Szukaj: w


recenzje

Hollow Man (Człowiek widmo)



Paul Verhoeven, to artysta z krwi i kości. I właśnie dlatego swoimi filmami dzieli widownię na wielkich entuzjastów i skrajnych krytyków jego twórczości. Ale nawet i w świetnie prezentującej się filmografii Holendra możemy napotkać słabsze pozycje. Jedną z takowych jest film Człowiek widmo (Hollow Man) opowiadający o dramatycznych losach kierownika pewnej placówki badawczej, doktora Sebastiana Caine’a. Odkrywając specyfik sprawiający, że człowiek staje się niewidzialny, postanawia poddać się eksperymentowi, który zwieńczony jest sukcesem. Nie udaje się natomiast odwrócić tego procesu. I tak oto Sebastian przechodzi nie tylko cielesną, ale i swoistego rodzaju duchową metamorfozę. Z zadufanego w sobie megalomana staje się zgorzkniałym, pełnym nienawiści widmem, co prowadzi do wielu brzemiennych w skutkach wydarzeń. Jako dyplomowany fizyk, Verhoeven od dawna miał słabość do gatunkowej fantastyki i trzeba przyznać, że do realizacji swoich koncepcji podchodził z niebywałym pietyzmem. Snując futurystyczne wizje przecierał nowe szlaki w kinematografii, czego przykładem jest nie tylko Robocop i Żołnierze kosmosu, ale i opisywany tutaj Człowiek widmo szczególnie chwalony za sferę wizualną. To, co nie do końca wyszło słynnemu reżyserowi, to wiarygodne ukazanie psychicznej przemiany głównego bohatera. Skrzętnie budowany filozoficzny ton balansujący między nauką, a mistyką, szybko rozmieniony został na wyprany z głębszej idei slasher.

O dziwo w tak skrojonej historii całkiem dobrze odnalazła się ilustracja muzyczna – równie intrygująca, co rozczarowująca, jeżeli weźmiemy pod uwagę potencjał zajmującego się nią kompozytora. Już na wstępnym etapie filmowych prac wiadome było, że projekt powędruje na ręce jednego z dwóch stałych współpracowników Verhoevena. Basil Poledouris, jako autor opraw do najbardziej spektakularnych filmów Holendra (Ciało i krew, RoboCop, Żołnierze kosmosu) przeżywał kryzys twórczy, więc rola napisania ilustracji przypadła Jerry’emu Goldsmithowi, z którym udanie już współpracował nad Pamięcią absolutną oraz Nagim instynktem.

Człowiek widmo idealnie wpisuję się w panoramę ostatnich lat twórczości Goldsmitha – kompozytora zmęczonego trawiącą go chorobą, ale nie zatracającego się w niej. Praktycznie do ostatniego projektu przejawiał bardzo dużą wrażliwość i wyczucie panującego w danym filmie nastroju. Biorąc pod uwagę wymowę podejmowanych w tym czasie obrazów i efekty końcowe, można przypuszczać, że to właśnie poszukiwanie odpowiednich muzycznych barw stało w centrum zainteresowania Goldsmitha. Wybitnym przykładem jest Suma wszystkich strachów oraz Star Trek Nemesis. W pewnym stopniu tyczy się to również oprawy muzycznej do Człowieka widmo ewoluującej z subtelnej, ascetycznej wręcz liryki do żywiołowej, ale szanującej przestrzeń, muzycznej akcji.


Głównym atrybutem partytury Goldsmitha jest jej funkcjonalność. Niestety jest to miecz obosieczny, który uderza w słuchacza pragnącego czerpać przyjemność z indywidualnego odsłuchu. Zupełnie jak w przypadku wspomnianego wyżej Star Trek Nemesis, doświadczenie to będzie domeną najwierniejszych wyznawców twórczości Goldsmitha, choć i ci mogą kręcić nosem na konstrukcję albumu, jak i jego merytoryczną zawartość. Największy zawód spotka ich już na etapie zapoznawania się z główną tematyką. Tytułowy The Hollow Man wypisz wymaluj odwołuje się do innego klasyka Jerry’ego - Nagiego instynktu. Drobna kosmetyka w zakresie dynamiki i środków muzycznego wyrazu dała pożądany efekt, a takowym było zanurzenie słuchacza w atmosferze tajemniczości, a nawet mistyki. Pomocna ku temu okazała się nie tylko dostojnie zaprezentowana sekcja smyczkowa oraz instrumenty dęte drewniane, ale i elektronika odnosząca się do klasyków kina grozy. Dalsza część ścieżki dźwiękowej przynosi kolejne eksperymenty na tym polu.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że właśnie takie intymne, atmosferyczne granie wychodzi Goldsmithowi najlepiej. Wystarczy tylko wziąć na warsztat wybornie skonstruowany utwór Isabelle Comes Back, by docenić maestrię w kształtowaniu muzycznej narracji – począwszy od smyczkowego pizzicato, poprzez serię syntetycznych wstawek, a na podniosłej fanfarze skończywszy. Ta osadzona na miarowych uderzeniach melodia z jednej strony odsyła naszą wyobraźnię do analogicznych tworów z trekowego uniwersum, z drugiej zapewnia idealną przestrzeń do budowania napięcia i atmosfery wyczekiwania na kulminację. Szczególnie mocno emanuje to z utworu This Is Science oraz Not Right. Poczucie niepewności podsycają dawkowane od czasu do czasu ostinata słyszane między innymi w What Went Wrong?

Tyle jeżeli chodzi o mającą prawo fascynować, subtelną ilustrację. Wraz z utworem Broken Window zostawiamy to wszystko za sobą i stajemy przed trudnym, choć wyjątkowo funkcjonalnym materiałem. Powiedzmy sobie szczerze, muzyczna akcja w Człowieku widmo nie należy do najbardziej „natchnionych” i wymyślnych pod względem konstrukcyjnym. Można odnieść wrażenie, że Jerry Goldsmith dokonuje daleko idących uproszczeń ograniczając się do podążania za tempem i intensywnością filmowych scen. Nie brakuje więc pulsującej elektroniki i wspierających je fortepianów. Nośnikiem suspensu są natomiast operujące na wysokich rejestrach smyczki. I choć w brutalną, suchą akcję wprowadzani jesteśmy niemalże natychmiastowo, to na ostateczne jej ukształtowanie poczekać musimy do utworu Find Him. Tutaj też większego blasku zyskuje dosyć anonimowy motyw akcji kojarzący się z szeregiem podobnych tematów w dorobku Amerykanina. Najciekawszym akcyjniakiem w moim odczuciu jest utwór Bloody Floor, który w dziesięciominutowym skrócie stawia przed nami sensu stricto partytury. Choć action score nie grzeszy innowacyjnością, cieszy obecność chociażby skromnych eksperymentów na przykład z opadającymi smyczkami słyszanymi w końcówce The Elevator oraz The Big Climb.

Potężnym mankamentem soundtracku wydaje się końcówka, a właściwie brak logiki w jej prezentacji. The Big Climb jest fragmentem odwołującym się do finalnej konfrontacji, bardzo dynamicznym i w żaden sposób nie pretendującym do miana należnego epilogu. Takowym mogłaby być siedmiominutowa suita słyszana w napisach końcowych, która zgrabnie łączy całą stworzoną na potrzeby Człowieka widmo tematykę. Po raz kolejny więc wytwórnia Varese Sarabande wykazała się brakiem wyczucia w komponowaniu albumowego słuchowiska. A przecież dokonywana w Londynie sesja nagraniowa nie rzucała tantiemowych kłód pod nogi Townsona. Można więc było postarać się o należytą prezentację nawet tak problematycznego materiału. W żadnym stopniu nie zmieniłoby to jednak faktu, że ścieżka dźwiękowa kierowana jest tylko do najbardziej zagorzałych miłośników twórczości Jerry’ego Goldsmitha. Choć i takowi znaleźliby lepsze słuchowiska wśród tych stworzonych w ostatnich latach życia maestro.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 51:16
Komentarze
Mefisto 2016-03-27
20:10
Zgoda, dwója. Miejscami jest naprawdę słabo jak na Goldsmitha, choć zarówno jego stan zdrowia, jak i jakość filmu stanowią pewne rozgrzeszenie - zważywszy, że w samym ruchomym obrazie muzyka nie kiksuje.

Hollow Man (Człowiek widmo)

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Jerry Goldsmith

Orkiestrator:

  • Alexander Courage

Wydawca:

  • Varese Sarabande (2000)

Producent:

  • Jerry Goldsmith

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie