Szukaj: w


recenzje

Down to the Sea in Ships / Twelve O'Clock High (Z jasnego nieba)


Podoba mi się polityka wydawnicza producentów oferujących pozycje z zamierzchłej przeszłości. Coraz częściej, przyjaźnie dla klienta, na jednej płycie wytwórnie umieszczają kilka krótkich, niezależnych kompozycji, wypełniając tym samym cenne minuty albumu. Nie tak dawno pojawiła się ciekawa, choć przydługa, nowa edycja Dział Nawarony Tiomkina, partytury ponad godzinnej, ale dodatkowo uzupełnionej przez solidną suitę z filmu The Sundowners. Oprócz stricte ekonomicznych profitów, taktyka ta umożliwia również prezentację wielu pomijanych zwykle, ze względu na niepozorną długość wyeliminowanych z grona kandydatów do indywidualnego wydania płytowego (wspomnijmy nie tak dawną sprawę Cast Away Silvestriego), ale niewątpliwie wartych publikacji projektów. Powoli odkrywana na nowo twórczość mistrzów Złotej i Srebrnej Ery Hollywoodu zdaje się być idealnym polem dla tego typu eksperymentów. Reprezentatywne dla starszych epok epickie dzieła to istotnie kolosy, ale wiele zapomnianych dramatów czy komedii, o ilustracjach nie dłuższych niż 40 minut, wydaje się idealne dla wydań 'combo', których wartość dostrzegają najwyraźniej także sami producenci, notabene również entuzjaści muzyki filmowej (wystarczy wspomnieć o ekipach Silva Screen czy Film Score Monthly). I choć partytury krótsze niż kwadrans trudno odbierać w kategoriach innych niż czysto historyczne - na pewno jest to pole popisu dla niejednego badacza - nader często płytowe prezentacje okazują się jak najbardziej satysfakcjonujące, dzięki solidnej i przemyślanej sekwencji materiału. Down to the Sea in Ships / Twelve O'Clock High stanowi przykład niedługiego albumu, który wciąż zapewnia godziwą rozrywkę.

Down to the Sea in Ships to przygodowy film z końca lat 40-tych opowiadający dzieje morskiego kapitana oraz jego kształcącego się na marynarza wnuka. Na początku wypada zamieścić ostrzeżenie, iż osoby wykazujące wstręt do uwielbianych przez Hollywood Złotej Ery piosenek w wykonaniu męskich chórów odczuć mogą do partytury Newmana natychmiastową niechęć. Chór pojawia się co prawda dość sporadycznie, ale w kilku kluczowych momentach i w klasycznym właśnie stylu pierwszych dekad Fabryki Snów. Z drugiej strony z kolei, na pewno nie jest to musical, a wykorzystanie linii wokalnej podyktowane jest raczej umiejscowieniem akcji w środowisku marynarskim (ahoj), niż względami fabularnymi. Całość partytury skonstruowana jest wokół jednego głównego tematu, który przez pół godziny albumowego czasu ścieżki powraca nieustannie, w najróżniejszych, bardzo przyjemnych aranżacjach. Pomysłowość Newmana i jego żonglowanie tematem robią solidne wrażenie, a i sam utwór również jest jednym z głównych atutów edycji Screen Archives. Jego centralna wersja, pieśń Old Briny, wykonana zostaje, a jakże, przez męski chór (niezawodny, stały współpracownik kompozytora, Ken Darby), przy akompaniamencie akordeonu i banjo; pojawia się tu również krótka sekwencja, zdająca się zapowiadać najlepszy temat Newmana, How the West Was Won, który rozbrzmieje w kinach dopiero za 15 lat. Paleta orkiestralna trzyma się dość ściśle środków czysto symfonicznych, choć gdzieniegdzie uświadczyć można partii gitarowych, i to zgodnie z ówczesnymi wymaganiami młodego Hollywoodu. Słychać zatem typowe dla Newmana wzruszające smyczki w scenach lirycznych, silną sekcję dętą w utworach przygodowych, czy wreszcie znakomite scherzo na podstawie tematu przewodniego. Całość nie jest bez wątpienia żadnym arcydziełem w dorobku wielkiego Ala, lecz jednocześnie, poprzez przyjazny współczesnemu słuchaczowi emocjonalizm, plasuje się wśród osiągnięć atrakcyjniejszych, jedynie chór bowiem zdaje się znacząco świadczyć o sędziwym wieku tego przedsięwzięcia.

Druga, krótsza część albumu poświęcona została ilustracji dramatu Twelve O'Clock High, opisującego dzieje tracącej morale alianckiej jednostki lotniczej w czasie drugiej wojny światowej. Zaskakująco, całość ścieżki dźwiękowej zamyka się zaledwie w 12 minutach, a cztery dodatkowe utwory to tylko alternatywna aranżacja Main Title oraz trzy wersje kompozycji podłożonej pod zwiastun. Partytura Newmana ogranicza się wyłącznie do jednego tematu, będącego jednak jednym z najładniejszych, jakie wyszły spod pióra legendarnego twórcy. Ów delikatny utwór, co istotne zapewne dla dzisiejszego odbiorcy, wykonywany jest przez smyczki ze względną dyscypliną emocjonalną, bez nadużycia techniki vibrato; nawet wyższe częstotliwości osiągane przez instrumenty zdają się zatem prezentować ponadczasowo. Również i linia melodyczna przedstawia się bardzo atrakcyjnie - pomysł wydaje się być owocem silnej inspiracji, weny, której kompozytorowi w ciągu lat jego długiej kariery nieraz nie udawało się odnaleźć. Spośród dwunastu zamieszczonych na albumie utworów jedynie The Airfield, opierający się na undescore i zawierający krótki, ale intensywny fragment akcji, nosi znamiona typowej ilustracji filmowej; reszta ścieżki dźwiękowej to kilka różnych wersji tematu głównego oraz pięć piosenek z epoki, wykonanych, tu bez niespodzianek, przez męskie chóry. Zabieg ciekawy, choć jego ostateczny kształt nie pozwala partytury traktować inaczej aniżeli krótki, monotematyczny dodatek...

Głównym atutem albumu Screen Archives jest wartość rozrywkowa materiału, przede wszystkim Down to the Sea in Ships, będącego ilustracją mocno nacechowaną stylistyką przygodową. O ile Twelve O'Clock High to tylko dwuminutowy, choć bardzo piękny temat w paru lekko przearanżowanych wersjach, pierwsza z dwóch partytur zainteresować może zarówno warstwą melodyczną, mało rozbudowaną, ale wykorzystaną z fantazją, jak i lekkim, sympatycznym brzmieniem. Długość płyty nie pozwala jej trafić do grona czołowych edycji Newmanowskiej twórczości i zapewne tematy z obu filmów mogłyby zostać zaprezentowane w krótkiej formie na którejś kompilacji, dopóki jednak producenci na taki zabieg nie zdecydują się, album ten pozostaje łagodnym, aczkolwiek mało oczywistym wprowadzeiem do przebogatej kariery legendarnego kompozytora. Choć po raz kolejny potwierdzają się słowa, że nie taki Newman straszny, jak go malują...



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Main Title (1:06)
  • 2. New Bedford (0:31)
  • 3. Old Briny (2:53)
  • 4. Captain Joy's House (1:57)
  • 5. Home Schooling (1:09)
  • 6. Putting Out To Sea (0:53)
  • 7. Song of the Fishes (2:16)
  • 8. Looking for Whales (0:18)
  • 9. Jed's Confusion (2:31)
  • 10. Still No Sighting (0:14)
  • 11. The First Whale (1:20)
  • 12. A Roving Maid of Amsterdam (00:30)
  • 13. Captain's Cabin (0:32)
  • 14. Jed Goes Bow Oar (0:40)
  • 15. The Wide Missouri (2:29)
  • 16. The Bigler (1:13)
  • 17. The Captain Falls Ill (2:30)
  • 18. Burial at Sea/Finale (2:02)
  • 19. Main Title (1:52)
  • 20. The Airfield (3:17)
  • 21. Home on the Range (0:30)
  • 22. Don't Sit Under the Apple Tree (1:22)
  • 23. Bless 'Em All (0:31)
  • 24. Deep in the Heart of Texas (0:36)
  • 25. The Wiffenpoof Song (1:14)
  • 26. Finale/End Cast (1:25)
  • 27. Alternate Main Title (1:44)
  • 28. Trailer Score (1:36)
  • 29. Alternate Trailer Score (1:23)
  • 30. Alternate Trailer Score (1:29)
Czas trwania: 42:02
Komentarze

Down to the Sea in Ships / Twelve O

Kompozytor:

  • Alfred Newman

Dyrygent:

  • Alfred Newman

Wydawca:

  • Screen Archives (2002)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie