Szukaj: w


recenzje

Pride and Prejudice (Duma i Uprzedzenie)


Przyznam się bez bicia, że długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego Amerykanie tak zachwycają się Dario Marianellim. Po wnikliwym przesłuchaniu "Dumy i Uprzedzenia", wydaje mi się, że chyba znalazłem na to odpowiedź… Udzielę jej jednak pod koniec tej recenzji…

Tyle już napisano o samym filmie, z którego pochodzi ta ścieżka dźwiękowa, że nie zamierzam się zagłębiać w jego analizę i ocenę. Dość wspomnieć, że jest to kolejna ekranizacja wiktoriańskiego romansidła pani Jane Austen, tym razem kładąca nacisk na prawdziwość (na potwierdzenie mych słów niech służy ciekawostka, iż aktorzy i aktorki pozbawieni zostali hollywoodzkiego makijażu. Liczył się pełen naturalizm). Aby wzmóc atmosferę realizmu, a jednocześnie uwiarygodnić, że akcja dzieję się w wieku XIX, reżyser zażądał od kompozytora odpowiedniej oprawy muzycznej. Nie mogła to być żadna "mediaventurowska papka" dla miłośników Vivy i MTV, papka świetnie słuchalna na soundtracku, ale łamiącą pracowicie wypracowaną przez scenarzystów, charakteryzatorów i operatorów konwencję. Marianelli miał napisać soundtrack "historiozujący" (mimo wszystko wolę to określenie, od pokutującego w polskim internecie słowa "ścieżka historyczna", terminu semantycznie odnoszącego się raczej do czasu powstania, niż do zawartości) i zadanie to wykonał w 100%.

Na płycie otrzymujemy 17 utworów o niezwykłym, eklektycznym zabarwieniu. Kompozytor z dużą swobodą czerpie z Schuberta, Dvoraka, Purcella (utwór A Postcard To Henry Purcell to nic innego jak adaptacja jednego z utworów tego wybitnego kompozytora), Chopina i przede wszystkim Beethovena (fortepianowe pasaże Jean-Yves Thibaudeta w Stars and Buttrelflies, The Living Sculptures of Pemberley - żywcem przypominają prześliczne frazy 5 koncertu fortepianowego). Brzmi to przyjemnie, lecz wszyscy mający problem z odbiorem muzyki klasycznej, w większej części dzieła Marianellego nie znajdą dla siebie żadnych apetycznych kąsków. Piszę w większości, albowiem mamy dwie grupy utworów – wyjątków. Pierwszym z nich są świetne, pełne dynamiki, momenty ilustrujące sceny tańca (Meryton Townhall, Another Dance, Can't Slow Down), drugim zaś jest tradycyjny, lajtmotiwowy marsz wojskowy z czasów wojny secesyjnej (The Militia Marches In).

To, co stworzył Marianelli to niezwykle przyjemna, eteryczna kompozycja, niestety jej prawdziwą jakość docenią jedynie miłośnicy XIX wiecznych, romantycznych klasyków. Kompozytor nie pokazuje nam tutaj bowiem swojego własnego indywidualnego stylu. Zachowuje się jak kameleon upodabniający się do wielkich poprzedników. W zasadzie w całej kompozycji mamy jeden wyjątek gdzie czujemy, iż mamy do czynienia z twórcą europejskim, w dodatku Włochem, przedstawicielem młodego, niezwykle utalentowanego pokolenia autorów muzyki filmowej. Mowa oczywiście o dwóch utworach dramatycznych (Darcy's Letter, Your Hands Are Cold). Przypominają one dokonania Paolo Buonvina, wzbogacone jednak o eklektyczne orkiestracje z minionej epoki. A jakże…

Czy jest to zatem płyta dobra? Chcąc udzielić jednoznacznej odpowiedzi dochodzimy do starego problemu, często pojawiającego się na portalach filmowych. Dla kogo przeznaczona jest właściwie ta kompozycja? Nie ulega wątpliwości, że jej podstawowym elementem jest bycie ilustracją. W filmie muzyka radzi sobie dobrze. Nie wiem czy do tego typu produkcji można byłoby napisać coś utrzymanego w innej konwencji. Żal natomiast, że Marianelli nie przemawia do nas swoim własnym głosem tylko wkłada w kompozycję (zaiste mistrzowsko zaadaptowane i zagrane) frazy wielkich twórców klasyki. Nie zmienia to jednak faktu, iż całość i tak prezentuje się po prostu dobrze. Ocena tej płyty zależy więc nieco od punktu siedzenia. Jeśli nie patrzelibyśmy na jej eklektyzm (zresztą mistrzowski) i brali pod uwagę jedynie walory artystyczne byłaby to kompozycja na 5. Niestety, jeśli chcemy być obiektywni musimy rozważyć także cały kontekst. A tutaj to co stworzył Marianelli prezentuje się chyba zbyt subtelnie, aby być muzyką popularną, ale też i zbyt eklektycznie aby uznać jego kompozycję za arcydzieło.

Wydaje mi się, że właśnie to zbilansowanie pomiędzy kulturą popularną, a muzyką artystyczną przyniosło kompozytorowi taki sukces w Hollywoodzie. Będąc jednocześnie Hollywoodzki (w wielu miejscach czujemy dotyk ilustracji rodem z wielkich dzieł choćby Barryego- End Credits), pozostaje klasykiem. To się podoba i jest stosunkowo świeże na gruncie, coraz bardziej operującej kliszami, muzyki zza oceanu. Nic więc dziwnego, że młody włoski twórca nie tylko ma dobrą prasę branżową, ale także zgarnia wyróżnienia (choćby nominacja do tegorocznych Oskarów). Co ciekawe wśród nominowanych wcale nie ma pozycji straceńca, wyróżnionego jedynie ze względu na jakość filmu. Jego muzyka prezentuje się naprawdę dobrze i jeśli miałbym wybierać, to zaraz po "Wyznaniach Gejszy" Johna Williamsa postawiłbym właśnie "Dumę i Uprzedzenie". Kompozycję może i eklektyczną, może nie dla każdego, niemniej jednak w niekłamany sposób klasycznie uroczą.



Autor recenzji:  Łukasz Wudarski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Komentarze
Mefisto 2006-03-05 15:50
Dokładnie - muzyka ładna, ale nic ponadto. Nie zapisuje się jakoś specjalnie w pamięci, ale też i nie razi pod żadnym względem. Wzorcowy przykład czystego rzemiosła z odrobiną serca.
Tomek 2006-03-05 16:19
OK, wszystko rozumiem, tylko czy recenzent zapoznał się z Bracmi Grimm? Bo takie szufladkowanie Marianelli'ego też jest krzywdzące. Niby powinniśmy szukać i cieszyć się z "nowych głosów", tym bardziej jeżeli pochodzą z Europy, ale też nie można od razu stawiać krzyżyka. Warto poczekać i zobaczyć co ma do powiedzenia Dario.
Babuch 2006-03-05 16:52
Recenzent bardzo dobrze zna barci Grimm.To że nie wspominam o niej w tej recce o niczym nie świadczy. Zresztą zamierzam wkrótce popełnić tekst właśnie o tym soundtracku pana Marianellego. Tylko problem w tym, że ja nie widzę w tej ścieżce niczego zachwycającego (zachwycającego Braciach). W dalszym ciągu podtrzymuję opinię, że jest to Hollywood po europejsku. Ale cały czas Hollywood. Oczywiście z dużą doża klasycznych wstawek. Powtarzam jednak nie: sądzę, aby to Marianelli był tym co Europa ma najciekawszego do zaoferowania. Kompozytor ten wstrzela się po prostu w pewien nurt, na który jest w tej chwili popyt wśród skonwencjonalizowanej twórczości amerykańskiej. Poza tym ja w moim tekście nigdzie nie piszę, że stawiam na Marianelli krzyżyk. Cały czas wierzę, że może uda mu się skomponować dzieło, które mnie zachwyci. Natomiast to co dotąd słyszałem (Bracia Grimm, Duma i Uprzedzenie, The Warrior) w żaden sposób mnie nie zachwyciło. Marianelli jest dla mnie taką włoską wersją Briana Tylera. Dobrego eklektyka. O ile jednak Tyler ma mistrzów wśród wielkich tuzów Hollywoodu, Marianelli widzi ich raczej w klasykach. Być może dlatego w mojej opinii stoi nieco wyżej niż twórca Constantine.
Marek 2006-03-05 20:36
Marianelli Tylerem? Może w przyjętej konwencji, ale pan Brian wydaje mi się zbyt prostacki, bez urazy, przy dość wyrafinowanym Włochu. A już na pewno poszukiwania wśród klasyków dają efekty ciekawsze niż odgrzewanie po raz n-ty Goldsmitha i spółki... Pozdrawiam!
Tomek 2006-03-05 21:03
Eeee... Łukasz myślę, że trochę za wybredny jesteś. Gdyby Marianelli spełniał warunki jakie narzucasz dalej by siedział gdzieś w tej Anglii i terminował, może jakiś mecenas sztuki by go wypatrzył... No cóż, wszystko rozbija się o nasze oczekiwania. Ja w większości nie szukam w muzyce filmowej wielkiej sztuki i totalnej oryginalności, przede wszystkim ma sprawić mi satysfakcję. Jeżeli kompozycja i pewni kompozytorzy zachowują pewien jakościowy poziom i potrafią dać satysfakcję - jestem zawsze ZA i na tak. Porównanie warsztatu Marianelli'ego z Tylerem to jak Marek zauważył duża przesada. Żeby nawet zaadaptować klasykę w umiejętny i klasowy sposób trzeba również pewnych umiejętności i wrażliwości, wręcz pewien jestem że takiemu Tylerowi by ich zabrakło. Nie wiem również dlaczego widzisz coś złego w pewnych trendach lansowania nierzadko o wiele bardziej uzdolnionych kompozytorów europejskich na rynku amerykańskim. Historia mówi sama za siebie - Jarre, Morricone, Rota, Delerue i inni nigdy by nie zrobili takiej kariery i popełnili takich arcydzieł gdyby nie to że Hollywood dało im szansę. Nie chcę zabrzmieć jak agigator tego choreńkiego środowiska ale takie są fakty. Dlatego cieszy mnie bardzo że taki Desplat, Marianelli (swego czasu swoje pięć minut mieli (szkoda że to już czas przeszły) Polacy) zabiera miejsca pracy kolejnym Tylerom i Ottmanom. Od czasu do czasu popełnią pewnie też jakiegoś gniotka, ale w większości przypadków będą przynajmniej klasę ciekawsi i świeżo-brzmiący od ich amerykańskich, przemęczonych kolegów. I o wiele większa szansa, że ich w ogóle usłyszymy.
Babuch 2006-03-05 22:21
Jejka. My się chyba nie rozumiemy. Mnie też cieszy, że to nie Tyler jest nominowany, a właśnie Marianelli. Ciągle podtrzymuje, że jeśli nie Williams, to właśnie Włoch najbardziej na Oskara zasłużył, ale nie zmienia to faktu, że w Europie mamy ciekawszych twórców niż pan Dario (Coulais, Bosso, Buonvino, Guerra, Frisina, Amar etc). Rozumiem tez że aby cos osiągnąć Włoch musiał nieco zbarbaryzować swój styl, zbanalizować paletę aby mogła się spodobać amerykanom. Ale czy jako recenzent mam mu tego nie wytykać? Pisać, że wszystko jest cacy i w ogóle. Tak samo było z naszym Kaczmarkiem. Co do porównania do Tylera. Może mnie trochę poniosło retorycznie, bo oczywistym jest fakt że Tyler jest przy Marianellim nieco nieociosany, niemniej jednak chodziło mi o istotę. Oni (amerykanie powielają swoich mistrzów) Dario sięga do klasyki. Ergo nikt nie tworzy, wszyscy małpują. Czy to jest zdrowe? Hm nie sądzę.
Mefisto 2006-03-05 22:55
Tyler zbyt prostacki ?! Z całym szacunkiem, ale proszę posłuchać jego najlepszych ścieżek: The Greatest Game Ever Played, The Last Call czy osławione Dzieci Diuny - nie powstydziłby się ich ani Marianelli, ani nawet ktoś pokroju Hornera.
Babuch 2006-03-05 23:16
Oczywiscie ze nieco prostacki... Chciałbym może przypomnieć co Tylerowi posluzylo za wzór do The Greatest Game... tarararara Legends of the fall. Hornera. Chamska zrzynka. Nic mi tu nie usprawiedliwy temp track. W porownaniu z Dariem jest więc jednak chyba prostacki.
Mefisto 2006-03-05 23:28
Ja wiem czy taka chamska - mnie się praca Tylera znacznie bardziej podoba od hornerowskich Legendsów. Inna sprawa, że Tyler zwykle obraca się w kręgach elektroniki, a Dario raczej nie, niemniej jednak póki co to Tyler ma lepsze dokonania mimo wszystko. Oczywiście nie skreślam jego przyszłości - kto wie, może przerośnie Tylera i całą resztę.
Tomek 2006-03-06 10:25
Skądże, rozumiemy się doskonale. De gustibus non est disputandum. Pozdrawiam
Słowik 2006-03-21 15:36
Po prstu "tylko" piękna muzyka...nic więcej,zero zachwytu.
Marta 2007-05-12 19:30
A jak dla mnie to 5. Bardzo mi ta muzyka przypadła do gustu, jest taka delikatna, nastrojowa i bardzo pasuje do filmu. Mnie osobiście zauroczyła, lecz mam świadomość, że nie każdy podziela moje zdanie.
Kacha 2008-05-20 14:32
Piękna muzyka, szczególnie "Mrs. Darcy". Miło się słucha ścieżki z "Amelii", "pana Magorium cudowne Emporium" i "Zakochanej Jane".
M 2010-04-26 18:39
Eklektyzm i eklektyzm... Pan się powtarza. Muzyka nieziemska, trafiająca prosto w serce. To mi wystarczy...
Adam 2010-05-21 15:41
piękna muzyka...
Mieszko 2013-09-08 14:20
Marianelli z nominacją do Oscara?! Boże, widzisz (słyszysz) i nie grzmisz!
jacek35 2013-09-08 15:07
Ty już przestań z tym Oscarami, bo to nudne już.
Marek 2013-09-08 21:44
Sie zastanawiam po kiego grzyba on tyle pisze (po kilkanaście komentarzy każdego dnia!)? I dla kogo? Bierze sobie jakiegoś kompozytora (tak jak teraz za Kaczmarka wziął się od wczoraj) i wypisuje komentarze na temat jego muzyki tak długo aż nie 'oceni' wszystkich jego płyt zrecenzowanych na tym portalu. Czy jemu się wydaje, że ktoś się z jego komentarzami w ogóle liczy? Czy pisząc tyle czuje się w ten sposób jakoś specjalnie dowartościowany? Nie rozumiem jaki to ma sens...
Mieszko 2013-09-08 23:10
Panie Marku! Piszę o muzyce filmowej, bo to lubię. Tak po prostu. A to, czy ktoś liczy się z moimi opiniami, nie jest dla mnie najistotniejsze. Jaki to ma sens? A czemu służy ten portal? Poza tym proszę nie przesadzać... Każdego dnia moich komentarzy jest kilka, a nie kilkanaście (od dłuższego czasu). Z tego, co Pan napisał, wynika, że jednak nie jest Pan ciekaw mojego zdania na temat Williamsa czy Goldsmitha. Czyżby ironia?
Marek 2013-09-09 07:49
Zależy to od tego jakiej treści będą to komentarze. Nie ukrywam, że Goldsmith jest moim ulubionym kompozytorem, więc jeśli będą to opinie w twoim stylu, typu 'wiatr nie porywa, lew jest zbyt łagodny' (Wiatr i Lew) no to raczej nie będę ich ciekaw.
Mieszko 2013-09-09 09:00
"The Wind and the Lion" akurat bardzo lubię. O tym jednak w swoim czasie.

Pride and Prejudice (Duma i Uprzedzenie)

Kompozytor:

  • Dario Marianelli

Dyrygent:

  • Benjamin Walfisch

Orkiestrator:

  • Benjamin Walfisch

Soliści:

  • Jean-Yves Thibaudet – fortepian
    Aidan Broadbridge
    Caroline Dale

Wydawca:

  • Decca (2005)

Producent:

  • Dario Marianelli

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie