Szukaj: w


recenzje

Hancock


Zmarnowana w sumie szansa na polemikę z zalewającymi rynek kinematografii filmami o superherosach, jaką jest Hancock Petera Berga, jest zarazem dla specjalizującego się – obok animacji i okazjonalnych wycieczek w rejony kina ambitniejszego, jak choćby tegoroczny Stop-Loss - w gatunku sensacyjno-komediowym Johna Powella kolejną okazją, po nieudanym Jumperze, dla wypróbowania swoich talentów na polu komercyjnej i naładowanej solidną dawką adrenaliny rozrywki. Ilość projektów, jakie kompozytor w ostatnich latach podejmuje, i tempo jego pracy powodują wprawdzie (poza odwiecznym pytaniem o procentowy udział ghost-writingu w poszczególnych przedsięwzięciach), że charakterystyczny język muzyczny twórcy stał się dość przewidywalny, ale jednocześnie nieskrępowany entuzjazm i energia, jakie z prac Powella wręcz emanują, pozwala cieszyć się bezpretensjonalną zabawą, przede wszystkim zabawą na poziomie – a tą Hancock bez wątpienia jest.

Formuła i ogólny zarys wykorzystywanej tu stylistyki od czasu The Italian Job czy Mr. And Mrs. Smith nie uległ większej ewolucji, zgodnie z oczekiwaniami, kompozytor sięga po wypróbowane metody, z użyciem elementów idiomu jazzowego i rockowego włącznie, choć całościowo ilustracja ta skupia się głównie na składniku orkiestrowym. Zwłaszcza w obrębie komediowego underscore sporo tutaj powellowskich klisz, które na dłuższą metę mogą nużyć znającego wcześniejszą dyskografię twórcy słuchacza; niemniej jednak jest to materiał funkcjonalny i wysokiej klasy, a jego przewaga nad bombastycznymi sekwencjami akcji i przygody podyktowana została raczej charakterem filmu Berga i tu właśnie należałoby się doszukiwać słabostek wydanego przez Varese albumu.

Hancock jest bowiem klasycznym przykładem płyty, gdzie nagrodą za cierpliwość odbiorcy jest potężny, efektowny finał, który w zasadzie stanowi również o wartości kompozycji Powella w kontekście filmu. Konsekwentna ewolucja chwytliwego tematu przewodniego na przestrzeni ścieżki zakończona muskularnym rajdem tematycznym w Death and Transfiguration i znakomitym The Moon and the Superhero, sprawiają, że widz wychodzi z seansu z rozbudzonym muzycznym apetytem, a to przecież jeden z wyznaczników udanej i trafnej ilustracji filmowej. Finalny utwór nie jest co prawda niczym wybitnym i z pewnością nie osiąga tych wyżyn, co ścieżki dźwiękowe do drugiej i trzeciej odsłony przygód Jasona Bourne’a, niemniej stanowi dość rzadki w ostatnim czasie przykład szacunku kompozytora i reżysera dla przygotowanej warstwy tematycznej. A że temat to bardzo zgrabny i świetnie zaaranżowany, Hancock wraz z równolegle wypuszczonym na rynek Wanted Elfmana, jest pewnym wyznacznikiem solidnej i niebanalnej rozrywki w tegorocznym sezonie letnim.

Trochę szkoda z drugiej strony, że Powell nie pokusił się o bardziej unikalny język dla ilustracji tytułowej postaci, wspomniany heroiczny temat przewodni jest bowiem w stu procentach przewidywalny i w kontekście gatunku nie stanowi specjalnie wyszukanej muzycznej sygnatury. Czy jednak film Berga potrzebował czegoś więcej? Wydaje się, że nie, zwłaszcza iż heroizm jest w nim jedynie tłem dla poszukiwania własnej tożsamości, a temat Powella, silnie naładowany emocjami i wykraczający poza surową muskulaturę anthemów ostatnich lat, elegancko łączy oba te wątki. Obok niego na album trafiła też sensowna dawka muzyki akcji, miejscami może trochę wtórnej (Boat Chase z Włoskiej roboty; nieoczekiwana wizyta bourne’owskiego Bim Bam Smash w skądinąd świetnym utworze Hollywood Blvd) i ginącej w filmie (równie świetny SUV Chase wyleciał z obrazu, zapewne już na etapie postprodukcji), ale charakteryzującej się ową wulkaniczną dawką energii, z której Powell słynie i która zapewnia mu miejsce pośród najciekawszych kompozytorów jego pokolenia. Oczekiwanie na finał albumu nie jest zatem doświadczeniem nudnym, choć co tu dużo ukrywać, w kinie słychać fragmenty nie wydanego materiału, mogącego z sukcesem zastąpić część obyczajowo-komediowego underscore ze środka płyty...

Jak zatem umiejscowić Hancocka w bogatej już filmografii Johna Powella? Z pewnością jest to kompozycja niegłupia, która sprawnie dostosowuje się do rzeczywistości obrazu Berga i która w wielu miejscach wykracza poza rolę płytkiej narracji. Z drugiej strony, mimo niewątpliwych walorów rozrywkowych, jest to również kompozycja niezbyt wiele do gatunku wnosząca, wszystko to bowiem Powell kiedyś, w tej czy innej formie, już napisał i wypróbował. Na szczęście owe znajome chwyty wciąż przekonują i pozostaje mieć nadzieję, że ich autor wyczuje, kiedy eksploatowana formuła się wyczerpie. W Hancocku bez wątpienia jeszcze działa.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. SUV Chase (02:01)
  • 2. John, Meet Ray (02:05)
  • 3. Train Disaster (02:40)
  • 4. Meatballs? (00:57)
  • 5. The Trailer (02:00)
  • 6. French Asshole (01:32)
  • 7. Superhero Comix (00:44)
  • 8. You Should Go! (00:51)
  • 9. Mary Brings Meatballs (01:33)
  • 10. Getting Therapy (02:18)
  • 11. To War (01:19)
  • 12. I Really Hate That Word (00:48)
  • 13. Standing Ovation (01:06)
  • 14. The Kiss (02:20)
  • 15. Indestructible (02:05)
  • 16. Hollywood Blvd (06:24)
  • 17. Mortal (05:27)
  • 18. Upon Us All (01:19)
  • 19. Death and Transfiguration (03:55)
  • 20. The Moon and the Superhero (03:13)
Czas trwania: 44:37
Komentarze
Patryk 2008-07-18 22:29
Bardzo przciętna płyta. Dobry, chwytliwy motyw przewodni, a poza tym to powielanie siebie i żżynanie z innych, np. Davida Arnolda. Momentami zdaje mi się, że słucham fragmentów "Four Brothers" albo "Hot Fuzz". A oryginały i tak lepsze ;)
Mefisto 2008-07-19 01:32
Heh, to akurat nie najlepsze porównanie - nie wiem, gdzie Ty tam widzisz Four bros i Hot Fuzz, trochę nie ta stylistyka
Koper 2008-07-19 10:11
"Hot Fuzz"? Jakoś nie wyczułem tych rzekomych powielań. :] A płyta niezła, spokojnie bym dał 4, gdyby tak koło połowy albumu nie zaczęło się robić zwyczajnie nudno. :) Ale "The Moon and the Superhero" to póki co jeden z najfajniejszych kawałków roku.
Patryk 2008-07-22 14:22
No nie wiem. Jak pierwszy raz przesłuchiwałem tę płytę, momentami byłem pewien, że to fragmenty prawie żywcem wyciągnięte z przytoczonych płyt Arnolda. Przede wszystkim łączenie orkiestry i elektroniki brzmiało dla mnie bardzo podobnie. Oczywiście nie można porównywać całych płyt, ale poszczególne utwory i sposób budowania klimatu jest dla mnie niezwykle podobny. Tak czy owak tamte płyty lepsze :)
Koper 2008-07-22 18:41
Które? Hot Fuzz? To chyba jakiś bootleg, bo standardowe wydanie ma obok piosenek może z 20 minut scoru i to fatalnie skrojonego w main title + suitę.
Tomasz Goska 2008-08-01 23:50
Film - pierwsza klasa! :D Co do muzyki... No cóż, Powell nie grzeje ani nie ziębi. Solidny score z elementem akcji typowym dla tegoż kompozytora. Pare fajnych kawałków wybijających się ponad przeciętność jak początkowy SUV chase, czy Death and Transfiguration. Jeżeli miałbym jednak zadecydować pomiędzy kupnem płyty, a biletu do kina, wybrałbym to drugie. :]
Garnini 2008-10-28 07:33
Po 10 przesłuchaniach stawiam na równi z Paycheck'iem
czoug 2011-01-19 23:02
Toś zaszalał Garnini:)
Mieszko 2013-07-12 12:59
Bardzo fajny rozrywkowy (nie tylko!) score, do którego zdarza mi się często wracać.
Mieszko 2014-09-08 01:21
Aha! Jeszcze jedno... Słuszna nominacja do Filmmuzy za "The Moon and the Superhero". ;)

Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Hancock

Kompozytor:

  • John Powell

Muzyka dodatkowa:

  • John Ashton Thomas
  • Henry Jackman

Dyrygent:

  • Pete Anthony
  • Don Harper
  • Blake Neely

Orkiestrator:

  • Jane Antonia Cornish
  • John Ashton Thomas
  • Kevin Kleisch

Wykonawcy:

  • The Hollywood Studio Symphony

Wydawca:

  • Varese Sarabande (2008)

Producent:

  • John Powell

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie