Szukaj: w


recenzje

Painted Veil, The (Malowany welon)


Orient ma się nieźle i nie może narzekać na brak zainteresowania ze strony filmowców - czy to własnych, tworzących spektakularne, eksportowe produkcje kostiumowe, czy to hollywoodzkich, upatrujących w Dalekim Wschodzie atrakcyjne wciąż źródło eksploracji artystycznej. Bardzo owocnie przekłada się owa tendencja na świat muzyki filmowej, i to muzyki filmowej z górnej w sensie marketingowym półki. W ostatnich latach obrazy podejmujące tematykę Kraju Kwitnącej Wiśni czy Kitaju otrzymywały całkiem ciekawe ilustracje, które dodatkowo królowały w płytowych rankingach popularności. Pomijając już działalność takich twórców jak Tan Dun czy Shigeru Umebayashi, warto wspomnieć oczywiście o kolejno: Ostatnim samuraju, Wyznaniach gejszy i Przysiędze, do grona których dołącza teraz Malowany welon.

Wymienione kompozycje łączy wspólne źródło inspiracji, ale różni zastosowany warsztat. Zimmer w filmie ponosi raczej porażkę, lecz może zachwycać na płycie; Williams zachowuje względny balans; Desplat wybiera zaś silniejszą symbiozę, wierność obrazowi. Podejście Francuza prezentuje się dość intrygująco; w Malowanym welonie dochodzą do głosu inne kategorie muzycznej subtelności, inna metodyka niż w Wyznaniach gejszy, choć oczywiście Desplat nie byłby sobą, gdyby Williamsa tu i ówdzie nie podpatrzył i nie próbował naśladować. Co jednak najważniejsze, The Painted Veil ma charakter i idzie nieco na przekór orientalnym kliszom.

Duszą kompozycji Desplata jest fortepian (znakomite wykonanie Lang Langa!). Czasem stanowi on szkielet ścieżki, czasem tylko dekorację, lecz niewątpliwie to ów instrument właśnie decyduje o kształcie całości, spaja ją i stanowi jej napęd. Francuz znakomicie maluje dźwiękiem, czasem odchodząc lekko od ilustracyjnych tradycji, wyzwalając się z okowów kompozytora muzyki filmowej, choć jednocześnie pozostając wiernym obrazowi. Pasaże fortepianowe występują u niego w najróżniejszych formach: jako rdzeń melodyczny i jako element dramatyzujący całość; na pierwszym planie lub w tle; niezależnie od reszty orkiestry lub z cudowną gracją i zwiewnością przenikając poszczególne jej warstwy i palety dźwięków. The River Waltz, The Water Wheel, Kitty’s Journey, wreszcie spektakularny Cholera - partie Lang Langa wszędzie stają się integralnym elementem dźwiękowego tła, często niejako je definiując, kształtując.

Ilustracja tego typu funkcjonuje w filmie zgodnie z przewidywaniami, w bardzo delikatny, miejscami wyrafinowany sposób podkreślając emocje (nawet egzaltację czy tragizm), płynąc jak gdyby równolegle z opisywaną historią. Desplat niemal zupełnie rezygnuje z większych uniesień, tematyka pozafortepianowa osiąga szczyty subtelności, zahaczając właściwie o cichy, niemrawy underscore, czego przykładem jest choćby trochę mdły i pozbawiony większej wyrazistości czy charakteru, odnoszący się do głównej bohaterki Kitty’s Theme. Równocześnie Francuz unika ewidentnych odniesień etnicznych i kulturowych, które najczęściej są wyłącznie zasygnalizowane za pomocą konwencjonalnych środków orkiestralnych (flety), bardzo rzadko podkreślone, wyprowadzone na pierwszy plan (Kitty’s Journey, Walter’s Mission). Jest to kompozycja niemal na wskroś zachodnia, komentująca wydarzenia oczami Europejczyków, nie zasymilowanych, samotnych wręcz w obcym, wrogim kraju. Jak trafnie już zauważono, Chiny są tylko tłem dla dramatu małżeństwa Waltera i Kitty, Desplat nie zagłębia się więc w obrazki rodzajowe.

Bardzo dobrze radząca sobie w filmie partytura w oderwaniu od obrazu zaczyna jednak trochę szwankować. Wyróżnić można tutaj dwie przyczyny produkcyjno-konstrukcyjne. Po pierwsze: dobór materiału, który miejscami jest mocno dyskusyjny. Aranżując album z kompozycją tak zdyscyplinowaną emocjonalnie należy bezwzględnie unikać bezbarwnych, zatrzymujących wręcz tempo całości utworów pokroju The Deal czy The End of Love (łącznie osiem minut i to w kluczowych dla odsłuchu płyty miejscach). Po drugie, źle rozplanowany jest finał, po doskonałym Cholera bowiem emocje błyskawicznie opadają i nawet nieco bardziej ekspresyjny From Shanghai to London nie gwarantuje niestety wyrazistego zakończenia, rozpływając się raczej w niebycie. Osobiście tutaj właśnie wstawiłbym Erika Satie i jego piękny Gnossienne N°1, swoją drogą najważniejszy utwór muzyczny w filmie, na którym opiera się istota całego wątku małżeńskiego. I taki mocny akcent na koniec byłby pożądany.

Dlaczego zatem przy ocenie albumu widnieją aż cztery gwiazdki? Przyznam się szczerze, że miałem tutaj nie lada dylemat i ostatecznie, mimo wymienionych powyżej wad, zdecydowałem się końcową notę nieco naciągnąć. Powód? Otóż partytura Desplata to 20 minut materiału średniego, ale i 30 bardzo dobrego, który potrafi dostarczyć odbiorcy wiele satysfakcji nie tylko w kategoriach ściśle estetycznych, ale także w ramach szerzej pojętego artyzmu, sporo tu bowiem niespodzianek, pomysłowych rozwiązań, które niestety przyćmiewane są nieco przez drażniące nawiązania do Williamsa, Glassa, czy nawet wcześniejszych prac Francuza. Całościowo album ten ma wiele do zaoferowania, może być obiektem licznych przesłuchań, aczkolwiek jednocześnie zaznaczyć należy, że nie jest to ilustracja godna wielkich peanów, a raczej intrygujące, choć dalekie od kompozytorskiej perfekcji po części dziełko sztuki, a po części błyskotka. Jak na błyskotkę, całkiem smakowita.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Painted Veil (03:14)
  • 2. Gnossienne N°1 (03:19) – Erik Satie
  • 3. Colony Club (02:04)
  • 4. River Waltz (Piano & Orchestra) (02:19)
  • 5. Kitty's Theme (03:03)
  • 6. Death Convoy (02:46)
  • 7. The Water Wheel (06:17)
  • 8. The Lovers (01:22)
  • 9. Promenade (02:01)
  • 10. Kitty's Journey (02:46)
  • 11. The Deal (03:18)
  • 12. Walter's Mission (03:52)
  • 13. The Convent (00:47)
  • 14. River Waltz (Piano Solo) (02:22)
  • 15. Morning Tears (01:44)
  • 16. Cholera (03:00)
  • 17. The End of Love (04:31)
  • 18. The Funeral (00:48)
  • 19. From Shanghai to London (02:02)
Czas trwania: 51:35
Komentarze
Babuch 2007-03-05
23:15
Poza Johnem Williamsem ja by wskazał na jeszcze jedno ważne nawiązanie a mianowicie na bardzo czytelne odwołania do twórczości Ennio Morricone. Może nie w partiach fortepianu, ale w brzmieniu tła ("The good the bad and the ugly") i tego pulsującego basu (jaki zwykł Włoch również często stosować wzmagając tym samym emocjonalną wymowę). A sama partytura niestety nie równa. Nie wiem jak oddziałuje w filmie, ale na płycie są tylko momenty. Tylko.
Mefisto 2007-08-29
20:44
Naprawdę przyjemne świecidełko :D
Radek Bołtuć 2009-03-16
23:36
Nie rozumiem, dlaczego Pan Desplat w większości swoich prac nie potrafi utrzymać jednego poziomu. Zazwyczaj operuje schematami- pierwszych parę utworów wgniata w fotel, potem długo, długo nuda i coś trochę ciekawszego na sam koniec, i oczywiście te utrzymane w podobnym stylu walce, ileż można? Rozgoryczenie jest tym większe, gdyż potencjał kompozytora jest gigantyczny i naprawdę nie rozumiem w czym tkwi problem, jestem przekonany, że Desplat mógłby powalić Hollywood na kolana gdyby jego prace były bardziej wyrównane i wyraziste. Szkoda, szkoda, bo mogło być z tego coś BARDZO wielkiego, a tak- znowu solidny, miejscami oryginalny i elegancki Desplat, ale nic ponadto moim zdaniem.
Boltuc 2009-03-23
13:46
Miała być czwórka ;)
Mieszko 2013-10-26
12:40
Zasłużony Złoty Glob i jedna z najlepszych ścieżek 2006 roku. Od "The Painted Veil" się zaczęła moja przygoda z Desplatem. Piękna muzyka z detalami. Elegancja i klasa.

Painted Veil, The (Malowany welon)

Kompozytor:

  • Alexandre Desplat

Dyrygent:

  • Alexandre Desplat

Orkiestrator:

  • Alexandre Desplat

Soliści:

  • Lang Lang

Wydawca:

  • Deutsche Grammophon (2007)

Producent:

  • Alexandre Desplat

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie