Szukaj: w


recenzje

Assassin's Creed



Nie mają lekko filmowcy parający się przenoszeniem na duże ekrany historii zaczerpniętych z gier komputerowych. Dosłownie kilka miesięcy wcześniej byliśmy świadkami spektakularnej porażki chyba najdłużej wyczekiwanej adaptacji gry - Warcraft. Gdyby nie niespodziewany zryw chińskiej widowni, prawdopodobnie producenci mieliby nie lada problem w spłaceniu całego projektu. Podobne widmo porażki majaczyło na horyzoncie kolejnego przedsięwzięcia, które miało mieć swoją premierę pod koniec roku 2016. Adaptacja cieszącej się ogromną popularnością gry Assassin's Creed, okazała się jednak kiepskim „fan service”, choć jako niezależne dzieło, opowiadające pewną intrygującą historię, sprawdziło się całkiem przyzwoicie. Mamy więc osadzonego w więzieniu Calluma Lyncha, który zwerbowany zostaje przez tajną organizację Abstergo, by za pomocą specjalnego urządzenia – Animus – przywołać z pamięci genetycznej wydarzenia z przeszłości. Mają one służyć odnalezieniu ważnego artefaktu pozwalającego zrozumieć przyczyny i poznać lekarstwo na przemoc trapiącą ludzkość. Wzniosłe ideały okazują się jednak tylko fasadą do ukrytych celów organizacji, o czym Callum będzie się musiał dopiero przekonać. Zarys fabularny zachęca. Imponujące są również choreografie walk ze świetnie zrealizowanymi scenami pościgów po dachach średniowiecznych domostw. Niestety dzieło Justina Kurzela, borykające się z licznymi problemami finansowymi w czasie postprodukcji, nie prezentuje się najlepiej pod względem wizualnym. Niedoskonałości CGI maskowane są agresywnymi filtrami i kliszowymi „rozpraszaczami” w postaci dymu, mgły oraz flar. Dosyć słabo i mało przekonująco wpadły również kreacje głównych bohaterów. Całość jawi się więc jako średniej klasy rozrywka, o której zapominamy zaraz po wyjściu z kinowej sali.

Podobne refleksje odnoszą się do ścieżki dźwiękowej stworzonej przez Jeda Kurzela. Zbieżność nazwisk kompozytora i reżysera nie jest przypadkowa, bowiem ilekroć za kamerą staje Justin, tylekroć rola stworzenia oprawy muzycznej przypada jego młodszemu bratu. Na pewno nie była to dobra informacja dla wszystkich miłośników gry, wspominających z łezką w oku świetne ilustracje Briana Tylera, Jespera Kyda oraz całkiem dobrą, choć nie budzącą już takich emocji partyturę Lorne Balfe. Kopalnia tematyczna okraszona ciekawymi stylizacjami i quasi-etniką poszła jednak w odstawkę. Film Kurzela może i dawał sposobność, do podjęcia takich form, ale warsztat muzyczny jego brata definitywnie rozmijał się z bogatą symfoniką, kunsztem aranżacyjnym i chwytliwymi tematami. Zamiast tego, otrzymaliśmy ścieżkę dźwiękową ocierającą się o sound desingnerski sposób postrzegania filmowej rzeczywistości. Czy jest aż tak źle, jak w niektórych pracach duetu Reznor & Ross?

Trzeba przyznać, że na pewnych płaszczyznach ta ambientowa, dosyć mainstreamowa ilustracja, spełnia swoją funkcję. Przynajmniej w stopniu zadowalającym. Jest tak na przykład w odniesieniu do mistycznego wymiaru działań organizacji Abstergo – również Calluma gubiącego się w tej ideologicznej retoryce. Stworzenie adekwatnej, opartej na trzech prostych nutach, melodii, było tutaj strzałem w dziesiątkę. Niemniej sposób jej wykorzystania w dalszej części widowiska budzić już może więcej obiekcji. Na pewnym etapie wertowania filmowej treści, widz i słuchacz traci poczucie kontekstowości tego tematu, który wykorzystywany jest dosłownie w każdej pozwalającej na to scenie. Nie inaczej sprawa się ma z motywem akcji będącym niczym innym, jak tylko prostą melodią nadającą sens wielu rytmicznym samplom i perkusjonaliom. Kończąc filmową przygodę można więc odnieść wrażenie, że ścieżka dźwiękowa jest pisanym na kolanie everyscorem, który równie dobrze można było podpiąć pod zupełnie inne filmowe przedsięwzięcie. A zarzynana do granic możliwości tematyka skutecznie zniechęca przed kolejną przygodą z widowiskiem Kurzela.


Pod pewnymi względami również przed sięgnięciem po soundtrack wydany nakładem Universal Music. Aczkolwiek zapewne znajdą się i tacy odbiorcy, którzy docenią konsekwencję w budowaniu posępnego klimatu i utrzymywaniu stałego tempa akcji. Ja do takich nie należę i godzinne słuchowisko pod szyldem Assassin's Creed wynudziło mnie niemiłosiernie. Jest to ciekawe zjawisko, gdyż każdy inny soundtrack z gry o tym samym tytule zapewniał o wiele więcej frajdy. Czyżby miłośnicy opraw muzycznych do gier tej popularnej serii nie mieli tu czego szukać?

Nie przekonamy się o tym nie skosztowawszy tego fastfoodowego dania, bo właściwie w takich kategoriach należałoby postrzegać Assassin’s Creed. Tani, prosty w konstrukcji i takowoż komunikujący się z odbiorca. A przekonujemy się o tym już na początku wertowania zawartości soundtracku, kiedy zanurzamy się w narkotycznych frazach prologu. Progresywnie rozbudowywana melodia nie bez powodu przypominać nam będzie fragmenty Mrocznego rycerza Zimmera lub Mad Maxa od Junkie XL. Cała kompozycja zdaje się korzystać pełnymi garściami z twórczości Niemca i jego kolegów z fabryki dźwięków RCP. Tylko symbolicznie przemycane są tu eksperymenty z solowymi instrumentami osadzonymi na tle szorstkiej elektroniki - tak, jak to miało miejsce w poprzedniej pracy Kurzela, Macbeth

O wiele przystępniej prezentuje się temat głównego bohatera słyszany po raz pierwszy w scenie jego „prowizorycznej” egzekucji. Opatrzona pierwiastkiem mistycyzmu i melancholii, minorowa melodia, dosyć dobrze wpisuje się w wątek odnajdywania siebie w obrazach genetycznej pamięci przodka Calluma - Aguilara de Nerha. Kompozytor rozciąga jednak ten temat na całokształt działań podejmowanych przez fundację Abstergo nadzorowaną przez templariuszy. Tworzony w ten sposób strukturalny chaos miota słuchacza między kolejnymi aranżami nie składającymi się na konkretną, muzyczną opowieść. Wydaje się, że Kurzel skoncentrowany był bardziej na istocie dźwięku, na jego brzmieniu i kreowanym za jego pomocą klimacie, aniżeli na budowaniu płynnej narracji. I nie ma w tym nic dziwnego, bo większość kompozytorów muzyki filmowej, którzy postrzegają swoje projekty przez pryzmat twórczości Hansa Zimmera, zazwyczaj nie ma podstawowej wiedzy na temat konstrukcji tematycznej, funkcji muzyki w filmie, narracji, a o instrumentalnym obyciu nie wspominając.

Obrazą byłoby jednak określać Kurzela mianem beztalencia w kategoriach scoringu. Jest on typowym rockmanem, który spogląda na muzykę przez pryzmat swojego rzemiosła – widzi tylko poszczególne barwy i fragmenty całego obrazu, prawdopodobnie nie mając pojęcia, że poza miarowo wystukiwanym rytmem jest całe bogactwo zabiegów mogących wpłynąć na urozmaicenie muzycznej akcji. Z drugiej strony, patrząc na filmowe dzieło jego brata, to trudno nie oddać takiej drapieżnej, narkotycznej oprawie, jakiejś słuszności. Na pewno nie przekłamuje ona obrazu. Nie tworzy przeświadczenia, że mamy do czynienia z jakimś tworem rozdmuchanym pod względem emocjonalnym. Prostota przekazu pulsujących sampli tworzy wątłą nić koneksji z dynamicznie zmontowanymi scenami „parkourowych” wyczynów tytułowych zabójców. Niemniej, wyodrębnienie z tego zestawu jakiegoś szczególnie zapadającego w pamięć fragmentu przychodzi widzowi i słuchaczowi z wielkim trudem.

Dlatego też pisząc tę recenzję nie odnoszę się do żadnego konkretnego utworu. Mimo wielokrotnego wysłuchania całości soundtracku, w dalszym ciągu mam problem z poskładaniem jego treści w jakąś logiczną całość. Ale można na tym polega moc sprawcza tego krążka – idealnego remedium na intelektualne zjazd po ciężkim dniu w pracy lub szkole. Szkoda tylko, że kreowana w ten sposób, wątpliwej jakości rozrywka, sygnowana jest znakiem towarowym Assassin’s Creed. Jedno jest pewne. Krążek z muzyką Jeda Kurzela nie trafi na jedną półkę z oprawami muzycznymi do gier z tej serii.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1 Young Cal (2:38)
  • 2 The Execution (2:39)
  • 3 Abstergo (4:18)
  • 4 The Animus (4:41)
  • 5 First Regression (4:13)
  • 6 Cal Recuperates (1:25)
  • 7 The Cure For Violence (1:54)
  • 8 The Bleeding Effect (2:25)
  • 9 Research Room (3:33)
  • 10 Second Regression (3:42)
  • 11 Underground (2:27)
  • 12 The Creed (4:07)
  • 13 The Apple (3:42)
  • 14 Columbus (2:11)
  • 15 You're Not Alone (5:52)
  • 16 The Mutiny (1:24)
  • 17 Leap Of Faith (1:40)
  • 18 Seville (6:28)
  • 19 The Assassinations (1:25)
  • 20 Future Glory (2:21)
  • 21 He Says He Needs Me - 3D and Young Fathers (3:21)
Czas trwania: 66:27
Komentarze
Zibi 2017-01-20
14:07
Połowa score'u dobra a połowa słaba... Wydaje się, że chyba cudów nikt po takiej produkcji nie oczekiwał... I jak to ocenić? 1/2 oceny więc 2,5... ;)
Mystery 2017-03-13
18:27
Kiepskawo się tego słucha, ale swój plan minimum w obrazie wykonuje, więc jakiejś dotkliwszej porażki nie ma, choć te wszystkie historyczne sekwencje, aż prosiły się o coś lepszego, a tak brzmi to jak pierwsza z brzegu praca jakiegoś wyrobnika z RCP i jako sympatyk gier i ścieżek dźwiękowych z tej serii jestem podwójnie rozczarowany tym filmowo-muzycznym projektem.

Assassin

Kompozytor:

  • Jed Kurzel

Dyrygent:

  • Hugh Brunt

Soliści:

  • Jed Kurzel (gitary, klawisze, wolake, syntezator)
  • Cec Condon, Jed Kurzel (perkusje)
  • Chris Ross (syntezator, bas)
  • Alesdair Malloy (szklana haronika)

Wykonawcy:

  • London Contemporary Orchestra

Wydawca:

  • Verve / Universal Music (2017)

Producent:

  • Jed Kurzel

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie