Szukaj: w


recenzje

Chernobyl (Czarnobyl)



Spektakularny sukces serialu wyprodukowanego przez HBO nie powinien dziwić. Do tej pory bowiem Czarnobyl przedstawiany był jako metonimia atomowej katastrofy, awarii nuklearnej, której tragicznych następstw nigdy do końca nie oszacowano. Katastrofę na Ukrainie poznawaliśmy poprzez edukacyjne dokumenty, fotografie miasta-widma Prypeci, rzadziej z relacji naocznych świadków czy, w końcu, filmowców. I nie mam na myśli zmyślnych horrorów pokroju Czarnobyl. Reaktor Strachu, kontynuujących passę przejaskrawień i, w konsekwencji, podtrzymujących czarnobylską narrację, w której niewidzialna radioaktywność, niczym kostucha, wykańcza swoje ofiary lub funduje im abominacyjne schorzenia. Bardziej uderza mnie brak chłodnej fabularnej kalkulacji. Takiej, w której awaria, choć ukazana uber realistycznie, jest jednocześnie przedsionkiem piekła na ziemi lub tym, co faktycznie mogłoby definiować apokalipsę. Właśnie tą niepokojącą drogę wybrało HBO, serwując nam Czarnobyl - najlepiej oceniany serial w historii, do którego muzykę stworzyła Hildur Guðnadóttir.

Przed samym rozpoczęciem prac nad scorem Hildur zrobiła coś intrygującego. Wraz z Chrisem Watsonem - brytyjskim ekspertem od nagrywania dźwięków otoczenia - odwiedziła wyjątkowy plan zdjęciowy - nieczynną elektrownię Ignalina, często określaną siostrą Czarnobyla ze względu na swój wygląd i bliźniaczą konstrukcję. Celem wizyty kompozytorki było jak najdokładniejsze poznanie dźwiękowego mikroświata, wydobywającego się z elektrowni. Na przykład bardzo długo przysłuchiwała się charakterystycznym zgrzytom towarzyszącym otwarciu drzwi, doszukując się rejestrów, z których mogłaby ułożyć muzykę - pomysł, który sama podkreślała w wywiadzie dla Epicleff Media. Tak pragmatyczne i niecodzienne podejście do kompozycji zapowiadało coś oryginalnego, być może o wyjątkowym znaczeniu dla serialu.


Guðnadóttir ani na chwilę nie przestaje być wierna swojemu stylowi. Jej score jest ciężki, asłuchalny i absolutnie inny, niż to, do czego być może jesteśmy przyzwyczajeni. A zatem jej minimalistyczny, zbudowany na tonacjach i elektronicznej fakturze styl jest wyzwaniem w odsłuchu - lecz jak się okazuje, przestaje nim być w połączeniu z serialem. Hildur dostarcza ziejący niepokojem podkład, który akcentuje kluczowe dla widowiska sceny i wzmaga to, za co jest on doceniany - poczucie beznadziejności połączone z wylewającym się z ekranu strachem. Dowodem na to są zarówno Bridge of Death oraz Evacuation, oba pulsujące, oplecione samplami i spychające wszystkie inne dźwięki na osobny plan. Zwłaszcza Bridge of Death, który uderza w widzów, kiedy to w środku nocy nieświadomi tragedii mieszkańcy Prypeci spotykają się na moście, by wspólnie obserwować wybuch Czarnobyla, niczym pokaz fajerwerków.

Score Guðnadóttir nie jest atrakcyjny muzycznie i nie powinien taki być, jeśli ma zachować tę specyficzną jakość nadającą widowisku powagę. Paleta odgłosów - czasem trudno zakwalifikować to jako muzykę - ma być reprezentantem przedstawionego świata. Wszelkie zniekształcenia, pętle, surowe akustyczne brzmienia tworzą z elektrowni osobnego bohatera, który, poprzez konsekwentne utrzymywanie struktury kompozycji, jest wszechobecny. Z tego też powodu nie zaznamy w tej ścieżce rozróżnienia tematów, osobnych melodii czy charakterystycznych fraz. Mało tego - głosy krytyki podkreślają, że tej muzyki w serialu w ogóle nie ma, co po części wydaje się być opinią uzasadnioną. W rzeczywistości kompozytorka bierze na siebie sporą odpowiedzialność. Ma udział w tym, jak przyswajamy historię - na przykład w utworze Waiting for the Engineer imituje głuchy jazgot turbin, przerywany przerażającym rykiem dochodzącym z maszynowni, jak gdyby utożsamiała reaktor z potworem. Innym razem aplikuje trzaski i szumy, obrazując podwyższoną radioaktywność, co chwilę odczytywaną z licznika Geigera. Tego typu manipulacje służą niczemu innemu, jak wpływaniu na odbiór zdarzeń, których przebieg i finał przecież często znamy.

Światełkiem w tunelu na wszechpanującą posępność jest stopniowe dochodzenie do prawdy o okolicznościach katastrofy. Tą drogę oddają w Czarnobylu dwie pieśni, które również znalazły się na płycie. Vichnaya Pamyat, czyli Wieczna pamięć, wykonywana przez Lwowski Męski Chór Municypalny HOMIN oraz Líður, aranżacja pochodząca z płyty Saman. Oba utwory upamiętniające bohaterów, którzy walczyli ze skutkami awarii. Oba są również kluczowe dla przebiegu akcji - bo na nich budowane są punkty kulminacyjne poszczególnych odcinków. Z drugiej strony wokaliza jest bardzo częstym składnikiem produkcji ze Związkiem Radzieckim w tle. Bardzo dobrze, że Hildur nie uparła się na skomponowanie nowej pieśni, która mogła przyćmić jej pozostałe kompozycje. Stawiając na Vichnaya, nie tylko tłumaczymy zatrważający finał opowieści, ale też nadajemy muzyce pewną tożsamość - pieśń ta jest bowiem nieodłącznym elementem prawosławnych obrzędów pogrzebowych.


Zastanawiająca kwestią jest cyfrowy album z muzyką do serialu. I to nie dlatego, że oryginalnego materiału jest tam niewiele ponad 30 minut. Bardziej frapuje sam styl Islandki, który przestaje funkcjonować w oderwaniu od produkcji HBO. Nawet jeśli potraktujemy ścieżkę jako marketingowy dodatek i przedłużenie żywotności serialu, do takiego rodzaju muzyki filmowej po prostu nie chce się wracać. Sens wydawnictwa należy wypatrywać raczej w nazwisku kompozytorki, które to zaczyna się liczyć w branży coraz bardziej (za chwilę usłyszymy jej Jokera). A to przekłada się na najprostszą w świecie promocję, nawet tak osobliwą, jak osobliwy jest album z muzyką.

Czym zatem jest Czarnobyl od Guðnadóttir? To przede wszystkim muzyka głęboko zakorzeniona w serialu, wypełniająca swoje zadanie bezbłędnie. Trudno wyobrazić sobie to przedsięwzięcie bez niej - wręcz czulibyśmy się okradzeni z dużej dawki emocji, którą sygnowana jest produkcja HBO. I choć jej obecność na płycie wydaje się problematyczna, to jest to ważna pozycja w dorobku kompozytorki i zarazem jeszcze jeden, tym razem filmowy, bohater Czarnobyla.

Autor recenzji:  Tomasz Ludward
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Door (2:43)
  • 2. Bridge Of Death (4:44)
  • 3. Turbine Hall (2:36)
  • 4. Vichnaya Pamyat – Lwowski Męski Chór Municypalny HOMIN (4:07)
  • 5. Pump Room (3:43)
  • 6. Clean Up (1:41)
  • 7. Dealing With Destruction (1:54)
  • 8. Waiting For The Engineer (1:31)
  • 9. Gallery (2:23)
  • 10. 12 Hours Before (2:31)
  • 11. Corridors (3:13)
  • 12. Líður (Chernobyl Version) (2:48)
  • 13. Evacuation (4:44)
Czas trwania: 38:38
Komentarze
Tomasz Goska 2019-06-13
00:24
Z tą piątką za muzykę w serialu, to bym polemizował. Faktem jest, że muzyka klimat robi, ale nic poza tym. Nie wnosi żadnej treści, nie buduje czegokolwiek, choć z drugiej strony nie rozwala. Trójeczka ode mnie za film i zasłużona jedynka za album, do którego po pierwszym odsłuchu już nigdy raczej nie powrócę.
Zibi 2019-06-13
21:55
Słabe. Do jednokrotnego odsłuchu li tylko... Dwója!
Radosław Ostrowski 2019-06-16
00:23
Miejsce tej muzyki jest tylko na ekranie. Doceniam próbę stworzenia czegoś oryginalnego, ale jest to wyzwanie dla masochistów.

Chernobyl (Czarnobyl)

Kompozytor:

  • Hildur Guðnadóttir

Wydawca:

  • Deutsche Grammophon (2019)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie