Szukaj: w


recenzje

Good, the Bad and the Ugly, the (Dobry, zły i brzydki)


Niejakim paradoksem jest, że reżyserem, który w historii kina okazał się być najlepszym specjalistą od wydawałoby się typowo amerykańskiego gatunku filmowego, jakim jest western, był Włoch Sergio Leone. Jego słynne spaghetti-westerny rzecz jasna wyraźnie różniły się od westernów amerykańskich. Dziki Zachód u Leone był bardzo naturalistyczny i brutalny. Kowboje nie byli porządni, młodzi i przystojni jak np. Colorado z Rio Bravo, ale brudni, zmęczeni życiem (i brzydcy;). Leone do perfekcji opanował ukazywanie scen pojedynków, które choć przeciągane niemal w nieskończoność, nie nudziły. Żaden z tych wspaniałych filmów Włocha nie byłyby jednak tym czym jest, bez muzyki innego włoskiego mistrza - Ennio Morricone. Muzyki specyficznej, wyjątkowej, w której miast klasycznej orkiestry, dominują trąbki, gitary, grzechotki, męskie czy żeńskie wokale i charakterystyczne gwizdanie. Nie inaczej jest w przypadku partytury do najpopularniejszego i chyba najlepszego spaghetti-westernu Sergio Leone, czyli Dobrego, złego i brzydkiego.

Myślę, że większość czytelników film widziała i nikogo przekonywać nie muszę, że muzyka Morricone w połączeniu z obrazem brzmi po prostu fantastycznie. A jak jest na płycie? Uprzedzę fakty i od razu oznajmię, że także znakomicie! I to niezależnie od tego, którego wydania kompozycji Morricone słuchacie. A tych wydań różnych trochę było, aczkolwiek generalnie można je podzielić na wydania 11-utworowe, będące wznowieniami albumów z lat 60-tych, oraz rozszerzone, jak omawiane tutaj, 21-ścieżkowe, zawierające niemal godzinę muzyki.

Każde z wydań otwiera słynny motyw przewodni, absolutny klasyk westernowej muzyki, z charakterystycznym gwizdaniem i męskim wokalem stylizowanym na wycie kojota. Temat ten przewija się przez cały film, ale co dziwne, na wydaniu 11-utworowym już go więcej nie usłyszymy. Na całe szczęście na omawianej płycie błąd ten naprawiono i temat, w nieznacznie różnych aranżacjach, pojawia się jeszcze kilkukrotnie, aczkolwiek intensywniej w pierwszej części albumu. Kolejny track "Il Tramonto (The Sundown)" to ilustracyjna melodia na gitarę i smyczki w tle, która doskonale oddaje atmosferę sadyby położonej gdzieś na totalnym odludziu Dzikiego Zachodu. Co ciekawe, utwór ten został wykorzystany przez Quentina Tarantino w Kill Bill. Przechodzi on dość płynnie w następną, ścieżkę. Podobnie jak dwie kolejne, nie ma ona angielskiego tytułu, a to oznacza, że nie było jej w pierwotnym wydaniu. Akurat utwór ten, typowa muzyka ilustracyjna, należy do takich, bez których spokojnie można by się obejść.

Następny istotny (i świetny) temat przedstawia nam "Il Forte (The Strong)" - dość podniosły, zostanie powtórzony w innej aranżacji w "La Carozza Del Fantasmi (The Carriage Of The Spirits)". Pomiędzy nimi obok powtórki głównego tematu usłyszymy bardzo ciekawy i klimatyczny, choć jednak typowo ilustracyjny utwór "Il Deserto (The Desert)". Morricone bezbłędnie oddaje beznadziejność sytuacji w jakiej znalazł się Blondie, zmuszony przez Tuco do marszu przez gorącą pustynię. Powtarzający się tam mikro-temat na trąbkę i krótkie wejścia gitary, czy fletów dają wyobrażenie rozległej przestrzeni rozpalonych piasków. Warto zwrócić uwagę, że pomysł ten (flety) skopiuje w przyszłości James Horner w ilustracji do Aliens.

Na wydaniach bazujących na podstawowym materiale, kolejne ścieżki przedstawiały niemalże jeden temat (żołnierska elegia) w różnych aranżacjach. Wyraźnie widać z jakich fragmentów filmu muzykę pominięto. Nie mieliśmy tam bowiem ani materiału z wizyty bohaterów w misji, w której służył brat Tuco, ani ze spotkania w miasteczku i pojedynku z pomagierami Anielskookiego wśród armatnich salw. Co prawda nie każdy z dodanych na rozszerzonym albumie Capitolu fragmentów jest szczególnie ciekawy, ale przynajmniej rozdzielają one utwory z tematem elegii. Warto zwrócić uwagę na zupełnie "nowy", znakomity temat, wygrywany na gitarze w utworze "Padre Ramirez".

Dochodzimy wreszcie do dwóch ostatnich utworów, jednych z najlepszych na płycie i chyba w ogóle w karierze Morricone. Najpierw mamy "L'Estasi Dell'Oro (The Ecstasy of Gold)" w filmie będący muzyczną ilustracją sceny, w której Tuco biega po wojskowym cmentarzu szukając grobu, gdzie rzekomo ukryto złoto. Pełna takiej tytułowej ekstazy muzyka, podobnie jak bohater, raz przyspiesza, raz zwalnia, a raz wydawałoby się, że podobnie jak Tuco nad czymś duma. Album wieńczy inny znakomity fragment muzyczny. W "Il Triello (The Trio |Main Title|)" pełna napięcia muzyka wywołuje wrażenie nerwowego wyczekiwania. I nic dziwnego, bo to przecież ilustracja finałowej sceny pojedynku tytułowych bohaterów filmu a Morricone jak zwykle perfekcyjnie potrafił w niej oddać nastrój sytuacji. Na wydaniu Capitol utwór ten jest nieco dłuższy niż pierwotnie.

Film Dobry, zły i brzydki trwał mniej więcej 3 godziny, a nawet na albumie rozszerzonym mamy raptem 55 minut muzyki. Na pewno więc nawet to wydanie nie jest wydaniem "complete", ale i bardzo dobrze. Bowiem momentami już tutaj możemy odczuwać pewnie przesyt zbędnego materiału. Z kolei wydanie podstawowe jest ewidentnie za krótkie, aczkolwiek praktycznie pozbawione jakiegokolwiek underscore, co poprawiać może i tak świetną słuchalność albumu. The Good, The Bad & The Ugly, mimo iż nie do końca oryginalna, gdyż Morricone sięga po rozwiązania sprawdzone we wcześniejszych westernach Leone (zwłaszcza w Za garść dolarów), to jednak wspaniała kompozycja, pełna niesamowitych tematów, będąca właściwie kwintesencją westernowych partytur Ennio Morricone. Album-klasyk właściwie dla każdego, w jakimkolwiek wydaniu. Fani filmu zdecydowanie powinni rozglądać się za opisanym tu, rozszerzonym.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 55:03
Komentarze
Mefisto 2007-01-20 18:03
A myslalem, ze juz mieliscie recke tej plyty - no, ale dobrze, ze zaleglosc zostala nadrobiona, bo to juz przeciez prawdziwa legenda EM i muzyki filmowej w ogóle :)
Koper 2007-01-20 23:26
SA miało tę reckę. :) To znaczy nie do końca tę, bo wydania krótszego. ;)
Marek 2007-01-21 21:21
Ciężkawo słucha się tego kompletnego wydania, ale z drugiej strony na oryginalnym albumie brakowało trochę większej ilosci tematu głównego, no i przede wszystkim całości finału, który jest przecież prawdziwym majstersztykiem muzyki filmowej. Mimo paru wad ta edycja jest więc 'definite' w pełnym tego słowa znaczeniu:) Arcydzieło po prostu.
Meloman 2007-01-30 14:37
Co to jest "reckę"? Czy wy z Mongolii pochodzicie? Polska mowa być za trudna, czy może całkiem obca? Po polsku RECENZJA! Trzy literki więcej i już jest po polsku, koledzy murzynki.
Babuch 2007-01-30 14:49
Weź tak 1000 razy dziennie mó recenzja. Ciekawe czy też sobie tego nie uprościsz... :)
Thedues 2007-01-30 14:50
Co się tak „indorzysz”?!?! nigdy w swoim życiu nie używałeś slangu – bo ja jakoś nie potrafięw to uwierzyć. Czyżby mamy do czynienia z pseudo-miodkiem, który będzie nas uczył poprawnej polszczyzny… Ehhhh ludzie… komentarze nie wymagają aby człowiek dostosowywał swoją pisownie do poprawności języka może być w nich dowolna treść. Najważniejsze jest to aby nie używać wulgaryzmów i starać się nie popełniać błędów. Też Cię irytuję jak w filmie polskim aktorzy używają slangu, czy też nie możesz strawić tego jaką gwara posługują się ślązacy, górale??? Ehhhhh…
Koper 2007-01-30 19:16
A to kto? Tata Rycha? :D
Michał 2007-03-27 21:06
Ocena była by wyższa gdyby nie "Once Upon a Time in West" który osobiście cenie wyżej od "The Good, The Bad, The Ugly" i uważam go za najlepszy soundtrack Morricone do filmów Sergio Leone. Oczywiście w filmie króluje niepodzielnie nieśmiertelny temat "kojota" ale reszta również stoi na bardzo wysokim poziomie znakomicie budując klimat, napięcie i nastrój filmu. Jak dla mnie płyta legenda do której zawsze ciepło się wraca. (Niestety słuchałem tylko wydania z 11 utworami).
Tomasz Goska 2008-04-05 18:34
Ostatnio przykupilem sobie ten album w Italii (tylko 5 euro). Genialna sciezka, genialny kompozytor, co tu duzo mowic :)
Michał Turkowski 2011-12-09 13:24
"The Ectasy of Gold" oraz "The Trio" - jedne z najwybitniejszych wg. mnie utworów w historii filmówki :) Score równie znakomity i legendarny. Megakult
Mefisto 2011-12-09 18:23
Lepszy od Conana? :)
Michał Turkowski 2011-12-09 21:40
"Conan" jest ponad wszystko jak dla mnie :D Ale "The Good..." geniusz :)
Radzimir 2013-07-18 21:47
O tej muzyce powiedziano już wszystko. Bezdyskusyjny klasyk, który mimo lat brzmi znakomicie. Także poza filmem, co nie jest takie łatwe.

Good, the Bad and the Ugly, the (Dobry, zły i brzydki)

Kompozytor:

  • Ennio Morricone

Dyrygent:

  • Bruno Nicolai

Orkiestrator:

  • Ennio Morricone

Soliści:

  • Edda Dell'Orso (wokal)

Wydawca:

  • Capitol Records (1966/2004)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie