Szukaj: w


recenzje

Anaconda (Anakonda)


Anakonda Luisa Llosy nie należy do najwybitniejszych przedstawicieli gatunku kina grozy, ale też nie jest totalnym kiczem, mimo do¶ć banalnej fabuły i może nie perfekcyjnej realizacji. Przed zaszufladkowaniem do filmów złych ratuj± go m.in. ciekawa kreacja Jona Voighta w roli demonicznego łowcy węży, piękne plenery Amazonii no i zupełnie niezła, momentami bardzo ładna muzyka Randy'ego Edelmana. Kompozytora, który znany jest z równie fantastycznych tematów, co kiep¶ciutkich orkiestracji. Rok przed Anakond±, Edelman stworzył chyba swoj± najbardziej udan± ¶cieżkę dĽwiękow± do Ostatniego smoka. W Anakondzie pewne naleciało¶ci z Dragonheart s± zreszt± do wychwycenia, jednak generalnie mamy tu do czynienia z zupełnie inn± muzyk±, bo i charaktery tych filmów s± zdecydowanie różne.

Edelman, co i bardzo dobrze, nie niszczy swojej etykietki dobrego tematyka i na potrzeby rozgrywaj±cego się w południowoamerykańskiej dżungli horroru, tworzy kilka niezłych melodii. Przede wszystkim prosty a zarazem charakterystyczny motyw zagrożenia, w filmie towarzysz±cy pojawianiu się tytułowego węża. Na albumie usłyszymy go wielokrotnie w przeróżnych aranżacjach, np. w "My Beatufiful Anna...(Conda)" na fortepian. Po raz pierwszy już w "Anaconda (Main Title)", zaraz po krótkim klimatycznym wstępie w wykonaniu bębnów wspomaganych tajemniczymi "dżunglowymi" samplami. Zreszt± fakt, iż akcja dzieje się w Amazonii ma bardzo pozytywny wpływ na score. Edelman sięga po fletnie Pana i wyczarowuje z nich bardzo ładny motyw. Nie pamiętam już jak często melodia ta pojawiała się w filmie, ale na albumie niestety nie będzie dane się nam ni± zbytnio nacieszyć. Zaledwie kilkadziesi±t sekund w pierwszym utworze, w bardziej stonowanej aranżacji w trzecim i jeszcze w urokliwym "This Must Be Heaven", gdzie występuje w kontrapunkcie z orkiestr± graj±c± motyw zagrożenia w jakże odmiennej aranżacji, bo spokojnej, wręcz lirycznej. Chyba najciekawszym utworem jest jednak do¶ć odmienny od reszty "Travelogue". Prezentuje on niezwykle przyjemny, radosny, pełen optymizmu motyw przygodowy. Rozpoczynaj±ce go smyczki, jakby intonuj±ce jak±¶ melodię, mog± kojarzyć się wła¶nie z wywołanym już wcze¶niej Ostatnim smokiem.

Niestety spora czę¶ć partytury z Anakondy to jednak ani nie egzotyczne fletnie Pana, ani nie sympatyczne motywy podróży, lecz mroczny action-score i underscore, a więc ilustracje pod sceny typu: oczekiwanie, zbliżanie się zagrożenia, atak, walka, ucieczka... Z tego wszystkiego najlepiej prezentuje się owo "oczekiwanie" i "zbliżanie się zagrożenia", zwłaszcza gdy mamy do czynienia z bardziej stonowanymi smyczkami wspomaganymi przez wybijaj±ce rytm bębny, czy też motywem zagrożenia w takich aranżacjach jak w "Seduction". Natomiast muzyczna akcja w oderwaniu od obrazu jest najczę¶ciej bardzo ciężkostrawna. Orkiestra potrafi nagle rozbrzmieć "ostro", ze zdwojon± sił±, odnosi się wrażenie chaosu, a pomiędzy fragmentami atonalnymi przewijaj± się różne drobne motywy. Najgorsze jednak s± zupełnie zbędne przedziwne sample, brzmi±ce jak jakie¶ nieludzkie piski czy wrzaski. Jakby efekty dĽwiękowe żywcem wyjęte z filmu i absolutnie niepotrzebnie zmiksowane z muzyk±.

Wspomniałem na pocz±tku o nie najlepszych orkiestracjach, jako wadzie partytur Edelmana. Przypomnijcie sobie chociażby Smoka.historię Bruce'a Lee albo Dziesięcioro przykazań, czy nawet Ostatniego smoka. W każdym z tych soundtracków brzmienie orkiestry pozostawało sporo do życzenia, a fragmentami sprawiało wręcz wrażenie sztuczno¶ci. Na tym tle Anakonda wypada naprawdę nie najgorzej. Wprawdzie brzmieniem nie ma się co tu zachwycać, ale też nie można się specjalnie czego przyczepić. Pretensje można by mieć za to do konstrukcji samego albumu z muzyk±. Wymagało by to co prawda trochę wysiłku od wydawcy, ale naprawdę przydałaby się przynajmniej na koniec jaka¶ mała suita zbieraj±ca główne tematy a zwłaszcza mało eksponowany motyw na fletnie Pana. Albowiem by dotrzeć do tematycznych fragmentów trzeba nieraz brn±ć przez nieciekaw±, drażni±c± muzykę akcji. Szkoda trochę tych tematów, gdyż s± naprawdę niezłe i zupełnie dobrze wykonane a wszelkie a-tematyczne fragmenty Anakondy mog± skutecznie zniechęcić do sięgnięcia po album i ich wyłapania. Chyba jednak warto się przez te cięższe fragmenty przebijać, choć zwłaszcza pierwsze przesłuchanie może sugerować co innego.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalno¶ć ¶cieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 36:58
Komentarze
Mefisto 2008-09-03
15:11
Temat przewodni zajefajny - dalej typowy Edelman, czyli raz bardzo dobrze, innym razem typowa tapeta. Na szczę¶cie płyta jest dobrze skrojona i krótka, więc słucha się dobrze.
Mieszko 2013-08-09
16:37
Jako¶ mało zabójcza ta anakonda.
Koper 2013-08-09
17:37
Jako¶ mało porywaj±ce te Twoje komentarze ostatnio :P ;)
DanielosVK 2013-08-09
20:09
Czyżby Mieszko się skończył? :D
Mieszko 2013-08-09
21:51
W żadnym razie. Jak można pisać z pasj± o czym¶, co nie jest pasjonuj±ce? ;)
Mieszko 2014-04-29
16:05
Konkretyzuj±c... Cztery niezłe tematy: zagrożenia (aranżacje tematu również), na fletnie Pana, motyw w "Travelogue" oraz na fortepian w 9. utworze. Reszta ¶rednio udana. Jaka¶ suita na koniec faktycznie by się przydała. Plus też za krótk± płytę.

Anaconda (Anakonda)

Kompozytor:

  • Randy Edelman

Dyrygent:

  • Randy Edelman

Orkiestrator:

  • Ralph Ferraro

Soli¶ci:

  • Randy Edelman (fortepian)

Wydawca:

  • Cinerama/Edel (1997)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służ± jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie