Szukaj: w


recenzje

Lost World: Jurassic Park, the (Zaginiony świat: Jurassic Park)


Cztery lata po ogromnym sukcesie ”Parku Jurajskiego”, Steven Spielberg wraz z Johnem Williamsem ponownie zabierają nas na wyspę zamieszkiwaną przez dinozaury. Film ”Zaginiony świat.Jurassic Park” okazał się wielkim przebojem kasowym, lecz widownia nie patrzyła już z tak szeroko otworzonymi ustami na wytwory najnowocześniejszych technik animacji komputerowej, jak to działo się w 1993 roku. Ci, którzy oczekiwali partytury, która zręcznie adaptowałaby i odnosiła się do osiągnięć klasyka z 1993 roku, mogli spotkać się ze srogim zawodem. John Williams, wzorem choćby kolejnych części ”Indiana Jones” nie poszedł na łatwiznę i stworzył na potrzeby sequela zupełnie odmienny materiał. Materiał na tyle oryginalny, z jednej strony zwracający uwagę na ambicję i podejście do zadania ze strony kompozytora a z drugiej odcinający się praktycznie zupełnie od brawurowo-przygodowo-magicznej otoczki score’u sprzed czterech lat. Jednak odpowiedź fanów pierwszej części była chyba gorzej niż „chłodna” i trudno znaleźć dziś takich, dla których ”The Lost World” znaczy coś więcej niż standardowy, wysoki poziom produkcji Williamsa. Ciekawie jest więc po dekadzie od premiery filmu spojrzeć na partyturę twórcy pod innym światłem niż tylko oczekiwania i porównania z przecież genialnym poprzednikiem, co trudno poddawać w wątpliwość.

Partytura z ”Zaginionego świata” jest dużo mroczniejszą, brutalniejszą wariacją tego co zostało stworzone na potrzeby filmu z 1993 roku. Williams zajęty jest akcją, napięciem i spektakularną symfoniką. Score z tego filmu to równocześnie jedna z najbardziej rozbudowanych technicznie prac kompozytora. Do technicznej i produkcyjnej strony muzyki Williamsa trudno mieć zazwyczaj jakieś pretensje, mimo to ”The Lost World” stanowi jedną z najambitniejszych jego prac. Respekt budzi szczególnie warstwa orkiestracyjna i prowadzenie orkiestry, sekwencje nie rzadko misternie złożone i intensywne. Mniejszy nacisk położony jest z kolei na tematykę, co niejako zapowiada kolejną dekadę twórczości Amerykanina, pod przewodnictwem muzyki bardziej restrykcyjnej, mniej przyswajalnej a bardziej idącej w formę, klimat i podskórne emocje. Główny temat (suita otwierająca, Malcolm’s Journey) to potężna melodia „podróży” utrzymana trochę w starym stylu. Niby-marsz, w którym obok symfonicznych środków Williams inkorporuje tamburyna, grzechotki czy wymyślne efekty perkusyjne, które podkreślają „dżunglowy” i etniczny charakter filmu. Brak „starej” tematyki i odniesień do oryginału wydaje się dość przemyślany. Dlaczego? Ponieważ znamy już prehistoryczne zwierzęta i nie potrzebujemy kolejnych muzycznych wyróżników, tak jak w ‘jedynce’ - pełnych chwały i podziwu.

Solą ”Zaginionego świata” jest w takim razie intensywna, niemal barabrzyńska muzyka akcji/przygody, która jawi się jako pierwowzór pod frenetyczną akcję znaną z 2 i 3 części nowej trylogii ”Star Wars” oraz ”Raportu mniejszości”. Nie jest to jeszcze surowość znana z ”Wojny światów”, gdyż zachowuje nadal pewien przygodowy, eskapistyczny charakter ale jest zupełnym odejściem od przyjemnych tematów z wcześniejszej twórczości kompozytora. Kilka utworów (The Hunt, Rescuing Sarah, The Raptors Appear) prowadzonych jest w rewelacyjnym tempie i rytmice. Potężną, brawurową orkiestrę wspiera wspomniana dżunglowa perkusja (kongi, marimba, bongosy) nadając partyturze elementu dzikości. Myślę, że najlepiej utwory te porównać do muzyki Alana Silvestri z ”Predatora”. Jej akustyczna natura i asymilacją z orkiestrą powoduje wytworzenie uczucia filmowo-muzycznego „groove’u”. Warto zwrócić również uwagę na podsumowanie i punkt kulminacyjny albumu - Visitor in San Diego. Utwór anonsowany jest uderzeniami gigantycznych kotłów, przechodzących następnie w drapieżny orkiestrowy rajd a w finale pałeczkę przejmuje kapitalne wejście perkusjonaliów. Jeżeli kiedykolwiek jakaś muzyka miała opisywać rozszalałego tyranozaura buszującego po centrum amerykańskiej metropolii, to mógłby być to tylko ten utwór.

To niewątpliwie zalety tego nietuzinkowej pracy. Co z resztą materiału? Co tak zniechęca w tej ścieżce i spycha ją w zapomnienie na tle ulubionych partytur Williamsa? To mrok i przytłumienie wynikające z budowania napięcia oraz orkiestrowej ekwilibrystyki, która podobnie jak w ”Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia” fascynuje od strony technicznej ale na dłuższą metę trudno się z nią utożsamiać. Mówię tu choćby o horrorowym The Island Prologue, głębokim, powolnym ruchom orkiestry w Finding Camp Jurassic, awangardowemu underscore (pełnemu znaków firmowych twórcy), czy nieziemskim odgłosom kreowanym przez syntezator i etniczne flety w utworze 9. Oprócz nobliwej melodii dla potężnych stegozaurów brak tu elementów magii i williamsowsko-spielbergowskiego zachwytu, który w większości towarzyszył części pierwszej. Mimo, że na deser zostawia się nam suitę z napisów końcowych, gdzie oba słynne tematy z Jurrasic Park zostają intonowane w sposób znany z wielu wydań kompilacyjnych, ten piękny materiał dziwnie gryzie się z bezkompromisową i często rozbuchaną do granic możliwości muzyką na albumie. ”Zaginiony świat” z pewnością nie jest oazą spokoju.

Muzyka z ”Zaginionego świata” to jedna z najbardziej nacechowanych etnicznie pozycji w dyskografii Johna Williamsa. To co tylko zostało marginalnie zaznaczone w pierwszej partyturze, tutaj jest głównym motorem kompozycji. Muzyka to zdumiewająca od strony technicznej, oparta na gigantycznej i rozbudowanej symfonice, przywołująca na myśl prace klasycznych mistrzów. I nie chodzi mi tu o chaos, który wkrada się często w prace młodszych kompozytorów dostających do pracy dużą orkiestrę. Chodzi mi o techniczne i kompozycyjne mistrzostwo. Mistrzostwo, które jednak nie może przesłonić wad partytury, która może być w ogóle niezjadliwa dla wielu słuchaczy, nawet miłośników Johna Williamsa. Mój stosunek do tej ścieżki również zmienił się w biegu lat. Na początku było rozczarowanie, zniechęcenie i znudzenie. Jednakowoż, obiektywnie rzecz biorąc nawet dzisiaj stawiam ją o wiele wyżej niż większość pozycji w kategorii akcja/przygoda. Niewątpliwie Williams obiema częściami Jurassic Park udowadnia, że jest niekwestionowanym liderem tego gatunku i trudno sobie wyobrazić innego kompozytora, który mógłby zilustrować te filmy.



Inne recenzje z serii:
  • Jurassic Park
  • Jurassic Park III
  • Jurassic World
  • Jurassic World: Fallen Kingdom
  • The John Williams Jurassic Park Collection

    Autor recenzji:  Tomek Rokita
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Czas trwania: 68:58
    Komentarze
    Tomasz Goska 2007-04-09 16:35
    Ścieżka jako całość nie jest za pikna. Ale muszę przyznać, że pierwszy utwór robi na mnie wrażenie tylekroć, ilekroć go słucham. :)
    Tomek 2007-04-10 17:16
    Tak, akcja w pierwszym JP technicznie jest bez zarzutu, orkiestrowy majstersztyk, ale w LW posiada pewien "drive", który jest trudny do zdefiniowania. I chyba przez to ma pewien 'charakter'. To z kolei chyba wynika z rytmiki narzucanej przez etniczne elementy perkusyjne, które szczególnie "na tapetę" przez Williamsa wprowadzane nie były do tego momentu kariery.
    mickey_bond 2011-02-15 23:05
    wszystkie recenzje do jurassic parków na tym portalu sa porzadne, ale jedna sprawa: w jp2 chwali sie williamsa za przemyslana rezygnacje z tematow na rzecz budowania klimatu i relacji muzyka - obraz, w ogole sciezka jest ciekawa i oryginalna. ale co sie okazuje? ze mistrz williams przegral z donem davisem, bo jp3 dostaje lepsza note za muzyke w filmie. w jp3 porzadnie cala sciezka pracuje i zasluje na 4 gwiazdki, ale wydaje mi sie, ze jp2 rowniez przynajmniej na te 4 zasluzyl, taka ocena jaka widnieje pod recenzja jest troche niekonsekwentna w zwiazku z tym co w recenzji bylo napisane. a nawet jesli wg recenzenta zasluguje na te 3, to chcialbym chociaz przeczytac czemu jego zdaniem tak jest. ktos tam tez pisal, ze dla muzyki filmowej najwazniejsze jest jak dziala w filmie i faktycznie z tego by wynikalo, ze jp2 jako czysta muzyka filmowa jest gorszy niz jp3 (wiem, ze oceniacie calosc, nie zmienia to faktu, ze sama idea muzyki filmowej, to dzialanie w filmie, a nie np konstrukcja albumu, czy sluchalnosc, mowie teraz tylko o aspekcie muzyka - obraz)
    michal 2011-05-19 00:54
    czy moglby sie recenzent ustosunkowac do tego powyzszego? :P mysle, ze to wazna kwestia
    Koper 2011-05-20 23:56
    Ale recenzje JP2 i JP3 pisały różne osoby przecież, więc nie może jeden za drugiego tłumaczyć.
    michal 2011-05-21 00:19
    ale oceny dzialania w filmie sa niesprawiedliwe! ;p
    Koper 2011-05-21 10:21
    Tomek Goska wszystkiemu wali 4 :P ale to ja już nic nie poradzę :D
    DanielosVK 2011-05-21 14:15
    Waliczwórka z niego. :P
    Tomasz Goska 2011-05-22 17:09
    Bo takie ścieżki recenzuję :P
    Mieszko 2014-03-10 12:00
    Przyzwoity temat w utworze "The Lost World" i dwa najlepsze na płycie tracki: "The Hunt" i ostatni. Reszta albo nudna, albo chaotyczna. Score przydługi, bez charakteru.

    Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Lost World: Jurassic Park, the (Zaginiony świat: Jurassic Park)

    Kompozytor:

    • John Williams

    Dyrygent:

    • John Williams

    Orkiestrator:

    • John Neufeld
      Conrad Pope

    Wydawca:

    • MCA Records (1997)

    Producent:

    • John Williams

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie