Szukaj: w


recenzje

Silence of the Lambs, the (Milczenie Owiec)


“...First principles, Clarice. Simplicity. Read Marcus Aurelius. Of each particular thing, ask: What is it, in itself, what is its nature...? What does he do, this man you seek?...”

Czy człowiek może upodobnić się do biblijnego diabła? Czy człowiek jest zdolny, ażeby pożerać ludzkie ciało i czerpać z tego ekstazę?? Ludzka historia wielokrotnie wspominała o aktach barbarzyństwa w różnych epokach. Czy jednak bestialski krwiożerca potrafi przybrać zarazem wizerunek geniusza…? Wizerunek osoby szalenie inteligentnej, osłuchanej, oczytanej, błyskotliwej niemal na każdym polu… Odpowiedzi na te pytania nie znajdziemy jednak w codziennej egzystencji czy w wieczornych wiadomościach. Responsy udziela nam za to Thomas Harris, autor bestselerowej powieści, która opowiedziana oczami Jonathana Demme wstrząsnęła kinematografią światową. Mowa o Milczeniu Owiec, wielokrotnie nagrodzonego przez Akademię Filmową dzieła, które swą opowieścią przerażało, wstrząsało i pozostawało głęboko w naszych umysłach dowodząc wartości tego obrazu. Zekranizowana książka miała swych głównych bohaterów. Niewątpliwie największym z nich pozostaje do tej pory Anthony Hopkins. Wcielając się w rolę potwora, bestii, przywdziewając dosłownie temperament oraz charyzmę bohatera powieści stworzył on podobiznę, dzięki której stał się legendą. Jego spojrzenie, jego styl, oraz ten niesamowity sposób wypowiadania się (powolny, prosty, a zarazem niejednoznaczny) pozwoliły mu znakomicie oddać ducha książki. Anthonego Hopkinsa w roli zwyrodniałego geniusza dr Hannibala Lectera nie poznajemy jako kanibala, lecz jako więźnia stającego się mentorem dla młodej agentki FBI Clarice Starling. Rozpoczyna ona właśnie śledztwo w sprawie kilku bestialskich morderstw na kobietach, które zostają pozbawiane części własnej skóry. O wcześniejszych makabrycznych dokonaniach Lectera opowiada po części Czerwony Smok, zrobiony de facto kilkanaście lat później. Genialne prowadzone dialogi, ciągłe napięcie, zaskakujące zwroty akcji, rewelacyjne aktorstwo i przede wszystkim piętnująca całość mroczna muzyka Howarda Shore’a sprawiły, że dzieło Demme stało się filmem ponadczasowym i sprawiedliwie zostało okrzykniętym arcydziełem.

“...First principles, Clarice. Simplicity...”

Ilustracją muzyczną do filmu zajął się w/w Howard Shore. Niemający wówczas zbyt pokaźnej kolekcji swoich prac (chyba najbardziej rozpoznawany był wtedy po horrorze Cronenberga - Fly) stworzył bardzo ponurą i mroczną muzykę, gdzie tak naprawdę jej wiodącą domeną był bardzo intrygujący underscore. Undescore, którego tak naprawdę wielu ludzi nie docenia i wielu krytykuje za jego banalność oraz zbytnią obrazowość. Jednak jak wymownie określił to dr Lecter mówiąc do swej podopiecznej First principles, Clarice. Simplicity…, śmiem twierdzić, iż Shore użył takiej formy celowo. Tak naprawdę film opierał się na prostocie. Dzięki swej wyszukanej formie wyrazu nabrał sposobu wyrażania pewnych kwestii w sposób wieloznaczny. Tak samo dzieje się z muzyką Howarda Shore’a nie jest ona tylko trywialnym przykładem na pospolite użycie pewnych schematów, których używa się w przypadku thrillera. Tutaj muzyka nie miała symbolizować dr Lectera, seryjnego mordercy czy agentki Clarice. Ona symbolizowała tytuł filmu. Cała muzyka Shore’a to jedno wielkie opowiadanie o bolesnym zdarzeniu, jakiego doświadczyła bohaterka filmu. To tło, jakie tworzy kompozytor, ma na celu podkreślenie bólu, jaki towarzyszy jej od wielu lat po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Shore nie potrzebował tutaj tworzyć dynamicznej muzyki za pomocą tematu przewodniego. Upraszczając do totalnego minimum swoje muzyczne opowiadanie pozostawił czystą kartę w interpretacji tej muzyki. Jej brzmienie jest metaforycznym krzykiem, podobnie jak przeraźliwy krzyk owiec, które swym cierpieniem dokonały mentalnego spustoszenia w umyśle wówczas młodej dziewczynki. Przy wyciszonej formie jaką zaprezentował nam kompozytor, stara się on obudzić milczenie bohaterki wobec przerażającego demona z celi.

“...quid pro quo...”

„Coś za coś” rzekł dr Lecter do agentki Starling... Bezsprzecznym faktem jest to, że muzyka perfekcyjnie wkomponowuje się w tło obrazu. Jest jego integralną częścią. Tworzy niesamowity klimat okraszony ciemną, mroczną atmosferą. Shore zdawał sobie sprawę, iż nie tworzy dzieła wysoce słuchanego. Ba! To naprawdę kawał ciężkiej muzyki. Muzyki, która nie wzbudzi zainteresowania w mało obytym słuchaczu tegoż gatunku. Przygniatający ciężar, którym faszerujemy się od samego początku płyty będzie nam towarzyszył aż do jej końca. Czy to był błąd artysty??! Stanowczo temu zaprzeczam… Spoglądając na inne, szczególnie późniejsze dokonania tegoż kompozytora można odnieść wrażenie, że nie raczy on nas estetyczna melodią. Przykładem niech będzie thriller Siedem czy niedawno rozbrzmiewający oskarowy Aviator. Prawdę mówiąc muzyka Shore’a nie jest przyjemna. Jego specyficzny styl - kreatywny, koncepcyjny, wybija go spośród innych kompozytorów, lecz wcale nie czyni z niego artysty dbającego o uszy melomana. Asłuchalność tej ścieżki obniża zdecydowanie jej wszelkie walory, a co za tym idzie ogólną ocenę. Fundamentami tegoż albumu są z pewnością sekcje dęte oraz sekcje smyczków wypełniające niemal cały krążek. Zarysowany w pierwszym utworze temat główny kompozycji nie zostaje niestety wyeksponowany w kolejnych utworach. Jego podstawy często można jednak wyłapać w poszczególnych kawałkach w zbliżonej do siebie formie.

Milczenie Owiec Shore’a to według mnie warty uwagi soundtrack. Choćby dla miłośników ciężkiego, a zarazem bardzo mrocznego muzycznego nieładu, jaki zaserwował nam artysta. Niekonwencjonalny thriller dzięki muzyce zdobył potrzebną ilustrację, która jak najbardziej konsoliduje się z wizją filmu. Poza obrazem album jednak wiele traci, a jego przytłumiona forma nie zawsze odnajdzie odpowiednie zrozumienie wśród zwolenników muzyki filmowej. Niemniej jednak polecam zapoznać się ilustracją do tegoż dzieła.



Autor recenzji:  Przemek Korpus
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Main Title (05:10)
  • 2. The Asylum (03:58)
  • 3. Clarice (03:07)
  • 4. Return To The Asylum (02:39)
  • 5. The Abduction (03:05
  • 6. Quid Pro Quo (04:45)
  • 7. Lecter In Memphis (05:43)
  • 8. Lambs Sceaming (05:38)
  • 9. Lecter Escapes (05:10)
  • 10. Belvedere, Ohio (03:36)
  • 11. The Moth (02:23)
  • 12. The Celar (07:07)
  • 13. Finale (04:51)
Czas Trwania: 57:12
Komentarze
Olek Dębicz 2007-07-22 23:11
Rzeczywiście warto zaglądać na Allegro, bo już kilka razy widziałem tam aukcję tego soundtracku.
ALIEN 2007-11-27 20:38
"Milczenie owiec" to arcydzieło, niestety muzyka już nie. Bardzo cenię Howarda Shora ale w tym przypadku nie pokazał klasy na jaką go stać. Można wyróżnić kilka ciekawszych utworów: piękny i tajemniczy "Clarice", dynamiczny "Lecter escapes", bardzo mroczny i niepokojący "the celar" oraz kończący płytę "finale", ale jest to za mało żeby ocenić ten soundtrack na więcej niż 3 gwiazdki. Oczywiście muzyka w samym filmie wypada lepiej, niestety bez obrazu wiele traci. Osobiście polecam muzykę do mniej udanej kontynuacji filmowej, czyli "hannibala" gdzie muzykę stworzył Hans Zimmer.
Mefisto 2008-10-28 17:00
Ciężka, pozornie bezbarwna i całkowicie ilustracyjna muzyka. A jednak ma klimat, potrafi niektórymi fragmentami wciągnąć i jest jakaś taka niepokojąca.
tennese 2010-05-07 23:16
bardzo mądra i minimalistyczna muzyka. Swietny nastrój mroczny, ale piękny. Genialne wyczucie rytmu. Dobre tematy. Howard Shore wspioł się na wyżyny. To jedna z najbardziej udanych prac tego kompozytora. Groźna, subtelna, magiczna.
DanielosVK 2010-07-23 15:09
Może jestem dosyć dziwny pod tym względem, ale ja daję AŻ 4,5. Muzyka świetnie oddziałuje w filmie, a ja jestem niejako przyzwyczajony do ciężkiej muzyki, powiem więcej, lubię słuchać dzieła popełnionego przez Shore'a do tego filmu. Można by wręcz rzec, że jestem fanboyem Shore'a. :P
Anna 2010-12-21 12:52
@Marcin, to byl Q Lazzarus - Goodbye Horses http://www.youtube.com/watch?v=U2qrQKV9Nzc
DanielosVK 2010-12-21 16:08
Marcin już pewnie tego nie przeczyta. :P
czoug 2011-10-02 20:40
Kompletnie do mnie nie przemawia, a jej ciężar mnie przytłacza momentami. Nie gustuje w mrocznych, poważnych filmach/ścieżkach. No i ta ilustracyjność, może jak obejrzę kiedyś film nabierze większej wartości. Póki co, to Shore nie w moim typie.
meloman 2012-12-08 18:37
Przepiękna muzyka. Jedna z najmroczniejszych partytur w historii muzyki filmowej. Od razu wyczuwa się głębie tej muzyki. Wspaniałe tematy i orkiestracje podkreślające mroczne wątki fabuły. Pan recenzent nie potrafi dostrzec głębi tej muzyki. Mnóstwo tematów, wspaniałe wyczucie klimatu filmu, który recenzent nie wyczuł. Każdy z trójki bohaterów ( Clarice, Hannibal, Bufallo bill) ma osobny poświęcony temat. Muzyka godna podziwu. Nie ma sensu wymieniać poszczególnych utworów jako wyjątkowe, bo każdy taki jest. Myślę, że wielu kompozytorów kierowało się muzyką z Milczenia Owiec w swoich późniejszych mrocznych pracach. Ta muzyka to magia.
Mieszko 2013-10-03 11:06
Gęsty klimat, który znacznie ciekawiej wypada w połączeniu z obrazem. "Hannibal" Zimmera bardziej mi się podoba.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 8 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Silence of the Lambs, the (Milczenie Owiec)

Kompozytor:

  • Howard Shore

Dyrygent:

  • Howard Shore

Orkiestrator:

  • Homer Denison

Wykonawcy:

  • The Munich Symphony

Wydawca:

  • MCA (1991)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie