Szukaj: w


recenzje

Batman (Expanded Archival Collection)


Od dobrych kilku lat daje się zauważyć tendencję do stopniowego, aczkolwiek sukcesywnego zawłaszczania sobie rynku filmowego przez ekranizacje komiksowe. Mało kto jednak pamięta, że cały ten hype ma swoje początki w eksperymentatorskim filmie Tima Burtona z 1989 roku. Mowa oczywiście o pierwszym kinowym Batmanie, który pozwolił hollywoodzkim decydentom uwierzyć, że komiksowe historie, to istna kopalnia złota. Zanim jednak nastały czasy ostrej rywalizacji pomiędzy produktami spod szyldu Marvela i DC, zanim w kinie akcji zaczęła rządzić grafika komputerowa, to właśnie dobry pomysł w starciu z doskonałym warsztatem twórczym był swoistego rodzaju magnesem dla rządnej wrażeń widowni. A któż lepiej rozumiałby duszną, mroczną atmosferę Gotham, jak nie wirtuoz filmowej groteski, Tim Burton? Paradoksalnie, zarówno dla reżysera, jak i producentów, podejmowanie się tematyki komiksowej i to w tak specyficznej formie było podróżą w nieznane. Skromne sukcesy Amerykanina na poletku czarnych komedii wcale nie gwarantowały sukcesu finansowego, ale podjęte ryzyko zaowocowało gigantycznym, jak na tamte czasy zyskiem. Na tyle dużym, by snuć plany na rozbudowę podjętej serii.


Mimo wielu niewiadomych towarzyszących produkcji, jedno wydawało się pewne. Tim Burton chciał kontynuować rozpoczętą kilka lat wcześniej współpracę z kompozytorem Dannym Elfmanem. Niezwykle inspirujące sprzężenie zwrotne dwóch artystów zaowocowało kilkoma ciekawymi pracami (m.in. Sok z żuka), które być może nie zapisały się grubą czcionką w historii gatunku, ale niewątpliwie stanowiły istotny element filmowej narracji. Abstrahując od tych niezobowiązujących score’ów, Danny Elfman zabierając się za Batmana został postawiony w dosyć niekomfortowej sytuacji. Nikt bowiem wcześniej nie definiował języka muzycznego jaki miałby obowiązywać w spowitej mrokiem, komiksowej ekranizacji. Sam gatunek superhero naznaczony był już patetycznym znamieniem pracy Johna Williamsa do Supermana, ale Batman Burtona wyraźnie odcinał się od tego entuzjastycznego tonu. Trudności dostarczał również fakt, że obok kompozycji Elfmana funkcjonować miały także piosenki ówczesnych gwiazd popu – Michaela Jacksona oraz Price’a. Ten pierwszy ostatecznie zrezygnował ze współpracy zostawiając szerokie pole do popisu mniej popularnemu koledze z branży. Prince napisał wówczas 9 piosenek, z których, jak się później okazało, wykorzystano tylko trzy. Któż bowiem mógł się spodziewać, że muzyka ilustracyjna będzie miała tak dużą siłę oddziaływania, że zepchnie do lamusa liryczne wynurzenia idola nastolatków?

Kompozytor przystąpił do pracy już w chwili rozpoczęcia zdjęć. Odwiedził nawet plan w Londynie, co zainspirowało go do stworzenia w drodze powrotnej słynnego marszu (tematu przewodniego). Każdy kolejny element był ściśle konsultowany z reżyserem, dzięki czemu zagościło poczucie wzajemnego zrozumienia. A ukoronowaniem tego wszystkiego był powrót do Londynu w celu nagrania gotowej już partytury. Patrząc z perspektywy minionych lat na efekty tej pracy, tego, jak uniwersalna i ponadczasowa się ona stała, naprawdę trudno dziwić się euforycznym nastrojom ówczesnych odbiorców. Partytura Amerykanina świetnie odnalazła się bowiem pomiędzy wagnerowską dramaturgią, herrmannowską ekspresją, a należnym głównemu bohaterowi patosem. Temat przewodni skonstruowany w formie marszu, to genialne połączenie heroicznej, podniosłej fanfary z wyraźnie zaakcentowanym elementem grozy przypominającym niektóre horrory Złotej Ery. Genialna tematyka nie zakłóciła bynajmniej kontaktu z filmową rzeczywistością – bardzo ponurym, depresyjnym wręcz tonem wyrażanym za pomocą ascetycznych, atmosferycznych fraz. „Uroku” tej kompozycji dodają liczne karykatury dokonywane na głównym złoczyńcy, Jokerze. Wszystko to sprawia, że mimo ciężkiej, częstokroć gardzącej melodyką wymowy, ścieżka dźwiękowa do Batmana jawi się jako bardzo pomysłowe i barwne dzieło. Dzieło będące niekwestionowaną wizytówką warsztatu Danny’ego Elfmana.

Niemniej jednak, w dniu premiery filmu, na rynku muzycznym pojawił się krążek tylko z piosenkami Prince’a. Dopiero po sześciu tygodniach opublikowano album z muzyką ilustracyjną. 55-minutowy materiał zgromadzony na płycie od Warner Music okazał się doskonałą wykładnią tego, co w kompozycji Elfmana najlepsze. Aczkolwiek uważny słuchacz mógł bez problemu wychwycić drobne różnice między słyszanym w filmie materiałem, a tym umieszczonym na krążku. Autor albumowego miksu, Shaw Murphy, wykonał kawał doskonałej roboty, ale stale rozwijający się rynek kolekcjonerski zrodził potrzebę ukazania tej kultowej pracy w pełnym świetle. I tutaj z inicjatywą wyszła wytwórnia La-La Land Records, która dzięki rozpoczętej współpracy ze studiem Warnera, wypuściła w 2010 roku kompletne, limitowane do 5000 egzemplarzy wydanie tejże ścieżki dźwiękowej. Dwupłytowy specjał rozszedł się w błyskawicznym tempie – zupełnie zresztą, jak analogiczne wydawnictwo z Powrotu Batmana. Odpowiadając więc na stale utrzymujące się zapotrzebowanie rynku, ta sama wytwórnia w roku 2015 dokonała reedycji obu ścieżek w ramach jednego, czteropłytowego limitu. O ile zatem chałturnicze, zbiorcze wydanie jakoś mnie nie przekonuje pod względem wizualnym, o tyle nie jestem w stanie przejść obojętnie wobec świetnego designu pierwotnie opublikowanego „Expanded Archival Collection”. Rzecz błaha, wydawać by się mogło, ale dla estety bardzo istotna. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się jeżeli chodzi o jakość materiału muzycznego, bo jak się okazuje, oba wydawnictwa brzmią tak samo. I tutaj niestety należałoby poważnie skarcić wydawców za niedostateczną pracę nad oczyszczeniem taśm z wszelkiego rodzaju zaszumienia. W książeczce co prawda znajduje się notka, że materiał roboczy pochodził z wielu źródeł – starannie dobranych, by jakość nagrania była jak najlepsza – ale i tak ostateczny kształt takich precjozów rozbija się o pracę w studiu masteringowym.


Kompletna partytura skomponowana na potrzeby filmu zamyka się w niespełna 80-minutowym czasie prezentacji. W każdym innym przypadku z pewnością miałbym żal do wydawców, że proponując nam dwupłytowy kolos naciągają klienta na dodatkowe koszty. Ale w świetle zaistniałych różnic między filmowym, a albumowym słuchowiskiem, można to tylko traktować jako dodatkową atrakcję – zwłaszcza dla tych, którzy nie mają na swojej półce oryginalnego soundtracku z 1989 roku. Nie ma również sensu rozwodzić się nad detalami związanymi z bazą tematyczną, stylistyczną i wykonawczą, gdyż wszystko to zostało uwzględnione w recenzji wspomnianego wyżej albumu. Co zatem może nam zaoferować rozszerzone wydawnictwo La-Li, czego nie mógł zapewnić krążek Warnera?

O tym przekonamy się już na początku przygody z pierwszym dyskiem. Otwierająca film fanfara nieco różni się od tej zasłyszanej na oryginalnym krążku. Zmiany są dosłownie kosmetyczne, ale dla entuzjasty wychwytywania takich smaczków będzie to nie lada atrakcją. Podobnie sprawa się ma niemalże z każdym utworem eksponującym filmową wersję partytury. Trzeba przyznać, że pod wieloma względami jest to zupełnie inne doświadczenie odsłuchowe. Czy gorsze? Jeżeli weźmiemy pod uwagę dynamikę całości i kwestie melodyczne, to na pewno kompletna partytura nie wypada korzystniej. Większość materiału uzupełniającego soundtrackową treść jest w gruncie rzeczy mało odkrywcza. Jeżeli zaś skupimy się na samej narracji, to okaże się, że specjał La-Li o wiele dokładniej racjonalizuje podejmowane przez Elfmana koncepcje. Kompletna partytura z większą pieczołowitością eksponuje mroczne, gotyckie zakamarki score’u, co niekoniecznie wiązać się musi z nudą. Oto bowiem liczne głosy mówiące o hałaśliwej wymowie ścieżki z 1989 roku przestają tu mieć swoją rację bytu. Przerzucenie uwagi z utworów akcji na bardziej ilustracyjne fragmenty daje również sposobność docenienia licznych zabiegów dźwiękonaśladowczych skojarzonych z Jokerem oraz podkreślenia roli tematu miłosnego, który oparty został na linii melodycznej piosenki Prince’a, Scandalous. Dodatkowym atutem jest pedantycznie utrzymywana chronologia, która trzyma w ryzach bardziej ekspresyjną muzykę, ostrząc tym samym apetyt na spektakularny finał.

Skoro mowa o finalnej konfrontacji, to warto zaznaczyć, że wydanie La-Li nie daje nam wielu niepublikowanych wcześniej fragmentów akcji. Poza częścią wprowadzającą z początku Batwing II oraz niewykorzystanym Joker Flies to Gotham / Batwing I, a także półtoraminutowym rozwinięciem Showdown I, wszystko to już znamy – oczywiście w lekko różniącej się pod względem aranżacyjnym wersji. Podobnie jest z innymi znaczącymi utworami, jak chociażby Shootout ukazujące w pełnej krasie albumowe First Confrontation, ale i Roof Fight poprzedzone prawie dwuminutowym budowaniem napięcia. Z „nowych nabytków” warto wyszczególnić chociażby Vicki Spies and Flowers, gdzie przewodnia fanfara ubrana została w nietypowe, romantyczne szaty. Do grona moich ulubionych fragmentów zaliczyłbym również Vicki Gets a Gift oraz Alicia's Unmasking ukazujące fascynację kompozytora twórczością Herrmanna.

Fajną, choć niezobowiązującą ciekawostką będą bonusy dołączone do drugiego krążka. Poza alternatywnymi wykonaniami Main Title oraz wybranych utworów, znaleźć tam możemy również dwa fragmenty źródłowe stworzone przez Elfmana - News Theme oraz Joker Commercial. Ten drugi jest nam doskonale znany z oryginalnego soundtracku. Nowością będzie natomiast Joker's Muzak ostatecznie niewykorzystany w scenie, kiedy Joker niweczy plany wyznania Bruce’a na temat swojego podwójnego życia.

Przez wiele lat żyłem w przekonaniu, że z album Warnera jest jedyną słuszną formą prezentacji ścieżki dźwiękowej do Batmana. Pierwszy odsłuch kompletnego wydania La-Li również nie zmienił tego podejścia. Dopiero stopniowe odkrywanie na nowo tej partytury wraz z kolejnymi seansami pozwoliło docenić tę pracę jako całość. Wspaniałym wyzwaniem okazało się wyszukiwanie drobnych różnic aranżacyjnych między filmową a albumową wersją ścieżki dźwiękowej. Jedyne, co zawsze irytowało mnie podczas odsłuchu specjału od La-Li, to fatalna jakość dźwięku. W dobie wysoko rozwiniętej technologii pozwalającej na „resuscytację” nawet mocno nadgryzionych zębem czasu kompozycji, takie zaszumienie nie powinno mieć miejsca. Tym bardziej, że wydawcy mieli dostęp do wielu taśm źródłowych pozwalających na optymalizację działań rekonstrukcyjnych. Mimo tego szczerze polecam przynajmniej jednorazowy romans z omawianym tu delikatesem. Jeżeli nie przekona do zagłębienia się w treść partytury, to przynajmniej pozwoli rzucić nowe światło na znany już materiał.


Inne recenzje z serii:
  • Batman
  • Batman Returns
  • Batman Returns (Expanded Archival Collection)
  • Batman Forever
  • Batman & Robin

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    CD 1 (complete score):
    • 1. Main Title * (02:42)
    • 2. Family * / First Batman * / Roof Fight * (03:24)
    • 3. Jack Vs. Eckhardt * (01:37)
    • 4. p Building * / Card Snap * (01:54)
    • 5. Bat Zone * / Axis Set-Up * (01:55)
    • 6. Shootout * (05:42)
    • 7. Dinner Transition * / Kitchen Dinner * ** / Surgery * (03:00)
    • 8. Face-Off * ** / Beddy Bye * (03:59)
    • 9. Roasted Dude * (01:03)
    • 10. Vicki Spies And Flowers * (01:56)
    • 11. Clown Attack * (01:59)
    • 12. Photos * / Beautiful Dreamer * *** (02:30)
    • 13. Men At Work * (00:33)
    • 14. Paper Spin * / Alicia's Mask * (00:30)
    • 15. Vicki Gets A Gift * (01:13)
    • 16. Alicia's Unmasking * (01:10)
    • 17. Batman To The Rescue * / Batmobile Charge * / Street Fight * (04:25)
    • 18. Descent Into Mystery * (01:33)
    • 19. Bat Cave * / Paper Throw * (02:48)
    • 20. The Joker's Poem * (00:59)
    • 21. Sad Pictures * (00:38)
    • 22. Dream * / Challenge * / Tender Bat Cave * ** (04:28)
    • 23. Charge Of The Batmobile * (01:43)
    • 24. Joker Flies To Gotham (Unused Version) * / Batwing I * (00:31)
    • 25. Batwing II * / Batwing III * (06:02)
    • 26. Cathedral Chase * (05:07)
    • 27. Waltz To The Death * (03:58)
    • 28. Showdown I * / Showdown II * (05:05)
    • 29. Finale * ** (01:47)
    CD 2 (Oryginalny soundtrack z 1989 r.):
    • 1. The Batman Theme (02:37)
    • 2. Roof Fight (01:22)
    • 3. First Confrontation (04:43)
    • 4. Kitchen / Surgery / Face-Off ** (03:09)
    • 5. Flowers (01:51)
    • 6. Clown Attack (01:46)
    • 7. Batman To The Rescue (03:57)
    • 8. Roasted Dude (01:02)
    • 9. Photos / Beautiful Dreamer *** (02:31)
    • 10. Descent Into Mystery (01:33)
    • 11. The Bat Cave (02:35)
    • 12. The Joker's Poem (00:59)
    • 13. Childhood Remembered (02:43)
    • 14. Love Theme ** (01:30)
    • 15. Charge Of The Batmobile (01:41)
    • 16. Attack Of The Batwing (04:45)
    • 17. Up The Cathedral (05:05)
    • 18. Waltz To The Death (03:56)
    • 19. The Final Confrontation (03:48)
    • 20. Finale ** *** (01:46)
    • 21. Batman Theme Reprise (01:31)
    BONUS TRACKS:
    • 22. News Theme * (00:11)
    • 23. Joker's Commercial * (01:23)
    • 24. Joker's Muzak (Unused Version) * (01:15)
    • 25. Main Title (Alternate Version I) * (02:42)
    • 26. Photos * / Beautiful Dreamer (Alternate Version) * ** (02:33)
    • 27. Batman To The Rescue (Original Ending Version) * (00:52)
    • 28. Charge Of The Batmobile (Film Edit Version) * (01:47)
    • 29. Main Title (Alternate Version II) * (02:47)
    Czas trwania: 144:00

    * = materiał pierwotnie nieopublikowany
    ** = zawiera "Scandalous" [wyk.: Prince i John L. Nelson]
    *** = zawiera "Beautiful Dreamer" skomponowany przez S. Fostera
    Komentarze
    Michał Turkowski 2016-03-29
    14:36
    "Jedyne, co zawsze irytowało mnie podczas odsłuchu specjału od La-Li, to fatalna jakość dźwięku." - dlatego też warto zainwestować w BOX z 2014 roku - chłopaki dorwali się do lepszych źródeł i pierwszy Batman brzmi tam zdecydowanie lepiej niż wersja z 2010 ;) A score - arcydzieło.
    Tomasz Goska 2016-03-29
    14:39
    No właśnie nie. Pierwszy Batman jak i brzmiał dupnie, tak i brzmi w boxie 4płytowym. Batman Returns a i owszem, że poprawiony :)
    Michał Turkowski 2016-03-29
    15:07
    "Batman" w wersji BOXu z La-Li z 2014 brzmi z pewnością lepiej niż wcześniejsze wydanie (też La-Li) z 2010. Nie ma jakiegoś kosmosu ale na pewno jest lepiej. Wystarczy zestawić ze sobą takie tracki jak "Batman Theme Reprise", "Clown Attack" czy (szczególnie) "Joker Commercial". Z kolei "Batman Returns" w BOXie z 2014 brzmi tak samo jak wcześniejsza wersja z 2010, z samej La-Li w prasówce pisali że NIC nie zmieniali że wszystko jest identyczne jak na wydaniu z 2010.
    Adam Krysiński 2016-03-29
    18:06
    Ghostek fail, bo Turek dobrze napisał ;-)
    Mefisto 2016-03-29
    21:14
    Nie jedyny fail, bo i wspomnienie o "pierwszym kinowym Batmanie" jest błędne jakby nie patrzeć ;) Ale recka dobra, a muzyka absolutnie bezbłędna w każdej formie.
    Tomasz Goska 2016-03-30
    00:46
    Racja. Porównując oba wydania BR generalnie to samo. Co do obłędnych zmian w jakości "jedynki" między wydaniem pierwszym, a boxem... dalej jest cienizna. ;)

  • Batman (Expanded Archival Collection)

    Kompozytor:

    • Danny Elfman

    Dyrygent:

    • Shirley Walker

    Orkiestrator:

    • Steve Bartek
    • Stevene Scott Smalley
    • Shirley Walker

    Wydawca:

    • La-La Land Records (2010)

    Producent:

    • Danny Elfman
    • Steve Bartek

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie