Szukaj: w


recenzje

Star Trek: Nemesis


Star Trek: Nemesis to już dziesiąty pełnometrażowy film poświęcony przygodom załogi statku kosmicznego Enterprise. Sporo czasu zagorzali fani musieli czekać, aż ujrzy on światło dzienne, bowiem poprzednia część - Rebelia gościła na ekranach kin w roku 1998. Zasłużony Jonathan Frakes poszedł w odstawkę, a producenci zdecydowali się powierzyć projekt w ręce mającego do tej pory raczej niewiele wspólnego ze Star Trekiem Stuarda Bairda. Kino akcji nie było mu jednak obce, gdyż na swoim koncie miał już świetne U.S. Marshals i Executive Decision. Wcześniej z kolei zajmował się montażem między innymi: Lethal Weapon 1 i 2 i Demolition Man. Wszyscy więc spali spokojnie myśląc o technicznej stronie obrazu. Punktem wyjścia z jakiego wyszedł Baird miało być stworzenie mrocznego filmu, nie odbiegającego klimatycznie od poprzednich dziewięciu z serii. Przysłużył się temu scenopisarz John Logan – także nowicjusz w startrekowych produkcjach. Wydawać by się mogło, że po serii zmian jakie wstrząsnęły Nemesisem ostała się tylko obsada i... Jerry Goldsmith.

Prawda jest taka, że nikt w studiu nie kwestionował już zasług tegoż kompozytora, który już dawno temu zyskał status weterana startrekowych partytur. Jego muzyka była duszą filmów i niewątpliwie przyczyniła się do ich sukcesów. Nemesis miało być dla niego kolejnym marszem zwycięstwa, bardzo łatwego zwycięstwa. Czy jednak zwyciężył? Nie do końca. Coś się zepsuło w tej maszynce do kreowania niesamowitych, elektryzujących utworów. Być może czas odcisnął piętno na artyście, być może zrobiła to choroba, która z roku na rok coraz bardziej pochłaniała maestro. Faktem jest, że Nemesis jest jakby leniwym bratem Pierwszego Kontaktu, zmutowanym, zniekształconym, ale ciągle atrakcyjnym.

Najlepszym sposobem na przekonanie sie o tym jest sięgnięcie po płytę wydaną przez Varese. Te niecałe 50 minut muzyki jakie na niej usłyszymy blado wypadają w porównaniu do poprzednich scoreów Goldsmitha z serii. Pod względem tematycznym Nemesis prezentuje się skromnie. Nie chodzi tu bynajmniej o samą ich ilość, ale o jakość. Standardowo już kompozycje otwierają i zamykają fanfary batuty Alexandra Courage'a, skomponowane jeszcze dla pierwszego z seriali. Poza tym tradycyjnym już nawiązaniem Goldsmith raczy nas dwoma nowymi tematami. Pierwszy z nich wita nas już w utworze Remus i opiera się na nim gros materiału muzycznego Nemesisa. Ilustruje nie tylko samą postać Shinzona, co rasę Romulan - wrogów Federacji, którzy odgrywają kluczową rolę w tym filmie. Jest mroczny, chociaż niewystarczająco jak na specyfikę filmu. Wystarczy tylko sięgnąć pamięcią do Pierwszego Kontaktu, by uświadomić sobie, że brakuje mu jakiejś większej siły wyrazu. Mimo tej ułomności i tak najlepiej sprawuje się w sekwencjach akcji czego przykładem są: Odds And Ends i The Scorpion. Drugi temat, będący niejako przeróbką motywu załogi Enterprise z poprzednich części, charakteryzuje się sporą powściągliwością. Zupełnie jakby Goldsmith z sentymentem i pewnego rodzaju politowaniem patrzył na wysłużoną już załogę. Przykładem mogą być: My Right Arm, Ideals, lub A New Friend.

Partytura jako całość wydaje się tkwić w jakimś letargu, ciągnąć się w rytm militarystycznych werbli oraz sampli. Jedynym elementem wprowadzającym trochę życia jest muzyka akcji. Tradycyjnie ważną rolę odgrywa tu elektronika. Nie znaczy to, że jest ona zawsze dynamiczna i porywająca, jak na przykład w The Scorpion. Nierzadko tęskni się za żywszym action-score, jaki Goldsmith zgotował nam w Rebelii. Jedynym wyjątkiem, gdzie leniwa muzyka akcji prezentuje się wyśmienicie jest wspomniany wcześniej Odds And Ends. Z elektronicznego, mrocznego wstępu, przechodzimy na niezwykle stonowaną wersję tematu Shinzona. Z każdą kolejną sekundą nabiera on większego wyrazu dramaturgicznego, by pod koniec utworu przeistoczyć się w fanfarę w spektakularnym crescendo.

Trzeba przyznać, że Star Trek: Nemesis świetnie sprawuje się w filmie jako nośnik posępnej, dusznej atmosfery. Niestety poza nim nie potrafi już tak fascynować. Materiał zawarty na płycie jest co prawda mroczny, ale nierzadko nużący. Sekwencjom akcji brak większej pasji, a w porównaniu do analogicznych tworów z Pierwszego Kontaktu, czy Rebelii wydają się tylko cieniem najlepszych możliwości Goldsmitha. Nie jest to może najgorszy startrekowy materiał, jaki wyszedł spod ręki Jerry'ego, ale z pewnością najtrudniejszy w odbiorze. Mimo tego dla każdego entuzjasty serii winna być to pozycja obowiązkowa.

P.S. Istnieje także dwupłytowy "deluxe edition" tej ścieżki dźwiękowej, na którym znajdziemy kompletną kompozycję trwająca niewiele ponad 80 minut (plus dodatki). Jak się okazuje zmienia on nieco wyobrażenie o tej kompozycji dlatego też zachęcam do lektury recenzji owego kolekcjonerskiego wydania.



Inne recenzje z serii:
  • Star Trek: The Motion Picture
  • Star Trek: The Wrath of Khan
  • Star Trek: The Wrath of Khan (expanded)
  • Star Trek: The Search for Spock
  • Star Trek: The Search for Spock (expanded)
  • Star Trek: The Voyage Home
  • Star Trek: Final Frontier
  • Star Trek: Final Frontier (expanded)
  • Star Trek: The Undiscovered Country
  • Star Trek: The Undiscovered Country (expanded)
  • Star Trek: Generations
  • Star Trek: Generations (expanded)
  • Star Trek: First Contact
  • Star Trek: First Contact (expanded)
  • Star Trek: Insurrection
  • Star Trek: Insurrection (expanded)
  • Star Trek: Nemesis (Deluxe Edition)
  • Star Trek: The Next Generation
  • Star Trek: Voyager
  • Star Trek: Deep Space Nine
  • Star Trek: Enterprise
  • Star Trek: Enterprise (Canamar, Regenerations)
  • Star Trek (2009)
  • Star Trek: The Deluxe Edition
  • Star Trek Into Darkness
  • Star Trek Into Darkness: The Deluxe Edition
  • Star Trek Beyond
  • Star Trek Beyond: The Deluxe Edition

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Remus (01:57)
    • 2. The Box (02:21)
    • 3. My Right Arm (01:04)
    • 4. Odds And Ends (04:39)
    • 5. Repairs (06:27)
    • 6. The Knife (03:10)
    • 7. Ideals (02:16)
    • 8. The Mirror (05:23)
    • 9. The Scorpion (02:24)
    • 10. Lateral Run (03:55)
    • 11. Engage (02:14)
    • 12. Final Fight (03:49)
    • 13. A New Friend (02:38)
    • 14. A New Ending (06:08)
    Czas trwania: 48:25
    Komentarze
    Bucholc Krok 2009-04-20
    19:48
    Czy ta edycja z 2002 jest juz edycja SACD, czy zwyklym CD? Mial moze ktos okazje posluchac tej sciezki w jakosci SA? Moze w SACD muzyka wypada lepiej :)
    Mystery 2012-05-23
    17:21
    Najsłabszy Star Trek Goldsmitha i ogólnie ogon muzycznej serii. Tym razem zabrakło mocniejszego tematu, jakimi raczył nas w poprzednich odsłonach Jerry. W filmie, muzyka stoi głównie akcją i ta zbytnio nie zachwyca, trochę takie rzemieślnicze, chaotyczne, symfoniczne goldsmithowskie łubudu, dopiero "Final Flight" się wybija i wywołuje jakieś większe pokłady emocji. Na płycie dość podobnie, choć na pewno wyróżnia się fajna elektronika, a i zwolennicy mocarnej akcji spod znaku Goldsmitha winni coś sobie znaleźć, bo o ile całość może zawodzić, to mocnych momentów jest tu całkiem sporo ("Odds and Ends", "The Mirror").

  • Star Trek: Nemesis

    Kompozytor:

    • Jerry Goldsmith

    Dyrygent:

    • Jerry Goldsmith

    Orkiestrator:

    • Mark McKenzie
      Conrad Pope

    Wydawca:

    • Varese Sarabande (2002)

    Producent:

    • Jerry Goldsmith

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie