Szukaj: w


recenzje

Dogora: Ouvrons Les Yeux


Filmowy projekt Patrice’a Leconte to intrygujący, wizualno-muzyczny eksperyment, dokument obrazami i dźwiękiem opisujący codzienne życie mieszkańców Kambodży, dokument kontrastów, ale i przedsięwzięcie, które naprawdę wiele mówi o mentalności, o indochińskiej kulturze. Pomysł ograniczenia się do warstwy muzycznej i rezygnacji z klasycznego narratora nie jest oczywiście niczym nowym (Qatsi-trilogy Godfreya Reggio, wysoko zresztą ceniona przez Leconte), niemniej umiejętnie wykorzystany daje zwykle, z punktu widzenia słuchacza muzyki filmowej, efekty nader ciekawe i nietuzinkowe. W Dogorze brakuje może co prawda indywidualności na miarę Philippa Glassa, nie da się jednak ukryć, że to właśnie specyficzna ilustracja Etienne Perruchona jest prawdziwym wyróżnikiem tego obrazu.

Leconte poznał kompozytora właściwie przypadkiem. Perruchon napisał muzykę na potrzeby teatralnej adaptacji Leonce i Leny George’a Buechnera, los zaś akurat chciał, że na widowni znalazł się reżyser, którego ilustracja przedstawienia zachwyciła i zaintrygowała. Szybko poznał kompozytora osobiście, otrzymał od niego kilka płyt do przesłuchania i pierwszy raz poznał Dogorę. Otóż praca ta była 25-minutowym dziełem symfoniczno-chóralnym, w którym Perruchon, wykorzystując fikcyjny język (będący w istocie kombinacją w najróżniejszy sposób przetworzonych dialektów narodów europejskich, zwłaszcza z kręgu słowiańskiego) pozwolił sobie na swoistą muzyczną podróż od Orffa po Prokofiewa i Szostakowicza, jak sam zresztą przyznaje, artystów przez niego uwielbianych. Leconte partytura ta zachwyciła, niemniej wkrótce wyjechał on na dłuższy czas do Kambodży i kontakt z Perruchonem chwilowo się urwał. Gdy reżyser wrócił do kraju, wiedział już, że chce zrobić film i wykorzystać kompozycję swojego kolegi; obraz został nakręcony wręcz do muzyki (Perruchon niemal trzykrotnie wydłużył czas trwania partytury) i choć może brzmieć to zaskakująco, jej słowiański charakter całkiem zgrabnie wpasował się w nastrój opowieści o Kambodży.

Dogora jest filmem, w którym koneksja obraz-muzyka opiera się głównie na kontraście, uzyskiwanym różnymi formami ekspresji. Kompozycja Francuza bardzo silny akcent kładzie na rytm, momentami wręcz militarystyczny, Leconte chętnie zatem podkłada ją pod sekwencje ruchu i przemieszczania się. Już pierwsze sceny filmu ukazują intrygującą symbiozę obrazu z jego ścieżką dźwiękową, gdy epicki utwór tytułowy na orkiestrę i chór towarzyszy podróży kambodżańskiej rodziny na motocyklu. Dalej pojawia się wiele podobnych ujęć i w zasadzie im większa dynamika filmowych sekwencji, tym większego rozmachu nabiera ilustrująca je muzyka, przybierając wręcz kształty pokrewne monumentalnym kompozycjom Orffa z Carmina Burana. Odbiorca może momentami poczuć się niemal jak na paradzie wojskowej, tak silnie bowiem niektóre utwory osadzone są w słowiańskiej tradycji marszowej i tak ewidentnie Perruchon odnosi się do rosyjskich czy bałkańskich pieśni, angażując na potrzeby obranej stylistyki olbrzymi element chóralny (doskonałe Tou Toeshtake chociażby), który wraz z bardziej etnicznymi wstawkami w postaci pojedynczych wokali, determinuje ogólną atmosferę i barwę całej partytury.

Trzeba przyznać, że tak silne zaakcentowanie motoryki wraz ze wszystkimi odniesieniami do muzyki poważnej i folkloru, i oparcie całości o duży skład muzyków daje znakomity efekt, choć nie da się przy tym ukryć, że we wspomnianej symbiozie obrazu i ścieżki dźwiękowej niejednokrotnie pojawiają się dysonanse, mniej lub bardziej wyraźne. Kontrasty są z reguły narysowane bardzo grubą kreską, choć zdarza się i tutaj kilka artystycznych perełek (rewelacyjna seria ujęć śpiących mieszkańców, z podłożonym La Vidjiame, przy utworze którym zabije zapewne serce każdego miłośnika Bandyty Lorenca - jest to urocza, etniczna pieśń, która z leniwej przyśpiewki przeradza się powoli radosny, skoczny taniec; dynamika obrazu ogranicza się wyłącznie do coraz szybszych cięć montażowych dostosowanych do tempa ilustracji – efekt jest wspaniały), niemniej bez użycia bardziej subtelnych form wyrazu łatwo o błąd. Gdy Leconte z Perruchonem wrzucają więc do kotła monumentalny militaryzm okazuje się, że miejscami działa on nieźle, miejscami zaś szwankuje. Lepiej w tym względzie prezentują się fragmenty bardziej kontemplacyjne i kładące silniejszy nacisk na lokalny (w sensie: słowiański) folklor (Mie Panosko), choć i tutaj niekiedy ich funkcjonalność opiera się przede wszystkim na założeniu, że odbiorca przyjął narzuconą przez twórców konwencję. Jest więc tu i ówdzie nieco ilustracyjnego przypadku i swą wartość jako ścieżka dźwiękowa partytura zawdzięcza przede wszystkim dużej emocjonalności, którą to autor rzeczywiście hojnie swą muzykę obdarował.

Abstrahując jednak od samego filmu (który, jak stwierdzili autorzy: ”(...) nie jest filmem o Kambodży, tylko filmem dla Kambodży”), stwierdzić wypada, że Perruchon zdołał stworzyć bardzo dobry album, trochę może męczący swą długością i jednostajną barwą (chór, etniczne wokale i mocna perkusyjność przewijają się właściwie cały czas), ale wypełniony doprawdy znakomitymi utworami, które po odpowiednim zaprogramowaniu odtwarzacza mogą dostarczyć słuchaczowi sporo frajdy, pod warunkiem oczywiście, że tak specyficzna stylistyka mu odpowiada. Nie jest to raczej folklor w stylu Bregoviča, inspiracje muzyczne Perruchon wskazuje sam, wymieniając swoich ulubionych kompozytorów, i choć oryginalności jego dziełu to nie dodaje, umiejętne przemieszanie wpływów różnych artystów i różnych kręgów kulturowych to jeden z głównych atutów Dogory. Nie jest to również kompozycja w jakikolwiek sposób pretensjonalna, nie pretenduje do statusu pracy przełomowej, lecz stanowi po prostu przykład dobrej zabawy poprowadzonej lekką, ale sprawną ręką. Sam pomysł (choćby dogoriański język) i wykorzystanie całości w filmie Leconte równoważą nieco brak oryginalności w materii stricte kompozycyjnej, zaś takie perełki jak Tchunga ya! czy Souchanishka powinny przypaść do gustu każdemu miłośnikowi rozmachu i słowiańskiej duszy muzycznej. Polecam, jako coś więcej niż zwykłą ciekawostkę.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 68:48
Komentarze
Koper 2007-07-01
23:12
W rzeczy samej: trochę to jakby za długie i monotonne, ale chociażby kapitalny finał utworu Souchanishka i parę innych fragmentów sprawiają, że warto zainteresować się tą nietypową pozycją.

Dogora: Ouvrons Les Yeux

Kompozytor:

  • Étienne Perruchon

Dyrygent:

  • Metodi Matakiev
  • Hristo Nedjyalkov (chór)
  • Roumen Radchev (chór)

Orkiestrator:

  • Étienne Perruchon

Soliści:

  • Sylvain Stawski
  • Michel Bianco
  • Marion Bouquinet
  • Pascal Tag
  • Firstly Francoďa
  • Francoise Marchetti
  • Massimo Rosadi

Wykonawcy:

  • The Sofia Symphony Orchestra, Chorus & Children's Choir

Wydawca:

  • Nad've France (2004)

Producent:

  • Étienne Perruchon

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie