolegów z reedakcji nie odpowiadam jednak. "Po to kupuje się album, aby cieszyć się muzykę w nim zawartą." Ale żeby najpierw kupić trzeba się zmotywować.. tudzież obejrzeć serial i polubić ;> Pozdrawiam
Grzegorz 2008-11-02 21:21
Albo pożyczyć od siostry... "Po to kupuje się album, aby cieszyć się muzyką w nim zawartą." - właśnie dlatego się kupuje, "Ale żeby najpierw kupić trzeba się zmotywować.. tudzież obejrzeć serial i polubić". Panie Tomaszu... jest wiele filmów i seriali znakomitych, ale z badziewną muzyką i odwrotnie - jest wiele znakomitych soundtracków do badziewnych obrazów - to dalej nie zmienia stanu rzeczy. Polubić co? Ten soundtrack, czy serial? Dla mnie ważna, jako słuchacza jest muzyka - a z nią jest tu kiepsko i tego nie da się ukryć i żadne tłumaczenia tu nie pomogą. Zaczyna Pan się gubić, Panie Tomaszu...
Koper 2008-11-02 21:22
W kwestii samej "Eureki" nie wypowiadam się, bo nie znam i pewnie nigdy nie poznam, niemniej chciałem przedstawić swoją opinię nt. znaczenia znajomości filmu. Otóż nie jest żadnym odkryciem, że jeśli znamy i lubimy film i muzyka w nim dobrze działa, to nawet gdy album jest kiepski, to patrzymy na niego łaskawiej. Jednak Tomku, Grześku, po to są oceny muzyka w filme - muzyka na płycie, by móc zaakcentować ewentualne znaczące różnice w odbiorze z i bez obrazu (to przy horrorach często wychodzi), zaś w ocenie ogólnej można sobie pozwolić na ocenienie całości pracy kompozytora biorąc wszelkie za i przeciw pod uwagę. Takie jest moje zdanie i tak ja staram się oceniać. Jeśli muzyka bez filmu faktycznie prezentuje się tak odpychająco, to może i dwie gwiazdki w pozycji "muzyka na płycie" byłyby trafniejsze? Nie wiem, ale wg mnie recenzując płytę przede wszystkim powinniśmy się kierować tym, co może dostarczyć słuchaczowi album (w końcu wydano go, żeby słuchać muzyki), a nie tym, czy spodoba się fanowi filmu/serialu. Oczywiście nie zamierzam dyskutować z Tomkiem w kwestii oceny. Może to i jest płyta na słabe/mocne 3? W końcu każdy inaczej odbiera muzykę. Jedni kochają Zimmera, inni Rozsę, a są i tacy pewno co uwielbiają ich obu. :]
Grzegorz 2008-11-02 21:37
Koper wybawco!

Do tej recenzji istniej? jeszcze 3 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Eureka

Kompozytor:

  • Bear McCreary

Muzyka dodatkowa:

  • Aaron A. Roethe

Dyrygent:

  • Bear McCreary

Orkiestrator:

  • Bear McCreary
  • Aaron A. Roethe
  • Brandon Roberts

Wydawca:

  • La-La Land Records (2008)

Producent:

  • Bear McCreary

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie