Szukaj: w


recenzje

Lion in Winter, the (Lew w zimie)


Lew w zimie to dramat historyczny ze świetną obsadą. Peter O'Toole, młody Anthony Hopkins (mial wtedy ok. 30 lat) i Katharine Hepburn. W jednej z ról zadebiutował 22-letni Timothy Dalton. Oparty na dramacie Jamesa Goldmana film opowiada o spotkaniu Henryka II ze swoimi trzema synami w święta Bożego Narodzenia, kiedy to ma podjąć decyzję, który z nich ma zostać przyszłym królem. Oparty na scenariuszu autora sztuki film wyreżyserował Anthony Harvey, a muzykę zrobił John Barry, mający już na koncie kilka Bondów (w tym bardzo popularnego Goldfingera). Kompozytor miał bardzo dobrą reputację, zwłaszcza że w 1966, jak reżyser Elzy z afrykańskiego buszu pokłócił się z nim, po jego (Barry'ego) stronie stanął producent. Mimo, że był to jego pierwszy historyczny projekt, Anglik miał już dość wyrobioną opinię.

Przy tej pracy Barry pracował ze znakomitą London Philharmonic Orchestra (znana chociażby z pracy z Jerrym Goldsmithem) i chórem The Voices of Academia Monteverdiana. Anglik stworzył bardzo mocny temat, słyszany na samym początku Main Title/The Lion in Winter. Najpierw fanfara na dęte blaszane, potem dochodzi orkiestra, która nadaje fanfarze harmonii i dynamiki (synkopy na dęte blaszane). Najlepszym fragmentem utworu jest jednak genialna wprost partia na chór (tekst łaciński przetłumaczony na okładce). Potem temat wraca, jest to jeden z najlepszych utworów w karierze Anglika, chociaż muszę zaznaczyć, że jego karierę znam dość słabo. Następny utwór zawiera bardzo ciekawe muzyczne powitanie dla królowej Eleanory (Eleanoro, królowo Anglii, żyj i bądź zdrowa).

Dwa utwory to pieśni chóralne. Barry przyznaje się do wzorowania na plainsong, specyficznym rodzaju średniowiecznej polifonii i to pewnie na tym gatunku wzorował się Anglik tworząc takie utwory jak Allons, Gai, Gai, Gai (chodźmy radośnie), czy Eya, Eya Nova Gaudia (łac. nowa radość). Jako źródło tej inspiracji kompozytor podaje rolę Kościoła w epoce (ktokolwiek zna historię średniowiecza choć trochę, wie jaki ta instytucja miała wpływ na życie ludzi) i swoje własne katolickie wychowanie (przytacza też chorały gregoriańskie). Brzmi to, nie powiem, bardzo ciekawie, jest bardzo melodyjne, chociaż można mieć wątpliwości, czy chór w tych czasach śpiewał "lalalala". Do ładniejszych należy The Christmas Wine do słów samego Jamesa Goldmana. Chóralne partie w The Herb Garden przypominają chorały gregoriańskie, chyba właśnie tu najlepiej widać inspiracje plainsongs

Muzyka jest bardzo mroczna. Świadczy o tym już sam główny temat, ale spójrzmy chociażby na To the Chapel. Poza ostatnim utworem, właściwie wszystkie utwory orkiestrowe są mroczne, do czego kontrapunktem są wspomniane już chóralne pieśni. Barry stosuje dużo dysonansów, głównie na dęte blaszane. Trzecia minuta God Damn You to bardzo ładna wariacja na temat główny, po czym wchodzi znakomita partia na chór. Wydaje mi się, że Barry nawiązuje tu do Dmitrija Szostakowicza. Słychać to najlepiej w harmonii To Rome. Fani dzisiejszej muzyki filmowej skojarzą te progresje akordowe z ostatnimi dokonaniami Jamesa Hornera. Jest to jeden z ciekawszych utworów na płycie, nawet dość przerażający. The Herb Garden zaczyna się od dzwonów kościelnych, ciekawe czy Barry nagrał je wraz z orkiestrą czy zostały one wcześniej, nazwijmy to, zsamplowane. Jest kilka bardzo ładnych partii, wspomniałem już o wariacji na temat główny w God Damn You. Polecię należy też śliczny motyw na smyczki na początku How Beautiful You Make Me, potem Barry przechodzi w muzykę mroczniejszą, nie tracącą jednak swoistej urody.

Na oddzielną analizę zasługuje jednak utwór Media Vita in Morte Sumus. Zaczyna się bardzo podobnie do To Rome, z tą samą wariacją na temat, z tymi samymi progresjami akordowymi. Potem wchodzi chór ze słowami zawartymi w tytule. Chór przechodzi w wyższe rejestry (z basów i tenorów w alty i soprany), dochodzi syntezator, który nadaje napięcia. Utwór konczy się spokojnie. Jest to jeden z najlepszych na płycie, jeśli nie całej karierze kompozytora (którą, jak mówię, znam jak na razie dość słabo). Zatrzymajmy się na chwilę nad samymi słowami, które lepiej niż kiedykolwiek w muzyce filmowej przedstawiają średnowieczne podejście do życia. znaczy tyle, co W środku życia jesteśmy w śmierci. Właśnie w ten sposób żyło się w epoce. Dążyło się do jak najszybszego kontaktu z Bogiem. Mówię teraz w dużym uproszczeniu i wymaga to dłuższego tłumaczenia, na które nie ma tu czasu ani miejsca (ale wszelkie pytania są mile widziane :)).

Płytę kończy znakomity We Are Jungle Creatures. Po chóralnym początku i cichym fragmencie, przechodzi w triumfalny fragment, który zapowiada takie utwory jak późniejsze Journey to Sedgewick, potem dołącza do tego chór, tworząc znakomitą wariację na temat główny. Znakomite zakończenie płyty.

Bardzo mroczna, ciekawa partytura. Barry pokazał tutaj swoją mroczniejszą stronę, być może mniej znaną osobom, które znają go z takich partytur jak Pożegnanie z Afryką czy Tańczący z wilkami. Mimo dużego wieku całość brzmi wyjątkowo świeżo. Słychać dużą inspirację tematem i dużą dbałość o detale. Takie utwory jak Main Title czy Media Vita in Morte Sumus wciąż są porażające i dlatego polecam tą partyturę jak najbardziej.

Specjalne podziękowania dla Damiana Sołtysika za pomoc przy opracowaniu części faktograficznej tekstu

Autor recenzji:  Paweł Stroiński
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Main Title/The Lion in Winter (2:39)
  • 2. Chinon/Eleanor's Arrival (3:28)
  • 3. Allons Gai Gai Gai (1:50)
  • 4. To the Chapel (1:48)
  • 5. The Christmas Wine (2:44)
  • 6. God Damn You (4:15)
  • 7. To Rome (4:06)
  • 8. The Herb Garden (4:40)
  • 9. Eya, Eya, Nova Gaudia (2:11)
  • 10. How Beautiful You Make Me (3:01)
  • 11. Media vita in morte sumus (In the Midst of Life We are in Death) (2:15)
  • 12. We're Jungle Creatures (2:46)
Czas trwania: 36:22
Komentarze
Wielebny Flaco 2005-05-23
14:59
Znakomity utwór tytułowy chyba już zawsze bedzie mi sie kojarzył z muzyką Barry'ego do " Last Valley ".Na szczęscie cały album trzyma sie mocno , a zbędnych utworów faktycznie brak.Jedna z najmocniejszych pozycji w dyskografii Barry'ego.Mimo iz ma on zdecydowanie więcej nieudanych niz udanych albumów na koncie , to znajdą sie też absolutne perełki jak " Lew w zimie " i wspomniany już wyzej " Last Valley ".Nie nazwałbym go wielkim kompozytorem ale wyróznia sie sposród setek mu podobnych.
Mefisto 2006-03-04
21:42
Cóż mogę dodać ? Prawdziwe piękno muzyki filmowej, choć dziś wydaje się trochę zapomniane. Wspaniały temat przewodni i piękne chóry. Klasyk i cud.

Lion in Winter, the (Lew w zimie)

Kompozytor:

  • John Barry

Dyrygent:

  • John Barry

Orkiestrator:

  • John Barry

Soliści:

  • The Voices of Academia Monteverdiana

Wydawca:

  • Sony/Columbia

Producent:

  • John Barry

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie