Szukaj: w


recenzje

Leggenda Del Pianista Sull'Oceano, la (1900: Człowiek Legenda)


Nie od dziś wiadomo, że właściwa współpraca na linii reżyser-kompozytor może zaowocować dziełem nietuzinkowym, dziełem które niemal w każdym calu jest ze sobą kompatybilne - ergo jest perfekcyjne. Zapewne dlatego wszelkiego rodzaju tandemy tak bardzo przykuwają uwagę zarówno fanów, jak i krytyków muzyki filmowej. Wśród słynnych "kolaboracji" niemal zawsze padają nazwiska par: Williams & Spielberg, Zemeckis & Silvestri, Horner & Howard, czy ostatnio Newton-Howard & Shyamalan. Krytycy rzadko jednak wspominają o współpracy między Ennio Morricone i Giuseppe Tornatore, współpracy która zaczęła się wraz z filmem "Cinema Paradiso" i z jedną jedyną przerwą ("The Price of Victory") trwa do dziś. Podobnie jak w wypadku innych wymienionych tandemów także i tutaj mamy idealne wręcz wyczucie intencji reżyserskich. Dowodem na to był już pierwszy wspólny projekt obu panów, a mianowicie wspominane "Cinema Paradiso", w którym nostalgiczna z definicji muzyka Ennio, idealna zbiegła się z melancholijnym stylem Tornatore. Zarówno film, jak i partytura zyskała gigantyczną popularność, jednak wielu wątpiło, iż sukces tego typu, okraszonego tęsknotą dzieła, może być powtórzony. "1900: Człowiek Legenda" pokazał, iż sceptycy się mylili. I to grubo.

Już sam pomysł filmu dawał kompozytorowi niesamowitą okazję stworzenia płyty niepowtarzalnej, płyty niezwykłej. Obraz bowiem opowiada historię genialnego samouka (o przedziwnym imieniu Danny Boodmann T.D. Lemon Nineteen Hundred "1900"), człowieka który choć nigdy nie pobierał żadnych lekcji gry na fortepianie, usiadłszy do klawiatury grał jak natchniony. Chłopca, który pochodził z nikąd, został bowiem porzucony przez rodziców na statku, który był jego domem, domem którego nigdy nie opuścił.

Ponieważ akcja tej współczesnej baśni umieszczona została w początku wieku i w sposób bezpośredni dotyczyła muzyki, Morricone musiał stworzyć dwa rodzaje oprawy dźwiekowej. Typową ilustrację, która opisywałaby klimat, wzmacniała dramat, kreowała nostalgiczny nastrój (genialna scena dostrzeżenia wymarzonej Ameryki) oraz muzykę, którą wykonuje główny bohater. I tu właśnie objawił się wyjątkowy charakter i pełen profesjonalizm włoskiego mistrza. Każdy inny twórca wykorzystałby po prostu jakieś wcześniejsze nagrania z epoki. Morricone poza dwoma utworami (niezbędnym dla fabuły fragmentem stworzonym przez Jelly Roll Mortona: The Crave i ragtimowym Peacherine Rag) całą muzykę źródeł stworzył sam. To wielka sztuka, potwierdzająca tylko ogromną wszechstronność kompozytora, którego talent zdaje się być wręcz nieograniczony. Oczywiście słuchając na płycie takich utworów jak Tarantella In 3rd Class, Nineteen Hundred's Madness N.1 czy inspirowany Lotem trzmiela Nikołaja Rimski-Korsakowa Enduring Movement, można poczuć pewien przesyt eklektyzmu, niemniej jednak mimo to należy jak najbardziej docenić ogromną swobodę z jaką Morricone porusza się po całej tradycji muzycznej i jego odwagę w łączeniu różnych brzmień (Nineteen Hundred's Madness N.1, Tarantella In 3rd Class, Enduring Movement, a przede wszystkim 5 Portraits). I właśnie ta odwaga spuściła na kompozytora falę krytyki. Wielu recenzentów uznało bowiem, iż mariaż totalnie przeciwstawnych sobie środowisk muzycznych, jest nie do przyjęcia. Rzeczywiście każdy kto słuchał jedynie płyty, może odnieść podobne wrażenie, wrażenie iż światy łączone przez Morricone nie zawsze do siebie pasują. Ale osoby krytykujące partyturę najwyraźniej zapomniały o służalczym charakterze muzyki filmowej. Muzyki która w tym konkretnym wypadku, może być zrozumiana dopiero po obejrzeniu filmu. Grany przez Tima Rotha "1900" do tradycyjnie brzmiących ragtimowych kawałków włącza klasyczne wariacje po to żeby zamanifestować swój geniusz, geniusz który jego samego przerasta, przytłacza, który nim rządzi. Nie wyobrażam sobie, aby Morricone miał napisać same ugładzone, jazzujące kawałki. Kawałki które zabiłyby fabułę. Ta przedziwna mieszanka jaką raczy nas Włoch, mieszanka jazzu, ragtimu, i wszelkich odmian klasyki choć momentami bywa irytująca, w ostatecznym rozrachunku (i po obejrzeniu filmu) poraża swoją formalną wirtuozerią i zachwyca niesamowitym wręcz rozmachem.

Poza tą częścią źródłową, Morricone bawi nas także muzyką typowo filmową. To co jest tu najważniejsze to przede wszystkim niesamowity temat, przewijający się przez całą płytę. Pełen nostalgii, chwytliwy utwór, powracający w przeróżnych wersjach instrumentalnych. Szczególne wrażenie wywarł na mnie The Legend of the Pianist on the Ocean, czyli w istocie minisuita tematu, utwór podłożony pod pierwsze sceny filmu, w którym oczom emigrantów ukazuje się Ameryka. Morricone dzięki swojemu talentowi, zaklął tutaj wszystkie emocje tych ludzi. Nadzieje i nostalgię, niepokój i chęć działania, smutek i radość. Tym samym sprawił, iż prosty temacik (głównie za sprawą genialnych wstawek na klarnet i trąbkę) stał się balsamem kojącym duszę, magicznym przeżyciem nie tylko emigranta, ale i słuchacza.

Drugim utworem, który mnie zafascynował jest The Crisis. To kolejny dowód na to jak inteligentnie Morricone oddziałuje muzyką. Jak stara się budować nią dopowiedzenia i ikonografię. W temacie tym bowiem zauważamy wyraźnie fałszywą nutę. Nutę, która bez wątpienia nie jest żadną pomyłką kompozytora, ale celowym zabiegiem mającym zapewne opisać załamanie wewnętrzne ("rysę na szczęściu") jakie przechodził główny bohater (czyli 1900). Ten fałsz znów sciągnął na kompozytora falę branżowej krytyki, kolejny raz udowadniającej, że symbolika muzyczna nie ma dla niej wartości.

Ostatnim wartym wspomnienia kawałkiem jest końcowa piosenka, czyli Lost Boys Calling. Zazwyczaj staram się unikać opisywania promocyjnych songów, z racji ich nikłej wartości i częstokroć czysto marketingowego znaczenia. W przypadku tego utworu sprawa ma się inaczej. Po pierwsze autorem jest wspaniały duet Morricone-Roger Waters (mózg Pink Floyd), co już sprawia, iż należy wytężyć uwagę. Po drugie zaś muzycznie piosenka bazuje na tematach z filmu, lecz dzięki charakterystycznemu głosowi Watersa i gitarze wielkiego Eddie van Halen'a całość zyskuje bardzo "floydowski" charakter, żywcem przypominający fragmenty znane z albumu "The Wall". I choć może Lost Boys Calling nie powala jakąś oryginalnością, miło wysłuchać czegoś nieco odmiennego od typowych gniotów na siłę wciskanych do tego typu soundtrackowych albumów.

Płyta z filmu "1900: Człowiek Legenda" to bez wątpienia niezwykła podróż po różnych stylach muzycznych. Od dziwacznych wariacji fortepianowych, po prześliczne, klasycznie nostalgiczne tematy w rodzaju Playing Love czy Child. Jednak choć jest to podróż elektryzująca i niesłychanie ciekawa ze względów formalnych, nie każdego w pełni zadowoli. Album mimo swej różnorodności może zmęczyć solowymi popisami fortepianu, i nieco natrętnym "morriconowskim" underscorem słyszalnym pod koniec ( I Can And Then. Co więcej opisywane przez nas wydanie zdaje się być nieco za długie (kilka powtórzeń głównego tematu wydaje się być zbyteczne) przez co dodatkowo obniża się słuchalność. Jaki zatem werdykt? Mimo wszystko w pełni pozytywny. Morricone po raz kolejny udowadnia jak genialnym jest artystą, jak wszechstronna jest jego sztuka, sztuka która choć poza ekranem nieco traci to wraz z obrazem nie ma sobie równej.

Partytura z filmu 1900: Człowiek Legenda doczekała się kilku wydań (europejkiego, włoskiego, niemieckiego i amerykańskiego). Z racji największej kompletności i reprezentatywności (całość materiału "źródłowego") do recenzji wybraliśmy wersję włoską.



Autor recenzji:  Łukasz Wudarski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Playing Love (4:30)
  • 2. The Legend Of The Pianist On The Ocean (8:08)
  • 3. The Crisis (2:49)
  • 4. Peacherine Rag (2:40)
    (Scott Joplin)
  • 5. A Goodbye To Friends (2:36)
  • 6. Study For Three Hands (1:03)
    (Ennio Morricone & Amadeo Tomassi)
  • 7. Tarantella In 3rd Class (1:32)
  • 8. Enduring Movement (1:29)
  • 9. Police (0:51)
  • 10. Trailer (1:41)
  • 11. Thanks Danny (3:27)
    (Ennio Morricone & C. De Natale; wykonanie: James Sampson)
  • 12. A Mozart Reincarnated (2:01)
  • 13. Child (2:47)
  • 14. Magic Waltz (2:33)
  • 15. The Goodbye Between Nineteen Hundred and Max (3:46)
  • 16. Goodbye Duet (2:35)
  • 17. Nineteen Hundred's Madness N.1 (2:17)
    (Ennio Morricone & Amadeo Tomassi)
  • 18. Danny's Blues (2:12)
    (Amadeo Tomassi)
  • 19. Second Crisis (2:06)
  • 20. The Crave (1:49)
    (Jerry Roll Morton)
  • 21. Nocturne With No Moon (2:45)
  • 22. Before The End (1:14)
  • 23. Playing Love (3:05)
  • 24. Ships And Snow (2:31)
  • 25. Nineteen Hundred's Madness N.2 (1:51)
    (Ennio Morricone & Amadeo Tomassi)
  • 26. I Can And Then (2:20)
  • 27. Silent Goodbye (1:40)
  • 28. 5 Portraits (4:00)
  • 29. Lost Boys Calling (5:19)
    (muzyka: Ennio Morricone, słowa i wykonanie Roger Waters)
Czas trwania: 77:37
Komentarze
Mefisto 2006-07-30
15:02
No, rzetelna, dobra recka. Muzyka jak najbardziej magiczna, choć de facto za długa.
Kuba 2006-07-30
18:40
W pierwsze zdanie trzeciego akapitu chyba się zaplątał niepotrzebny "Morricone" :D Po za tym jednak recka bardzo dobra, i trudno się z nią nie zgodzić - muzyka piękna, choć miejscami przydługa i nudnawa. Co ciekawe, najlepiej pamiętam... The Cave, którego Morricone nie stworzył ;) Ale cóż poradzić? Elektryzujący kawałek.
Babuch 2006-07-30
18:49
Word 2000 i wszystko jasne... Już poprawiam
Tomek 2006-07-30
20:22
Chociaż skrytykowałem ten eklektyzm w swojej recenzji, to absolutnie zgzadzam się z Łukaszem we wszystkich kwestiach. Tornatore dał szansę Morricone stworzyć prawdziwy pean na cześć muzyki, pozwalając mu "żeglować" tak jak filmowy 1900 po różnych gatunkach muzycznych. Oczywiście najbardziej w pamięci pozostaje zachwycająca muzyka Ennio, która jest pełnoprawnym 1-planowym bohaterem tego pięknego filmu. Szczególnie kłania się tu scena nagrania płyty z zaginionym tematem 1900 - magia w najczystszej postaci - Kamera obserwująca piękną dziewczynę, poddający się emocjom Tim Roth i płynąca z tych emocji muzyka. Polecam wszystkim ten trochę niedoceniony, genialny film.
Pignon 2006-07-31
20:45
Ciekawy jest krótki utwór " Police " , kojarzycie który to ?
Babuch 2006-07-31
23:19
Kojarzymy... Fajna choc nieco archaiczna elektronika
Teo 2009-03-03
13:50
Pamiętam świetny film i świetną muzykę, tylko gdzie można ten soundtrack nabyć???
Radek Bołtuć 2009-04-07
15:30
Ładna recenzja :) Zgadzam się ze wszystkim co napisał Łukasz.
Marek 2009-09-21
22:50
Witam, Udało mi się kupić ten soundtrack. Jednak trafiłem na wersję z 21 utworami, którą można znaleźć w kilku miejscach w USA. Czy ktoś wie gdzie szukać wersji długiej z 29 pozycjami, w pełni pokrywającej się ze ścieżką dźwiękową filmu? Płyta którą kupiłem nie zawiera kilku fragmentów, między innymi jednego z najciekawszych utworów jakim jest Magic Waltz. Pozdrawiam Marek

Leggenda Del Pianista Sull

Kompozytor:

  • Ennio Morricone

Muzyka dodatkowa:

  • Amadeo Tomassi
    Jerry Roll Morton

Dyrygent:

  • Ennio Morricone

Orkiestrator:

  • Ennio Morricone

Soliści:

  • Fausto Anzelmo- skrzypce
    Gianni Oddi - saksofon sopranowy
    Gilda Butta i Amadeo Tomassi – fortepian
    Eddie Van Halen – gitara w Lost Boys Calling

Wydawca:

  • Sony Music (1998)

Producent:

  • Ennio Morricone

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie