Szukaj: w


recenzje

Miss Peregrine's Home For Peculiar Children (Osobliwy dom Pani Peregrine)



Miss Peregrine's Home For Peculiar Children (Osobliwy dom Pani Peregrine) to najnowszy film Tima Burtona, będący adaptacją popularnej książki Ransoma Riggsa. Opowiada on historię młodego i trochę wyobcowanego chłopaka Jacoba, który wyrusza na jedną z walijskich wysepek w poszukiwaniu tytułowego domu Pani Peregrine. Zna go on z opowieści swego dziadka, który twierdził, że w nim mieszkał wraz z grupą dzieci o niezwykłych zdolnościach. Fantastyczne historie dziadka okazują się prawdzie i Jacob odnajduje tajemniczy dom z jego mieszkańcami i ich opiekunką Panią Peregrine. Magiczne miejsce, schowane w skomplikowanej pętli czasu, nie jest jednak bezpieczne przed siłami ciemności, z którymi Jacob z nowymi, niezwykłymi przyjaciółmi będzie musiał się zmierzyć.

Tak mniej więcej przedstawia się fabuła najnowszego obrazu Tima Burtona. I od razu warto zaznaczyć, że bardzo niesprawiedliwym byłoby nazwanie go "X-Menami w świecie magii". Choć naturalnie dom dla osób o niezwykłych zdolnościach brzmi znajomo.
Jak to zwykle u Burtona bywa, film jest dopieszczony od strony wizualnej i czuć w nim magię i wyobraźnię. Oczywiście niektórzy mogą krytykować Amerykanina, że znowu mamy wyalienowanego bohatera, który nie może znaleźć akceptacji w normalnym świecie. Tak samo jak i są też tacy, którym specyficzny styl amerykańskiego filmowca, mógł się przejeść. Według mnie Miss Peregrine's Home For Peculiar Children jest przyjemnym, familijnym filmem fantasy z typowymi burtonowskimi elementami grozy.



Swego czasu przyjęło się żartować, czy też krytykować zgryźliwie Tima Burtona, że w każdym jego filmie musi pojawić się Johnny Depp, Helena Bohnan-Carter, bohaterowie muszą mieć bardzo blade twarze, a za muzykę odpowiadać ma Danny Elfman. W przypadku Miss Peregrine's Home For Peculiar Children tylko blade lica pozostały. Brak Johnny'ego Deppa nie jest nawet takim zaskoczeniem, jak brak Danny'ego Elfmana, z którym łączy z Timem Burtonem ponad 30 lat współpracy, z drobną przerwą na rzecz Eda Wooda w 1994 roku, kiedy to oprawą muzyczną zajął się Howard Shore. Jako powód tamtej "przerwy" podaje się często wyczerpującą pracę przy Nightmare Before Christmas, która sprawiła, że panowie musieli trochę od siebie "odpocząć". Nieobecność Elfmana przy Miss Peregrine's Home For Peculiar Children jest duża bardziej tajemnicza i właściwie trudno mi powiedzieć, dlaczego do niej doszło. Tak samo dlaczego stanowisko kompozytora... O przepraszam, kompozytorów objęli Mark Higham i Matthew Margeson?

Margesona mogą niektórzy kojarzyć w związku z jego współpracą z Henrym Jackmanem (Kingsman: The Secret Service, Kick Ass 2) oraz sympatycznym elektronicznym, retro-scorem Eddie The Eagle. Higham jest już większą niewiadomą i to mimo wieloletniej pracy w branży. Pewnie dlatego, że do tej pory zajmował się głównie montażem dźwięku i sporadycznie muzyką dodatkową. I co może pozwoli trochę zrozumieć ten angaż, pracował on często z Dannym Elfmanem przy filmach Tima Burtona.



Wielką niewiadomą było jak obaj kompozytorzy odnajdą się w świecie Tima Burtona, który i muzycznie był zawsze charakterystyczny i nie mniej oryginalny? Jak sprostają i poradzą sobie ze spuścizną Danny'ego Elfmana? Nie uwłaczając obydwu brytyjskim kompozytorom i ich talentowi, ale aż tak wielkiego doświadczenia i wyrobionego własnego stylu w branży jeszcze nie mają. Dlatego też nie powinno dziwić, że słuchając Miss Peregrine's Home For Peculiar Children można poczuć jak duch Elfmana unosi się nad całą ścieżką. A może to po prostu muzyczny styl filmów Burtona? Mamy więc trochę magii, trochę gotyckiej grozy i niby wszystko zdaje się pasować, ale gdzieś brakuje w tym elfmanowskiego pazura i szaleństwa.

Na pierwszy rzut oka, czy też bardziej ucha soundtrack Marka Highama i Matthew Margesona zdaje się być idealny do tego typu fantasy filmu. Brytyjscy kompozytorzy postawili w pierwszej linii na klasyczne brzmienie orkiestry, czasami wspomagane chórem, ze sporadycznym wykorzystaniem elektroniki (poza jednym kawałkiem, ale o tym później). Ważną rolę odgrywają przy tym dzwoneczki, dzwony rurowe, harfa, flety, czy też organy. Ich dźwięk doskonale oddaje tajemniczy jak i magiczny charakter tytułowego domu i jego niesamowitych mieszkańców. Najróżniejsze stukania od razu kojarzą się z tykającym zegarkiem. I skojarzenie jest to jak najbardziej na miejscu zważywszy, że motyw czasu jest w tym filmie bardzo ważny. Choć może oczywisty, ale jednak udany zabieg.

Sam soundtrack możemy podzielić na dwie części. Pierwsza to ta tajemnicza magiczna, gdzie poznajemy ten świat, dom Pani Peregrine i grupę "osobliwych dzieci". Druga zaś jest mroczna, niepokojąca, przepełniona muzyką akcji i tyczy się potwornych zjaw i mrocznego Barrona granego przez Samuela L. Jacksona będącego w 100% Samuelem L. Jacksonem. I znowu, niby pod względem wykonania ścieżka ta prezentuje się i brzmi dobrze. Jednak czegoś jej brakuje... Jak chociażby wyrazistego motywu przewodniego i rozbudowanej bazy tematycznej.

Filmy Tima Burtona zawsze otwierały napisy początkowe. Dawniej to może nie było nic szczególnego, ale współczesne kino, szczególnie wielkie produkcje, rzadko z nich korzystają. Amerykanin pozostaje jednak wierny swojej tradycji i Miss Peregrine's Home For Peculiar Children takowe napisy początkowe posiada. Jednak jak dawniej były one dobrą okazją aby Danny Elfman mógł się wyszaleć i zaprezentować jakiś wyrazisty motyw dla całego filmu, tak tym razem tytułowy utwór Miss Peregrine's Home For peculiar Children pozostawia raczej obojętnym. Higham i Margeson postawili bardziej na brzmienie rodem z thrillerów. I w sumie nie jest to złe podejście, gdyż książka Ransoma Riggsa klasyfikowana jest też jako thriller z elementami fantasy. Plus ta niepokojąca, tajemnicza muzyka dobrze współgra z klimatycznymi napisami początkowymi, utrzymanymi w duchu starych czarnobiałych fotografii. Jednak trudno ją zaliczyć do szczególnie wyrazistych, jak i zresztą cały score, co jest kompletnym przeciwieństwem do tego, do czego zazwyczaj przyzwyczaił nas Elfman u Burtona. Oczywiście nie oznacza to, że ta ścieżka dźwiękowa nie posiada żadnej bazy tematycznej. Omawiany tutaj otwierający utwór zawiera kilka motywów, które przewijają się przez cały score. A więc znowu pod względem struktury i pomysłu jest to przemyślana praca, która niestety nie wybija się ponad poprawną ilustrację.



Właściwie zagłębiając się i dokładnie słuchając płyty z czasem łatwiej wyłapać te wszystkie motywy i ukryte tematy. Niestety w samym filmie muzyka rzadko wychodzi poza ramy bezpiecznej ilustracji. Poprawnie buduje tworzy klimat, czy to ten magiczny, czy też ten grozy. Ale jednak przez większość czasu pozostaje jakby ukryta, tylko sporadycznie wybijając się na pierwszy plan. Jak chociażby w uroczym kawałku Squirrel Rescue gdzie możemy na płycie jak i na ekranie poczuć odczuć magię tego świata i jego bohaterów. Najjaśniejszymi momentami na albumie, a w szczególności w obrazie są te związane z zatopionym liniowcem "Augusta". W utworze The Augusta ilustrującym nurkowanie do owego wraku otrzymujemy ciekawą aranżację głównego motywu. O ile w napisach początkowych wydawał się jeszcze niemrawy, tutaj otrzymujemy jego energiczną, magiczną, a wręcz epicką wersją. Pędzące smyczki, piękny dźwięk harfy i delikatny chór tworzą idealną mieszkankę do zilustrowania tej wyróżniającej się w filmie sceny. Kawałek Rising The Augusta skręca już trochę w regiony muzyki akcji rodem ze szkoły RCP Hansa Zimmera. Trzeba jednak przyznać, że coś jest w tej metodzie, gdyż znowu otrzymujemy jeden z wyrazistszych momentów w filmie, gdzie aż chce się z niezwykłymi dziećmi podnieść z dna morza wielki okręt i ruszyć ku przygodzie.
Jeżeli zaś chodzi o tę mroczniejszą stronę tej ścieżki dźwiękowej, to na uwagę zasługują i też dobrze wypadają w obrazie takie kawałki jak Barron's Experiment , Barron Revealed, czy Hollow Attack. Związane są one jak tytuły wskazują z głównym złoczyńcą granym przez wspomnianego Samuela L. Jacksona. Można wręcz odnieść wrażenie, że Mike Higham i Matthew Margeson znowu starają się podążać ścieżkami wytyczonymi przez Danny'ego Elfmana. Oczywiście z jego mroczniejszych ścieżek do horrorów ze Sleepy Hollow na czele. I trzeba przyznać, że miejscami nawet nieźle im to wychodzi.

Znamiennym jest, że jeden z najbardziej wyrazistych momentów na płycie jak i w filmie, jest zarazem tym, który może budzić wśród słuchaczy jak i widzów największe kontrowersje. Chodzi o utwór Handy Candy, który brzmi jak żywcem wyciągnięty z muzyki dance i rave z lat 90tych. Co więcej ilustruje on potyczkę złoczyńców z armią pobudzonych do życia szkieletów. Cała scena jest oczywistym nawiązaniem do słynnej sceny z Jason and the Argonauts z 1963 z niezapomnianymi efektami Ray'a Harryhausena. Ba, Tim Burton nawet korzysta z animatroniki, aby jak najbardziej zbliżyć się do tego klasyka. Dlaczego więc Mike Higham i Matthew Margeson poszli w dance, zamiast oddać hołd Bernardowi Herrmannowi? Ano dlatego, że dzieje się ona w wesołym miasteczko na promenadzie w Blackpool, watą cukrową, słodyczami, popcornem, neonami, błyskotkami i całą masą kolorowo-lukrowych rzeczy. Osobiście uważam ją za jedną z ciekawiej, a chyba w pierwszej linii, zabawniej zilustrowanych scen w tym filmie. Taką, która najbardziej zapada w pamięci i wyróżnia się na tle reszty score. Przy czym jestem w stanie zrozumieć, tych którzy uznają, że z tym ravem brytyjski duet trochę przesadził. Zwłaszcza, że na płycie w ogóle się ten kawałek nie odnajduje, a wręcz pasuję do reszty klasycznego materiału jak pięść do oka.

Trudno powiedzieć, czy Danny Elfman poradziłby sobie lepiej z umuzycznieniem Miss Peregrine's Home For Peculiar Children? Może skomponowałby, bardziej wyrazisty główny motyw, którego ewidentnie tej ścieżce brakuje. Jednak nie można też powiedzieć, że to całkiem nieudany debiut Mike'a Highama i Matthew Margesona w filmie Tima Burtona. Wręcz przeciwnie brytyjscy kompozytorzy dobrze dopasowali się do specyficznego stylu ekscentrycznego reżysera. Stworzyli oni ładny score, dawkując elementy magii i horroru. Tylko wszystko to zdaje się być tak dokładnie przemyślanie, takie poprawne, takie od linijki, że aż ulotne. Miejmy nadzieję, że to tylko taka zbytnia ostrożność debiutantów. A tak naprawdę po seansie zostaje głównie świetna piosenka Florence + The Machine Wish That You Were Here. Panowie Higham i Margeson współpracowali zresztą z niesamowitą Florence Welch przy tym kawałku, który pojawia się na napisach końcowych. Jest to naprawdę wspaniała piosenka, świetnie wykonana, oddająca doskonale przesłanie i magię filmu. Niestety nie znalazła się ona na oficjalnym soundtracku wydanym przez La-La-Land Records. I tak jak Florence śpiewa "Wish That You Were Here..." tak i ja bardzo bym sobie życzył, aby ten utwór znalazł się na płycie. Wtedy byłbym nawet skory zawyżyć troszkę ocenę końcową. A tak pozostaje pewien niedosyt i jak na Osobliwy dom Pani Peregrine to trochę brakuje tej osobliwości.



Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Miss Peregrine's Home for Peculiar Children (2:46)
  • 2. Bedtime Stories (2:11)
  • 3. Arrival at the Island (2:26)
  • 4. A Place Like This (1:43)
  • 5. Squirrel Rescue (2:31)
  • 6. Enoch's Dolls (2:31)
  • 7. Projecting Dreams (1:44)
  • 8. The Augusta (5:24)
  • 9. I'll Be Here Forever (2:32)
  • 10. Barron's Experiment (5:36)
  • 11. Barron Revealed (2:45)
  • 12. Surprise Visitor (4:52)
  • 13. Hollow Attack (5:24)
  • 14. Raising the Augusta (2:09)
  • 15. Blackpool (2:36)
  • 16. Standoff at Blackpool Tower (3:15)
  • 17. Handy Candy (3:28)
  • 18. Ymbrynes, Ymbrynes, Here I Come (4:08)
  • 19. Peculiars vs Wights (3:28)
  • 20. Two Jakes (2:16)
  • 21. Go to Her (6:16)
Czas trwania: 70:09 minut
Komentarze
Franciszek 2016-11-18
19:47
"...muzyki akcji rodem ze szkoły RCP Hansa Zimmera" To znaczy walenie w gary w stylu: BRRRAAWWRWRRMRMRMRMM! i nie ma znaczenia czy sceny akcji różnią się od siebie. Wydźwięk zawsze będzie taki sam.
Mefisto 2016-12-02
16:30
Taaa, trója. Jest poprawnie i nawet idzie zawiesić ucho na kilku kawałkach - taki przeciętniak z aspiracjami.
Mystery 2016-12-08
17:07
Jak na takie nazwiska, to całkiem dobrze udało się tu zastąpić Elfmana. Co prawda brakuje tu najbardziej bardziej wyrazistego tematu przewodniego, którego Danny w sumie mógłby tu podrzucić, ale ujmy nie ma i sporo tu jasnych momentów, czasami jak w "Handy Candy" pozytywnie zaskakujących. Pierwsza połowa tajemnicza i klimatyczna, później gdy wkracza akcja robi się bardziej rzemieślniczo, ale ogólnie muza trzyma właściwy poziom, choć soundtrack jest zdecydowanie za długi, choć z uwagi na dobre spisywanie się na ekranie, niech będzie już ta dodatkowa połówka.
Koper 2017-01-07
14:37
Średniak. Ma w filmie parę momentów, ale "Handy Candy" w scenie na lodzie to totalne nieporozumienie. Zabija całą dramaturgię sceny i robi z tego jakiś pokraczny teledysk.
Wawrzyniec 2017-01-10
20:25
To już chyba po prostu kwestia odbioru. Dla mnie i jak widzę Mystery'ego "Hard Candy" było czymś wyróżniającym się. To był jeden z tych nielicznych momentów gdzie naprawdę zacząłem zwracać na muzykę uwagę.
Koper 2017-01-12
17:36
Walnęli by disco polo, też byś zwrócił uwagę, ale chyba nie w tym rzecz... ;)

Miss Peregrine

Kompozytor:

  • Mike Higham
  • Matthew Margeson

Dyrygent:

  • Tim Davies

Orkiestrator:

  • Tim Davies
  • Jeremy Levy
  • Andres Montero

Wydawca:

  • La-La Land Records (2016)

Producent:

  • Mike Higham
  • Matthew Margeson

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie