Szukaj: w


recenzje

Hider In The House (Obcy w domu)



Tom Sykes nie miał łatwego dzieciństwa. Bity i poniżany przez ojca, w pewnym monecie nie wytrzymał. Podpalił dom, w którym przebywali jego rodzice. Wieloletni pobyt w zakładzie psychiatrycznym przynosi pewne efekty, ale tylko na krótki czas. Szukając własnego miejsca, postanawia zamieszkać na strychu pewnego opuszczonego domu. Wkrótce wprowadzają się do niego Julie i Phil Dreyerowie wraz z dziećmi. Pozostający w ukryciu Tom obserwuje ich życie. Imaginuje sobie, że jest członkiem rodziny, budząc w sobie coraz większą fascynację osobą Julie. Zarówno kobiecie, jak i jej dzieciom daje się poznać jako dobry sąsiad, ale kiedy fasada dobrotliwości zaczyna powoli pękać, wtedy budzą się w nim demony z przeszłości.

Pełnometrażowy debiut Matthew Patricka w roli reżysera nie miał wielkiego szczęścia w procesie postprodukcji. Studio Vestron wpadło w poważne tarapaty finansowe, przekreślając ostatecznie kinowy debiut Obcego w domu (Hider in the House) w Stanach Zjednoczonych. Co prawda zagościł w Europie, ale mimo bardzo entuzjastycznych recenzji nie zdołał przedrzeć się na większą liczbę ekranów. Nie dziwne, wszak promocja była praktycznie zerowa, a historia zawarta w filmie do najlżejszych nie należała. Dosyć smutny obraz człowieka, który w dorosłym życiu musi dźwigać ciężary z dzieciństwa zyskał tutaj bardzo wiarygodną i mistrzowsko dokonaną kreację w wykonaniu Gary’ego Buseya. Faktem jest, że film w warstwie technicznej lekko się postarzał. Współczesnego widza mogą stręczyć pewne kiksy fabularne i luki w narracji, ale mimo trzydziestoletniej przepaści, Obsy w domu w dalszym ciągu budzi dreszczyk emocji i daje do myślenia.

Wiemy już, że byłoby tego wszystkiego, gdyby nie wspaniałe kreacje aktorskie. Ale głównym budulcem szeroko pojętego klimatu, suspensu i motoryki scen o bardziej dynamicznej wymowie, jest ścieżka dźwiękowa. Do jej skomponowania reżyser Matthew Patrick poprosił swojego kolegę, Christophera Younga. Jeszcze w czasach studenckich marzyli o wielkiej karierze hollywoodzkiej i poniekąd dopiero po ukształtowaniu swojej pozycji w branży przyszło im ze sobą po raz pierwszy współpracować na linii kompozytor-reżyser. Christopher Young był już doświadczonym, świetnie radzącym sobie w filmach akcji i grozy, twórcą. Natomiast Patrick dopiero szukał swojego miejsca w kinie pełnometrażowym. Wiedział jednak czego chce od towarzyszącej jego obrazowi, ścieżki dźwiękowej. Miała się ona przede wszystkim utożsamiać z głównym bohaterem, pogubionym we własnych emocjach Tomem. I to właśnie w jego kontekście rozpisana została cała partytura. Niezbyt obszerna jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość wybrzmiewającego w gotowym filmie materiału. Ale trafnie punktująca najważniejsze wydarzenia.

Całą kompozycję można podzielić na cztery sfery funkcjonalne. Jednym z kluczowych jest obraz traumatycznego dzieciństwa Toma. Szukając inspiracji do zilustrowania tych trudnych scen przekładających się na dorosłe życie chłopca, Christopher Young sięgnął do tradycji kościelnej – powściągliwej liryki tworzonej na bazie chórów acapella. Wymowne, smutne frazy niejako spinają klamrą całą tę historię w ramach której ścierają się ze sobą trzy muzyczne światy. Pierwszym jest dosyć chaotyczny i pokrętny sposób postrzegania rzeczywistości przez Toma. To właśnie takim scenom towarzyszy snujący się, zanurzony w eksperymentatorstwie dźwiękowym, ale z przebijającymi się lirycznymi frazami, underscore. Kiedy główny bohater stara się nawiązać bliższe relacje z Julie i jej dziećmi muzyka zaczyna przemawiać zdecydowanie cieplejszymi dźwiękami. Na tej właśnie płaszczyźnie inicjatywę przejmuję melodyka oparta na miękkich brzmieniach sekcji smyczkowych. Dopiero późniejsze wydarzenia niejako rzucające światło na prawdziwą naturę Toma, angażują do partytury bardziej agresywne w wymowie frazy. Na nowo strukturę kompozycji zaczyna ogarniać prowizoryczny chaos, stwarzając wrażenie, jakoby poszczególne sekcje prowadziły ze sobą żywiołowy dialog. Dysonanse i atonalne formy wypierają melodykę, a sukcesywnie kumulowane napięcie prowadzi do wielkiego finału w ostatecznej konfrontacji. Z takowej wychodzimy dzięki kolejnej porcji uspokajających partii chóralnych. I choć ścieżka dźwiękowa nie należy do specjalnie oryginalnych i atrakcyjnych – tak w formie i treści – to jednak ostatecznie doskonale spełnia swoje filmowe funkcje.


Przeniesienie tych wrażeń na indywidualne doświadczenie odsłuchowe nie należało to zadań najłatwiejszych. Poszatkowana, składająca się z wielu krótkich utworów, partytura, musiała przejść restrykcyjną edycję zanim trafiła na album soundtrackowy wydany nakładem Intrada Records w 1990 roku. Całość tego przedsięwzięcia wziął na siebie sam kompozytor, który znany jest z pedantycznego podejścia do kreowania soundtracków. Czterdziestominutowy program albumu zamknął się w sześciu utworach-suitach, choć tak naprawdę całą partyturę definiuje już pierwszy z nich – osiemnastominutowy The Hider. Jak sama nazwa wskazuje jest to suita, która przeprowadza słuchacza przez całą historię tytułowego obcego – Toma. Trudne dzieciństwo, życie marzeniami, popadanie w coraz większy obłęd i w końcu utrata kontroli nad sobą. Te wszystkie emocje są nieodzownym elementem długiego, troszkę nużącego utworu wprowadzającego w arkany ścieżki dźwiękowej.

Zdecydowanie ciekawiej i bardziej różnorodnie prezentuje się dalsza część słuchowiska. Mimo że konstrukcyjnie ociera się o podobne założenia, co wyżej wspomniana suita, to jednak w kategoriach estetycznych wygrywa tutaj uwagę odbiorcy. Delikatne, ciepłe wprowadzenie w A Place Like Home jest powoli studzone w następującym Momentary Bliss - o wiele bardziej stonowanym, eksponującym w dysonansach psychiczne zmagania głównego bohatera. Wszystkie te stany ścierają się ze sobą w ramach siedmiominutowego Invisible, przygotowując słuchacza na trzymający w napięciu finał. Utworem wprowadzającym najwięcej fermentu jest Reversing Colors, który w filmie zilustrował dramatyczną, finalną konfrontację. Zaplątany w spirali przemocy, Tom, znajduje w końcu upragniony spokój, kiedy rozszalały umysł gaśnie wraz z ciałem mężczyzny. Christopher Young zatacza tutaj krąg z mocną introdukcją, serwując słuchaczom owiane nutką melancholii, partie chóralne.

Mimo że album soundtrackowy nie należał do najlepszych słuchowisk w dorobku Chrisa Younga, to przez minione dekady stał się ważnym produktem na rynku kolekcjonerskim. I właśnie z myślą o nowych entuzjastach muzyki filmowej wytwórnia Intrada postanowiła wznowić dawno wyprzedany już album. Mieszane uczucia wśród tzw. „kompleciarzy” budzić może brak jakiejkolwiek ingerencji w program słuchowiska. Biorąc jednak pod uwagę rozdrobnienie materiału w obrazie, może to i lepiej. W każdym razie renowacji poddano całe zaplecze dźwiękowe, przystosowując je w barwie i brzmieniu do współczesnych standardów. Nowy blask zyskała również szata graficzna wzbogacona o obszerne opisy w dołączonej do wydania książeczce. Aż chciałoby się, aby z podobnym zapałem i pietyzmem wydawcy zabierali się za reedycje / rozszerzenia zdecydowanie bardziej znaczących kompozycji w dorobku Younga. A z całą pewnością nie zalicza się do nich Obcy w domu.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Hider (18:27)
  • 2. A Place Like Home (1:54)
  • 3. Momentary Bliss (3:29)
  • 4. Invisible (7:24)
  • 5. Reversing Colors (4:42)
  • 6. At Peace (4:12)
Czas trwania: 40:36
Komentarze

Hider In The House (Obcy w domu)

Kompozytor:

  • Christopher Young

Dyrygent:

  • Allan Wilson

Orkiestrator:

  • Christopher Young
  • Jeff Atmajian

Wydawca:

  • Intrada (1990 / 2019)

Producent:

  • Christopher Young

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie