Szukaj: w


recenzje

Kiseijū (Parasyte)


Kiseiju (Parasyte) to tytuł mangi autorstwa Hitoshiego Iwaakiego, która ukazywała się w latach 1988-1995, na podstawie której zrealizowano także serial anime. Reprezentuje ona specyficzny gatunek, tzw. „body horror”, znany chociażby z kina Davida Cronenberga (dla przykładu Videodrom i Mucha). U jego podstaw leży ukazywanie drastycznych degeneracji i deformacji ludzkiego ciała. O ile tworzenie tego rodzaju scen w animacjach jest względnie łatwe, o tyle przełożenie takowego materiału na grunt kina aktorskiego należy do znacznie trudniejszych zadań.


Ekranizacji mangi Iwaakiego podjął się Takashi Yamazaki. Jego film opowiada o bliżej niezidentyfikowanych obcych, którzy chcą zdominować ludzką rasę. Dokonują tego poprzez wszczepianie się przez kanał słuchowy do mózgu ofiar, i przejmowanie nad nimi kontroli. Pewnego dnia nastolatek Shinichi zostaje zaatakowany przez jednego z nich. Zbiegiem okoliczności, tzw. „pasożyt” zamiast do głowy, trafia do jego prawej ręki (tak, to brzmi dość głupio). Zarówno chłopak, jak i jego nowa, integralna część ciała, postanawiają stawić czoła przybyszom.

Dzieło Yamazakiego ukazało się w dwóch ściśle ze sobą powiązanych częściach, w mniej więcej półrocznym odstępie czasu. Muzykę do obydwu filmów napisał Naoki Sato, stały kompozytor japońskiego reżysera – panowie stworzyli wspólnie min. Space Battleship Yamato i trylogię Always. Tym razem jednak horror Yamazakiego zmusił Sato do pójścia w stronę bardziej atonalnych form muzycznych. Japończyk, jako twórca znany ze swojego eklektycznego stylu, wyszedł z tego zadania obronną ręką.

Soundtrack z dwóch części widowiska ukazał się na jednej płycie. Jak nie trudno się domyślić, nie jest to całość materiału, jaką skomponował Sato, oraz nie wszystkie wejścia muzyczne trafiły na album. Niemniej otrzymaliśmy zgrabnie skonstruowany krążek – nawet jeśli ponad godzina score'u może się okazać dla potencjalnego odbiorcy zbyt duża, to jednak trzeba zaznaczyć, że kompozycje cechuje praktycznie zerowa ilustracyjność. Ponadto płyta zawiera w sobie najciekawsze idee muzyczne stworzone na potrzeby dylogii. A jest ich całkiem sporo – począwszy na ambiencie, przez awangardowe dysonanse, minimalizm, na soczystych partiach chóralnych i symfonicznych kończąc.

Przede wszystkim Sato podszedł do Parasyte, że tak powiem, śmiertelnie poważnie. W jego muzyce ciężko znaleźć lżejsze, przystępniejsze dla słuchacza utwory. Od pierwszej do ostatniej minuty jesteśmy rzucani w wir gęstych tekstur, zarówno elektronicznych, jak i orkiestrowych, które bez chwili zastanowienia kojarzą się z wszelakiej maści ścieżkami dźwiękowymi do horrorów. Słychać tutaj wzorce muzyczne w postaci tuzów ambientu (Eno), czy modernizmu (Penderecki), dzięki którym Sato buduje doprawdy niezłą, poniekąd wręcz hipnotyzującą atmosferę.


Na szczęście Japończyk dodaje także kilka elementów od siebie, przez co jego score choć może nie jest przesadnie oryginalny, to jednak potrafi zaskoczyć kilkoma pomysłami. Mowa tu głównie o świetnym, klimatycznym motywie z tytułowej ścieżki, który niestety nie jest zbytnio rozchwytywany przez Japończyka (zostanie jedynie delikatnie zaakcentowany w Fusion of Species). Jakkolwiek minimalistyczny podkład, zbudowany na dzwonach i klawesynie (bądź samplu przypominającym ten instrument) wraz z elektronicznie podrasowanymi chórem i orkiestrą, tworzą doprawdy porywającą, klimatyczną kompozycję. Zwraca uwagę zwłaszcza ekscytujące crescendo, które prowadzi do epickiego, podpartego uderzeniami talerzy finału.

Podobne „narastanie” usłyszymy także w innym, ciekawym kawałku - Idol – The Lords of Creation, z którego motyw można uznać za wiodącą melodię filmów Yamazakiego. Jest to już znacznie bardziej pompatyczna kompozycja. Słyszymy tutaj potężny chór i orkiestrę, którym wtóruje smyczkowe ostinato, dodające współczesnego wydźwięku. Podobnie, jak w przypadku Parasyte, bardziej niż sferą melodyczną, utwór broni się znakomitym aranżem. Zresztą, na przestrzeni całej partytury Sato raczej stroni od wyrazistych, łatwych do zanucenia tematów. Japończyk przyjął bowiem oszczędną w tej sferze konwencję, skupiając się głównie na kreowaniu odpowiedniej, mrocznej akustyki. Z tych ram wyłamuje się w zasadzie jedynie Emotion of Mistaken, oparte na prostym, aczkolwiek bardzo chwytliwym motywie akcji.

Część kompozycji może jednak się wydać zapychaczami, albowiem poza budowaniem klimatu całego albumu, same w sobie nie są raczej zbytnio atrakcyjne dla słuchacza. Ambiwalentny stosunek można mieć także do bardzo agresywnej muzyki akcji, w której nierzadko usłyszymy słynną partię basu z Incepcji Hansa Zimmera. Poza tym cały score sprawia wrażenie bardzo intensywnego akustycznie, do czego również można mieć dwojaki stosunek. Japończyk rzadko daje odbiorcy zaczerpnąć nieco lżejszych w odbiorze brzmień – tutaj należałoby podkreślić obecność wykorzystującego piękny sopran Maternal Affection.

Parasyte Naokiego Sato to ścieżka dźwiękowa, ani szczególnie oryginalna, ani szczególnie wtórna. Punktuje tu głównie posępny nastrój, mozolnie budowany przez praktycznie wszystkie kompozycje. Z tego powodu miłośnicy filmówki wrażliwi na dysonanse nie powinni się zabierać za odsłuch recenzowanego krążka. Jeśli jednak ktoś ceni sobie tego rodzaju stylizacje, to jest to dla niego ciekawa propozycja prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni. Tym bardziej, że Sato oferuje kilka doprawdy dobrych utworów, do których chce się ponownie wrócić. A to już o czymś świadczy.



Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. A Certain Type Of Mission (3:15)
  • 2. Encounter (3:01)
  • 3. A (4:10)
  • 4. Terrible In The Daylight (1:01)
  • 5. Hesitation (3:02)
  • 6. Brutal Murder (3:44)
  • 7. Passed Away (3:33)
  • 8. Preface For The Last (1:48)
  • 9. Fusion of Spaces (2:44)
  • 10. Emotion And Mistaken (3:37)
  • 11. Idol – The Lords Of Creation (5:51)
  • 12. Parasyte (7:02)
  • 13. Maternal Affection (5:35)
  • 14. Leader Of Intermixed (3:54)
  • 15. Alarm Bell – Karma Of Mankind (2:58)
  • 16. Heartbreaking Farewell (2:58)
  • 17. Link – Memories Of Lefty, And To The Future (3:13)
Czas trwania: 61:26
Komentarze
Mefisto 2016-01-26
16:59
Bez filmu - który wygląda na niezłą bekę - całkiem zjadliwa nawet ta ścieżka, niespecjalnie w dodatku poczułem ten czas trwania, choć faktycznie kilka utworów zbędnych. Jak na Sato raczej standard, ale przynajmniej jakiś.

Kiseijū (Parasyte)

Kompozytor:

  • Naoki Sato

Wydawca:

  • Toy's Factory (2015)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie