Szukaj: w


recenzje

Chronicles of Narnia: Prince Caspian, the (Opowieści z Narnii: Książę Kaspian)


Oj lenistwo ogarnęło ostatnio kompozytorów Hollywoodu. Gdy już tylko któremuś twórcy uda się wykreować jakiś nowy muzyczny patent, modus który odniósł sukces, zaraz wpadają w samouwielbienie i trzymając się go nachalnie klonują bez jakiejkolwiek refleksji twórczej. Tak właśnie jest z ostatnim dokonaniem Harry Gregsona-Williamsa. Po sukcesie pierwszej części "Opowieści z Narni" chyba wszyscy mieli nadzieję, że kompozytor w kolejnej odsłonie będzie się trzymać niepisanego kodeksu twórców filmowych i pokusi się o zaserwowanie nam czegoś więcej niż jedynie kosmetycznych zmian.

Zawiedli się chyba wszyscy. Gregson-Williams nie wniósł w nową partyturę nic nowego. Słuchając jej na płycie miałem wrażenie jakby Książę Kaspian był jedynie na nowo nagraną partyturą do "Lwa, Czarownicy i Starej Szafy". Owszem są tu maleńkie poprawki w kwestiach timingu i komputerowej modyfikacji brzmienia poszczególnych instrumentów, ale nazwać to "coś" oryginalną partyturą bym się nie ośmielił… No dobrze może nieco przesadzam, ale drażni mnie ten brak weny twórczej, który sprawia, że kompozytorzy nie są już w stanie napisać nowego oryginalnego tematu (bo przecież oparty na znanej z pierwszej części fakturze Raid On The Castle to chyba za mało aby uznać utwór za nowy).

Słuchając drugiej części "Opowieści z Narni" muszę się ukorzyć przed czytelnikami i przyznać, że chyba zbyt nisko oceniłem pierwszą cześć serii. Przy wielu błędach jakie popełnił w niej Gregson-Williams, udało mu się bowiem wykreować muzyczne tło dla świata Clive'a S. Lewisa, tło którego jakość można docenić dopiero konfrontując je z słabą częścią drugą. Co jednak ciekawe gdyby nie zatrważający brak oryginalności, płyta z Księcia Kaspiana byłaby całkiem niezła. I nie drażni mnie wcale fakt komputerowej modyfikacji poszczególnych instrumentów. Przesterowane smyki brzmią może i selektywnie, ale jeśli zrozumiemy, że tego typu muzyka filmowa bardziej zbliża się do spuścizny muzyki popularnej (i to raczej w tych kategoriach należy ją oceniać) nie powinniśmy się obruszać. Należy sobie tylko zadać pytanie, dlaczego w partyturach filmowych tak późno zaczęto posługiwać się tym czym w heavy metalu, hard rocku, czy nawet w popie bawiono się już w latach 70… Może to ta nieznośna chęć uczynienia z użytkowej, hollywoodzkiej muzyki filmowej wyniosłej klasyki? Może.

Wracając jednak do meritum. Trochę trudno pisać o czymś, co jest tak diablo wtórne, a jedynym novum jest tu zmiana ustawień dokonana na stole mikserskim. Ale poważnie, pewną ciekawostką, która rzuciła mi się po przesłuchaniu płyty było krótkie nawiązanie do kompozytorskiej techniki niejakiego Gustavo Santaolalli. Choć wszyscy Argentyńczyka odżegnują od czci i wiary, to jednak wpływ jego skrajnie minimalistycznych kompozycji, na współczesną ilustrację hollywoodzką jest niepodważalny. Chyba bardzo dobrym przykładem może być tutaj utwór Journey to the How. Ale wzorce od Santaolalli to tylko taki szczególik. Znacznie więcej znajdziemy tu nawiązań do techniki kompozytorskiej znanej z muzyki akcji choćby Jamesa Hornera (Prince Caspian Flees), czy Elliota Goldethala (mroczne faktury underscoru). W słuchaniu płyta może się wydać nawet atrakcyjna (i nie mają tu nic do gadania słabe popowe pioseneczki zamieszczone na końcu albumu). Orkiestrowa muzyka wpisuje się bowiem dokładnie w trend, którego oczekują zwolennicy dzisiejszych hollywoodzkich tapet. Jest dynamicznie, monumentalnie, momentami tematycznie, nowocześnie (elektronika), a nade wszystko atrakcyjnie. Tylko, że jest to taka atrakcyjność w stylu ciuchów z Carry. Może i ładne, ale gdy się im bliżej przyjrzeć to widać wiele niedoróbek: wystających nitek, niedoszytych guzików, źle zmarszczonych materiałów. Poza tym ubrania te bardzo często gdy tylko wyniesiemy je poza sklep i obejrzymy w normalnym dziennym świetle, już nam się tak nie podobają. Z Kaspianem jest tak samo. Gdy tylko spojrzymy nań chłodnym wzrokiem, bez całej marketingowej otoczki zauważymy, że brak tu zupełnie jakiejkolwiek głębi. Wszystko jest płytkie i jednorazowe, emocje są sztuczne, a dynamizm plastykowy. Ot jak większość obecnej muzyki z pogranicza epic/action.

A jak w filmie radzi sobie Kaspian? Paradoksalnie Harry Gregson-Williams wziął sobie chyba do serca utyskiwania krytyków na zbyt popowy charakter pierwszej części sagi. Stąd zapewne więcej tu mroku i new age'u o mniej oczywistym charakterze. W filmie udaje się to wszystko zgrać, dopasować, przez co funkcjonuje to nad wyraz poprawnie. Nie razi, ale też nie ma tu takich momentów, które po wyjściu z kina pozostawałyby na długo w pamięci. W sumie nic tylko kolejna prawidłowa tapeta spod znaku wysokobudżetowego kina made in Fabryka Snów.

Czy zatem zarekomendowałbym słuchaczom muzyki filmowej ten score? Jeśli nie mają w swej kolekcji części pierwszej, a lubią soundtrackowe schaboszczaki, to sklepy stoją otworem. Jeśli ktoś jednak dba o linię i nie wcina byle czego, a banalne i proste w smaku filmowe mięso wywołuje weń odruchy wymiotne, musi czekać na ambitne kino epickie. Tylko u diabła ile jeszcze? Ile?



Autor recenzji:  Łukasz Wudarski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Prince Caspian Flees (4:34)
  • 2. The Kings and Queens of Old (3:33)
  • 3. Journey to the How (4:45)
  • 4. Arrival at Aslan's How (2:57)
  • 5. Raid on the Castle (7:05)
  • 6. Miraz Crowned (4:47)
  • 7. Sorcery and Sudden Vengeance (6:16)
  • 8. The Duel (5:56)
  • 9. The Armies Assemble (2:22)
  • 10. Battle at Aslan's How (5:17)
  • 11. Return of the Lion (4:16)
  • 12. The Door in the Air (7:52)
  • 13. The Call - Regina Spektor (3:08)
  • 14. A Dance Round the Memory - Tree Oren Lavie (3:42)
  • 15. This Is Home - Switchfoot (4:01)
  • 16. Lucy - Hanne Hukkelberg (4:33)
Czas trwania: 75:04
Komentarze
lis 2008-07-08 20:53
xfg
Mart 2008-09-04 03:50
Tragedia.Nic nowego ,ani Ciekawego co mozna sluchac i sluchac.Gregson naprawde powinien pracowac przy miksowaniu bo jest daleko od ciekawych i wyszukanych motywow.Zniza sie do poziomu Steve'a Jablonsky i taka jest prawda
Grzegorz 2008-09-06 11:43
The Voyage of the Dawn Treader - David Arnold - brzmi lepiej, prawda?
Ewa 2009-07-27 15:06
jest taki jeden utwór na płycie, który mnie zachwyca - Miraz crowned. Początek tego utwóru jest po prostu doskonały i jest to właściwie najlepszy moment w ścieżce filmowej... szkoda tylko, że cały utwór tak nie brzmi, tylko pierwsza minuta. a co do ostatnich piosenek na ścieżce, nie zgodzę się, że są słodkie i płytkie. wystarczy posłuchać sobie ostatnich piosenek z pierwszej części, żeby słyszeć różnicę. te z drugiej części są troszkę dojrzalsze i bardziej pasują do charakteru fabuły. bo ostatnie piosenki z pierwszej części są po prosu do d... :-)
bladerunner20 2010-03-09 10:59
''Williamsa albo się lubi albo nienawidzi ''
bladerunner21 2011-02-23 23:20
Narnia Arnolda zmieniła wiele, pokazała mi jak świetną pracę popełnił Harry Gregson-Williams zwłaszcza przy drugiej części . Świetne mocne brzmienie, czasem mroczne za to bardzo epickie. Mimo pewnej dozy powtarzalności masa świetnych tematów przecudowny utwór akcji Raid On The Castle, zdecydowanie bardziej pomysłowy i wciągający niż Into Batlle z 3 części. Całkiem niezły jest też Battle At Aslan's How, w którym to HGW ponawia temat księcia. Pełen mroku Sorcery And Sudden Vengeance, którego końcówka przypomina dęciaki Shore'a z Władcy. Miażdzący Return of The Lion ileż w tym emocji, zwłaszcza kiedy w okolicy 2 minuty wchodzi temat Aslana, mam ciarki na plecach ! . Spokojniejsze bardziej liryczne utwory również mnie zauroczyły choć może nie są specjalnie odkrywcze. Całość zamyka The Door In The Air , które jest połączeniem najlepszych motywów , które można było usłyszeć w pierwszej odsłonie, w tym prześliczny utrzymany trochę w wigilijnych klimatach Father Christmas. Complete score do Księcia jest również świetny, a nawet lepszy. Utwory są troszkę mniej chaotyczne i ułatwiają odbiór całej kompozycji. Mowa tu np o utworze Duel i niepotrzebnym blisko dwu minutowym uderscorze. Przechodząc do meritum sprawy.Jeden z najlepszych epickich scorów ostatnich lat, Gregson-Williams włożył w tę partyturę całe swoje serce. Max
Caspian Music by HgW 2011-04-23 10:40
Jak dla mnie zbawienna i pozbawiona sumienia genialna motoryczna muzyka.Smyczki specjalnie pełnią funkcje pochodną i fantastycznie brzmią po odrestaurowaniu. Dęciaki Howarda Shore'a okazały się źródłem inspiracji dla HgW,ale i tak wszystko wchodzi jak masło na zbyt wielu kromkach.Ja też tak jak mój poprzednik daje pełną note.
michal 2011-04-23 11:42
mhm...
Jacqueline 2013-05-08 12:55
Po prostu ekstra! Ścieżka w żadnym razie nie gorsza od poprzedniej. Szczególnie ,,The door in the air'' i ,,The call''.
Mieszko 2013-07-12 14:36
A niech będzie pięć gwiazdek! Uwielbiam muzykę Harry'ego Gregsona-Williamsa do "Narnii". Piosenki również wspaniałe, a ostatnia z nich po prostu magiczna!

Do tej recenzji istnieje jeszcze 6 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Chronicles of Narnia: Prince Caspian, the (Opowieści z Narnii: Książę Kaspian)

Kompozytor:

  • Harry Gregson-Williams

Dyrygent:

  • Perry Montague-Mason

Orkiestrator:

  • Ladd Mcintosh
  • Geoff Stradling
  • Jennifer Hammond
  • Larry Rench

Soliści:

  • Lisbeth Scott – wokale
  • Hugh Marsh – elektryczne skrzypce
  • Richard Harvey – instrumenty etniczne

Wykonawcy:

  • The Bach Choir (chór)
  • The Apollo Voices (chór)
  • The Crouch End Festival Chorus (chór)
  • Harry Gregson-Williams – dyrygent

Wydawca:

  • Walt Disney Records (2008)

Producent:

  • Harry Gregson-Williams

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie