Szukaj: w


recenzje

Planet of the Apes (Planeta Małp)


Znaczący rozkwit kina science-fiction miał miejsce na przełomie lat 60 i 70. Wtedy to właśnie powstawało wiele legendarnych filmów, których metaforyczna wymowa często niejednokrotnie podejmowała krytykę wielu ustrojów politycznych oraz stosunku ludzkości do masowych problemów natury egzystencjalnej oraz moralnej w ówczesnym „brudnym” świecie.

W 1968 r. Franklin J. Shaffner nakręcił unikatowe przedstawiające futurystyczny świat dzieło, w którym zdegradowani do poziomu zwierząt ludzie stali się niewolnikami wysoko rozwiniętych człekokształtnych małp. Film zawierał masę niesłychanie pouczających alegorii, które w owych czasach stawały się zagrożeniem dla ludzkości. Filmem owym była Planeta Małp, dzieło które zyskało status kultowego. Pomimo upływu lat wciąż z radością zasiadamy przed naszymi telewizyjnymi kineskopami, podziwiając jak na te czasy znakomitą pracę charakteryzatorów, oraz niespotykane jak na tak niski budżet efekty specjalne. Świetny pomysł wyjściowy produkcja zawdzięcza klasycznej już powieści Pierre’a Boulle’a, pod tym samym tytułem. Projekt zapisał się w pamięci ludzi na długo. Wyciągali oni, bowiem z niego odpowiednią naukę oraz przestrogę. Naukę, która przede wszystkim potępiała rasizm oraz przestrogę przed nonszalancją ówczesnych „panów świata”, którzy przez swą głupotę mogli doprowadzić do nuklearnej eksterminacji ludzkości poprzez wiele spekulacyjno-politycznych niedomówień. Do aranżacji muzycznej podszedł Jerry Goldsmith. Współpraca przy filmie z Shaffnerem zaowocowała późniejszą przyjaźnią z reżyserem, który jeszcze kilkakrotnie prosił Goldsmitha o stworzenie oprawy muzycznej do swoich filmów (Patton, Pappilon).

Z początku myślałem, że dostane wynik muzycznie odpowiadający budowie Star Treku. Z mocnym tematem przewodnim i dynamiczna muzyką akcji. To co usłyszałem dosłownie wbiło mnie w fotel początkowo z zachwytu nad oryginalnością a później nad jej znakomitym technicznym wykonaniem. Wypuszczony przez Varese Sarabande 1997r score zawierał 18 pozycji, co dawało grubo ponad godzinę muzyki. Wśród wielu kompozycji znajduje się troszkę przydługa (ponad 16 minut) suita Escape From The Planet Of The Apes. Ścieżka nagrywana była jeszcze w systemie analogowym i gdzieniegdzie mogą nas denerwować pojawiające się szumy i trzaski.

Goldsmith podszedł do ścieżki z wielkim poświeceniem. Jak wynika z pogłosek podczas sesji nagraniowej Jerry miał na sobie maskę małpy w czasie kiedy dyrygował orkiestrą. Ta komiczna i zarazem niecodzienna sytuacja świadczyła jedynie klasie kompozytora, który wczuł się dogłębnie w swoją pracę. Goldsmith zaserwował nam niezwykłe unikalny i ponadczasowy soundtrack. Jerry analizując film przed rozpoczęciem układania nut doskonale wyczuł i oddał panujący tam klimat, a co więcej rozpisał i wykreował niezwykle psychologiczny muzycznie świat. Kompozytor wykorzystując awangardowe techniki aranżacji oraz często archaiczną orkiestracje stworzył niezwykle oryginalny projekt. Barbarzyńsko brzmiące dźwięki pojawiające się w zaskakujących momentach doskonale obrazowały prymitywne i totalitarne społeczeństwo małp. Zarazem stały się wyznacznikiem dla tego gatunku niesłychanie dobitnie akcentując ich zachowanie wygląd oraz charakter. Maestro, bowiem używał w utworach brzmień, które do dziś stanowią zagadkę w ich 100% odszyfrowaniu. Kto inny, jak nie Goldsmith wpadłby aby na gruncie muzyki filmowej zastąpić tradycyjne talerze perkusyjne dźwiękiem uderzanych o siebie miseczek (The Searchers, New Mate) W projekcie Jerry używa starożytnego baraniego rogu, którego wydobywający się wyjący dźwięk specyficznie utożsamia się z człekokształtnymi istotami z planety(The Hunt). Wykreowany świat szokuje zdumiewa wręcz powala swoja oryginalnością! Na dodatek wszystko jest tutaj do końca przemyślane i ma swoją ogromną rolę w tworzeniu tego „małpiego” klimatu. Ze zdumieniem oraz ogromnym podziwem spojrzałem na ścieżkę, gdy udało mi się dowiedzieć, iż rezygnując z typowych bębnów perkusyjnych Goldsmith sięga po cuice(brazylijski instrument perkusyjny), który swoim chrząkaniem oraz wydobywającym się nieziemskim dźwiękiem nokautuje słuchacza oryginalnością brzmienia. Jerry z dobrego kompozytora stał się wręcz magikiem czarując nieskazitelną barwą swą kompozycję a przy tym wprowadzając w zdumienie a nawet osłupienie słuchacza. Sam muzyk nie rezygnuje jednak z tradycyjnych instrumentów. Dużo w partyturze fortepianowych pasaży oraz akordów. Blaszaki również mocno dają znać o sobie akcentując każdy takt i jednocześnie wspomagając atmosferę panująca w filmie (głównie przewijająca się trąbka).W tym atmosferycznym projekcie mnóstwo jest pojawiających się motywów pizzicatta oraz kapryśnie i chaotycznie brzmiących dęciaków przy niesamowitej rytmice działania. To co na pewno wszystkich zaskoczy to pojawienie się gitary elektrycznej w 16 minutowej suicie zamykającej cały album. Jej brzmienie (gitary) doskonale wkomponowuje się w aurę panująca w filmie. Sam fakt użycia tego instrumentu świadczy o bogatej palecie przyrządów, z jakich korzysta twórca.

To co mogło wydawać się niemożliwe jednak istnieje a mowa tu o poważnych wadach ów omawianego score’u. Przede wszystkim to brak jakiekolwiek linii melodycznej. Atonalność oraz dysonanse występują niemal w każdym utworze. W większości kawałków posiada ogromny chaos dźwiękowy oraz totalny bałagan muzyczny, który tworzy nieznośną papkę. To przykład muzycznej awangardy lat 60-tych. Muzyka filmowa czerpała wtedy z rozwiązań kompozytorów poważnych. Stąd takie inne nieco podejście do tworzywa. Już nie neoromantyczna wizja w stylu Korngolda czy Steinera, ale właśnie Goldsmithowska awangarda czerpiąca choćby od Strawińskiego. Dodatkowo dochodzi fakt obrazowości całej partytury. Jest ona idealnie wygenerowana oraz zgrana niestety wyłącznie dla potrzeb filmu. Słuchacz będzie musiał nie lada wysilić się by spróbować strawić tą topornie (niestety) brzmiąca ścieżkę. Czasem staje się po prostu nieznośnie i nudno. To ogromne wady świadczące o tym iż ścieżka Jerry’ego nie jest adresowana do wszystkich, a raczej do wąskiego grona słuchaczy. Warto też wspomnieć o inspiracjach muzycznych Jerry’ego, który wyraźnie wzorował się na muzyce Alexa Northa.

Na koniec należy odpowiedzieć na pytanie, do kogo adresowana jest ta niecodzienna praca kompozytora. Nasuwa się od razu spostrzeżenie, iż po soundtrack przeważnie powinni sięgnąć Ci, którzy doceniają zalety ilustracyjnego charakteru płyty. Fani filmu, którzy będą chcieli poczuć tą niezwykłą atmosferę panującą na ścieżce. Specyficzna orkiestracja zdecydowanie zniechęci do siebie tradycyjnych słuchaczy. Zbyt pochopny zakup(tak naprawdę ciężkiego do znalezienia w popularnych sklepach score’u) może okazać się dla większości zmarnowaniem wydanych pieniędzy. Więc jeśli ktoś nie miał okazji obejrzenia filmu niech lepiej odłoży myśl o zdobyciu tegoż albumu. Jego wartości stricte ilustracyjne mogą bowiem stanowić barierę nie do przejścia dla przeciętnego słuchacza. Podsumowując krótko Goldsmith ociera się tutaj o niekonwencjonalny artyzm wyrazu. Album jest najbardziej oryginalnym arcydziełem kina popularnego, hollywoodzkiego. Najbardziej adekwatnym podsumowaniem będzie w moim odczuciu fraza: Małpie Arcydzieło.



Autor recenzji:  Przemek Korpus
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Twentieth Century Fox Fanfare(0:13)
  • 2. Main Title (from "Planet Of The Apes")(2:13)
  • 3. Crash Landing(6:40)
  • 4. The Searchers(2:25)<
  • 5. The Search Continues(4:55)
  • 6. The Clothes Snatchers(3:09)
  • 7.The Hunt(5:10)
  • 8. A New Mate(1:04)
  • 9. The Revelation(3:20)
  • 10. No Escape(5:39)
  • 11. The Trial(1:45)
  • 12. New Indentity(2:24)
  • 13. A Bid For Freedom(2:36)
  • 14. The Forbidden Zone(3:23)
  • 15. The Intruders(1:09)
  • 16. The Cave(1:20)
  • 17. The Revelation (Part II)(3:15)
  • 18. Suite (from "Escape From The Planet Of The Apes")(16:27)
Czas Trwania: 67:07
Komentarze
Marek 2005-06-19
14:57
Bardzo dobra i obiektywna (a w przypadku tego score trudno zachować obiektywizm) recenzja jednej z najważniejszych, ale i najtrudniejszych kompozycji w historii kina. Przede wszystkim należą się Przemkowi pochwały za przygotowanie merytoryczne tekstu, można się tu bowiem naprawdę wiele dowiedzieć (czekało mnie trochę niespodzianek). Obiektywizm natomiast w moim odczuciu przejawia się w dość łagodnym - choć nie oponowałbym nawet przed niższą oceną na albumie - potraktowaniu wydania płytowego, będącego prawdziwym wyzwaniem dla słuchacza. Czekam na ciąg dalszy ;)
Mefisto 2006-09-14
20:49
Solidna pozychja Goldsmitha, która oddaje film, ale poza tym jakoś mnie nie wciągnęła. Podobnie zresztą jak Elfman w remake'u.
Koper 2006-12-28
22:47
Kapitalny film i dużą rolę odgrywa w nim muzyka. Muzyka jednak taka, która nie zachęca do sięgnięcia po wydanie płytowe. Dlaczego, to już Przemek świetnie opisał w recenzji. Natomiast co do samego filmu jeszcze, to nie wydaje mi się, żeby akurat kwestia rasizmu była tu istotna. Co prawda pojawia się tam nawet taki dialog, kiedy bodaj Zaius mówi "...wszystkie małpy są równe" na co Tyler odpowiada mniej więcej: "widzę, że niektóre są równiejsze", jednak świat małpich ras i ich problemów kompletnie wydaje się nie przystawać do konfliktów rasowych w Ameryce. Ja tam (obok głównej przesłania-przestrogi, którą przynosi dopiero sam finał) na inne rzeczy zwróciłem uwagę, choćby proces, w którym religijny fanatyzm staje na przeciw nauce i wolności myśli (kłania się tu film "Kto sieje wiatr"). No ale akurat "Planet of the Apes" jest tak bogata w alegorie, przesłania, przestrogi, że każdy może tu odkryć coś innego. :) Jeden z niewielu filmów, który w tym aspekcie przebił literacki pierwowzór.
Thedues 2006-12-28
23:11
To prawda Koper;) każdy może na różnoraki sposób interpretować ten genialny film. Popatrz nawet coś ciekawego i interesującego się od Ciebie dowiedziałem z tego komentarza;) ehhhh;) Co do konfliktu na tle rasowym, to cały świat ma problemy z tym. To dobrze, ze dzieło Shaffnera i teraz potrafi czegoś uczyć - ja tak przynajmniej zrozumiałem jedno z przesłań jakie nam owe dzieło dostarcza. Szkoda, ze później Burton nie mógł pokusić się o coś nowego w swojej historii kładąc główny nacisk jedynie na akcje…
Koper 2006-12-29
11:50
No niestey - film Burtona chyba nie ma żadnego przesłania. Jest kolorowy, pełen małpich figli, ale płytki niestety. Co ciekawe, chyba jednak wierniejszy książce (która przyznam szczerze nie zrobiła na mnie większego wrażenia) - tylko po co obdarzył ludzi z Planety zdolnością mowy? No ale to już temat na inną dyskusję. :) Pozdrawiam
bladerunner21 2011-02-11
15:56
Jeden z moich ulubionych filmów. Cheston spacerujący po plaży dostrzega Statuę Wolności. Geniusz !. Muzyka w filmie działa bardzo dobrze, wydanie płytowe ciut za długie i męczące. Ciekawe wykorzystanie elektroniki przez Goldsmith do tego świetne ''The Hunt''. Mocne 4.
bladerunner21 2011-02-11
15:58
Heston :P
Andy 2014-01-27
23:14
Dlaczego atonalność i dysonanse mają być wadą? "Brak linii melodycznej" to stanowczo za dużo powiedziane. Z chaosem i nieznośną papką też się nie zgodzę - to dość śmiałe stwierdzenie, dla którego nie widzę żadnego usprawiedliwienia. Skomplikowana struktura, niebanalna rytmika, segmentacja - owszem - ale nie nieuporządkowany chaos.

Planet of the Apes (Planeta Małp)

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Jerry Goldsmith

Wydawca:

  • Varese Sarabande
  • (1968 / 1997)

Producent:

  • Nick Redman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie