Szukaj: w


recenzje

Mission to Mars (Misja na Marsa)


Ennio Morricone to jeden z najbardziej utalentowanych i najżywiej udzielających się kompozytorów w branży. Rocznie spod jego ręki wychodzi tyle partytur, że śmiało można by nazwać go automatem do pisania muzyki filmowej, a przy tym piekielnie dobrze wywiązującym się ze swoich prerogatyw. Owszem, większość z jego prac robionych jest “na jedno kopyto” i pod obraz, niemniej jednak każda z nich stoi na wysokim poziomie technicznym... czasami nawet artystycznym. Rytuałem jest już, że co jakiś czas Włoch ten zaskakuje nas pomysłowością i fantazją twórczą. Rok 2000 stał niewątpliwie pod znakiem Misji na Marsa...

Film ów, to jedno z najbardziej zagadkowych dzieł Briana De Palmy. Zdania krytyków są podzielone. Jedni uważają go za totalny kicz, inni dopatrują się w nim nutki artystycznej. Podobną zagwozdkę mieli chyba widzowie Odysei Kosmicznej 2001 Kubricka, który tak jak De Palama od czasu do czasu lubił sponiewierać wyobraźnię swoich widzów serwując im ciężkie do zinterpretowania obrazy. Misja na Marsa nie jest typowym, amerykańskim filmem o “kosmicznych kowbojach” podbijających Czerwoną Planetę. Jeżeli ktoś przyzwyczaił się do tego, że scenarzysta serwuje całą problematykę widzowi jak na tacy, to na pewno nie będzie pocieszony podziwiając Misję... Analogicznie sprawa przedstawia się z muzyką Ennio Morricone, można by powiedzieć, równie zaskakującą jak obrót spraw na Marsie De Palmy.

Z ust zachodnich krytyków po premierze Misji na Marsa wydobyła się lawina krytyki, miażdżąca kompozycję Włocha niemalże doszczętnie. Najwyraźniej morriconowska wizja kosmosu rozminęła się z wizją wychowanych na Gwiezdnych Wojnach, Star Treku i tym podobnych, żądnych “kosmicznej przygody” słuchaczy. Czy można mieć za złe Ennio, że poszedł w ambicję kosztem szeroko rozumianej muzycznej rozrywki? Biorąc pod uwagę specyfikę obrazu De Palmy, można zaryzykować stwierdzeniem, że znacznie gorzej postąpiłby, gdyby skusił się na kolejną “przepompowaną” partyturę.

Kompozycja do Misji na Marsa jest równie zagadkowa jak sam film, przepełniona fantazyjnymi formami ekspresji, w czym zresztą Morricone zadziwiał nas nieraz. W jednym momencie porywa nas wspaniałym tematem z solową, patetyczną trąbką na czele, innym razem pobudza naszą wyobraźnię serią nietuzinkowych zabiegów muzycznych, bardzo działających na wyobraźnię słuchacza i widza zmierzającego się z obrazem. Co innego jednak podziwiać to w filmie, co innego słuchać na płycie. Ennio Morricone nijak da się zestawić z “dziećmi Hollywood”. Jego muzyka daleko odstaje od sztampowej, przerysowanej, amerykańskiej muzycznej ekspresji, gdzie miarą funkcjonalności muzyki jest jej siła. Nie dziwne, więc, że przykładowi miłośnicy Williamsa, czy Silvestriego zmierzając się z Misją na Marsa na płycie odczują w najlepszym wypadku znużenie. Cóż. Będą mieli do tego święte prawo, bowiem poza kilkoma patetycznymi momentami, jak w utworze 'Where ?', 63 minutowy album Hollywood Records będzie stał pod znakiem intelektualnych zmagań słuchacza z własną wyobraźnią.

Już pierwsze dwa utwory uświadomią nam, że pomiędzy tematyką, a underscorem Morricone tworzy bardzo cienką granicę. Co prawda wprowadza temat przewodni - łatwo wpadającą w ucho, patetyczną melodię, goszczącą niemalże w każdym utworze - niemniej jednak kompozycja przesiana jest sporą ilością ledwo wyczuwalnych motywów postępujących do przodu wraz z leniwie poruszającym się dźwięku. Przykładem niech będzie motyw bicia serca, który choć w muzycznych kategoriach ciężko tu sklasyfikować, jest jak najbardziej motywem muzycznym, równie często stosowanym jak temat przewodni!

Nie tematyka jednak wzbudzi naszą największą ciekawość. Najciekawsze są formy wyrazu jakimi posłużył się Morricone pisząc Misję na Marsa. To one kształtują osobliwy i niespotykany nigdzie indziej charakter kompozycji. Oprócz standardowych, orkiestrowych instrumentów Ennio często aranżuje gitary elektryczne, raz pozwalając im akompaniować tematowi głównemu (A Heart Beats in Space), innym razem wraz z elektronicznymi samplami wprowadzać słuchacza w tajemniczy klimat kreowany nad scenerią Marsa ('And Afterwards'). Elektronika nie ogranicza się tylko do stymulowania różnych dźwięków jak chociażby często powracający motyw bijącego serca. Jest wyróżniającym się z gamy żywych instrumentów środkiem wyrazu, podkreślającym fenomen Czerwonej Planety.

Jak już wspomniałem, materiał płytowy jest raczej ciężkim do strawienia daniem dla nastawionego na muzyczną rozrywkę słuchacza. Tak naprawdę bez pracującej na wysokich obrotach wyobraźni i woli zrozumienia tego dzieła w kontekście obrazu nie zdołamy pojąć jego piękna, a jest to dzieło niewątpliwie piękne, zarówno stylistycznie jak i tematycznie. Sposób w jaki Morricone łączy konwencje i bawi się dźwiękiem zawsze wzbudzał moje zainteresowanie. Misja na Marsa, to kolejny interesujący muzyczny produkt Włocha... niestety nie aż tak interesujący, by można go było nazwać fascynującym...



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 62:47
Komentarze
Tomek 2006-07-27
10:23
A dla mnie to fascynujący materiał :) Ta płyta ma niewielu fanów, głównie z powodu jaki podał Tomek - bezsensownych oczekiwań. Jednak gdy oglądnie się Misję na Marsa (osobiście uważam to za film straconej szansy - De Palmie bardzo daleko tu do artyzmu Kubricka - choć strona techniczna się broni), zauważy się, iż spokojna, bardzo ciekawa muzyka Morricone pasuje tam jak ulał. Album jest skrojony dziwnie - ale dla tych, którzy znają Morricone, nie będzie to zaskoczeniem :D Myślę, że tym ta całkowicie nietuzinkowa płyta tylko i wyłącznie zyskuje. Dodatkowo mamy kreowane w formie kilkuminutowych suit utwory - muzyka Morricone rozwija się w nich świetnie. Polecam. PS szkoda że nie ma w recenzji słowa o organie kościelnym.
Mefisto 2006-07-27
13:46
Fascynujący i owszem, ale tylko w niektórych utworach, jak np otwierające całość serduszko. Na pewno nie jest to totalnie zła muzyka, ale trzeba do niej dużo cierpliwości i czasu. No i o filmie zapomnieć by się przydało słuchając jej :)
Pignon 2006-07-31
20:46
Mocno niedoceniona płyta , ma swój klimat i rózni sie od standardowej muzyki Hollywodzkiej do filmów sci-fi.
Tomek 2006-07-31
21:13
Wreszcie jakiś racjonalny głos ;)
Nika 2009-01-03
00:25
Troche po niewczasie, ale przypadkiem trafilam na ta interesujaca recenzje. Bardzo lubie muzyke Morricone i ciesze sie, ze w tym kraju sa ludzie, ktorzy potrafia ja docenic. Wprawdzie Ennio Morricone nie moze postawic sobie na kominku kolekcji Oscarow jak John Williams, ale Oscar to tylko figurka otrzymywana za pojawienie sie na waznych imprezach. Wzbudzenie emocji w sluchaczu to inna bajka. Nigdy nie udalo mi sie przebrnac przez cala plyte Pana Williamsa (moze dlatego, ze muzyka zawsze kojarzy mi sie z tandetnymi GW) za to do muzyki Pana Morricone wracam bardzo czesto.
Tyron 2009-04-09
21:16
Z czystym sumieniem . Nawet w filmach si-fi Morricone jest geniuszem
miłośnik Ennio i John 2012-11-26
01:35
Nika, ale z Ciebie głupia baba
Bezsenny 2016-03-01
22:16
Polecam przesłuchać kilka razy, po szóstym doszedłem do wniosku, że to arcydzieło

Mission to Mars (Misja na Marsa)

Kompozytor:

  • Ennio Morricone

Dyrygent:

  • Ennio Morricone

Orkiestrator:

  • Ennio Morricone

Wydawca:

  • Hollywod Records (2000)

Producent:

  • Ennio Morricone

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie