Szukaj: w


recenzje

Promessi sposi, i (Narzeczeni)


Druga połowa lat 80-tych dla Ennio Morricone była jednym z najlepszych okresów jego kariery. To wtedy stworzył wspaniałe kompozycje dla Misji, Nietykalnych, Ofiar wojny czy Cinema Paradiso. W tym okresie skomponował ponadto kilka już zapomnianych, choć również bardzo interesujących prac na potrzeby mniej znanych filmów i seriali telewizyjnych, zwłaszcza włoskich. Jedną z takowych jest partytura do włoskiej produkcji telewizyjnej I Promessi sposi z 1989 roku. Narzeczeni to składająca się z pięciu 90-minutowych odcinków ekranizacja wielkiej klasyki włoskiej literatury, XIX-wiecznej, historycznej powieści Alessandro Manzoni'ego, której akcja rozgrywa się w XVII-wiecznych północnych Włoszech, wówczas znajdujących się pod panowaniem hiszpańskim. Włosi do tego projektu zaangażowali nie tylko gwiazdki rodzimej telewizji, ale i aktorów zagranicznych, takich jak Burt Lancaster czy F. Murray Abraham. Przy takiej skali przedsięwzięcia, nie można się więc dziwić, że napisanie ścieżki dźwiękowej twórcy mogli powierzyć tylko jednej osobie, właśnie Morricone.

Fonit Centra, mało znana wytwórnia z płw. Apenińskiego, która wydała album z partyturą Morricone zawarła na nim mniej jak godzinę muzyki z łącznych 450 minut mini-serialu. Jest to więc ledwie wycinek tego, co na potrzeby tej telewizyjnej produkcji skomponował włoski maestro. Nie znając serialu, trudno ocenić, czy na płycie znalazły się wszystkie najważniejsze tematy ze ścieżki dźwiękowej, jednakże można przypuszczać, że selekcji dokonano bez zarzutu. Dlaczego? Ano dlatego, że 55 minut muzyki na albumie to istna kopalnia mniej lub bardziej interesujących motywów, a różnorodność muzyki jest wręcz zaskakująca. Rzadko która melodia zostaje w ogóle powtórzona w obrębie partytury, a poszczególne utwory najczęściej bardzo mocno się od siebie różnią. Całość materiału można podzielić na dwie przenikające się nawzajem części: na muzykę spokojną, refleksyjną, romantyczną, nostalgiczną oraz na muzykę akcji, dynamiczną i czasem brutalną. Gdzieś tam trzeba by jeszcze znaleźć miejsce dla naprawdę nielicznego underscore, najczęściej dość mrocznego. Pierwszych pięć utworów albumu to zdecydowanie ten pierwszy rodzaj muzyki. Otwierający płytę utwór to zdecydowanie jej numer jeden i w mojej opinii, jedna z takich zapomnianych perełek wśród wszystkich utworów z kariery Ennio Morricone. Emocjonalne partie na flet oraz smyczki na tle śpiewającego w kontrapunkcie sakralnego chóru mogą nanieść pewne skojarzenia z konstrukcją głównego tematu Agnes of God Georgesa Delerue. Zaryzykuję stwierdzenie, że utwór I Promessi Sposi wiele od niego nie odbiega...

Następne ścieżki prezentują nam utrzymaną w podobnej stylistyce muzykę, m.in. kolejne śliczne tematy na smyczki w utworze od drugiego do czwartego (w Gertrude znów z dodatkiem chóru) oraz mniej może emocjonalną ale bardzo stylową w piątym, w którym Morricone sięga momentami m.in. klawesyn, nadając fragmentom odrobinę barokowy charakter. Zmiana stylistyki gwałtownie nadchodzi w ścieżce I Lanzichenecchi - wojennym marszu, który w jakimś stopniu był pewnie protoplastą podobnego utworu z Karola, człowieka który został papieżem. Z kolei niemal barbarzyński action-score z drugiej połowy La Rivolta Del Pane, oparty niemal o same instrumenty dęte, przynosi skojarzenia z kilka lat wcześniejszą Czerwoną Sonją czy wręcz z batalistyczną muzyką Basila Poledourisa z Flesh & Blood a nawet samego Conana. Taki Morricone to raczej rzadkość i choć zwykle nie przepadam za tego typu kompozycjami w jego dorobku, to muszę przyznam że opisywany utwór prezentuje się zupełnie nieźle.

Wraz z Addio Monti wracamy, przynajmniej na chwilę, do muzyki spokojnej i łagodnej, gdzie powolna melodia wygrywana przez sekcję smyczkową, płynie wraz z delikatnymi dźwiękami harfy, choć nie brakuje tu momentów bardziej emocjonalnie intensywnych. Następne ścieżki to zarówno dynamiczne, niepokojące motywy (Fuga Di Renzo), jak i stylowo podobne do wyżej opisanego, zresztą dominujące w tej części płyty. Kilka melodii zostanie nam tu przypomnianych, usłyszymy m.in. sakralny chórek z pierwszej ścieżki, tym razem śpiewający już a capella (A Lucia). Ponadto natrafimy także na parę nowych pomysłów Morricone, jak niemalże satanistyczny podkład chóralny, w końcówce jedynego na płycie utworu o wybitnie underscore'owym charakterze (La Notte Dell'innominato) czy coś na kształt średniowiecznych fanfar w Arrivo Dei Lanzei. Trochę tylko szkoda, że nie pojawia się jeszcze raz ten wspaniały temat ze ścieżki otwierającej, bo choć w drugiej części krążka jest kilka świetnych motywów, to jednak żaden nie jest aż tak znakomity.

I promessi sposi to w mojej opinii jeden z najciekawszych telewizyjnych soundtracków Ennio Morricone. Nie wiem, czy sama ekranizacja klasyki włoskiej powieści wypadła dobrze, ale bez wahania trzeba przyznać, że ów historyczny fresk doczekał się znakomitej oprawy dźwiękowej. Mimo, że Morricone napisał w 1989 r. dwie fantastyczne, wybitne wręcz prace a konkretnie Casualties of War i Cinema Paradiso, to nie zabrakło mu sił ani inwencji na napisanie jeszcze jednego co najmniej bardzo dobrego score z pięknym, nietuzinkowym tematem. I choć to tytułowy I Promessi Sposi zdecydowanie najbardziej przemawia do słuchacza, to i cała reszta prezentuje się znakomicie. Sporo tu tego standardowego Morricone, w dobrym tego słowa znaczeniu, potrafiącego prostymi melodiami trafić do serca, muzyki utrzymanej w jego klasycznym stylu. I choć nie można tu mówić o jakieś sporej oryginalności, to też raczej trudno się dopatrzyć wyraźnych podobieństw do wcześniejszych prac maestro, nawet jeśli płynąca z dźwięków La Monaca Di Monza nostalgia nasuwa skojarzenia ze stylistyką Dawno temu w Ameryce czy podobnych soundtracków. Niektóre fragmenty zaskakują rzadkim u Włocha stylem (choćby muzyka akcji), inne potwierdzają to, w czym zawsze był dobry, jak chociażby mistrzowskie wykorzystanie chórów. One też, obok wielokrotnie przywoływanego tytułowego utworu, są dużą siłą tej ścieżki, ale chyba największą jest to, o czym wspomniałem już na początku: bogactwo i różnorodność tematów. Koniec końców, nieco na zachętę do sięgnięcia po to niesłusznie zapomniane dzieło maestro, wystawiam I promessi sposi ocenę najwyższą. Może nie jest to soundrack wybitny, ale na pewno bardzo dobry, stąd "piątka" wydaje mi się sprawiedliwa.

Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 55:14
Komentarze
Mystery 2009-04-17
21:08
Pierwszy utwór to jedna z najlepszych rzeczy jakie w życiu słyszałem, klasa tematu "Agnes of God" Delerue. Reszta też wspaniała.

Promessi sposi, i (Narzeczeni)

Kompozytor:

  • Ennio Morricone

Dyrygent:

  • Ennio Morricone

Orkiestrator:

  • Ennio Morricone

Wydawca:

  • Fonit Centra (1989)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie