Szukaj: w


recenzje

Toxic Tunes from Tromaville


Czy wyraz „Troma” mówi wam cokolwiek? Jeżeli kiedykolwiek w życiu miałeś(-aś) styczność z kinem kampowym, to ta nazwa nie powinna być ci obca. Dla całej reszty należy się krótkie wyjaśnienie... Troma to nowojorska niszowa wytwórnia filmowa, założona na początku lat 80-tych przez Lloyda Kaufmana, zajmująca się produkowaniem wszelkiej maści badziewnych filmów grozy, science-fiction, akcji za przysłowiowe psie pieniądze. Można by było bez problemu postawić te nieszczęsne filmidła na jednej półce z produktami mistrzów kiczu jak Uwe Boll, gdyby nie fakt, że Kaufman świadom jest miałkości swoich obrazów, a wręcz jest z tego dumny. Zakrapia je potężną dawką groteski, dowcipu i parodii, nie zawsze co prawda przemawiających do widza, ale z pewnością wyróżniających w ten lub inny sposób owe obrazy z całej masy poronionych filmowych dziwadeł.

Ilekroć sięgałem do produkcji Tromy, a nie ukrywam, że obejrzałem już ich trochę, oprócz mizernego jak letni barszcz montażu i żałosnego scenariusza, zawsze strona muzyczna przedsięwzięcia wzbudzała we mnie największe emocje. Mój pierwszy kontakt z Tromowym „number one”, Toksycznym Mścicielem, był niczym kąpiel w niezwykle śmierdzącym i paskudnym szambie, po której zapach ma prawo pozostać jeszcze na długi okres czasu. I gdyby nie wyrobiona odporność na tego typu traumatyczne doświadczenia audio-wizualne, pewnie nigdy nie zdecydowałbym się na dalsze eksperymenty z Tromą. Zachęcony umieszczonymi na oficjalnej stronie studia kawałkami muzycznymi z projektów Kaufmana, rozpocząłem moją internetową wyprawę w poszukiwaniu oficjalnego albumu wydanego prawie półtorej dekady temu, a na którym można było znaleźć piosenki i suity tematyczne z czterech najbardziej (wówczas) kultowych filmów Tromy - Toksycznego Mściciela, Sierżanta Kabukimana, Napromieniowanej Klasy oraz Fortress of Amerikkka (oficjalnego polskiego tytułu nie znam). Kilkanaście godzin później z moich głośników sączyły się już poszczególne utwory tegoż krążka. Jego budowa nie jest dosyć skomplikowana. Jak w większości soundtracków nastawionych na komercyjnego odbiorcę, muzyka oryginalnie skomponowana na potrzeby poszczególnych filmów zestawiona jest z piosenkami promującymi je. Ponadto dochodzę jeszcze dwa dodatkowe elementy – dwa odjechane trailery dźwiękowe z Barbarzyńskiej Nimfomanki w Piekle Dinozaurów oraz Girl School Screamres, a także wywiad z samym Kaufmannem.

Płytkę otwiera daremne jak polska polityka w sprawie tarczy antyrakietowej, kilkunastosekundowe logo Tromy. Po tej chwilowej męczarni przechodzimy do najbardziej soczystej części albumu, czyli piosenek. Już pierwsza minuta spędzona z The Toxic Avenger Part 2 Theme wciąga nas w całości do Kaufmanowskiego świata absurdu. Jak przystało na filmy akcji lat 80-tych, song promujący „Toxiego” jest kombinacją popowo-rockowych konwencji, badziewnych niesamowicie od strony lirycznej, ale fantastycznie ostających się (dzięki prostej jak drut melodii) w świadomości słuchacza na dłuższy okres czasu po odsłuchu. Jeżeli miałbym szukać analogicznych tworów muzycznych, zajrzałbym najprędzej na podwórko dwóch kultowych seriali dla najmłodszych, mianowicie Transformers i Power Rangers. Podobnie sprawa się ma z piosenkami do Sierżanta. Kabikimana, dwóch części Napromieniowanej Klasy oraz Fortress of Amerikkka. Innymi słowy, pełno krzyczanego patosu, ostre granie w starym „brudnym” stylu no i masa radości dla osób słuchających owe kawałki. Na płycie znalazł się jeszcze jeden song, mianowicie Troma Rap. Nie pochodzi on z żadnego konkretnego filmu, a pełni raczej rolę stricte promocyjną dla studia Kaufmana. Oczywiście do „charyzmy” i „przebojowości” wyżej wspominanych kawałków daleko mu...

Osobnym elementem wartym chyba większej uwagi jest original score. Jak wspomniałem wyżej poszczególne ścieżki dźwiękowe zmiksowane zostały na potrzeby albumu do suit tematycznych. Ci, którzy spodziewają się tu orkiestrowego grania będą niepocieszeni. Tromę nie stać by było nawet na zatrudnienie trzecioligowego kompozytora, już nie wspominając nawet o zorganizowaniu kameralnej orkiestry. Ale to akurat nie stanowiło dla Kaufmana nigdy problemu, bo tak jak i 20 lat temu, tak i dzisiaj, swoje filmy zdobi syntetycznym plumkaniem. Uwierzcie mi, nawet gdyby John Williams zgodził się pisać dla Tromy za darmo, a jakimś cudem znalazłyby się pieniądze na LSO lub inną prestiżową orkiestrę, po prostu gryzłoby się to z niszą jaką serwuje swoim widzom Kaufman. Cóż zatem otrzymujemy? Ścieżki nade wszystko rzemieślnicze, choć i jakość owego rzemiosła przez krytyka muzycznego stawiana będzie pod wielkim znakiem zapytania. Ponad tą zewsząd ogarniającą nas otoczką kiczu unosi się jednak coś jeszcze – komediowa stylistka obracająca nawet potwornie prostackie melodie w element komediowy. Szczególnie mocno uzewnętrznia się to w przypadku suit do Sierżanta Kabukimana, gdzie wsiurskie tematy opatrzone zostały laickim bliskowschodnim elementem etnicznym, lub prowadzącej akcję syntetycznej trąbce... Muzyka dla uszu spragnionych elektronicznego kiczu. Na albumie niestety nie znajdziemy fragmentów score z filmów o Toksycznym Mścicielu. Czemu? Nie mam zielonego pojęcia. Faktem jest, że w pierwszej części było jej jak na lekarstwo, ale dwie kolejne, nakręcone przed wypuszczeniem albumu, posiadały już swoje pełne oprawy.

Mając jako takie doświadczenia z filmami Tromy, szczególnie tymi, do których odnosi się opisywany tutaj soundtrack, Toxic Tunes jawić się może jako doskonała powtórka z rozrywki, muzyczny flashback, ponowna wycieczka do fikcyjnego świata absurdu zwanego inaczej Tromaville. Zapewne dziwnie to zabrzmi, ale ten album ostatnimi czasy sprawił mi więcej radości ze słuchania niż wszystkie razem wzięte „hiciory” made in Hollywood pokroju Mroczny Rycerz, czy Mumia 3. Szkoda tylko, że owe wrażenia zarezerwowane są tylko dla tych, którzy mieli już wcześniej do czynienia z wymysłami Kaufmana i jego ekipy i nie zniechęcili się nimi. Dla „niewtajemniczonej” reszty będzie to niestety kolejny soundtrackowy bubel nadający się tylko do wyrzucenia. Całe szczęście nie oni oceniają tą płytę tylko ja. :P



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 73:36
Komentarze
Koper 2008-08-02
13:53
Trochę nie rozumiem, Tomek twojego podejścia do muzyki w filmie. Killer Klowns - 2, Troma - 5... A przecież między oddziaływaniem jednych i drugich ścieżek w obrazach wcale nie ma tak porażającej różnicy. PS: Mój kontakt z Tromą ogranicza się jak dotąd do Toksycznego Mściciela :D i raczej na tym poprzestanę. Choć nie powiem, Barbarian Queen kusi mnie skąpo odzianymi paniami... :D
Tomasz Goska 2008-08-02
14:35
Myslę, że tu wszystko rozbija się o gusta. Klowny w filmie wypadły średniacko poza kilkoma kawałkami, muza w Tromie brzmi bajecznie :P

Toxic Tunes from Tromaville

Kompozytor:

  • Bob Mithoff i inni

Wydawca:

  • SouthEast Records (1994)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie