Szukaj: w


recenzje

Girl on the Train, the (Dziewczyna z pociągu)



Ze wszystkich obecnie tworzących w Hollywood kompozytorów muzyki filmowej, Danny Elfman jest dla mnie jedną z największych zagadek. Człowiek o olbrzymim talencie, który objawia się nie tylko podczas pisania dla Tima Burtona, ostatnimi czasy zdaje się coraz bardziej nudzić tym, co robi. Problemem nie jest tylko ilość i jakość filmów, za jakie się bierze, ale również pewnego rodzaju obojętność względem muzycznej treści. Jedna z najnowszych jego prac - Dziewczyna z pociągu (The Girl on the Train) – nie jest bynajmniej żadnym wyjątkiem.

Aby przynajmniej częściowo zrozumieć dosyć zachowawcze podejście kompozytora do ilustracji, warto pochylić się nad samym obrazem Tate Taylora. Ta szumnie zapowiadana ekranizacja bestsellerowej powieści Hawkins, miała potencjał na stanie się artystycznym i komercyjnym hitem, ale w trzewia tego projektu wdarła się typowa, hollywoodzka narracja. Prześlizgiwanie się pomiędzy wydarzeniami w oczekiwaniu na fabularny twist wpłynęło na mieszane nastroje zarówno wśród miłośników książki Hawkins, jak i statystycznych widzów pochłaniających kinowe nowości bez wcześniejszego zapoznania się z literackim pierwowzorem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Dziewczyna z pociągu, to w głównej mierze festiwal świetnych kreacji z absolutnie fenomenalną Emily Bunt na czele. Aktorka wcielająca się w rolę przytłoczonej życiowymi problemami i alkoholowym nałogiem, Rachel, otarła się tutaj o oscarową wręcz estymę. Szkoda, że cały ten wysiłek trawiony jest przez niezbyt dopracowany scenariusz, sprawiający, że niejeden widz już na wstępie swojej przygody z tym obrazem będzie w stanie rozszyfrować jego zakończenie.

W tej powolnej podróży do filmowego finału dosyć bierną rolę odgrywa również ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Danny’ego Elfmana. Biorąc się za ten projekt, kompozytor postanowił pójść w dosyć modne ostatnimi czasy, ambientowe środki wyrazu. Był to w sumie najprostszy sposób, aby w partyturę wtłoczyć odpowiednią dawkę smutku i melancholii przy zachowaniu minorowej wymowy. Pod wieloma względami praca ta nadaje na podobnych falach, co kontrowersyjne wśród krytyków „dzieła” Trenta Reznora i Atticusa Rossa, choć w kompozycji Elfmana siłą rzeczy króluje poszanowanie do melodyki i jako takiej struktury. A takowa opiera się na kluczowym temacie związanym z tragicznymi losami Rachel oraz na dwóch pobocznych melodiach. Podróżując codziennie do Nowego Jorku, bohaterka obserwuje życie toczące się w obrębie dwóch domostw – jak się później okazuje, związanych bezpośrednio z jej przeszłością. Depresyjna, poniekąd współczująca kobiecie, muzyka, szybko ustępuje miejsca niespokojnym (również elektronicznym) frazom, kiedy okazuje się, że w te pozornie sielankowe obrazki wdarła się intryga angażująca uwagę Rachel bez reszty. I z każdą następną interwencją odurzonej alkoholem bohaterki, wypływać będą na wierzch kolejne fakty z jej przeszłości. Wydawać by się mogło, że od tego momentu ilustracja zacznie przejmować narracyjną inicjatywę. Niestety w wykonaniu Elfmana sprowadza się to do kolejnych cytatów tematycznych wspartych sound designerskimi zabiegami. Rola elektroniki jest tutaj znacząca, a niektóre sample identyfikować się mogą z modną ostatnio retro-stylistyką. Aczkolwiek nie da się nie odnotować drobnych akcentów orkiestrowych, najczęściej przemawiających smyczkową liryką i fortepianowymi aranżami tematycznymi. Wszystko składa się na dosyć monotonną, choć całkiem poprawnie sprawdzającą się w obrazie ilustrację. Na kompozycję, która absolutnie nie ma żadnego wkładu w opowiadaną przez reżysera historię, choć wydaje się skutecznym narzędziem do generowania posępnej atmosfery. Ale czy to wystarcza, aby muzyką Elfmana zainteresował się przypadkowy odbiorca?


Moim zdaniem nie. I gdyby nie fakt, że to właśnie od ścieżki dźwiękowej rozpoczynałem przygodę z tym projektem, to prawdopodobnie w ogóle nie zawracałbym sobie głowy sięganiem po soundtrack wydany przez Sony Music. 50-minutowe słuchowisko może podzielić odbiorców na tych, którzy wyjdą z tego doświadczenia pokiereszowani wszechogarniającą nudą oraz tych, którzy będą czerpać umiarkowaną przyjemność z ilustracji utrzymanej w jednostajnym klimacie. Cóż z tego, skoro prawdopodobnie obie grupy po zakończeniu odsłuchu, z taką samą obojętnością przejdą do porządku dziennego?

Sercem tej ścieżki dźwiękowej, jak już wyżej wspominałem, jest temat przypisany głównej bohaterce, Rachel. Bardziej aniżeli do niej samej jest on przywiązany do trudnej i bolesnej przeszłości, która determinuje jej obecne zachowanie. Alkoholowe odurzenie, pozwalające zapomnieć o złamanym sercu, całkiem trafnie uchwycone zostało w fortepianowym, lekko „fałszującym” motywie słyszanym w Something's Not Right. Wsparta gitarowym fuzzem melodia nabiera tutaj większej dosadności w przekazie, choć w zderzeniu się w filmowymi kadrami jej moc sprawcza rozbija się o dosyć słaby miks, spychający całość w mało istotne tło. O wiele lepiej wyeksponowana wydaje się melodia towarzysząca początkowym scenom podróży Rachel. Tutaj uwagę koncentruje motyw słyszany w Riding the Train, który dosyć szybko ustępuje miejsca wizytówce tematycznej wspomnianej wyżej postaci. Uginana pod ciężarem licznych, niespokojnych fraz, dosyć często powraca jednak w niezmienionej formie, tudzież w „pijanym”, fortepianowym wykonaniu. Wyjątkiem może być tutaj utwór Wasted, gdzie ciężar prowizorycznej dramaturgii przerzucany jest na mocne, gitarowy frazy.

Troszkę większą autentycznością w kreowaniu poszczególnych emocji poszczycić się może motyw przypisany małżeństwu Toma i Anny. Pozornie idealny związek trawi próchno licznych ekscesów Toma, które stopniowo odkrywa jego małżonka. Momentem zwrotnym, od którego melodia ta nabiera większego znaczenia, jest The Perfect Couple / Password. Krzyżujące się wątki trzech kobiet: Anny, Rachel i Megan będą stopniowo przenosić ten idiom tematyczny na szerszy kontekst w opisywaniu filmowej rzeczywistości. Niestety nie zniweluje to przeświadczenia, że wszystko to już kiedyś słyszeliśmy…

I analogicznie, im dalej zagłębiamy się w tę ilustrację, tym bardziej dochodzimy do wniosku, że kompozytor niczym nowym nas tutaj nie zaskoczy. W odpowiedzi na to znużenie przychodzi druga część soundtracku, w której do głosu dochodzą żeńskie wokalizy. Swoistego rodzaju inicjacją z tymi miałkimi, ale urozmaicającymi treść zabiegami, przeżywamy w utworze Missing Time. Większe znaczenie zyskują w mocnym finale, kiedy dawkowane w bardziej czytelny sposób (Self Defense) faktycznie mają tutaj wpływ na emocjonalną wymowę ilustracji. I w takim też duchu – z nutką pozytywnego wydźwięku – kończymy dłużącą się niemiłosiernie przygodę z albumem soundtrackowym w Resolutions i The Girl On The Train - Main Titles

Owszem, można mieć wiele obiekcji do podejścia Elfmana i do ogólnej estetyki stworzonej przez niego muzyki. Pójście w Reznorowo-Rossową stylistykę było z jednej strony bardzo wygodne, aczkolwiek już na wstępie odcięło ścieżkę dźwiękową od emocjonalnej głębi. A tematyka filmu dawała spore pole do popisu pod tym względem. Niemniej, mimo tych wszystkich problemów i niedoskonałości, ilustracja Elfmana zdaje się spełniać swoje podstawowe funkcje w kreowaniu posępnej, minorowej atmosfery. Ale czy w dobie szerokiej dostępności do elektronicznych środków muzycznego wyrazu, tak utalentowanemu kompozytorowi, jak Danny Elfman, przystoi operować na niezbędnym minimum? Na to pytanie każdy słuchacz będzie sobie musiał odpowiedzieć indywidualnie.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Riding the Train (04:05)
  • 2. Something's Not Right (02:31)
  • 3. Megan (01:45)
  • 4. Rachel (02:32)
  • 5. Stolen? (00:46)
  • 6. 3 Women (01:35)
  • 7. All F*cked Up! (02:28)
  • 8. Wasted (02:11)
  • 9. Missing Time (02:04)
  • 10. Day One (00:47)
  • 11. Deviled Eggs (00:57)
  • 12. Touch Myself (01:37)
  • 13. Uncertainty (00:57)
  • 14. The Perfect Couple / Password (02:46)
  • 15. I'm Sorry (05:03)
  • 16. A Sad Liar (01:38)
  • 17. You're Always Wasted (02:10)
  • 18. Memory (06:20)
  • 19. Really Creepy (04:03)
  • 20. Just Desserts (00:58)
  • 21. Self Defense (02:21)
  • 22. Resolution (01:12)
  • 23. The Girl On The Train - Main Titles (01:09)
Czas trwania: 51:55
Komentarze
Koper 2017-01-15
17:03
Chaotyczny film, nijaka, nieciekawa muzyka. Jako taki ten ostatni kawałek i w sumie tyle dobrego.
Franciszek 2017-01-15
17:23
Następny film Elfmana to chyba gówniany Grey. Może tam Danny pozamiata.
Mystery 2017-01-15
17:48
Po filmie nieco nabrało to kolorytu, ale to nadal mało frapująca ilustracja z rzędu Reznor/Ross wannabe.
Mefisto 2017-03-04
19:03
Temat przewodni nawet daje radę. Reszta niestety nie daje. Może Danny, wzorem bohaterki, pisał na kacu? 2,5 niech ma.
Radosław Ostrowski 2018-08-13
23:20
Elfman może i naśladuje styl oscarowego duetu RR, jednak na pewno robi to lepiej. Choć przyznaje, że "Dziewczyna" jest wymagającym scorem, spełniającym swoje zadanie. Naciągane 3.

Girl on the Train, the (Dziewczyna z pociągu)

Kompozytor:

  • Danny Elfman

Muzyka dodatkowa:

  • Michael Tuller

Dyrygent:

  • Pete Anthony

Orkiestrator:

  • Steve Bartek
  • Edgardo Simone
  • David Slonaker

Soliści:

  • Petra Haden, Melisa McGregor (wokal)

Wydawca:

  • Sony Music (2016)

Producent:

  • Danny Elfman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie