Szukaj: w


recenzje

Mighty Morphin Power Rangers – The Movie


3 lata od rozpoczęcia produkcji serialu dla dzieci Mighty Morphing Power Rangers, a na kilka tygodni przed zakończeniem prac nad trzecim, ostatnim już jego sezonem, Saban Enterteinment przy współpracy z 20-th Century Fox podjął się nakręcenia filmu fabularnego zamykającego serię. Licząc na łatwy zarobek (wszak telewizyjne przedsięwzięcie cieszyło się olbrzymią popularnością) w ekspresowym tempie sklejono fabułę, wyłożono pieniądze i przystąpiono do realizacji. Zdawać by się mogło, że większy budżet zwiększy możliwości, a to z kolei przełoży się na liczbę widzów, ale o dziwo stało się całkowicie odwrotnie. Kina świeciły pustkami, a sam film zarobił nieznacznie więcej niż kosztował. Nie pomogły nawet tak reklamowane przez twórców użycie komputerowych efektów specjalnych (IMO słabych jak barszcz). Cóż, najwyraźniej nie wszystko da się przenieść z małego na duży ekran. Pierwotnie tępą nawalankę, gdzie czarne jest czarnym, a białe jest białym starano się chyba urobić na jakąś dramatyczną przygodę owianą nutką filozofii i jak można się łatwo domyśleć wyszły z tego pomyje, które z chęcią wylałoby się na bruk.

Mimo katastrofy jaką okazali się filmowi „Strażnicy Mocy”, przynajmniej jeden element tej wątłej produkcji wywołał pozytywne wrażenie. Muzyka. Nie chodzi mi bynajmniej o songi użyte do tapetowania części filmu, wśród których znajdą się też „niezapomniane” piosenki Wassermana urobione na potrzeby pełnometrażu, ale o oryginalną partyturę, której stworzenie przypadło wkraczającemu wówczas na scenę Hollywoodu, Graeme Revellowi. Mając w pamięci wesołą twórczość pana Wassermana, który niczym serialowy Lord Zedd czynił niezłe spustoszenie swoim syntetycznym rockiem w psychice odbiorcy, spodziewałem się w najgorszym wypadku, że muzyka w filmie będzie „trzymała poziom” podyktowany przez poprzedniego kompozytora, w najlepszym tylko do niego nawiązywała. Na szczęście tak się nie stało! Revell obrał własną strategię ilustracji, czego bezpośrednim rezultatem było wprowadzenie, po raz pierwszy w historii Power Rangers, prawdziwej orkiestry symfonicznej i chóru. Czyżby producenci wybierając Nowozelandczyka chcieli zmodernizować nieco muzyczny wizerunek swojego tworu? Jeżeli tak, to zapukali do odpowiednich drzwi.

Pierwsze co zrobił kompozytor i za co jestem mu niezmiernie wdzięczny, to pozbył się durnego jak skarpeta u lewej nogi tematu przewodniego z arsenału lejtmotywów tej ścieżki. Nie znaczy to, że nie usłyszymy go w filmie. Niestety jak już wspomniałem parę pozostałości po Wassermanie czaić się będzie tuż za rogiem niektórych scen filmu. Problem automatycznie ulegnie rozwiązaniu, gdy słuchacz najzwyczajniej w świecie daruje sobie podziwianie obrazu, a sięgnie bezpośrednio po wydany przez Varese krążek z „original score”. Proponowany nań 35-minutowy materiał zapewni odbiorcy dużo rozrywki, fakt faktem przeżutej nieco przez standardy „fabryki snów”, ale solidnej.

Całe szczęście, że Power Rangers trafiło się Revellowi w okresie, kiedy jeszcze miał ochotę i zapał do eksperymentowania. W okresie, gdy przez nieukształtowany jeszcze do końca warsztat przewijało się istne tornado różnych konwencji. Omawiana partytura jest takim właśnie labolatorium, w którym muzyk miesza ze sobą wiele sprawdzonych już pomysłów, próbując uzyskać coś nowego. Najbardziej ze wszystkich daje o sobie znać obecność hiperekspresyjnego stylu rodem z okresu Golden Age. Fanfary stymulowane przez sztywno prowadzoną sekcję dętą i towarzyszące jej „miękkie” smyczki stanowią tu punkt wyjścia w ilustrowaniu kluczowych scen akcji i grozy. Jak nie trudno sobie wyobrazić, ów język muzyczny nie zawsze dobrze sprawdza się w ramach filmu. Filmu, który przecież z powagą ma wybitnie mało wspólnego.

Akcja nie bazuje bynajmniej na założeniach samego Golden Age'u. O nie! Jest sprytnie przepuszczona przez filtr współczesnych trendów panujących w gatunku. Obok suchej pompy sporo więc tu również melodii, aczkolwiek rozumianych dosyć przewrotnie. Interpretowanych bowiem niczym z punktu widzenia Danny'ego Elfmana z kultowego Batmana, czy Elliota Goldenthala w jego „łagodniejszym” dla ucha wydaniu. Ważną rolę wśród tej istnej plejady podniosłych dźwięków pełnią dwa tematy – przewodni w formie triumfalnej fanfary wtórującej sukcesom naszych dzielnych „Strażników Mocy” oraz tematu akcji, przywołującego niejako orkiestrę do melodyjnego porządku. Także i tu da się „wychwycić” pewne inspiracje Revella, tym razem twórczością Johna Williamsa, a dokładniej jego niezapomnianym Supermanem. Temat Rangersów aż gotuje się od podobnego patosu i „hurra-entuzjazmu”, nie grzesząc przy tym pewnymi powiązaniami melodyjnymi. Niestety Nowozelandczyk nieco przedobrzył i mimo, że jego temat dumnie kroczy przez kolejne minuty ścieżki, bliżej mu do kiczu niż geniuszu tworu Williamsa. Nieco inaczej przedstawia się sprawa motywu akcji, którego przyjemności w odsłuchu nie będą w stanie zepsuć nawet jawne nawiązania do maestro i jego technik ilustrowania przygodowych scen.

Ogólnie jednak Mighty Morphing Power Rangers w wykonaniu Graeme Revella prezentuje się przyzwoicie. Nie sądziłem, że kiedykolwiek przyjdzie mi zachwalać tego twórcę za jego umiejętności... Tym bardziej nie spodziewałem się, że będę zachęcał do zmierzenia się z czymś, co firmuje się znakiem Power Rangers, ale fakty mówią same za siebie. Mamy do czynienia z pewnego rodzaju ewenementem, zarówno w przypadku samej muzycznej strony serii jak i kariery odpowiedzialnego zań kompozytora, który rzadko kiedy później przejawiał się będzie podobnym zapałem do pracy. Ten album, to idealny przykład na to, że stawianie z góry krzyżyków na czymkolwiek lub kimkolwiek mija się po prostu z celem.



Inne recenzje z serii:
  • Mighty Morphin Power Rangers – The Album: A Rock Adventure

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Prologue (00:58)
    • 2. Ivan Ooze (02:07)
    • 3. The Great Power (02:15)
    • 4. The Tengu's Attack (01:34)
    • 5. Zordon Is Dying (01:49)
    • 6. The Rangers On Phaedos (01:17)
    • 7. Dulcea To The Rescue (00:57)
    • 8. Journey To The Plateau (01:23)
    • 9. Summoning The Ninjetti (03:26)
    • 10. Jurassic Ride (02:55)
    • 11. The Monoöoth (01:26)
    • 12. Battle With The Gatekeepers (03:43)
    • 13. Methamorphicons Confront The Rangers (02:22)
    • 14. The Megazord Battle (02:12)
    • 15. Leap To Our Doom (01:46)
    • 16. Power Rangers Triumph (01:26)
    • 17. Freddy To The Rescue (00:57)
    • 18. Zordon Is Saved (02:35)
    Czas trwania: 35:11
    Komentarze
    Mefisto 2007-03-09
    15:57
    to ja tylko znowu dodam, ze bardzo dobra recka i swietne podsumowanie: radze siegnac glebiej do Revella, aby sie o tym przekonac ;)
    oa 2007-09-26
    16:24
    ten film jest super aszczegulnie tommi
    silver ranger 2008-11-02
    18:23
    szkoda ze mnie wtedy na swiecie nie bylo ale bawilem sie power rangersami podoba mi sie tommy fajny ranger

  • Mighty Morphin Power Rangers – The Movie

    Kompozytor:

    • Graeme Revell

    Dyrygent:

    • Graeme Revell

    Wydawca:

    • Varese (1995)

    Producent:

    • Graeme Revell

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie