Szukaj: w


recenzje

Emma


Pierwszy w historii Oscar w kategorii “Best Score” trafia w ręce kobiety. Wydarzenie po kronikarsku znaczące i aż chciałoby się rzec, że nagroda ta przypadła kompozycji wybitnej, wyróżniającej się na tle – swoją drogą, niezbyt mocnej w roku 1996 – konkurencji. Niestety, rzeczywistość prezentuje się w tym przypadku zgoła inaczej, a zwycięska Emma pióra Rachel Portman to praca przeciętna nie tylko dla gatunku jako całości, ale sztampowa również w kontekście kariery swojej artystycznej matki. W moim przekonaniu – kolejna pomyłka, którą można zapisać na konto niezawodnej Akademii.

Emma nie jest bynajmniej partyturą złą czy nieudaną, co jednak stanowi o jej słabości, to nudząca na dłuższą metę muzyczna i emocjonalna płycizna, jaka niestety tę ścieżkę dźwiękową w każdym właściwie jej momencie charakteryzuje. Z jednej bowiem strony Portman, jako specjalistka od obyczajowo-romantycznej tematyki, z właściwą sobie gracją operuje ładnymi harmoniami i chwytliwymi, łagodnymi melodyjkami, poprawnie wpisującymi się w wygładzoną do granic możliwości rzeczywistość filmu, z drugiej zaś swoją ilustracją ani nie pogłębia, ani nie wzbogaca obrazu. Jako poprawna, aczkolwiek w gruncie rzeczy zbędna muzyczna narracja, Emma sprawdza się jako tako, gdyż odpowiednio operując nastrojem, dobrze podkreśla atmosferę opowieści – jako jednak autorski komentarz, interpretacja filmu, nie funkcjonuje zupełnie, odarta jest bowiem z artystycznych ambicji.

Nie byłoby to oczywiście problematyczne, wszak duża część gatunku stawia na doznania bardziej estetyczne niż intelektualne, gdyby nie jeden szkopuł – otóż muzyka ta jest nudna, pozbawiona niespodzianek, jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Portman jest kompozytorką na tyle dobrze wykształconą, że skromnymi formami muzycznymi operuje tu bez problemów i mimo że jej stylizacje nie są zbyt daleko posunięte, dorze wpasowują się w klimat epoki, niemniej na tym właściwie walory tej partytury się kończą. W zasadzie bowiem, emocje, które autorka oferuje odbiorcy, są w dużej mierze plastikowe, nadmiernie ugrzecznione i napisane od linijki. Portman w swojej karierze grzech ów popełnia dość często, jednak zdarzało jej się nieraz uciec od owej banalizacji treści i wznieść swoje prace na wyższy poziom emocjonalny (vide The Cider House Rules czy nawet Chocolat) – w przypadku Emmy trudno dostrzec choćby próbę urozmaicenia tej warstwy artystycznej. Kompozycja ta jest gładka i śliczniutka niczym odpustowa błyskotka i poza pierwszym wrażeniem estetycznym nie oferuje nic w zamian.

Żeby jednak nie popadać w nadmierny krytycyzm, warto wyliczyć kilka, w większości wspomnianych już, plusów >Emmy. Przede wszystkim, jak to zwykle w przypadku prac Portman, od strony tematycznej ścieżka ta prezentuje się bardzo przyzwoicie. Nie jest to oczywiście poziom Nino Roty czy Johna Barry’ego, niemniej autorka potrafi niczym automat serwować na potrzeby ilustrowanych filmów delikatne, romantyczne tematy, które łatwo zagwizdać po zakończeniu seansu i które każdemu miłośnikowi/miłośniczce tego typu niezobowiązujących, lekkich form muzycznych zapewne się spodobają. Widać to w bardzo ładnym temacie przewodnim, dalekim co prawda od najwyższej półki dokonań kompozytorki, ale w niezłym stylu otwierającym całą płytę i film. Reszta warstwy melodycznej pełni właściwie tylko funkcję ładnego tła (poza może całkiem niezłym The Picnic) i trudno w gruncie rzeczy o szerszą ich analizę, brzmią bowiem jak dziesiątki innych pobocznych temacików pióra Brytyjki. Przystępne – owszem; wartościowe – niekoniecznie.

Nie chcę Emmy skreślać, zwłaszcza że, jak widać po poniższych ocenach, nie jest to kompozycja zła, tylko po prostu przeciętna. Niestety, przeciętność w wykonaniu pani Portman nie jest tą samą przeciętnością, o której mówimy w przypadku słabszych prac Ennio Morricone czy Georgesa Delerue. U Brytyjki brak głębszej refleksji nad filmem, brak emocjonalnego kontaktu z postaciami, brak wreszcie muzycznej wyobraźni, która uczyniłaby Emmę czymś więcej niż anemicznym, pustym landszaftem. Słucha się tego łatwo, tematy można zanucić raz za czas, ale w kategorii ilustracji filmowych jest czymś na kształt tanich pamiątek wciskanych turystom na zakopiańskich Krupówkach czy krakowskim Rynku Głównym. Stąd statuetka Oscara to kiepski żart.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Main Titles (04:27)
  • 2. Harriet's Portrait (01:10)
  • 3. Sewing & Archery (03:07)
  • 4. Frank Churchill Arrives (02:30)
  • 5. Celery Root (02:56)
  • 6. The Westin's Christmas Patty (Mr. Elton's Rejection) (01:58)
  • 7. Emma Tells Harriet About Mr. Elton (01:06)
  • 8. The Cole's Patty (03:10)
  • 9. Mrs. Elton's Visit (01:33)
  • 10. Emma Dreams Of Frank Churchill (00:50)
  • 11. The Dance (01:18)
  • 12. Gympies (00:47)
  • 13. The Picnic (02:29)
  • 14. Emma Insults Miss Bates (02:00)
  • 15. Emma Writes Her Diary (02:53)
  • 16. Mr. Knightly Returns (01:58)
  • 17. Proposal (04:22)
  • 18. End Titles (04:21)
Czas trwania: 42:55
Komentarze
Adrian 2008-04-13
02:58
"Stąd statuetka Oscara to kiepski żart". Rachel Portman jest świetnym kompozytorem. Czekolada, Wbrew regułom.. Troche się powtarza ale ma naprawdę świetny lekki styl, ogromny talent, pewną oryginalność, słuchalność i bardzo małą ilosć wyróżnien zwłaszcza jak na kobietę. Wolę oscara dla Pani Portman która zasługuje na niego za całokształt( przyszłe partytury po Emmie) niż któregoś z kolei dla Menkena który ma już świadomość że jest świetny. W przyszłości Portman o statuetke bedzie walczyła z GLadiatorem ZImmera, Tygrysem Tan Duna, American Beauty Newmana z którymi jej skromna(acz piękna) muzyka nie będzie miała szans wygrać, stąd oscar za Emme BARDZO cieszy.
jr 2008-04-17
17:05
Przypominam, ze Oscar ten przypadł Portman w specyficznym okresie, kiedy ścieżki dla filmów komediowych nagradzane były oddzielnie i wśród nich przeważały kompozycje co najmniej średnie, dlatego Oscara tego typu nie można równać z nagrodzonymi "zwykłymi" dramatycznymi ścieżkami (w tamtym roku nagrodę za najlepszą ścieżkę dramatyczną dostał "Angielski Pacjent"), dlatego sam fakt przyznania nagrody nie dziwi, bo muzyka do "Emmy" jest przyjemna i ładnie sprawdza się w filmie. Nie jest to może dzieło na miarę "Czekolady", ale na pewno lepsze niż najnowsze, wtórne prace Portman, które świadczą o tym, że brakuje jej inwecji i nie jest jednak artyską, ale rzemieślniczką.
Marek 2008-04-20
15:23
Dlatego właśnie cieszę się, że ta kategoria oscarowa szybko zniknęła - rozumiem, że chodziło o przełamanie monopolu Menkena, no ale w kolejnych latach jej istnienia wyróżniano nominacjami tyle przeciętnych rzeczy, że jak się na to teraz patrzy to ręce opadają. Właściwie i 96 i 97 rok dobrze to pokazują - zwycięstwo Dudley z Zimmerem też mnie drażni (żeby nie było: nie jestem szowinistą:P). Tak właściwie dopiero 98 rok pokazał, że i ta kategoria może byc silna, ale czy tak naprawdę Mulan i Książę Egiptu nie załapałyby się i bez tego na standardowe "Original Dramatic Score"? A te Oscary za całokształt... gdyby JNH dostał w tym roku za Claytona, to ludzie rwaliby sobie włosy z głowy, mimo że przecież kompozytor ten zasłużył, żeby w końcu dostac jakąś statuetkę...
Mieszko 2013-08-02
02:29
Oscar za przeciętną muzykę.

Emma

Kompozytor:

  • Rachel Portman

Dyrygent:

  • David Snell

Orkiestrator:

  • Rachel Portman

Wydawca:

  • Hollywood Records/ Edel (1996)

Producent:

  • Rachel Portman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie