Szukaj: w


recenzje

King Kong (1976)


Chciałbym wam przybliżyć film, który według mnie co prawda nie wnosi nic ciekawego do historii kina, ale gigantyczny hałas, wrzawa jaka towarzyszyła mu podczas przedpremierowej gorączki sprawia, ze należy poświęcić mu kilka uwag. Mowa o King Kongu(1976r.), którego "remake" pojawił się jakiś czas temu na dużym ekranie. Obraz stworzony przez John’a Guillermina, który ze swym uprzednim doświadczeniem - katastroficznym filmem Płonący Wieżowiec - na pewno w jakiś sposób potrafił wskrzesić postać i dramat monstrualnej małpy wspinającej się po…. i tu małe zaskoczenie: po wieżowcach nieistniejących już, bliźniaczych drapaczy World Trade Center, a nie jak to miało miejsce w przypadku pierwowzoru po gmachu Empire State Building. Stres przedprodukcyjny dwóch konkurujących ze sobą gigantów filmowych (Paramount i Universal)- z których obronną ręką wyszła ekipa Paramountu - wzbudził wiele kontrowersji związanych nie tylko ze szczegółami fabuły, ale samej realizacji produkcyjnej! Z problemami również zmagał się kompozytor muzyki John Barry, ale o tym dalszej cześci. Na tym zakończę dywagacje na temat produkcji De Laurentisa (producent filmu), która w oczach krytyków i zwykłych kinomanów i tak nie zyskała sobie pochlebnej opinii. Przejdźmy do muzyki, bo na tym należy skupić się najbardziej.

Barry - legenda i wspaniały kompozytor filmowy, aczkolwiek ostatnimi czasy prędzej muzyk artystycznej szarzyzny i monotonnego stylu podjął się pracy, która miała na nowo nadać jego muzyce świeżości i autentyczności. Kompozytor nie miał łatwego zadania, jak zawsze w przypadku, gdy film ma już rzesze fanów z apetytami na więcej. I... rozczarował niestety...Odważę się rzec , że jego kompozycja była pisana na kolanie… Brak „dopieszczeń”, ulepszeń i zdecydowanie jakiegoś błysku w partyturze spowodował, że tak naprawdę otrzymaliśmy dość przeciętny score nie wyróżniający się niczym charakterystycznym – nic więcej jak poprawne rzemiosło. Cóż z tego, że producenci dopuścili się niebywałego niechlujstwa i haniebnego stanowiska wobec artysty podając mu tylko cześć ujęć - sekwencji do których Barry musiał w pośpiechu napisać muzykę, skoro to przecież uważany w środowisku geniusz muzyki filmowej! Muzyka John’a przypomina raczej oprawę romansu z wątkami mafijnymi, czy też enigmatycznej intrygi, niżeli partyturę, która miała zdobić film o groźnej, człekokształtnej małpie terroryzującej Nowy York. Porównując album King Konga do wytworu choćby Jerriego Goldsmitha z Planety Małp możemy przekonać się jaka przepaść dzieli obu kompozytorów we wprowadzeniu innowacyjności, a szczególnie lokalnych brzmień (mam tu ma myśli ujęcia z barbarzyńskimi tubylcami).

Już beż zbędnego smęcenia - wszak King Kong posiada i swoje zalety. Jest nią na pewno styl oraz klimat kompozycji. Choć sztampowy, to jednak przyjemny, lekki nawet, te bardziej mroczne tytuły nie są w jakiś sposób odtrącające. Powiew takiej subtelności rzutuje na słuchalność score’u. Potężna orkiestra pod batutą Barryego sprawuje się wyśmienicie. Każdy instrument ma swą określoną rolę i wykonuje ją w sposób wyborny. Widać tu ow legendarny kunszt kompozytora, który potrafił poukładać orkiestrę w należyty sposób. Znajdziemy zarówno mnogość aerofonów (instrumentów dętych) jak i znaczną ilość chordofonów (smyczków). Nie należy zapominać, że w scenach z tubylcami na wyspie ujawnia nam się gąszcz najdziwniejszych instrumentów perkusyjnych - idiofonów. Dęciaki - chociaż brzmiące bezbarwnie - podkreślają monolit mitycznej małpy. Jednak na próżno będzie nam szukać w muzyce dzikości, autentycznej zwierzęcej pierwotności, których zarysowane szczątki są tworem bardzo sztucznym, dodanym usilnie i bez inwencji. Partie smyczków to nic innego jak spłycony temat miłosny pięknej kobiety – Dwan (Jessica Lange) - do bestii. Sugerowane przez Barry’ego nuty nie odzwierciedlają niestety w pełni ładunku emocjonalnego przekazywanego wraz z ta scena. Jednakże fragment bardzo przyjemny i nastrojowy.

Warto wspomnieć o rzekomych „nawiązaniach” Barryego do Maxa Steinera - autora ścieżki dźwiękowej do prekursorskiej wersji Konga. To fikcja - obydwaj panowie stworzyli całkiem odrębne partytury i każdy z nich miał swoje specyficzne założenie, które miało przysłużyć się na potrzeby każdej z produkcji. Ripostując owym dywagacjom na temat pokrewieństwa w muzyce obu dżentelmenów wnoszę stanowcze i zdecydowane NIE;).

Jak więc ocenić prace Johna Barry’ego??? - Bardzo ostrożnie. Kompozytor miał swoje problemy, ale i również sam do końca zapewne nie wiedział czym tak naprawdę można zaskoczyć słuchaczy i kinomanów. Dobrze spisująca się płyta podczas odsłuchu, na pewno nie jest decydującym czynnikiem aby oceniać album wysoko. Brakuje tutaj pazura, dzikości Konga. Brakuje specyfiki dla tematu, oryginalności, która powinna odegrać decydująca role…Uważam, ze kompozycja Barry’ego byłaby na pewno ogromnym sukcesem gdyby umieścić ten wysiłek w innym filmie. Summa summarum typowy średniak z dobrym, muzycznym rzemiosłem dla gatunku jakim jest „dramat katastroficzny…. przygodowy?!?”.



Autor recenzji:  Przemek Korpus
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Opening (2:16)
  • 2. Maybe My Luck has Changed (1:50)
  • 3. Arrival on the Island (2:45)
  • 4. Sacrifice - Hail to the King (7:09)
  • 5. Arthusa (2:21)
  • 6. Full Moon Domain (4:23)
  • 7. Breakout to Captivity (4:09)
  • 8. Incomprehensible Captivity (2:55)
  • 9. Kong Hits the Big Apple (2:36)
  • 10. Blackout in New York / How About Buying Me a Drink (3:23)
  • 11. Climb to Skull Island (2:27)
  • 12. The End Is A Hand (1:47)
  • 13. The End (4:24)
Czas Trwania: 42:25
Komentarze
Janusz Pietrzykowski 2007-02-04 14:34
Lipko - widzisz, w odróżnieniu od Ciebie potrafię pisać pod swoim nazwiskiem, a nie chowam się pod pseudonimem jak Ty. Komentarz o "odzywkach żula z warszawskiego przedmieścia" jest zabawny... Nie wiem jakiego słownictwa używają tamtejsi żule, nie znam tamtych rejonów, za to Ty Lipko najwyraźniej tak...I niech Cię Bóg ma w swojej opiece za te komentarze o moim ostatnim zdaniu, naprawdę...Oby Ci Bóg to w dzieciach wynagrodził:)!!! To zaszczyt usłyszeć taki komplement z ust takiego obytego i wyrobionego - jak domniemywam - estety i konesera sztuki przez duże "S". Naprawdę, retoryka godna pozazdroszczenia, zwłaszcza, że bardzo odnosiła się do wątku King Kong a... Pawle - teraz do Ciebie - jakbym się nie zarzekał z Damianem - i tak zostaliśmy skazani na wieczne potępienie i mylnie przyczepiono nam łatkę fanatyków JBarryego. Ciągłe udowadnianie, że w istocie jest inaczej już jest dla nas nudne i męczące. Więc po raz ostatni piszę - Barry to dla mnie jeden z najwybitniejszych kompozytorów, ale ma swoje blaski i cienie, wzloty i upadki i nie wychwalam pod niebiosa muzyki, którą skomponował, potrafię spojrzeć krytycznym okiem na wiele z jego prac, czemu dałem dowód w recenzjach i komentarzach pod nimi. Koniec, basta! Pawle, dobrze wiemy,że Ty zaś lubisz Hansa Zimmera - czy ktoś ci wmawia, że jesteś jego fanatykiem? Nie. Dlatego proszę o stosowanie zasady wzajemności w stosunku do nas. Na koniec odniosę się do zmasowanego ataku na moją osobę, którego zresztą się spodziewałem, znając temperament niektórych tutejszych recenzentów. Powtórzę - źle się stało, że dyskusja zeszła na manowce przez "osobiste wycieczki", ale niestety nie odpowiadaliście na nasze argumenty merytoryczne w komentarzach, tylko staraliście się umniejszać nasz wizerunek w oczach innych. Prowokacja to sprawdzony sposób na oczernienie kogoś publicznie. Mój cięty język nie jest wcale na poziomie rynsztoku, Thedues też potrafił napisać ostre słowa, więc nie rozumiem czemu rzucają się wszyscy jak hieny na mnie. Widać musicie sobie znaleźć zawsze jakiegoś kozła ofiarnego...Przykre to ale prawdziwe niestety. Po raz n-ty daje mi to tylko do myślenia, że wypowiadanie się na Waszym portalu prowadzi do niepotrzebnych utarczek słownych i pozostawia niemiłe wspomnienia...Nie musimy się wszyscy we wszystkim zgadzać, ale nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że każde słowo kogokolwiek z s.pl jest tu widziane źle, wyjątkowo źle.
Thedues 2007-02-04 15:05
„Thedues też potrafił napisać ostre słowa, więc nie rozumiem czemu rzucają się wszyscy jak hieny na mnie.”

Wskaż mi choć jedno zdanie gdzie krytykowałem Cię tak, że wymagało to wielkiego CHAMSTWA w Twojej wypowiedzi…? Bo rozumiem, że przeszkadzają Ci proste prawa fizyczne o których uczyłeś się w podstawówce?!? Z tym przerostem to daruj sobie… przeczytaj swoje wypowiedzi, nie dziwie się, że czytelnicy tacy jak RYCHU wiedzą od kogo uczyć się arogancji. Pozdrawiam… i proszę raz jeszcze jeżeli wybitnie masz coś do mojej osoby to nie „zaśmiecaj” portalu tylko napisz maila.
Łukasz Wudarski 2007-02-04 15:26
Dobra Panowie żeby nie było niedomówień. RYCHU to byłem ja. Łukasz Wudarski, pan z wyższym wykształceniem i znajomością ortografii w stopniu dobrym. Wstydzę się i to nawet bardzo, bo coś co początkowo miało być niewinnym żartem, małą prowakcją lekko się wymknęło spod kontroli. Chcę napisać że to ja jestem za nią odpowiedzialny w 100 %. Tylko i wyłącznie ja. Chłopacy nie wiedzieli o tym nic (mówię o naszym portalu). Tylko może Mario się domyślał. Wiem jestem podłym hipokrytą, który truję o wybaczeniu, a potem sam podsyca nienawiść. I z tego powodu najbardziej mi głupio. Bo chyba polałem ważny egzamin. Udowodniłem jakim miałkim jestem człowiekiem. Ciężko mi teraz z tym. I zżera mnie sumienie. Mam andzieję że choć ktoś mi to wybaczy. A jeśli nie no cóż… Odpokutuję.

Cała akcja była pomyślna przede wszystkim jako happening sprawdzający nerwy chłopaków z s.pl. Chciałem zobaczyć czy też będą wywalać komenty o podłożu lizusowym, komenty których forma świadczyła o głupocie piszącego. Niestety nie zdali egzaminu. Mimo że chyba wiedzieli że to jakaś ściema. Że nikt w rzeczywistości nie może być tak głupi. Drugą motywacją wykreowania Rycha byłą chęć zrobienia żartu. Starałem się aby komenty nie były krytyczne, nie dotykały nikogo personalnie, a ośmieszały jedynie piszącego. Mam nadzieję że się to udało. Niestety, nie byłem zbyt ostrożny w pamiętaniu z którego kompa piszę i Łukasz R (cenzor) namierzył mój IP. Początkowo chciałem się nie przyznać, ale nie mogę żyć z poczuciem winy. I tyle. Publicznie więc wyznaje. Jestem złodziejem i Rychem. Jestem skończony. Dlatego od dziś oświadczam publicznie pieprze komentowanie recek. Chocbym miał skisnąć nie będę się wypowiadał publicznie. Ani jako Rychu ani jako Babuch. Koniec z dziecinadą.

Acha Janusz, może byłem Rychem, może jestem kretynem i hipokrytą, ale nie jestem lipko.

Wiem, że to nic nie da, jednak jakby co to przepraszam wszystkich których Rychu uraził. Zarówno z konkurencyjnego portalu, jak i was chłopaki. Wiedzcie jednak że miałem niezły ubaw widząc jak się pultacie :P.

A i ostatnie zdanie, komentarz. Śmierć jest drogą do chwały.
Janusz Pietrzykowski 2007-02-04 17:25
Hahaha, brawo Łukasz:) Nie uważam Cię za kretyna - co to to nie. Przeciez nawet tego nie powiedziałem. Thedues, podpisuję się tu pod słowami swojego przedmówcy Łukasza Wudarskiego: zero komentarzy. Po prostu nie warto, nie warto dla takich ludzi jak Ty. Czujesz się strasznie obrażony bo miałem odwagę napisać parę ostrzejszych słów??? Chyba ciut przewrażliwiony jesteś...a może brak dystansu do samego siebie tak działa:) Odpowiedz sobie sam, ja Ci nie pomogę w rozwiązaniu tej zagadki. Prawa fizyki - cóż trzymasz się swojej jedynie słusznej argumentacji jak tonący brzytwy - widać po tym,że masz argumentów jak diabli...uuups wyrwało mi się - to przecież już straszne przekleństwo w Twoich oczach, tak samo jak zwrot "zakute łby", którego nota bene użył kiedyś ktoś znany i jakoś nikt na niego z tego powodu się nie obraził i nie wylewał łez jak panna na wydaniu. Biedny Thedues, więcej chusteczek chcesz;)? Maili na pewno nie będę do Ciebie pisał, co to to nie. Dopóty będziesz komentował wszystko w ogólnodostępnych komentarzach - ja będę robił tak samo. I nic do Ciebie przecież nie mam, jeśli chcesz mi coś napisać - również mogę Cię zaprosić do napisania na maila do mnie - przecież tak działają prawa fizyki??? Oooo, chyba się nauczyłem jej zasad, dzięki Ci Thedues!!!
Olek Dębicz 2007-02-04 17:59
No i przez te Wasze kłótnie przegrali! Trzeba było kibicować...;)
Thedues 2007-02-04 18:05
Śmiejesz się z własnej głupoty?? Że to was najbardziej ośmieszał Łukasz?? Gratuluje:P Heh;) mnie to nawet cieszy, że taki BUC! Jak Ty nie będzie zatruwał powietrza na Fm.pl ;P Ja obrażony – no co ty=)?!? Przecież To ty wypisujesz, że wszyscy jadą po TOBIE a powinno być wręcz odwrotnie… Czyżby główka zawodziła??? Źle wykalkulowałeś;)[najwyraźniej]. Nie pisz tak jakbyś mnie znał bo guzik o mnie wiesz więc swoje sugestie zachowaj dla siebie albo dziel się z ludźmi, którzy kochają Twoje żałosne wypowiedzi. Argumentacji??! Buahahahahahah:D a to Ci dopiero :D dałem Ci tylko wytłumaczenie dlaczego zareagowałem….Czy to tak trudno pojąć? Nauczyłeś się zasad?? Czy zasady;) pamiętaj ze zostały Ci jeszcze 2:D uff było trudno co nie:>? A ponoć już dzieciaki w przedszkolu znają się na zasadzie akcji – reakcji;) cóż... Skoro uważasz, że słowo zakute łby nie jest zbyt obraźliwą formą, to nazwanie Ciebie paralitykiem również nim nie będzie;) Wiem, że maila nie napiszesz bo by CI korona z głowy spadła… zmęczyłbyś swoje zapracowane paluszki;) Żegnam i mam nadzieje, że ostatni raz mam przyjemność rozmawiać z takim bufonem jak TY. Cieszę się, że byłem dla Ciebie momentem uniesień i nerwów co zaowocowało kłótnią, w której pokazałeś na jakim poziomie kultury jesteś. Ja przynajmniej nie kryje się z tym;) Pozdrawiam
Koper 2007-02-04 19:39
Chciałem w tym momencie coś napisać, skrzyczeć Babucha i Thedeusa, że zamiast zaśmiecać stronkę poszli by na s.pl tam się wykłócać z fanami Barry'ego :P ale już nawet na to sił nie mam. I jeszcze tradycyjnie nasi sportowcy okazali się nie mieć mentalności zwycięzców. :( Przed totalnie skopanym nastrojem ratuje Małysz i... Poledouris - czas sobie puścić CONANA. ;):D:D
Janusz Pietrzykowski 2007-02-04 19:41
wylałeś żółć z siebie? ulżyło ci?:) masz rację więcej tu nie wejdę, zwłaszcza na twoje recenzje o geniuszu wielki, wszechwiedzący...a z rycha się śmieję, tak śmieję się bo nie brałem tego nigdy na serio, chyba nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi, ale to normalne - słów Damiana też nie zrozumiałeś, może ty w jakimś innym świecie żyjesz, swoim świecie...pozwól że nie będę odpowiadał na twoje żałosne inwektywy, bo nawet w moich przycinkach nie nazwałem nikogo paralitykiem, jak ty to uczyniłeś...po raz kolejny dowodzisz swojego nieokiełznanego, śmiesznego w sumie charakteru i ciągle ta akcja - reakcja...już nudny się robisz, stać cię na więcej(paralityk i inne tego typu), żyj sobie i pozwól żyć innym, zakompleksiony koleżko:) wielki Recenzencie!!! Chylę przed Tobą czoła!
Koper 2007-02-04 19:47
Przede mną? ;):D
Thedues 2007-02-04 19:48
Dziekuje bardzo coś jeszcze?? =) bo niedługo spadne z krzesełka ze śmiechu:D

Do tej recenzji istnieje jeszcze 29 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
King Kong (1976)

Kompozytor:

  • John Barry

Dyrygent:

  • John Barry

Wydawca:

  • Film Score Monthly (2005)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie