Szukaj: w


recenzje

Letters from Iwo Jima (Listy z Iwo Jimy)



Luty 1945 roku. Wojna na Pacyfiku chyli się ku końcowi. Japończycy zdają sobie sprawę, że czeka ich niechybna klęska, lecz wciąż stawiają desperacki opór. 21 tysięcy żołnierzy fortyfikuje się na wyspie Iwo Jima, stanowiącej strategiczny punkt na mapie. Po ponad miesiącu zaciętych walk, Amerykanie pokonują cesarską armię. Giną prawie wszyscy japońscy żołnierze, w tym ich dowódca, gen. Tadamichi Kuribashi, który przez cały czas trwania starć wysyłał listy do swojej rodziny.

To właśnie one stały się podstawą dla scenariusza Listów z Iwo Jimy, drugiego filmu z cenionej dylogii Clinta Eastwooda. Tak, jak Sztandar chwały przedstawiał ten fragment historii II wojny światowej z perspektywy Amerykanów, tak tym razem słynny reżyser spogląda na tę samą batalię oczami Japończyków. Obydwa obrazy dzieli także stylistyka. Pierwsza produkcja była przede wszystkim dramatem, opowiadającym min. o powojennych losach żołnierzy. Listy z Iwo Jimy to już zdecydowanie bardziej kino wojenne, nie pozbawione jednak przy tym ładunku dramatycznego.

W stosunku do Sztandaru chwały roszada nastąpiła na stanowisku autora ścieżki dźwiękowej. Clinta Eastwooda zastąpił jego syn, Kyle, na co dzień zajmujący się jazzem (gra na gitarze basowej). Jego utwory pojawiały się już min. w Rzece Tajemnic i Za wszelką cenę, lecz jest to pierwszy film ojca, do którego skomponował całą muzykę ilustracyjną (później okrasił jeszcze Gran Torino oraz Invictusa). Tradycyjnie do pomocy zaprzęgnął Michaela Stevensa, z którym współpracuje nieprzerwanie od ostatniej dekady XX wieku.

Panowie skomponowali na potrzeby obrazu Eastwooda całkiem urokliwy temat przewodni, słyszany już podczas napisów początkowych. Nie jest to żadna wymyślna, czy oryginalna melodia, aczkolwiek pod tym względem wypada na pewno lepiej od prościutkiego motywu głównego ze Sztandaru chwały. Jest ona dość zdystansowana emocjonalnie, a jednak w jakiś sposób potrafi przyciągnąć uwagę odbiorcy. Tworzy ona coś na wzór elegii dla japońskich bohaterów, czy też hołdu złożonego ich odwadze i honorowi. Zresztą można odnieść wrażenie, że Eastwood i Stevens starają się ostrożnie nadać jej nieco azjatyckiego kolorytu. Jest to bez dwóch zdań najjaśniejsza idea muzyczna tej ścieżki dźwiękowej. Inna sprawa, że niestety nie ma ona praktycznie żadnej konkurencji.


Na resztę materiału skomponowanego na potrzeby Listów z Iwo Jimy należałoby najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Poza wieloma repryzami omawianego w poprzednim akapicie motywu głównego, soundtrack wydany nakładem wytwórni Milan Records nie ma nam w zasadzie nic więcej do zaoferowania. Ok, w paru miejscach kompozytorzy fajnie próbują wprowadzać melodię wiodącą w zawoalowanych aranżacjach, niemniej na dłuższą metę jest to zwyczajnie nudny, męczący i drażniący underscore, którego słyszeliśmy już tysiące razy, i do którego najpewniej nigdy nie będziemy mieli ochoty wracać.

W stosunku do albumu z muzyką ze Sztandaru chwały, recenzowany w tym tekście krążek wyróżnia się na plus jednym zasadniczym aspektem – zrezygnowaniem z wstawiania gdzie popadnie muzyki źródłowej. Tym razem decydenci ograniczyli tego rodzaju materiał do zaledwie dwóch ścieżek, w tym jednej piosenki śpiewanej przez chórek japońskich dzieci. Co prawda nie są to zbytnio interesujące utwory, niemniej wprowadzają trochę oddechu w ten skąpany w muzyce ilustracyjnej score. Tak na marginesie pisząc, na rynku dostępne jest jeszcze francuskie wydawnictwo z dodatkowymi dwoma wariacjami tematu głównego.

Czy ostateczną ocenę tej pracy uratuje aspekt oddziaływania w ruchomy kadrach? Jak przekonuje nas seans, podkład muzyczny nie odgrywa w filmie Eastwooda większej roli. To, że underscore ginie w natłoku sfx-ów, przez co nie zwraca na siebie większej uwagi, jest czymś generalnie normalnym. Szkoda jednak, że panowie tak rzadko mają okazję sięgać po jakże udany przecież temat przewodni. Jego funkcja zostaje bowiem sprowadzona przede wszystkim do melancholijnego otwarcia i zamknięcia obrazu Eastwooda. Jakkolwiek produkcja nie cierpi z powodu niedostatku ilustracji muzycznej.

Niestety Listy z Iwo Jimy Kyle'a Eastwooda i Michaela Stevensa mogą zadowolić jedynie najmniej wybrednych miłośników muzyki filmowej. Rzuca się w uszy prostota, monotematyczność i nadmiar underscore'u. W zasadzie odsłuch można by zakończyć po prezentacji tematu głównego w pierwszym utworze, a to już powinno nam dużo powiedzieć o tym soundtracku. Insza inszość, że film zwyczajnie nie dawał możliwości rozwinąć skrzydeł ścieżce dźwiękowej, aczkolwiek dla większości odbiorców to raczej marne pocieszenie.



Inne recenzje z serii:
  • Sztandar chwały

    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Czas trwania: 34:55
    Komentarze
    Marek 2016-04-12
    16:34
    Ale Main Titles ładne :)
    Mefisto 2016-04-15
    16:46
    Tak, prosta i mało wyrazista to ścieżka dźwiękowa, niemniej mimo wszystko lepsza od Sztandarów. Dwa z połówką niech idzie.
    lobo89 2016-04-18
    17:47
    Ładny temat przewodni. Reszta już nie jest tak ciekawa. Ale chyba twórcom chodziło właśnie oto. Przecież cały film jest stonowany i skupiony na grze aktorskiej niż na efektach wizualnych. To samo w Sztandarze ale mi bardziej przypadły do gustu Listy :)

  • Letters from Iwo Jima (Listy z Iwo Jimy)

    Kompozytor:

    • Kyle Eastwood
    • Michael Stevens

    Dyrygent:

    • Lennie Niehaus

    Orkiestrator:

    • Lennie Niehaus

    Wydawca:

    • Milan Records (2006)

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie