Szukaj: w


recenzje

Godzilla


Amerykańska wersja "Godzilli" nie zadowoliła chyba nikogo. Ani widowni, podnieconej oczekiwaniem na film po zmyślnej kampanii promocyjnej ('Size Does Matter'), oszukanej miałką historyjką nie mogącą równać się z kolosalnym rozmachem filmu. Ani 'niemieckiego Spielberga', Rolanda Emmericha, który po serii hitów ("Gwiezdne wrota", "Dzień Niepodległości") chyba za szybko uwierzył w swoją wielkość, zbierając miażdżące recenzje krytyki. Ani fanów japońskich pierwowzorów, tudzież fanów dobrego kina s-f i przygody. Nie zadowoliła także swego czasu wschodzącej gwizady muzyki filmowej - Davida Arnolda... Złość i rozczarowanie Brytyjczyka wynikło z tego, że studio nie zainteresowane było komercyjnym wydaniem partytury, faworyzując składankę piosenek, promowanych przez ówczesny hit - cover Kashmir Led Zeppelin - Puffa Daddy'ego (skądnikąd bardzo fajny!). A było czego żałować - Arnold napisał spektakularną partyturę na miarę giganto-gada, którego mogliśmy oglądać na ekranie. Bardzo "w duchu" poprzednich jego dokonań do widowisk s-f Emmericha, które właśnie przysporzyły Arnoldowi sporą rzeszę fanów. Niejaką osłodą był wypuszczone przez studio TriStar Academy Promo, ale chaotyczne rozłożenie materiału, brak wielu ważnych fragemntów score'u a co najważniejsze - brak szerszej dostępności, tylko w małym stopniu spełniły wyczekiwania fanów. Dopiero 9 lat później sprawy w swoje ręce wzięła specjalizująca się w muzyce filmowej wytwórnia La-La Land Records, wypuszczając do sprzedaży limitowaną serię 3000 sztuk (niektóre nawet z autografem kompozytora!) kompletnej partytury z hiper-widowiska Emmericha. Czy to wreszcie jest to upragnione wydanie "Godzilli"?

Z pewnością część słuchaczy (nawet tych najbardziej zaprawionych w bojach) nazwie "Godzillę" absolutną ścianą dźwięku. Wytwórnia La-La Land poszła od razu na całość i wydała ścieżkę w swojej kompletnej postaci, mieszcząc na dwóch dyskach niemal 2-godzinny materiał, poszerzony o alternatywne bądź nie wykorzystane utwory. Z pewnością zapewniła sobie chyba prawo do doczesnego wydania muzyki z tego filmu, ale też zabieg ten wydaje się zastanawiający, tak w kontekście całego materiału z jakim przyjdzie się nam zmierzyć, jak i potrzeby aż tak długaśnych wydań (pytanie: czy "Godzilla" potrzebuje na płycie aż tyle muzyki?). Bolączką "Godzilli" w tej formie są te fragmenty, kiedy Arnold nie angażuje się w potężne orkietsrowe harce ani wybuchową muzykę akcji. Zwykły, bezbarwny underscore w większości zajmuje króciutkie utworki, przypominając dokonania choćby Alana Silvestri. Typowa zapchajdziura, ilustracyjny dogmat każący zilustrować każdą klatkę amerykańskiego filmu. To wydanie z pewnością mogłoby się bez tego obyć a wytwórnia wypuszczając około godzinną partyturę mogłaby przedstawić prawdziwego muzycznego 'killera' w postaci muzyki wartej uwagi, na której oczywiście chciałbym się skupić.

Reszta score'u z "Godzilli" to jednak to, co tygrysy lubią najbardziej... Muzyki takiej, jaką stworzył w 1998 roku Arnold praktycznie się już nie pisze. To swoisty, współczesny quasi-Golden Age (jeżeli można użyć takiego sformułowania), oparty na świetnej melodyce, tematycznych rozwinięciach i technicznych fajerwerkach. Ściana dźwięku, ale w takim pozytywnym słowa znaczeniu! Ilustracje Arnolda, wsparte orkiestracjami jego stałego współpracownika Nicholasa Dodda, śmiało wytrzymują tak pod względem atrakcyjności jaki i poziomu wykonania porównanie z pracami Williamsa, Goldsmitha czy Debneya ("Wyspa piratów"). "Godzilla" jest również prawdziwą wylęgarnią tematyczną. Sam potwór posiada kilka własnych. Pierwszy to złowrogi temat 'kroczący' (epicko rozwinęty w chóralny niby-marsz w napisach początkowych), drugi to budujące, monumentalne rozwinięcie w stylu Elliota Goldenthala, przeważnie zakańczane wejściem kotłów i wreszcie uroczysty temat "podziwu" (Guess Who's Going to a Dinner). Szczególnie ten drugi wygląda tak, jak powinien był wyglądać niedopracowany 4-nutowiec Jamesa Newtona Howarda dla "King Konga"... Czyli prawdziwa muzyka dla ogromnego monstrum. Asysytują im awanturniczy temat wojskowy (Evacuation; podbity oczywiście werblem...), romantyczny dla pary bohaterów Matthew Brodericka i Marii Pitillo oraz zabawna 5-nutowa fanfarka dla francuskich żołdaków Jeana Reno.

Słuchacze obyci w poprzednich dokonaniach Arnolda do kina Emmericha odnajdą - i to trzeba zapisać mu na minus - bliźniacze podobieństwo tematyczne do poprzednich ścieżek. Głównie chodzi tu o majestatyczny temat "podziwu" wzorowany na "ID4" a także o całe sekwencje wydawałoby się przearanżowane z poprzednich filmów. Fragmenty takie jak np. Footprint (ten sam rodzaj muzycznej fascynacji jak w "Stargate") czy fantastyczny, ociekający przygodą Animal's Camera, zrekonstruowany, wydawać się by mogło, na bazie muzyki z pościgu Wielkim Kanionem w "Dniu Niepodległości"...

Arnold jednak przy "Godzilli" się rozwija, korzystając z dobrodziejstw wynikłych choćby przy pracy nad swoim pierwszym odcinkiem Bonda. Użycie rytmicznej a nie rzadko egzotycznej perkusji ekscytuje i udanie wychodzi ponad klasyczną, epicką orkiestrę. W pewnym sensie ożeźwia skostniałe ramy hollywoodzkich produkcji muzycznych. Szczególny popis wyśmienitej, pulsującej akcji, wspartej perkusyjnymi atrybutami, przypominającymi choćby "Zaginiony świat" Williamsa, możemy posłuchać na drugim krążku od utworu 29 aż do spektakularnego finału Big G Goes to Monster Heaven (cóż za inwencja!;). Finału godnego monstrualnego gada. Rzadko muzyka akcji w ostatnim dziesięcioleciu była tak ekspresyjna, ekscytujaca i prowadzona z taką fantazją. Grono dzisiejszych twórców, nie rzadko dużo popularniejszych niż Brytyjczyk, od niego powinno się uczyć, jak to robić! Arnold pozostaje wierny własnemu stylowi, szereg rozwiązań można przypisać tylko jemu (albo jak mówią jego krytycy - Nicholasowi Doddowi...), więc jeżeli ktoś powie, że Arnold to tylko kopista starych mistrzów, najnormalniej w świecie się nie zgodzę. Inny element, którym kompozytorzy potrafią dziś dosłownie 'zarżnąć' swoje ścieżki ("Van Helsing", "Superman Returns") to chóry. Pojawiają się tylko sporadycznie, ale gdy tylko zaznaczają swą obecność, wiemy że obcujemy z muzyką napisaną do kina fantastycznego, na czele z bajeczną sekwencją chóralną, gdy potwór umiera na ekranie. Tego młodzi też uczyć się powinni...

"Godzilla" to rodzaj partytury dziś wymarłej. Znamienne jest, że to ostatnia tego typu praca Davida Arnolda, który skalą ani rozmachem nie zbliżył się jak dotąd ani trochę do trzech pierwszych ścieżek stworzonych na potrzeby kina Emmericha, włączając nawet Bondy, które traktować należy bardziej jako modernistycznie podrasowana zabawa z orkiestrą. Gdyby tylko La La Land wydała 50-60 minutowy krążek z kompozycją Arnolda, pozycja ta w gatunku fantastyka/przygoda miałaby niewielu rywali... Nagranie dodatkowo cechuje znakomita jakość i przestrzenność, co przy tego rodzaju partyturze ma niebagatelne znaczenie, więc wszyscy spragnieni wgłębienia się w wykonanie muzyków (w tym przypadku Hollywood Studio Symphony), nie będą zawiedzeni. Utwory bonusowe nie wnoszą praktycznie nic nowego. Wersja muzyki z napisów początkowych nie robi wrażenia takiego jak z chórem, natomiast na końcu znajduje się skrócona wersja tegoż zawarta na składance z 1998 roku. Spokojnie można nie zawracać sobie nimi głowy. Oprócz powyżej opisanych wad wydania, pod względem muzycznym score to monumentalny i powalający. Dla spragnionych wrażeń i spektakularnej muzyki orkiestrowej w ekscytującym wydaniu - prawdziwy kąsek i gratka. Warto było czekać 9 lat.



Autor recenzji:  Tomek Rokita
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
CD1 (55:14):

  • 1. The Beginning (3:31)
  • 2. Tanker Gets It (1:13)
  • 3. Chernobyl (3:15)
  • 4. Footprint (0:35)
  • 5. Footprints/New York/Audrey (0:56)
  • 6. Chewing Gum Nose (0:32)
  • 7. Ship Reveal/Nick Discovers Fish/Flesh (1:41)
  • 8. The Boat Gets It* (2:11)
  • 9. Dawn of the Species (1:51)
  • 10. Joe Gets a Bite/Godzilla Arrives (3:13)
  • 11. Mayor's Speech (1:05)
  • 12. Caiman's Office (0:47)
  • 13. Animal's Camera (1:41)
  • 14. Military Command Center/New Jersey (1:57)
  • 15. Audrey's Idea (0:24)
  • 16. Evacuation (2:43)
  • 17. French Coffee (0:58)
  • 18. Subway Damage/Command Enters City (2:52)
  • 19. Fish (1:50)
  • 20. Guess Who's Coming to Dinner? (5:15)
  • 21. 1st Helicopter Chase/Godzilla Swats a Chopper (4:10)
  • 22. We Fed Him/Audrey Sees Nick (1:23)
  • 23. Nick and Audrey/He's Pregnant/Audrey Takes the Tape/French Breakfast (4:48)
  • 24. He's Preparing to Feed (0:36)
  • 25. Nick Gets Fired/Nick Gets Abducted/Frenchie's Warehouse/Nick Joins the Foreign Legion (5:47)
CD2 (53:17):

  • 26. Chewing Gum (1:53)
  • 27. Rumble in the Tunnel (1:37)
  • 28. Godzilla O Park/Godzilla Takes a Dive/Godzilla Versus the Submarine/Egg Discovery (9:44)
  • 29. Baby 'Zillas Hatch* (3:53)
  • 30. Nick Phones for Help (1:30)
  • 31. Eat the French (2:16)
  • 32. Phillip Shoots the Lock (1:05)
  • 33. Nick's Big Speech/The Garden Gets It (7:09)
  • 34. He's Back!/Taxi Chase & Clue (7:08)
  • 35. Big G Goes to Monster Heaven (4:32)
  • 36. The End? (4:09)
  • 37. The Beginning (bez chóru) (3:34)
  • 38. Footprints/New York/Audrey (alternatywne) (0:50)
  • 39. The Boat Gets It (alternatywne) (1:11)
  • 40. Gojira (wersja albumowa) (2:46)
* - nie użyte w filmie

Czas trwania: 108:31
Komentarze
MaciekG. 2007-09-22 12:28
świetna płyta, dobrze że score z "Godzilli" w końcu doczekał się oficjalnego wydania. Doskonała robota Davida Arnolda. Polecam.
scoreman 2007-09-22 12:49
Rewelacja. Siła tej muzyki momentami powala. Kawał dobrej roboty godny polecenia każdemu miłośnikowi muzyki filmowej.
Mefisto 2007-09-22 13:33
podstawowe wydanie oficjalne mnie nie przekonuje, ale skoro mówicie, że warto...
Tomek 2007-09-22 13:54
O jakim podsatawowym wydaniu oficjalnym mówisz?
Paweł Stroiński 2007-09-22 15:10
Zapewne o wydaniu piosenkowym, gdzie są tylko dwa kawałki Arnolda. Jeśli o mnie chodzi, mnie do końca ten score nie przekonuje. Nie lubię mieć poczucia, jak słucham ścieżki wychwalanej jako jedna z najlepszych ścieżek przygodowych dekady, że wszystko to gdzieś było i jak sobie myślę o tym w kontekście oryginałów, to było to zrobione lepiej. Mówię tutaj na przykład o The Lost World Willamsa. Moim zdaniem Arnold często bywa wręcz banalny i, jak to pięknie mówią Amerykanie, generic (nie jestem w stanie przetłumaczyć tego na polski dobrze). Mnie ta ścieżka najzwyczajniej w świecie zmęczyła. Ostatnie kawałki akcji bardzo fajne, kilka świetnych tematów, ale ogólnie materiał ZDECYDOWANIE nie dla mnie. Osoby z wyższej półki (nie uważam Arnolda za kompozytora klasy A, wybaczcie) zrobiłyby to na pewno lepiej.
Tomek 2007-09-22 16:26
Powiedz mi Pawle jak dużo się zmieniło w takim razie od "Robin Hooda" Korngolda w podejściu do muzyki przygodowej? ... ;) Akurat w tym gatunku oryginalność nie jest zbyt ważnym czynnikiem. I nigdy nie była. Najsłynniejsze ścieżki do kina przygodowego są almanachem tego co do tej pory stworzyli klasycy i poprzednicy. Tego słucha się dla przyjemności i wrażeń, nie dla głębi psychologicznej i ideologicznej, którą można znaleźć w muzyce innych gatunków.
Paweł Stroiński 2007-09-22 16:57
Nie pytaj o podejście do muzyki przygodowej od czasów Korngolda, bo sam dobrze wiesz, jak to się zmieniło i sam dobrze wiesz, czy to mi się podoba :D. Chodzi mi o co innego. Tak psioczymy na kopiującego, co się da Tylera, Beltramiego, a moim zdaniem Godzilla Arnolda ma dokładnie taki poziom. Można podejść do gatunku przygody z inwencją, zwłaszcza jeśli idziemy w bardziej mroczną historię, a na taką kreuje sie Godzilla. Patrz, co zrobił Williams w Zaginionym świecie, którego zresztą Arnold czasami prawie przepisuje. Tak, to samo robi na przykład tak samo uwielbiany Brian Tyler, a w Polsce wszyscy jadą po nim jak po łysej kobyle. Nie oczekuję po filmie Emmericha (przepraszam bardzo, co to za wielki reżyser :D) głębi psychologicznej czy filozoficznej, skoro ten człowiek pewnie nawet nie wie, co to w jego własnym języku znaczy postać (niem. Gestalt, ale o znajomość teorii psychologicznych tego pana nie posądzajmy). Po tak wychwalanym score jak Godzilla oczekiwałbym jednak TROCHĘ więcej innowacji, może inspiracji, a na pewno więcej prawdziwych emocji. A, jak już jesteśmy przy klasycznej przygodzie, Korngoldowi, Williamsowi, Goldsmithowi czy Hornerowi (też dość ważne są tu jego wpływy) to jakoś się udawało.
Al-karnak 2007-09-22 17:20
Paweł, w licznych rozmowach próbujesz dorabiać ideologię do przeciętnych prac Zimmera (np Crimson Tide), a takiego Arnolda jedziesz za banalność? Zastanów cię kapkę.
Paweł Stroiński 2007-09-22 17:33
Ideologię dorabiam tam, gdzie pozwala na to film (Crimson Tide akurat na to pozwala przez specyfikę konfliktu) i jeśli kompozytor dostrzeże ją i będzie to umiał zilustrować, to bardzo fajnie (patrz nie tylko Zimmer, ale i Williams, Goldsmith, Horner jest jednym z niewielu mainstreamowców, którym to nie wychodzi często). Godzilla nie wymaga ideologii, ale gdyby ten score nie był podręcznikowy, ale miał wyznaczniki jakiejkolwiek większej inspiracji, nie wiem, to może być nawet partia na jakikolwiek instrument, to by było dużo lepiej. Jak mówię, Arnolda traktuje się jako jakiegoś wielkiego kompozytora, a dla mnie nie zrobił nic, co by wykraczało poza poziom popularnej dzisiaj klasy B. Uważam go za twórcę wyjątkowo przecenianego. Umie skopiować Williamsa i już się go traktuje jako jego następcę. Albo mamy jednolite standardy i traktujemy Tylera i Arnolda na tym samym poziomie, albo dostajemy pewnego rodzaju schizofrenii. Poza tym, wciąż nie wierzę mu do końca, ze względu na postać Nicholasa Dodda, którą się posądza o ghostwriting ciągle.
Mefisto 2007-09-22 20:21
heh, Tomku, zdeka głupie pytanie, gdyż wydano dawno dawno temu zwykły score z tego filmu, liczący sobie 15 utworów :)
Paweł Stroiński 2007-09-22 20:25
Nie z deka głupie, Mefisto, ponieważ to piętnastoutworowe wydanie nie ma charakteru oficjalnego. Jest to bootleg albo promo.
Mefisto 2007-09-22 21:23
Ale jest w oficjalnym spisie :>
Tomek 2007-09-23 02:04
Jakim spisie? To Academy Promo, o którym piszę w tekście. Jeżeli możemy mówić o podstawowym wydaniu oryginalnej partytury, to na dzień dzisiejszy jest nim to właśnie wydanie. Mimo, że limitowane.
Mefisto 2007-09-23 02:56
Spisie w sensie, że z reguły wszędzie jest wymieniony (rzecz jasna mówię o stronach muzycznych i to bardziej zaawansowanych, niż dajmy na to muzyka.onet ;). ale dobra, nieważne - po prostu zdziwiłem się, że Ty zadajesz takie pytanie i tyle ;)
MaciekG. 2007-09-23 11:14
Płytka z 15 utworami to promo dla akademii filmowej, czyli nic oficjalnego. wydano to w liczbie 500 kopii.
scoreman 2007-09-23 13:23
Prawie spadłem z fotela, jak przeczytałem porównanie Arnolda z Tylerem. Przecież ten ostatni nie potrafi nawet dodać krzty melodyki do swoich score'ów. Jeśli Arnold ma być klasą B, to Tyler ledwie w klasie C się zmieści. Mam nadzieję, że to nie była wypływająca z serca ocena, ale prowokacyjna teza służąca zaostrzeniu dyskusji :-)
Paweł Stroiński 2007-09-23 13:49
Ja niestety zbyt wiele szacunku do twórczości Davida Arnolda nie mam, a Tyler jest w stanie być melodyjny. Problem polega na tym, że jego bodaj najlepszy temat w karierze pod tym względem jest połączeniem Legends of the Fall z Pearl Harbor (The Greatest Game Ever Played, po tym poddałem ten score). W przypadku Arnolda najlepszy temat jest albo przeróbką Williamsa albo Barry'ego. Stąd moje porównania. Poza tym, nie zapominajmy o tym, że Arnold ma swiadomość swych ograniczeń i bez problemu przyznaje się do nich. Przykładem niech będzie jego koncert w Madrycie, gdzie dyrygował. Ponieważ nie uważał się za profesjonalistę, wziął paluszek ze stołu, dyrygował nim, a po koncercie go zjadł. Nie lubię, jak przecenia się kompozytorów pozbawionych własnego stylu. A u Arnolda do tej pory żadnego stylu nie widzę. Dlatego też nie lubię Tylera, Ottmana, Beltramiego (który jednak ma jakiś styl, co widać w niektórych utworach akcji, ale unikam tego pana jak mogę), chłopców z MV poza Gregsonem-Williamsem i Powellem. Ceniąc tak wysoko takiego Arnolda, ja pytam gdzie miejsce dla wielkich.
Koper 2007-09-23 14:20
Wiadomo, że Arnold to nie poziom Williamsa czy Morricone, ale jednak też wyższy niż Tylera czy Beltramiego. Jego muzyak przynajmniej nie jest taka płaska i bez wyrazu jak Briana... Co do Godzilli... nie pamiętam z filmu nic takigo, co skłaniałoby mnie do siegnięcia po aż dwupłytowe wydanie, więc je sobie daruję raczej. ;)
Marek 2007-09-23 19:55
Tylko dlaczego temat Godzilli musi być tematem z Cape Fear Herrmanna?:P
Koper 2007-09-23 21:29
No co Ty? :D Znowu Cape Fear? A chociaż tak go fajnie rozpisał Arnold jak LoDuca w Armii Ciemności? :>
Tomek 2007-09-23 22:06
Usłyszysz go w pierwszych 8 sekundach pierwszego klipu z listy utworów (utwór 10 - Godzilla Arrives). Też mi zbrodnia... ;) Kompozytorzy filmowi popełniali o wiele większe. To tylko 4 nuty. Uważam, że podobieństwo jest totalnie przypadkowe a same 4 nuty wykorzystywane w totalnie innym kontekście. Ale jak ktoś się chce czegoś doczepić to się i tak doczepi :-P
Marek 2007-09-24 00:26
Niby 4 nuty, ale są przepisane dosłownie - można zakładać, że nie było to intencjonalne, ale ja w to nie wierzę. Arnold zbyt często cytuje Golden Age i Williamsa, jest zbyt oblatany w konwencjach gatunku, by nie zdawać sobie sprawy, że wykorzystuje właśnie jeden z najsłynniejszych tematów grozy w historii kina. Jasne, nie jest to jakaś wada dyskwalifikująca Godzillę, raczej drażniący detal, który w tym kontekście działa oczywiście efektownie, no ale z mojej strony pochwał nie otrzyma. Nawet jeśli to hołd, to zbyt daleko posunięty imho:P
Paweł Stroiński 2007-09-24 00:55
Co było do udowodnienia...
GoNzO 2007-10-07 14:37
jeśli pan stroiński uważa, że kompozycje arnolda do gwiezdnych wrót, dnia niepodległości czy godzilli nie posiadają melodyki (czy mają ją mniej niż u tylera (?!?!?!?!?) co ty pleciesz stary?) i mają być dowodem na to, iż arnold jest kompozytorem b klasy to za przeproszeniem panie stroiński, ale pan chrzanisz głupoty i z ciebie taki recenzent i znawca muzyki filmowej jak ze mnie skrzypek :P pozdrawiam. ps: tematy główne do wychwalanego przez was (lub w większości was) score'u do wyspy piratów skomponował arnold! debney je rozbudował! tylko!
Tomek 2007-10-08 08:45
Gonzo, można wiedzieć skąd masz takie informacje, że Debney oparł swoje tematy na Arnoldzie? :) Możesz to jakoś udowodnić?
Michał Turkowski 2009-05-02 18:54
Znakomita pozycja. Tak jak cenię sobie bardzo partytury do japońskich filmów, tak i praca Arnolda to dla mnie rewelacja. Ogromna baza tematyczna, melodyjność, rozmysł w emanowaniu dźwiękami i zachwycające orkiestracje czynią z tej partytury jedną z najlepszych pozycji w kinie fantasy. Wrażenie robi też świetna perkusja, której poziom wykorzystania można równać z pracami Goldsmitha. David Arnold udowodnił wszem i wobec jak jest zdolnym twórcą. Niestety Emmerich nie potrafił tego docenić, i współpraca obu Panów zakończyła się. Gwoździem partytury jest zwłaszcza kapitalny action-score. Znajdzie się w tej partyturze kilka nawiązań do innych kompozytorów, lecz nie mają one żadnego znaczenia. Także wydanie zasługuje na pochwałę, bowiem prezentuje ono cały rozmach pracy Davida. Niepotrzebne są jedynie utwory bonusowe, lecz traktowane jako ciekawostka nie stwarzają problemu. Arnold stworzył dla Godzilli zupełnie inny świat muzyczny niż wielki Ifukube, lecz zdecydowanie bardziej spektakularny. Polecam gorąco!
Mystery 2009-05-02 19:06
Zgadzam się z moim imiennikiem, score miażdży na każdej linii...
Mieszko 2013-08-09 01:36
Monstrualny czas trwania albumu nie wpływa najlepiej na odsłuch.
Roman 2013-12-04 12:02
Szkoda,że Arnold marnuje się teraz przy jakiś krótkometrażowych filmikach

Godzilla

Kompozytor:

  • David Arnold

Dyrygent:

  • Nicholas Dodd

Orkiestrator:

  • Nicholas Dodd

Wykonawcy:

  • The Hollywood Studio Symphony

Wydawca:

  • La-La Land Records (2007)

Producent:

  • David Arnold
    Ford A.Thaxton

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie