Szukaj: w


recenzje

AVPR: Aliens vs Predator - Requiem (Obcy kontra Predator 2)


Trzy lata po dość chłodnym odbiorze przez publiczność pomysłu wskrzeszenia w jednym filmie dwóch najsłynniejszych dziś monstrów kina science-fiction, na ekrany wchodzi kolejna część cross-overa "Obcy kontra Predator". Tym razem za realizację zabrali się debiutanci, ponoć wielcy fani obu serii, bracia Colin i Greg Strause, do tej pory znani głównie jako autorzy efektów wizualnych do kontrowersyjnego widowiska "300". Na swój pokład zabrali bożyszcze młodego pokolenia fanów muzyki filmowej (szczególnie tych z USA): Briana Tylera. Chyba i on załapał bakcyla "fanowstwa", ponieważ w odróżnieniu od poprzedniej partytury Haralda Klosera z 2004 r. (na marginesie, jednej z najgorszych tamtego roku...), ta jest pełna nawiązań do poprzednich dokonań wszystkich bez wyjątku poprzedników. Czy to dobra nowina? I tak i nie, ponieważ Tyler właściwie potwierdza wszystkie moje obiekcje co do rzekomości jego faktycznych talentów...

"AVP: Aliens vs. Predator - Requiem" będzie dla wszystkich fanów partytur z serii "Obcy" i "Predator" niewątpliwą frajdą w kontekście odszukiwania cytatów z prac Goldsmitha, Hornera, Silvestri, Goldenthala a nawet Frizzella. Jest to właściwie jeden gigantyczny auto-cytat, pozostawiając mały margines dla muzyki oryginalnej, choć nawet w miejscach gdzie się owych imitacji nie słyszy, mam duże wątpliwości czy muzyka jest nazbyt oryginalna... Cechuje ją duża anonimowość, zaklęta w przeklętym dla kompozytorów gatunku jakim jest chyba horror i nie wychodząca poza zabiegi oraz ramy tego gatunku. Muzyka, którą mógł napisać dowolny kompozytor, sprawny orkiestrator a może i zaprogramowany komputer... Muszę się jednak bez bicia przyznać, że wyłapywanie owych motywów i muzycznych sygnaturek znanych z poprzednich części było dla mnie szczerze mówiąc dość dużą frajdą. I tak, "Obcy.Ósmy pasażer Nostromo" reprezentowany jest poprzez echo-ujące, perkusyjne odgłosy tak doskonale przez Goldsmitha opisujące grozę i oddalenie kosmosu. Z kolei najczęściej cytowaną jest praca Jamesa Hornera z drugiej części sagi (co w kontekście jej atrakcyjności nie dziwi). Znajdziemy tu niepokojące progresje znane z Main Title, orkiestrę wykonującą zapętlający się motyw "kosmosu", znak firmowy tamtej kompozycji - 'dublującą się' trąbkę oraz eksplodujący finisz słynnego Bishop's Countdown (jakże mogło go nie zabraknąć?;). Kompozytorowi udało się przemycić nawet olśniewający orkiestrowo moment ze score'u Hornera, gdy statek Bishopa pojawia się znienacka, by uratować Ellen Ripley. Trzecia odsłona jest zaakcentowana marginalnie poprzez atmosferyczną elektronikę i odległą przestrzeń kreowaną przez orkiestrę z napisów początkowych "Aliena 3" oraz dynamiczne smyczki (jeden z firmowych znaków Goldenthala; Predicide), pochodzące z utworu Explosion and Aftermath. Muzycznie część czwartą udało mi się wychwycić tylko poprzez fragment, gdzie Tyler anonsuje kopię kosmicznej muzyki Frizzella, opartej podobnie jak u Hornera na repetycji jednej frazy tworzącej wrażenie tajemniczego rozmachu (National Guard Part I).

O ile muzyka cytowana z sagi "Alien" daje satysfakcję, tak ta z obu części "Predatora" jest już rozczarowująca. Tyler podebrał od Silvestri'ego kilka letjmotywów odnoszących się do potwora, min. słynny temat z napisów początkowych i fanfarujące, intensywne akcenty znane z finału partytury z 1987 roku. Niestety zawiodła aranżacja i wykonanie. Sekwencje te pozbawione są znakomitego tempa i ekspresji, które charakteryzowały score Silvestri'ego. Wydaje się, że pozbawione są życia, ślamazarne a orkiestra męczy się samym wykonaniem. Lepsze wrażenie sprawia etniczna perkusja (National Guard Part II), przywołująca miłe wspomnienia napisów końcowych z "Predatora 2". Może to nie rozmach, z jakim zaaplikował te środki Silvestri, ale z pewnością zabieg ten wlewa troszkę życia w toporną muzykę akcji 'oryginalnego' tutaj kompozytora.

Jak widać, nawiązań i cytatów w "AVP:R" jest całkiem sporo. Czy kryje się zatem w partyturze Briana Tylera jeszcze coś więcej, coś oryginalnego, jakaś cegiełka, którą sam dorzuciłby do muzycznego uniwersum tych serii? Może jakieś drugie dno? Z przykrością stwierdzam, że nie... Zupełnie nadal niezrozumiała jest dla mnie fala popularności, która otacza tego twórcę. Proszę, wyobraźcie sobie, że na płytowym wydaniu Varese mamy prawie 80 minut agresywnej, orkiestrowej muzyki akcji i horroru. Tyler aranżuje swój album kolejny raz w ten sposób, że większość atrakcyjnego materiału daje na jego początek, natomiast końcówki nie można właściwie do niczego przymierzyć ani podpiąć... Mało kto, chyba dotrwa do końca sesji z płytą. Pomiędzy wyżej wspomnianymi cytatami, zalewani jesteśmy istną ścianą dźwięku, która rozdziela się właściwie na dwa nurty. Pierwszym jest toporna i wrzeszcząca muzyka akcji a drugim muzyka standardowo utylizowana w ścieżkach do horrorów, w których Tyler ma dość duże doświadczenie ("Darkness Falls", "Frailty"). Są to sekwencje, które wypełnia w większości chaos. Chaos instrumentalny i chaos związany z kompozycją oraz strukturą muzyczną. Choć Tyler w muzyczno-filmowym światku nie jest już nowicjuszem, po przesłuchaniu kilku jego prac nadal nie potrafię stwierdzić, czy twórca ów posiada w ogóle jakikolwiek styl lub język, który odróżniłby go od innych kompozytorów. Jawi mi się jako absolutny imitator droższych kolegów, wykonujący powierzoną rzemieślniczą robotę, pod którą nie znajduje się żaden podtekst czy emocja. A moim zdaniem nawet owe imitacje są nieudolne. Twórca przemyca na soundtrack 7 czy 13-minutowe utwory, ale są one taką zlepką chaotycznych, szorstkich dysonansów, pseudo-melodii i orkiestracji, że przeciętnego fana muzyki filmowej rozboleć może tylko od tego głowa. Nie wiem skąd wynika u kompozytora taka ufność w swoje umiejętności, ponieważ aby zaprezentować 8 czy 10-minutowy utwór i nim słuchacza zachwycić, zatrzymać i zaciekawić, trzeba jeszcze mieć trochę bożego talentu. Rzeczami najbardziej irytującymi są wspomniana wyżej akcja, oparta o "piłujące smyczki" (ileż razy to już było! - zero inwencji) i wybuchającą co chwilę perkusję oraz kliszowe uderzenia orkiestry, za pomocą których widz ma pewnie podskoczyć w fotelu. Niestety poza filmem jest to trudne do zniesienia. A przecież i muzykę w obrębie horroru można tworzyć inteligentnie i z pomysłem, co potwierdzili wszyscy jego prekursorzy. Na czele z Goldsmithem...

"AVP: R" będzie gratką raczej tylko dla wielbicieli soundtracków z obu filmowych serii, choć różnicę jakościową pomiędzy Amerykaninem a słynnymi poprzednikami widać jak na dłoni (nawet w stosunku do ścieżki Frizzella...). Dla reszty 80-minutowa ściana dźwięku będzie prawdopodobnie nie do przejścia, biorąc pod uwagę anonimowość muzyki oryginalnej Tylera. Szkoda, że wydanie nie jest o połowę krótsze. A wspomnijmy jeszcze o tym, że w praktycznie jedynym temacie partytury - marszu z utworu otwierającego - Tyler kopiuje nuta w nutę utwór Christophera Fieldsa pt. Gothic Power, wykorzystany swego czasu jako podkład do zwiastuna pierwszej odsłony "Władcy pierścini" (i sukcesywnie obecnego w innych trailerach). Pewnie to efekt temp-tracka, ale trudno oprzeć się irytacji, gdy coś jest tak barbarzyńsko splagiatowane. Dodatkowo słyszę tu inspirowanie się dokonaniami Dona Davisa i Elliota Goldenthala. Jedna część mnie chce spojrzeć na ten soundtrack przychylnym okiem, bo przecież podobało mi się tu sporo momentów, druga jednak nie może zanegować zupełnego braku stylu i siermiężną naturę 3/4 albumu. Brian potwierdził, że jest kompozytorem sprawniejszym i z większą wyobraźnią niż Harald K., ale mimo to nadal tak samo bezbarwnym.


Inne recenzje z serii:
  • Prometheus
  • Alien Covenant
  • Alien
  • Aliens - The Deluxe Edition
  • Alien 3
  • Alien 3 - Expanded Edition
  • Alien: Resurrection
  • Alien: Resurrection - Expanded Edition
  • The Alien Trilogy
  • Alien vs. Predator

    Autor recenzji:  Tomek Rokita
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Czas trwania: 79:21
    Komentarze
    Al-karnak 2008-01-14 22:21
    Album aspirujący do miana syfu roku. Tyler pętli się w tej swojej machinie odtwórczo-rzemieślniczej i ewidentnie traci już pomysły na nowe ścieżki. Kładzie banał i tyle. Ciekawe tylko jak ten banał w filmie działa...
    Al-karnak 2008-01-14 22:21
    Ach, ocena...
    Neo 2008-01-15 01:27
    Przeczytałem bardzo dokładnie całą recenzję i cóż......troszke ostra i głównie podważająca zdolności Brian\'a Tyler\'a. Myśle, że jednak była pewna ilość fanów filmu, która była zadowolona całością - zarówno filmem jak i Muzyką. Moja ocena się nie zmienia, gdyż wiem jak bardzo trudno jest stworzyć coś oryginalnego i jednocześnie przekazującego klimat filmu, klimat do którego wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. (pisałem o tym na forum) Muzyka może i mało oryginalna ale jest to w końcu sztuka, a każdy inaczej ją odbiera.
    Simon 2008-01-15 06:23
    Cóż. Zastanawiające, że autor recenzji ocenia muzykę filmową nie oglądając uprzednio filmu - zostawię to bez komentarza. W każdym razie soundtrack do AVP:R nie jest niczym rewelacyjnym. Nawiązuje do poprzednich partytur(w filmie to dobrze, bo kto chciałby oglądać 'Predatora' bez charakterystycznego motywu Silvestriego?) kompozytorów z obu serii, a znajduje się miejsce na odrobinę świeżości. Uważam, że muzyka z AVP:R nie była materiałem na wydanie soundtracka. To po prostu muzyka, która swoją rolę spełnia tylko w filmie i idealnie oddaje jego klimat. Autorowi recenzji życzę tylko nabycia w najbliższym hipermarkecie zgrzewki szarych komórek:)
    Tomek 2008-01-15 07:29
    Dziękuję Ci za ten przebłysk poetyckiego geniuszu w ostatnim zdaniu, ale rozczaruję Cię - nie odwiedzam hipermarketów. Właśnie sam poparłeś moje tezy w zdaniu, w którym uważasz, że muzyka nie powinna zostać w ogóle wydana. Szczerze mówiąc, to z zamkniętymi oczami mogę się domyślić jak ta muzyka działa w filmie - działa pewnie dobrze, ale to nie zmienia faktu, że na płycie jest mordęgą i więcej do niej nie wrócę.
    thedues 2008-01-15 09:05
    Oj Tomku Tomku;] muszę tutaj wyrazić pewną dezaprobatę dla całej redakcji, bo coraz częściej spotykam się z pracami, gdzie oceniając pomijamy w ogóle ocenę w filmie, która dla wielu z was nie ma znaczenia podczas końcowej oceny danego score’u i uważam, że taka praktyka czy taki kierunek nie jest odpowiedni. Przy tym uporczliwie wszyscy twierdzą, że mało by to zmieniło, ale przecież muzyka filmowa to nieodzowny element oprawy filmowej i specjalnie dla niej tworzony. Nigdy nie byłem zwolennikiem takiego rozwiązania, wolałem zaznajomić się z filmem i wtedy wyciągać wnioski. Uważam Tomku, że Twoja krytyka nie byłaby aż tak krzywdząca dla kompozytora, który pomimo iż pracował w stylu Ctrl+c Ctrl+v to jego praca w filmie brzmi całkiem poprawnie. Gdy widzimy postać Predatora dostajemy nam charakterystyczne bębny, którymi raczył nas już Silvestri. Poniekąd jest to kalka wszystkiego co związane z obcym i predatorem. Niemniej uważam, że tego nie da się słuchać poza filmem a cała ta otoczka ma na celu zamazać brak pomysłów, których Tyler nie posiadał. Więc mamy łomot na całego i gdzieniegdzie nawiązujące bardzo prostacko dźwięki z naszych ulubionych partytur o obcym oraz predatorze. Do Neo: Nie wiem jak ktoś może być fanem tego shitu… bo bracia Strause udowodnili, że może i są świetni do reklamówek, ale o kręceniu pełnometrażówek zwyczajnie brakuje im umiejętności… Anderson przewyższa ich warsztatem o lata świetlne… Dla mnie opinia ludzi, którzy zachłysnęli się tym teen slasherem nie jest w jakiś sposób obiektywna, bo po prostu Ci maniacy wchłoną każde crap byleby było dużo krwi a przy tym jak dostaną na talerzu takie legendy to z orgazmem żaden z nich nie ma problemu:P.
    Tomek 2008-01-15 09:53
    OK Przemku, zgadzam się. Tylko jak już wyżej napisałem, niechby nawet muzyka w filmie brzmiała genialnie, nie zmieni to wniosku (również Twojego jak widzę), że na albumie jest katorgą. A portal z muzyką filmową to miejsce do oceny albumu przede wszystkim. Rozumiem, że pewnie naraże się wielu fanom obu serii (czy też cross-overów), ale moim zadaniem nie jest ocena muzyki z punktu widzenia fana tylko z punktu widzenia normalnego słuchacza. Może to kontrowersyjne co powiem, ale od zawsze jestem tego zdania, że jeżeli ktoś chce sobie posłuchać muzyki w filmie - niech sobie kupi film, kto chce odbyć słuchowe doświadczenie z płytą - niech kupi płytę. Ja w tym wypadku odradzam. I taki jest moim zdaniem cel portali o muzyce filmowej. Rozumiem, gdyby to by był film w stylu "Assasination of Jesse James" albo "There Will Be Blood", gdzie z pewnością aby zrozumieć muzykę należy zobaczyć film, bo opinia o niej będzie nie pełna i byc może niesprawiedliwa, ale tutaj mamy do czynienia z już 8 filmem w ramach obu serii. Chyba naturalne jest, że muszę ocenić jego pracę przez pryzmat poprzednich filmów i dokonań kompozytorów, i się do nich odnieść. Nie mogę spojrzeć na to jako na autonomiczny twór, bo on non-stop ich cytuje... Gdyby napisał coś nowego (jak Kloser chociażby), spojrzałbym na muzykę inaczej. I każdy choć trochę znający się na muzyce filmowej stwierdzi, że Tyler może im wszystkim bez wyjątku czyścić na razie buty.
    Simon 2008-01-15 15:06
    Nie no, portal z muzyką filmową służy do oceniania tylko albumu xD Ty się człowieku z choinki urwałeś? Nie masz prawa oceniać muzyki filmowej jeżeli nie słyszałeś jej razem z filmem. A jeśli już to powinieneś to napisać we wstępie. Muzyka filmowa to muzyka, która ma spełniać swoją rolę w filmie i nikt przy zdrowych zmysłach nie zabierze się za ocenę muzyki nie oglądając wcześniej filmu. Bo muzyka może być bardzo oryginalna, może być arcydziełem, ale nie komponować się z obrazem. Jaki wtedy jest sens pisania jej? Zasługuje wtedy na 1, a nie na wychwalanie pod niebiosa. Analogicznie muzyka może być cholernie wtórna, nawiązywać do poprzednich partytur, a jednak w filmie spisywać się znakomicie. Nie uważam również, że tak jest w przypadku AVP2. Po prostu totalną głupotą jest oceniać sam album, bo to nie jest muzyka, którą się robi dla fana muzyki poważnej lub muzyki popowej/whatever. Tutaj przede wszystkim liczy się dopasowanie w filmie, a inne wartości schodzą na dalszy plan. Ale cóż, lepiej obsmarować jakiegoś kompozytora mimo tego, że wiedzę ma się dość skromną.
    Mefisto 2008-01-15 15:34
    Simon pisze: Nie masz prawa oceniać muzyki filmowej jeżeli nie słyszałeś jej razem z filmem. Stek bzdur człowieku, stek bzdur! Owszem, muzyka filmowa powstaje na potrzeby filmu i tam ma się głównie sprawdzać, ale ocenia się też jej słuchalność na albumie jako takim, gdzie odbiór jest często wyraźniejszy i wychodzą różne babole. Najlepszym przykładem bedzie tu chyba 300, gdzie muzyka w filmie sprawdzała się rewelacyjnie, ale album obnażył choćby kopiowanie Goldenthala i masę innych niedoróbek. Nie mówiąc już o tym, że sam powinieneś zadać sobie pytanie: ile widziałem filmów do których słuchałem muzykę? Dobra muzyka filmowa powinna działać na wyobraźnię i podobać się także poza ekranem.
    Paweł Stroiński 2008-01-15 15:41
    Kolega chyba nie zdaje sobie sprawy, że nawet najwięksi specjaliści od gatunku oceniają muzykę filmową BEZ obejrzenia filmu. Przykładem niech będą James Southall i Jon Broxton - obaj cenieni w środowisku na tyle wysoko, że pisali notki wydawnicze (tzw. liner notes) na różnych okładkach do płyt, ale kolega jest mądrzejszy od ludzi, którzy się naprawdę znają na tym, co robią. Wychwalający akurat w niebogłosy AVP: R Demetris Christodoulides uwielbia i wychwala ścieżkę TAKŻE BEZ ZNAJOMOŚCI filmu. Taka osoba, która miałaby obejrzeć wszystkie filmy, do których słyszała muzykę, nie miałaby ani życia osobistego, ani zawodowego. Ale kolega zna się najwyraźniej lepiej niż osoby będące muzykologami (tak jak Demetris, fajny kumpel swoją drogą). Cóż, pogratulować poziomu panu Simonowi. Tomek ma nieporównywalnie mniejszą wiedzę muzyczną niż Brian Tyler może, ale kolega ma nieporównywalnie mniejszą wiedzę niż nasz redakcyjny kolega, który muzyki filmowej słucha od nastu już lat. Zdanie na temat obsmarowywania osoby z nieporównywalnie mniejszą wiedzą można zastosować także do ciebie.
    thedues 2008-01-15 16:26
    Simon unosisz się jakby od tej recenzji zależało Twoje życie… Nikt nie popełni samobójstwa gdy przeczyta recenzje, która nie odnosi się bezpośrednio do użycia efektu muzyki w obrazie. BTW dla mnie Tyler jest i będzie kiepskim kompozytorem. Tomek masz po części racje, przecież oceniając często muzykę nie jesteśmy w stanie zobaczyć danego filmu z bardzo prostej przyczyny - nie posiadamy odpowiednich środków aby móc odtworzyć sobie potrzebny do recenzji film(głównie z winy dystrybutorów) aczkolwiek tak popularny film jak AvP(niemal dla wszystkich zagorzałych fanów pozycja obowiązkowa) musi być również oceniony w obrazie! A moim zdaniem prędzej czy później zapewne zapoznasz się z tą pozycją i wystarczy czasem dodać pod recenzją informacje iż zostanie ona zmodyfikowana i uzupełniona gdy zaznajomisz się z produkcją braci Strause. Takie rozwiązanie jestem jeszcze w stanie zrozumieć… Ja bardzo lubię przeczytać o tym jak muzyka funkcjonuje w filmie! Często idąc do kina czy oglądając jakiś film na DVD czytam opinie recenzenta, który wychwala użycie muzyki w filmie i staram się zwrócić uwagę podczas seansu na jej funkcjonalność w obrazie. Najgorsze jest to Tomku , że muzyka w takich filmach jak AvP(teen slasherach) czy horrorach często broni się wyłącznie znakomitym działaniem stricte w filmie a poza nim rozczarowuje na całej linii… Tak więc warto zanim coś się skrobnie zdobyć się na odwagę i zmusić się do tych 90 minut z naszego życia aby dać satysfakcje wszystkim czytającym… Piszę to wyłącznie dlatego, iż mieliśmy już wielki kocioł przy muzyce do Transformers The Movie gdzie głównie większość zamiast oceniać muzykę psioczyła na recenzenta iż nie zaznajomił się z obrazem.
    Simon 2008-01-15 22:20
    Tak. Unoszę się, bo przez takich recenzentów wielu dobrych kompozytorów jest niedocenianych. I nie chodzi mi tutaj o Tyler'a, bo to osobna sprawa. W każdym razie czytając tą stronkę dochodzę do wniosku, że piszą tutaj ludzie zupełnie niekompetetni. Piszę recenzję muzyki filmowej, a większości nawet nie widzieli. Jest tutaj także jeden cwaniak, któremu nie spodobał się soundtrack to od razu zniechęcił się do filmu xD W dodatku recenzja AVP:R była napisana pod wpływem recenzji na konkurencyjnej stronie. Od razu rzuca się to w oczy, bo jest wiele nawiązań. I kto tutaj jest kiepski? Tyler bo zrobił oczywiste nawiązanie czy recenzent, który zrobił kopiuj wklej tylko pozmieniał formy zdań i podał inne przykłady utworów? Cóż, było miło, ale ta strona nigdy się nie wybije ponad przeciętność dopóki będą tutaj osoby dla których w muzyce filmowej bardziej liczy się słuchalność na płycie niż rola w filmie xD
    Koper 2008-01-15 23:03
    Mistrzu, oceniamy albumy z muzyką filmową. Albumy = płyty = muzyka w oderwaniu od filmu. Toteż nie rozumiem Twego zawodzenia, że oto nie uwzględniliśmy roli w filmie. I nie wydaje mi się, by Tomek kopiował cokolwiek z recenzji bodaj Kuby Kośli z muzykafilmowa.pl (bo chyba o tą ci chodzi). Tyler to akurat tandeciarz i owszem, wielu kompozytorów jest niedocenianych, ale ten co najwyżej przeceniany. Faktycznie jego muzyka nieźle radzi sobie w zestawieniu z obrazem (vide znakomicie kreująca nastrój grozy partytura, być może jego najlepsza, z "Frailty"), ale to wszystko jest schematyczne, sztampowe i kliszowe. Tyler nic nowego nie wymyśla, nasladuje tylko o niebo lepszych od siebie kompozytorów. Ale tacy jak on są teraz w cenie w Hollywood - bez własnego stylu, potrafiący dostosować się do każdego... temptracka.
    Tomek 2008-01-15 23:47
    Pomówienie to brzydka rzecz, lecz na szczęście nie zniżę się do Twojego niskiego poziomu kultury bycia Simonie :) Dla Twojej informacji przed napisaniem tego tesktu nigdy nie czytałem żadnej recenzji AVPR (oprócz zobaczenia jaką notę dał tej ścieżce J.Southall na moviewave). "dopóki będą tutaj osoby dla których w muzyce filmowej bardziej liczy się słuchalność na płycie niż rola w filmie" - ludzie widzą to tutaj, i się śmieją, tyle Ci powiem :) A teraz bywaj, bo są ważniejsze sprawy niż słowne przepychanki z frustratem siedzącym przed klawiaturą komputera.
    Babuch 2008-01-16 00:03
    Chłopaki nie karmcie trolla :)
    Paweł Stroiński 2008-01-16 00:32
    Simon, wiedziałem, że to skądś cię znam... Ale cóż, nagle się okazuje, że WSZYSCY recenzenci recenzują ALBUMY. W tej sytuacji każdy jest niekompetentny, nawet ci, którzy piszą notki na albumach. ZROZUM, że tak robią najwięksi znawcy, nawet muzykolodzy. Analizują nie funkcjonalność muzyki w filmie, tylko jej brzmienie, które znajdziesz tylko i wyłącznie na płycie. Nie zrozumiesz takich rzeczy jak kontrapunkt, struktura tematyczna, instrumentacja, rytmika, metrum (patrz Goldsmith), frazowanie. To W OGÓLE nie jest słyszane w filmie, zwłaszcza akcji. To po co ludzie słuchający muzyki filmowej i ją analizujący (tak jak często recenzenci) mają oceniać ją w filmie? To dwie zupełnie różne rzeczy. Coś nie jesteś w stanie zrozumieć prostego faktu, że jesteśmy amatorami muzyki, a nie filmoznawcami... Ale cóż, jesteś najmądrzejszy z całej wsi. To podaj mi proszę, co to jest spotting, temp-track? Co to jest Hollywood Studio Symphony? Jakie instrumenty wykorzystuje Tyler w muzyce do AVP: R? Czekam na odpowiedzi, panie znawco...
    thedues 2008-01-16 08:03
    a co to... sto pytań do?? bez przesady Paweł to akurat o niczym nie świadczy znajomosć regułek;) trzeba umiec jeszcze je odpowiednio zastosować:P
    Simon 2008-01-16 09:40
    No widzisz, to jest koleś, który pisze tutaj recenzje;) Poczytał trochę o muzyce i sprawdza wiedze innym przez pytania konkursowe(czyli jeśli ktoś nie odpowie na podstawowe pytania to jest skreślany tak?;]). Czysta hipokryzja. I nie jestem żadnym trollem, jak ktoś wyżej napisał, a amatorem muzyki. Jedyne, co mnie odróżnia od was to to, że nie oceniam jej bez obejrzenia jej razem z filmem. Jeśli dla was jest inaczej to zacznijcie recenzować muzykę Pop albo muzykę poważną, jeśli już uparliście się na orkiestrę. Wydanie muzyki filmowej na albumie to zwykła ciekawostka dla ludzi, którzy obejrzeli film i spodobało im się to, co widzieli w filmie. Analogicznie recenzent może zjechać soundtrack, jeśli roli w filmie nie spełniała. Wy za to uchodzicie za znawców muzyki filmowej, którzy ściągną album w mp3(bo wiadomo, wytwórnia zżera kasę i nie każdy może sobie pozwolić xD - tak, tak. To ironia.) i nie obejrzą filmu dopóki nie pojawi się w dvdrip na torrencie(bo nie każdy ma kasę na pójście do kina). Najprostszym na to dowodem jest to, że AVP:R nie pojawił się dotychczas w polskich sklepach, a wątpię, że ktokolwiek z was zadał sobie trud, aby sprowadzać go zza granicy. Poza tym autor recenzji na bank nie wzorował się na samej ocenie. W zasadzie nie rozumiem też po, co to robił. I powtarzam po raz kolejny, bo chyba nie zrozumieliście. Nie bronie Tyler'a, uważam go za średniego kompozytora, który ma talent, ale jeszcze nie dostał szansy na ukazanie tego(przez to, że zatrudnia się go do filmów, które mają już przeszłość). I teraz garstka amatorów z tej strony pisze jakieś pierdoły, tłumacząc to oceną przez pryzmat poprzednich filmów(...) i świecą mądrościami. Soundtrack do AVP:R jest przeciętny, ale jechanie po nim z powodu oczywistych nawiązań jest po prostu śmieszne. Żaden fan Predatora, Aliena czy choćby Rambo nie będzie zadowolony, jeśli zaserwuje mu się muzykę, która jest inna niż to, co pojawiło się wcześniej. Równie dobrze można zjechać Jerry'ego Goldsmitha za wtórność, bo zastosował ten sam motyw przewodni do 3 części Rambo! To jest dopiero pójście na łatwiznę, czyż nie? Recenzja u konkurencji(bo nie będę podawał wprost, nie chodzi o reklamę;)) jest o wiele doskonalsza niż tutaj. Tam autor bardziej skupił się na krytykowaniu samej warstwy muzycznej. Chaosu, który zastosował Tyler i nie dającej się słuchać bariery dźwięku. Z tym się zgodzę, gdyż to największa wada tej płyty. Natomiast same nawiązania mogłby być irytujące, gdyby to nie był film o Alienie i Predatorze. W tym wypadku nawiązania są jak najbardziej na miejscu, a wręcz ich brak byłby kolejnym minusem dla ścieżki Tylera. To po prostu takie zboczenie fana obu serii;)
    thedues 2008-01-16 10:59
    Mam do Ciebie Simon jedno podstawowe pytanie: czy podobal Ci sie film AvP:R?? P.S. w alienach KAZDY kompozytor zaserwowal nam cos innego w muzyce i nikt nie ma za zle kompozytorom takiego zabiegu a ja osobiście odbieram to jako atut. Co do Tylera to wybacz, ale AvP to byla dla niego szansa... poza tym wczesniej juz sknocil wysokobudzetowa aczkolwiek kiepska produkcje Constantine... Dla mnie to zawsze bedzie sredniak, ktory po prostu nie przeskoczy pewnego poziomu. Tyler to typowa zapchajdziura jesli nie ma nikogo, kto podjal by sie zadania ten o to kompozytor nadaje sie do tego wysmienicie.
    GoNzO 2008-01-16 11:38
    wiecie chłopaki (czy laski słuchają muzyki filmowej? namiętnie...???) ta rozmowa jest bez sensu. nikt z was nie pomyślał o tym, że może twórcy filmu jako wielcy fani filmowych serii o tych kosmicznych badziewiach narzucili tylerowi taki a nie inny "pomysł". jestem sobie w stanie wyobrazić to, że zajawieni poprzednimi filmami nie chcieli innej muzyki tylko właśnie tej, która wryła im się w pamięć kiedy jako gówniarze oglądali poprzednie produkcje. kazali więc zrobić tylerowi rajd po tematach z tych filmów i mamy co mamy o! wole oceniać tylera po children of dune bardziej niż po czymś co najprawdopodobniej z góry było zaplanowane, a inni nie zauważyli celowości. pozdro
    Tomek 2008-01-16 12:08
    Oczywiście, że takie były wskazówki twórców, trudno o to winić Tylera. To nie zmienia postaci rzeczy, że soundtrack jest katorgą. To, że reżyserzy mu nakazali, związane jest z analizą muzyki i jej rolą w filmie. Ja skupiam się na tym, co ma do zaprezentowania płyta. Recenzja ma pomóc w decyzji o jej kupnie lub nie. I swojego zdania nie zmienię, choćby w nocy napadło mnie stado fanatyków AVP przebranych w stroje kosmicznych bestii :) Horner też ma nawiązania do partytury Goldsmitha w swoim kapitalnym "Aliens". Chodzi o talent, którego za grosz Tyler nie ma. Z AVPR i Tylerem jest tak, jakby dać dziecku zabawki. Dano mu potężny budżet na muzykę, a on po prostu "zarżnął" orkiestrę. Chcemy tu oceniać Tylera autonomicznie, ale się nie da, bo on robi muzykę do 8 filmu z serii. Popatrz jak oryginalną i dziś ważną z punktu widzenia współczesnej muzyki filmowej partyturę napisał Elliot Goldenthal. A Goldsmith? A Silvestri? Jaki Ci wszyscy kompozytorzy mają fantastyczny warsztat, jaką technikę, jakie pomysły? To, że Tyler głośno ryczy orkiestrą niczego nie znaczy. To nie jest sprawność techniczna. To nie są umiejętności. Taką partyturę mając tak znakomitych jak Tyler orkiestratorów (Elhai!) mógłby wysmażyć każdy przeciętny kompozytor z USA. Przeczytałem teraz recenzję Andrzeja Szachowskiego na muzykafilmowa.pl (faktycznie, lepszą niż moja :) i on doskonale zwraca na to uwagę. Teraz wyobraź sobie, że Spielberg idzie do Williamsa i prosi go o to, żeby do nowego Indy'ego wykorzystał jakieś muzyczne sygnaturki ze starych epizodów. Zrobi to. Ale napisze również kawał nowej, oryginalnej muzyki, która będzie brzmiała jak John Williams. Tyler nie ma w ogóle własnego stylu i to najbardziej boli mnie w kontekście jego wielkiej popularności. Dajcie mu szansę? Facet ma prawie 60 filmów na koncie. Produkuje muzykę na potęgę, głównie do samych za przeproszeniem shitów. Następne są w kolejce Rambo IV i kolejny sequel "Szybkich i wściekłych"... "Children of Dune" nie są również jakimś wybitnym osiągnięciem, choć jednym z jego najlepszych. Cytatów innych kompozytorów można tam znaleźć bez liku.
    D.J. 2008-01-16 13:41
    Bla bla bla...koniec kłótni. Weźcie się lepiej za Elżbietę, Złoty Wiek...;)) Aha...i dziwne, że na obu stronach o muzyce filmowej nie pojawia się nazwisko BADALAMENTI! Troche to śmieszneeeee...skoro macie czas na 80 recenzji Morricone to zróbta coś i z tym, bo to żenada...Nie chcę zabrzmieć jakbym chciał was pouczać, ale to dla waszego dobra;))), bo cierpi na tym wiarygodność strony...:))
    Tomek 2008-01-16 14:12
    Jest i Badalamenti (choć tylko jeden): http://www.filmmusic.pl/index.php?act=recki&id=186 . Postaramy się o nim pomyśleć w najbliższym czasie.
    Marek 2008-01-16 16:42
    A Elżbieta pojawi się w najbliższych dniach:P
    Neo 2008-01-17 23:37
    Serdecznie zapraszam Wszystkich Panów na forum do wątku związanego z filmem. Proszę przy okazji o konstruktywne przekazywanie swoich spostrzeżeń na temat filmu, muzyki czy kompozytora muzyki. Oto link do tematu: http://www.filmmusic.pl/forum/viewtopic.php?p=3720#3720
    Koper 2008-07-21 22:14
    Cóż, zadanie stworzenia ścieżki, która odnosić się będzie zarówno do którychś ze scorów do serii o Obcym jak i wyjątkowej muzyki do Predatorów, a przy tym posiadać będzie własny głos, jest niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe. Brian "Trailer" Tyler rzecz jasna nie podołał, ale przy jego wątpliwym talencie było to do przewidzenia. AvPR ma ścieżkę sztampową i przewidywalną, zapewne robioną ściśle pod temp-track, za który służyły scory Silvestriego, Hornera i może Goldsmitha. To przez to do tej swojej sztampy Tyler przemyca tu i ówdzie parę znaków firmowych z jednej bądź drugiej serii. Własnych ciekawych pomysłów brak. W miernym filmie -równie cienkim jak część pierwsza, a może jeszcze i gorszym- nawet ta muzyka jakoś sobie radzi, choć żadnego lepszego wrażenia nie wywołuje. Podobnoż na zachodzie niektórzy recenzenci oceniali ten kicz - mówię o muzyce - nawet pozytywnie. Widać już do reszty pogłuchli od nadmiaru Badeltów, Jablonskych i innych Ottmanów.
    Mystery 2008-10-15 13:03
    Decimation Proclamation jest wielkie. Może i przesycone "Aliens", ale jest to niewątpliwie zaletą. Bardzo często wracam do tego tracka. Resztę albumu wolę przemilczeć, chociaż nie. Muzyka spływa po mnie niczym nasienie po gwiazdce filmu dla dorosłych, naciągane jak guma na przyrodzenie 3 ;p
    Tomasz Goska 2013-11-03 18:14
    Trochę wody upłynęło od momentu ukazania się tej pracy i powiem szczerze, że moja opinia na jej temat odwróciła się o 180 stopni. Może działała czysta ignorancja, może też po prostu niezrozumienie konwencji, jaką przyjmował Tyler w tym czasie zabierając się za pisanie AVP:R... w każdym razie na dzień dzisiejszy jest to jedna z moich ulubionych ścieżek tego pana. Męczę ją niemal każdego tygodnia i nie mogę się nadziwić mnogości nawiązań do klasyków, jakie tu funkcjonują. Sama muzyka popełniona została w iście goldenthalowskim stylu. Pojawiają się również odniesienia do Hornera z jego Aliensów oraz wiadomych megakultów Silvestriego. Wiem, że po części jest to imitatorstwo, ale nawet jakby, to jest ono tak świetnie rozpisane, że aż zachęca do powrotów. Od strony technicznej jest to jeden z lepszych Tylerów jakie znamy. :)
    Mieszko 2013-11-20 17:15
    Tylerowska rutyna, tj. hałas, harmider, chaos, zgiełk, jazgot. Muzyczna męka (która trwa prawie 80 minut!) i okropieństwo. Do kompletnej beznadziejności zabrakło niedużo. Przed klęską i sromotną porażką całość uratował track na otwarcie. Poziom tego albumu-łupanki podobny jak w przypadku tworu Klosera, czyli bliski żenady.
    Zibi 2017-02-19 17:58
    Łupanina aż miło ;) Z sentymentu i z uwagi na 2-3 możliwe tracki dwója... :)

  • AVPR: Aliens vs Predator - Requiem (Obcy kontra Predator 2)

    Kompozytor:

    • Brian Tyler

    Dyrygent:

    • Brian Tyler

    Orkiestrator:

    • Robert Elhai
    • Dana Niu
    • Brad Warnaar
    • Andrew Kinney
    • Bill Boston

    Wykonawcy:

    • The Hollywood Studio Symphony

    Wydawca:

    • Varese Sarabande (2007)

    Producent:

    • Brian Tyler

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie