Szukaj: w


recenzje

Munich (Monachium)


Monachium jest historią mocno kontrowersyjną. Najnowszy film Stevena Spielberga opowiada o oddziale wywiadu izraelskiego, który ma zabić 11 osób związanych z atakiem terrorystycznym na olimpiadzie w Monachium (czerwiec 1972). Brawurowe i wyjątkowo brutalne akcje (Spielberg jest tu wyjątkowo krwawy) z początku cieszą mścicieli, ale po jakimś czasie zaczynają oni mieć wątpliwości, zwłaszcza, że spirala przemocy zdążyła się już rozkręcić...

Spielberg zaangażował stałych współpracowników, w tym operatora Janusza Kamińskiego. Muzykę skomponował jak zwykle John Williams, lecz tym razem nie było to takie oczywiste. W roku 2005 zilustrował aż trzy filmy, wyjątkowo dużo jak na swój wiek (73 lata). Rozważał wzięcie urlopu, poza tym bał się, że będzie miał problemy czasowe z powodu nakładającej się pracy nad Memoirs of a Geisha. Świadomy tych problemów Spielberg odezwał się wstępnie do Hansa Zimmera. Niemiec zrezygnował z wielu prestiżowych projektów, niestety dla niego, Williams postanowił jednak zilustrować najnowszy projekt przyjaciela. Nim przejdziemy do samej recenzji musimy pamiętać o dwóch faktach. Po pierwsze, cały score został napisany w trzy tygodnie, a po drugie kompozytor miał duże problemy z wejściem w klimat filmu.

Album zaczyna utwór Munich, 1972, który prezentuje pierwszy z głównych tematów, tzw. temat Monachium. Wielu może odstraszyć, zwłaszcza tych, którzy nie przepadają za kliszą określaną jako wailing vocals, czyli łkające bliskowschodnie wokale. Partie wykonuje Lisbeth Scott, co moim zdaniem jest przyznaniem się Williamsa do przyjęcia pewnej konwencji, ale o tym niżej. Utwór ten ma znakomitą konstrukcję, po chwili napięcia przechodzi w świetny (choć Goldsmithowski) fragment akcji na fortepian.

Można powiedzieć, że w muzyce istnieją dwa światy. Pierwszy to materiał tematyczny, drugi to underscore, chociaż trzeba przyznać, że mocno underscore'owe ilustracje retrospekcji z Monachium (The Attack at Olympic Village, The Tarmac at Munich) posiadają zupełnie niezłą melodię, określaną jako temat Czarnego Września (organizacja terrorystyczna, która zorganizowała atak). Problem polega na tym, że światy te są zupełnie różne.

Tematy główne mamy w tej ścieżce dwa, chociaż tylko jeden jest wykorzystywany naprawdę często. Tu pojawia się jeden z problemów ścieżki. Wspomniany już temat Monachium posiada pewne podobieństwa do Still Hansa Zimmera z Helikoptera w ogniu. Williams niejako przyznał się do podążania tą drogą, zatrudniając do partii wokalnych Lisbeth Scott, mocno kojarzonej z towarzystwem Niemca. Przypomnijmy, że śpiewała w takich ścieżkach jak Chronicles of Narnia, Królestwo niebieskie, czy, mało kto o tym wie, Broken Arrow Zimmera. Kojarzy się ją, słusznie zresztą, także z Pasją Johna Debneya, gdzie jednak tylko "konsultowała" wokale. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że Pasja jest także realizacją konwencji Gladiatora.

Drugim, dużo bardziej Williamsowskim tematem, jest temat Avnera, pierwszy raz słyszany w A Prayer for Peace. Tak swój film w notce na płycie (swoista tradycja) określa sam Spielberg. Melodia jest piękna, chociaż brzmi jak połączenie Remembrances z Immolation (oba utwory oczywiście z Listy Schindlera, wiadomo już jaka partytura była prototypem Monachium). W A Prayer for Peace zyskuje wielką emocjonalną intensywność, co, jak słusznie zauważa Olek Dębicz, nadaje całości ekspresji modlitwy. Z tematycznego materiału warto jeszcze zwrócić uwagę na adaptację hymnu Izraela. Aranżacja Hatikvah jest naprawdę piękna i muszę przyznac, że jest to mój ulubiony utwór na całej płycie.

Drugim światem muzyki do Monachium jest mocno awangardowe underscore. Ważnym utworem dla filmu jest Bearing the Burden. Poza kontekstem niestety wypada on dość słabo. Może jest dobry warsztatowo, ale tak naprawdę wiele się w nim nie dzieje. Williams całość oparł na niskich brzmieniach, nie zawsze niestety dostrzegalnych. W underscore pozornie nic się nie dzieje. Skomplikowanie warsztatowe jest zupełnie niewyczuwalne. Myślę, że zorientowanie na underscore kompozytora znanego z wybitnej tematyki jest też odniesieniem się do nowych trendów. Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że underscore w dużej mierze wymagał film (trudno wyobrazić sobie budowanie napięcia mocnym tematem, tzn. udawało się to Johnowi Barry'emu, ale w przypadku takiej historii jak Monachium raczej by nie przeszło). Dzisiejsza muzyka filmowa ma jednak pewną specyfikę. Problem w tym, że John Williams trochę inaczej rozumie pojęcie "muzyka współczesna" niż inni twórcy i odwołuje się do awangardy XX-wiecznej (a nie tak jak byłe MV do neoklasycyzmu czy stylistyki rockowej). Jest jeden utwór, który należy jednak pochwalić. Mówię tu o Letter Bombs, które dzisiaj osobiście uznaję za jeden z lepszych utworów zeszłego roku. Zaczyna się od dość prostego dysonującego motywu na fortepian (przypomina to bardzo, może nawet trochę zbyt, Pre-Crime to the Rescue), po czym dołączają kotły. Narasta napięcie. Pojawiają się krótkie motywy, trochę przypominające Raport mniejszości i Zaginiony świat, po czym wchodzi nowy motyw. Moim zdaniem wygrywają go kontrafagoty z basowym klarnetem (w odróżnieniu od teorii, która mówi o saksofonie basowym). Następujący po tym fragment akcji jest znakomity. Jak w całej ścieżce, problematyczna jest tu oryginalność (rytm na kotły przypomina Pamięć absolutną Goldsmitha, zresztą to nie pierwsze podobieństwo do nieżyjącego już kompozytora, motyw fortepianowy z pierwszego utworu też jest trochę w jego stylu).

I tu pojawia się podstawowy problem. Williams niejako przyznał się do wykorzystania konwencji Gladiatora. Jak napisałem wyżej, Lisbeth Scott w oczywisty sposób kojarzona jest z kręgiem Media Ventures. Od razu pojawią się rzecz jasna głosy, że wokalistka pracowała z Johnem Debneyem przy Pasji, trzeba jednak pamiętać, że tam pełniła głównie rolę konsultacyjną (łącznie z autorstwem tekstów); partie solowe wykonywała tam znana z Troi Tania Carowska. Poza tematem Monachium (tak za Soundtrack.net określam temat na wokal) odwołań do tej konwencji jest więcej, chociażby duduk (dzisiaj kojarzony głównie z Debneyem i jego Pasją, trzeba jednak pamiętać, że wcześniej był Zimmer z Gladiatorem; sam Debney odwołał się jednak do temp-tracku, czyli Ostatniego kuszenia Chrystusa Petera Gabriela), zwiększenie roli underscore (tutaj przełomem jest Cienka czerwona linia Niemca) i elektroniki (nie do tego stopnia co w Sleepers czy Presumed Innocent, ale na, banalny zresztą, zsamplowany rytm wskazać trzeba). Williams jest jednak za bardzo zakorzeniony w tradycji muzyki poważnej, żeby dostosować się do tej konwencji (zapewne narzuconej przez Spielberga) do końca. Monachium jest więc w zamyśle partyturą niekonsekwentną. Z jednej strony ulega nowoczesnym modom, z drugiej próbuje przy tym zachować elementy charakterystyczne dla swojego, bardzo mocnego przecież, stylu. Na poparcie tej tezy można przypomnieć, że kompozytor miał bardzo poważne problemy z odkryciem odpowiedniego muzycznego języka dla tego projektu.

Tym razem niestety nie mogę zgodzić się z Olkiem Dębiczem: Monachium nie jest dziełem samodzielnym, mimo że większość materiału melodycznego nie weszła w ogóle do filmu (A Prayer for Peace, gitarowe Avner's Theme - jedna ze słabszych gitarowych aranżacji, jakie znam, Avner and Daphna), a także część underscore (druga połowa Discovering Hans, swoją drogą ciekawy tytuł w kontekście poprzednich tez, ale oczywiście takiej interpretacji nie można brać poważnie, czy też Hiding the Family). Problem materiału melodycznego dotyczy jego małej oryginalności. Niska intensywność emocjonalna tych utworów cieszy, mimo że przez to nie czynią płyty bardziej interesującą. Album ma dobrą konstrukcję, materiał tematyczny pojawia się na zmianę z underscore (z wyjątkiem samego początku), mimo to nie należy on do najciekawszych w karierze maestro.

Nie można nie docenić warsztatu Williamsa. Jak zwykle jest świetny, chociaż tutaj głównie widać to w bardzo dobrych orkiestracjach. Aranżacja tematu Munich na obój w Avner and Daphna jest naprawdę znakomita. Czegoś jednak temu brakuje. Trudno byłoby powiedzieć, że muzyka jest pozbawiona inspiracji, bynajmniej. Tak jak Wyznania gejszy, Monachium uważam za jeden z najbardziej zainspirowanych projektów w ostatnich latach. Trzeba jednak zauważyć, że cała muzyka pisana jest na autopilocie. Wszystko już kiedyś było, można to tłumaczyć tempem prac, ale ten argument rzadko jest przekonujący. Jasne, Williams ma swoje lata, pamiętajmy jednak, że w krótkim czasie powstawały też partytury wybitnie kreatywne. Za jedną z najlepszych ilustracji Jerry'ego Goldsmitha uważa się Chinatown, które nie dość, że powstało w dwa tygodnie, to jeszcze kompozytor ani razu (!) nie spotkał się z reżyserem. Na korzyść Williamsa przemawia tu fakt, że skomponował koło dwóch razy więcej muzyki, ale to też można obalić, bo miał tydzień więcej czasu. Trzeba zwrócić uwagę na jątkową prostotę tej partytury. Słusznie zauważono przyjęcie techniki podobnej do tej z Wyznań gejszy. Emocjonalny materiał otrzymują raczej soliści (znany z Gejszy/i> i Ostatniego samuraja wiolonczelista Steve Erdody, oboista John Ellis, pianistka Gloria Cheng) niż pełna orkiestra (oczywiście z wyjątkiem A Prayer for Peace). Najlepiej pokazuje to znakomita suita kończąca album. End credits to prezentacja tematu Avnera na kolejno: solową wiolonczelę, solowy fortepian i sekcję smyczkową Hollywood Studio Symphony.

Przeciwnie do większości recenzentów twierdzę, że Monachium jest artystyczną porażką, bynajmniej nie dlatego, że jest muzyką trudną. Nawet wśród atonalnego underscore można dostrzec kilka utworów bardzo dobrych. Mówię tu przede wszystkim o genialnie wypadającym w filmie Munich, 1972 i Letter Bombs (które w kontekście niestety ginie). To, co otrzymujemy jest dość dziwną hybrydą Listy Schindlera i Helikoptera w ogniu, ścieżek tak różnych od siebie, że nie można wypracować kompromisu. W filmie muzyka wypada dobrze, naprawdę genialnie brzmią Munich, 1972 i Remembering Munich (w kontrowersyjnej już scenie miłosnej pod koniec filmu), underscore pomaga tam, gdzie jest wykorzystywany. Jak już wspomniałem, większości materiału tematycznego w filmie nie ma, może został stworzony specjalnie na płytę. Ginie natomiast Letter Bombs prawie zupełnie (musiałem się wysilić, by ten utwór dostrzec, scena pod którą został podłożony jest znakomita).

Przyznam, że trudno mi ocenić tą ścieżkę. Muzyka jest często niesłuchalna. Trzeba to stwierdzić obiektywnie. Czytałem wiele bardzo pozytywnych recenzji i zastanawiałem się, czy to może ja jestem głupi. Razi jednak nie tylko mała słuchalność materiału. Być może po raz pierwszy w swojej karierze John Williams popełnił grzech niekonsekwencji. Zdaję sobie sprawę, że to mogła być decyzja Spielberga, ale dziwi mnie fakt, że legendarny kompozytor nie potrafił do końca zawierzyć swojemu własnemu głosowi i nawiązał do konwencji, z którą tak naprawdę nic wspólnego nie ma. Symboliczne znaczenie może mieć tutaj to, że najlepiej w filmie wypadają te fragmenty, które są najbliższe stylowi Hansa Zimmera. Reszta materiału jest jak najbardziej funkcjonalna (nawet ten banalny zsamplowany rytm), ale wcale nie jest emocjonalnym trzonem filmu (i dobrze, bo niejako przezroczysty charakter partytury zwiększa naszą koncentrację - muzyka przede wszystkim buduje napięcie - ale nie interpretuje faktów, co w przypadku specyfiki narracji Munich jest jak najbardziej pożądane). Wracając jeszcze do odbioru muzyki na płycie, owszem, Monachium jest muzyką trudną. Wielu kompozytorów tworzy takie partytury. Niech za przykład posłużą nam Elliot Goldenthal, Don Davis czy Jerry Goldsmith ze swoją Planetą małp. Wszystkich trzech kompozytorów cenię bardzo wysoko i uznaję za mistrzów swojego fachu. Trudną muzykę potrafi stworzyć też John Williams, czego przykładem jest tegoroczna Wojna światów (którą cenię trochę wyżej niż koledzy z redakcji). Niestety, Monachium jest muzyką nie tylko trudną, ale i nudną. A to w przypadku jakiegokolwiek wydania grzech śmiertelny. Mimo, że nie schodzi poniżej pewnego poziomu, ostatnią pracę legendarnego Johna Williamsa muszę uznać za rozczarowanie roku.



Autor recenzji:  Paweł Stroiński
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 62:36
Komentarze
Słowik 2006-02-09 13:02
Wczoraj byłem na filmie (jest genialny),więc na świeżo moge powiedzić o muzyce w nim usłyszanej.Niestety poza nim płytki nie słuchałem, wiec wypowiedź może być nikompletna, ale cóż...ważne, że w filmie muzyka wypada dobrze.Momentami jest doskonała,momentami gdzieś ginie i nie zwracamy na nią uwagi(czasem to dobrze,bo buduje napięcie).Faktycznie, gdybym nie wiedział, że muzykę napisał Williams cały film zakrzątałbym sobie głowę nazwiskiem kompozytora.Nie jest to bowiem score w stylu Williamsa, który daje się poznać dopiero kiedy odezwie się orkiestra.Największy minus to brak oryginalności-trochę wzięte z tego,trochę z tamtego,sklejone w ładną, bo ładną ,ale nieoryginalną całośc.Nominacja do Oscara jest więc tutaj nieporozumieniem, spokojnie mógł ją dostać Gregson-Williams lub Elfman.
Olek Dębicz 2006-02-09 22:35
Bardzo ciekawa recenzja, aczkolwiek nie zgadzam się z postawionymi w niej argumentami. Szczególnie nie rozumiem krytykowania Williamsa za odejście od swojej konwencji na rzecz tej, która jest charakterystyczna dla innych kompozytorów. Artysta ma bowiem do tego prawo, a ja osobiście bardzo cenię umiejętność komponowania w różnej stylistyce, gdyż świadczy to o wszechstronności. Poza tym nie należy zapominać, że określony styl jest wymuszany przez reżysera i taka krytyka w przypadku muzyki filmowej jest nieuzasadniona.
thedues 2006-02-09 23:01
"Szczególnie nie rozumiem krytykowania Williamsa za odejście od swojej konwencji na rzecz tej, która jest charakterystyczna dla innych kompozytorów. Artysta ma bowiem do tego prawo, a ja osobiście bardzo cenię umiejętność komponowania w różnej stylistyce, gdyż świadczy to o wszechstronności" yyyyyy to w takim razie Williams jest bez skazy;) tzn co by nie zrobil, czego by nie napisal to zawsze bedzie tlumaczenie a bo chciał odejsc od schematu!?!?:D:D troche naciagane te Twoje tłumaczenie;P Wszechstronność oki na plus ale jak się to spisuje na ekranie i poza nim to już inna bajka:P

Poza tym nie należy zapominać, że określony styl jest wymuszany przez reżysera i taka krytyka w przypadku muzyki filmowej jest nieuzasadniona. Podaj linka jeżeli tak było...?? To że Lucas ingeruje w partytury Williamsa to nie znaczy iż Spielberg tak robi... Świadczy o tym wieloletnia współpraca obu panów i myśle ze Williams najwięcej swobody właśnie ma przy komponowaniu muzyki do filmów Spielberga.

Scieżka poza dwoma genialnymi utworami jest przeciętna... dlatego łaczna moja nota to 3 powinno być niżej ale w filmie w niektórych scenach spisuje sie rewelacyjnie.
Olek Dębicz 2006-02-10 00:13
Nie napisałem, że Williamsa należy bronić, bo odszedł od schematów. Chodziło mi o to, że nie widzę niczego złego w zastosowaniu stylu nie reprezentatywnego dla kompozytora. Jeśli pasuje do obrazu i sprawdza się jako autonomiczne dzieło, w przypadku muzyki filmowej nie powinno się go krytykować za styl. Ja uważam, że Monachium spełnia te najważniejsze wymagania zarówno słuchaczy jak i reżysera.
Tomasz Goska 2006-02-10 01:41
Powiem krótko. Słuchając tej ścieżki odzyskałem szacunek do Wojny Światów
Thedues 2006-02-10 10:53
A kto Olku powiedzial ze pasuje do obrazu??!? Jak byłem w kinie to właściwie w paru momentach tą muzyke zauważyłem a reszta to niestety toporny underscore... jak dla mnie to Nominacja za Munich była lekko nadciągnięta.Dziwie sie że mocno krytykowany Munich miał więcej szczęścia do nominacji niż znakomity Charlie Elfmana czy bardzo dobre Królestwo Niebieskie HGW.
Paweł Stroiński 2006-02-10 11:55
Wydaje mi się, że można skrytykować Williamsa za stylistyczną niekonsekwencję, bo zatrzymał się dokładnie pośrodku. Mój zarzut nie dotyczy tego, że Williams pisze jak Zimmer, bo bynajmniej nie miałbym nic przeciwko temu, ale jeśli Williams pisze muzykę wewnętrznie niespójną, to mamy dość powazny problem. Jak można mówić o artyzmie tam, gdzie zawodzi nawet rzemiosło? A stworzenie wewnętrznie niespójnej ścieżki (przepraszam, ale A Prayer for Peace nijak nie pasuje do Bearing to Burden, nawet jeśli ten utwór wykorzystuje temat Avnera) to błąd w sztuce. I zdecydowanie nie jest to autonomiczne dzieło.
Olek Dębicz 2006-02-10 12:32
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Monachium" jest niespójne. Underscore jest wg mnie na bardzo wysokim poziomie artystycznym, zdecydowanie wyższym nić "Corpse Bride" czy "Kingdom of Heaven". No, ale w tej kwestii nie będziemy siebie przekonywać.
thedues 2006-02-10 13:10
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Monachium" jest niespójne. Underscore jest wg mnie na bardzo wysokim poziomie artystycznym, zdecydowanie wyższym nić "Corpse Bride" czy "Kingdom of Heaven

No to widocznie nie mamy o czym dyskutowac skoro jedyny TWOJ argument to "NIE ZGADZAM SIE bo JEST"!!;) Mimo wszystko cenie wyzej sobie dokonania Elfmana przy CB czy HGW przy Kingdom of Heaven. Jesli chodzi o CB to ten underscore nie jest zachwycający ale za to wszystko nadrabia znakomita aranżacja i wykonanie piosenek. A KoH to chyba jedna z nielizcnych plyt gdzie nie mozna sie doszukac jakiegoś nieznośnego udnerscore'u. Jak dla mnie to była najleszpa płyta minionego roku. Gdyby tylko film Scotta nie okazał sie klapą na filmowym rynku można byłoby sie spodziewać, że i muzyka dostanie doceniona a tak pozostaje nam przetrawic dwie nominacje dla zaslużonego juz JW. W i tak niedoborowym towarzystwie bo przeciwnicy ta niestety II liga...
Mefisto 2006-02-10 14:12
Fakt, na nominację ta ścieżka nie zasługuje, jednakże zaintrygowała mnie wystarczająco na 4 punkty, gwiazdki czy też inne oceny :)
Łukasz Waligórski 2006-02-10 14:30
Zazwyczaj cenię sobie recenzje Pawła, ale koncepcji tej niestety nie rozumiem... Mam tutaj na myśli, niezrozumiałe dla osób z zewnątrz, odniesienia do słów Olka Dębicza. Bez urazy, ale jeżeli ktoś nie znający naszego środowiska zobaczy to nazwisko w recenzji, to może sobie pomyśleć, że ten Dębicz to musi być jakiś wielki znawca... Niestety jego ocena Monachium zarówno w jego recenzji jak i w powyższych komentarzach pokazuje że tak nie jest. Olek doszukuje się sensu i piękna w miejscach, w których ich nie ma, argumetując to zmianą stylu Williamsa i bliskością tej muzyki do muzyki współczesnej. Bzdura! Underscore jest formą czysto filmową, której zadaniem jest przylegać ściśle do obrazu, a nie tworzyć jakąś autonomiczną formę. Interpretacja tego elementu, słuchanego poza filmem, jako wpływ muzyki współczesnej jest nieporozumieniem. Tak samo jak nieporozumieniem jest gloryfikowanie różnych wyciszeń i dysonansów jako coś niezmiernie pięknego i autonomicznego... Na Boga... To jest underscore, który ma za zadanie tylko działać w filmie i nic poza tym. Zaraz się pewnie okaże, że nie potrafię się wystarczająco skoncentrować, żeby odkryć geniusz tej ścieżki dźwiękowej... Jestem przekonany, że jeżeli Williams dostanie Oscara za tę muzykę, a nie za "Wyznania Gejszy" to będzie to największa tragedia dla tego kompozytora. "Monachium" jest jedną z najgorszych ścieżek dźwiękowych tego roku niewiele uztępującą "Planowi Lotu" i Wojnie Światów" i nie rozumiem tej nominacji! Jeżeli ktoś twierdzi inaczej i uparcie przy tym obstaje, używając błachych argumentów to nie widzę możliwości dalszej dyskusji z nim...
Paweł Stroiński 2006-02-10 14:41
Moim zdaniem właśnie spójności zabrakło Williamsowi. Poza tym mówisz o poziomie artystycznym underscore. Przepraszam, ale jeśli ja myślę o underscore Williamsa to do głowy przychodzi mi AI (które uważam za wypowiedź artystyczną), Minority Report, częściowo Urodzony czwartego lipca (The Shooting of Wilson). To jest znakomite underscore. Co z tego, że tu mogą być ciekawe rozwiązania warsztatowe, skoro zwykły słuchacz ich i tak nie zauważy? Bądźmy obiektywni. Jak na Williamsa muzyka jest wyjątkowo prosta. Bearing the Burden jak mówiłem jest bez filmu zupełnie niezrozumiałe i jeszcze trwa aż 8 minut. Bez przesady. Niespójność Monachium polega na zestawieniu dwóch światów bez połączenia ich niczym. Najbliżej temu połączeniu jest Discovering Hans (motywu fortepianowego w filmie nie ma zresztą). Nawet jeśli istnieje jakiś wspólny idiom harmoniczny, trzeba pamiętać, że muzyka tonalna nie współbrzmi dobrze z zorientowaną na basy muzyką atonalną (Bearing the Burden zaraz po A Prayer for Peace? Na takie utwory na płycie nie ma miejsca).
Paweł Stroiński 2006-02-10 14:45
Do recenzji Olka odniosłem się zdecydowanie polemicznie, właśnie po to, by wskazać jak bardzo racji nie ma, chociaż jeśli chodzi o wpływ muzyki współczesnej bym się zgodził akurat, to nie potrafię zobaczyć w tej ścieżce nic wybitnego. Ten underscore jest po prostu nudny, niezależnie czy stworzono go na wzór Szostakowicza czy Mozarta (oczywiście, żadnego Mozarta nie ma w Monachium, Szostakowicz jest faktycznie zauważalny - fortepian w Discovering Hans i smyczki w Remembering Munich chociażby). Poza tym weźmy pod uwagę wypowiedzi samego Williamsa, który przyznał się, że zupełnie nie wiedział jak do tego filmu podejść i miał mało czasu. Przy czymś takim nie myśli się o sztuce, tylko maksymalnej funkcjonalności.
Tomek 2006-02-10 14:50
Jestem również z obozu krytyki Monachium. Ale ciekawy jestem czy ściezka ta spotkałaby się z takim atakiem, gdyby nie była nominowana do Oscara, podejrzewam, że zainteresowanie tą pozycją byłoby umiarkowanie mniejsze i nie byłoby właściwie tyle hałasu o nic. Natomiast nie rouzmiem wypowiedzi Pawła:
A stworzenie wewnętrznie niespójnej ścieżki (przepraszam, ale A Prayer for Peace nijak nie pasuje do Bearing to Burden, nawet jeśli ten utwór wykorzystuje temat Avnera) to błąd w sztuce. I zdecydowanie nie jest to autonomiczne dzieło.

Nie wiem czy zrozumiałem do końca Cię dobrze, ale błędem jest stworzenie takiego utworu jak Prayer for Peace obok Bearing the Burden? Nie pojmuję tej logiki. Bezsensownym jest tu mówienie o ścieżce, skoro Prayer for Peace jest tylko ozdobnikiem zaaranżowanym pod wydanie albumowe. Jeżeli wyjmiemy Prayer, temat Daphna and Avner, temat na gitarę, to zostanie nam dość spójne stylistycznie, underscore'owe tło. Więc nie wiem gdzie widszisz tą niespójność kompzoycji. Jest cholernie spójna brzmieniowo i stylistycznie, a że na płycie powstawiał sobie ozdobniki... Cieszmy się, bo nie byłoby czego słuchać. A co do autonomizmu, to się zgadzam.
Łukasz Waligórski 2006-02-10 15:04
Ty Paweł lepiej nie polemizuj tylko pisz takie teksty jak do tej pory ;-) Jeżeli ktoś pisze bzdury i w każdej dyskusji coraz bardziej się w nie zagłębia, to jego sprawa... Wracając do "Monachium" to jak jeszcze raz zobaczę, że ktoś po przesłuchaniu płyty stwiedzi że ta muzyka zasłużyła na nominację, to się wścieknę. Ludzie! Na tej płycie jest o wiele więcej muzyki niż w filmie. Jak to słusznie zauważył Tomek, najciekawsze utwory, które są na krążku, w ogóle nie pojawiają się w filmie. W nim za to można usłyszeć tylko okropny underscore, który na nominację nie zasługuje, bo równie dobrze mógłby go napisać Revell czy Young. Niestety Olek nie znając filmu upiera się, że to jest materiał na Oscara. Brak słów...
Olek Dębicz 2006-02-10 15:07
Oczywiście nie uważam się za znawcę, ale krytykowanie recenzenta za jego opinię jest nie na miejscu. To, że ktoś nie zgadza się z moim zdaniem, nie oznacza od razu, że jest ono niczym nieuzasadnione. Starałem się jak najbardziej wyczerpująco i obiektywnie wyrazić co sądzę o "Monachium".
Olek Dębicz 2006-02-10 15:08
P.S. Obejrzałem film.
Łukasz Waligórski 2006-02-10 15:09
W takim razie czekam na suplement do Twojej recenzji, bo jakoś go tam nie widzę...
Olek Dębicz 2006-02-10 15:12
Suplement oczywiście napiszę w swoim czasie, ale będzie on dotyczył raczej samego filmu, bo jak słusznie zauważyliście, muzyki jest w nim niewiele. Dlatego właśnie moja opinia na temat samego soundtracku jest taka sama.
Łukasz Waligórski 2006-02-10 15:18
Tak przy okazji to nie bardzo rozumiem jak można "obiektywnie" przedstawiać swoją własną opinię? Opinia każdego człowieka jest kwestią jak najbardziej subiektywną i jeżeli się tego nie pojmie to nigdy nie przekonasz nikogo do swojego zdania. Starając się być obiektywnym jesteś niewiarygodny bo sam do końca nie jesteś pewny swoich własnych poglądów. Poza tym dlaczego niby krytykowanie recenzenta za jego opinię jest nie na miejscu? A za cóż innego można go krytykować?
Tomek 2006-02-10 16:37
Może trochę ochłońcie... :) To tylko soundtrack :) Tylko zgaduję, ale Olek ma na myśli obiektywizm innego rodzaju - rozpatrzenie wszystkich "za" i "przeciw", bo wtedy podchodzimy do ścieżki krytycznie, nawet jeżeli jest to nasz ulubieniec. Wtedy taka opinia/rozprawka/recenzja ma szansę stać się wiarygodną, ale oczywiście zdanie jest zawsze subiektywne i po to są komentarze u dołu, żeby można było z nim polemizować. Tak więc nie kłóćcie się tak bardzo, bo nie ma o co. Williams doskonale wiedział, że muzyka która jest w filmie ma bardzo małą szansę by zainteresować kogokolwiek, dlatego też te wersje koncertowe i inne "triki" montażowe produkcji Williamsa - montowanie fragmentów w jedną ścieżkę, odwracanie chronologii, wersje koncertowe, przedzielanie ścieżek trudnych (suspense/akcja) łatwiej przyswajalnymi (tematy/liryka). Tak samo przecież wyglądają albumy Morricone, ale on to już totalnie miesza wszystko :-) Przecież bardzo podobnie zbudowany jest album z Wojny światów, inaczej pewnie byłby o wiele gorszy do słuchania...
Thedues 2006-02-10 16:51
. Wtedy taka opinia/rozprawka/recenzja ma szansę stać się wiarygodną, ale oczywiście zdanie jest zawsze subiektywne i po to są komentarze u dołu, żeby można było z nim polemizować. Tak więc nie kłóćcie się tak bardzo, bo nie ma o co.

a czy wymiana zdan tudzież polemika zawsze odbywa sie w spokojny sposob??!? Ja uwazam ze nie!:) nie padlo wszak zadne obrazliwe zdanie dla zadnej ze stron wiec jesli dyskusja nabiera odrobine burzliwego ksztaltu to staje się bardziej atrakcyjniejsza!:) Po co wymiany zdan gdzie kazdy ohhh ahhh do siebie... Przecież nikomu to nie szkodzi;) I bez obaw:) nie bede do nikgoo pisał "WYNOCHA" jak ktos to juz zrobil na torunskim portalu;) albo tez kasowal postów;P wiec dyskutujcie tym bardziej iż jak czytam wypowiedzi wiąża sie one sciżle z tematem recenzji:)
thedues 2006-02-10 17:11
Debicz napisał: Suplement oczywiście napiszę w swoim czasie, ale będzie on dotyczył raczej samego filmu, bo jak słusznie zauważyliście, muzyki jest w nim niewiele. Dlatego właśnie moja opinia na temat samego soundtracku jest taka sama

To co mamy sie spodziewać osobnej recki:D:D?? Bo już nie rozumiem o co Ci chodziło??i co oznacza w swoim czasie?? ja mysle ze to powinno byc zrobione jak najszybciej wszak rozdanie oskarów tuz tuz...
Lukasz Waligórski napisał: Poza tym dlaczego niby krytykowanie recenzenta za jego opinię jest nie na miejscu? A za cóż innego można go krytykować?

No właśnie nie rozumiem tego??!? To co recenzent jest świety jak John Williams?? nie można się do jego tekstów doczepić??? Skoro argumenty samego recenzenta polegaja na trywialnej odpowiedzi BO TAK to wydaje mi się ze sam nie miał pojęcia o czym pisze...
Przecież bardzo podobnie zbudowany jest album z Wojny światów, inaczej pewnie byłby o wiele gorszy do słuchania...

Tylko że ocena muzyki akurat na naszym portalu Wojny Światów jest równa 2.5 a skoro już porównujemy ją Munich gdzie recenzenci s.pl oceniają ja wszyscy jednogłóśnie na 4.5 to chyba ktoś jest głuch...?!? Tylko kto...?:P
Olek Dębicz 2006-02-10 22:45
Skoro argumenty samego recenzenta polegaja na trywialnej odpowiedzi BO TAK to wydaje mi się ze sam nie miał pojęcia o czym pisze... Czy z mojej recenzji naprawdę można wywnioskować, że nie wiem o czym piszę? No cóż...
Paweł Stroiński 2006-02-11 00:42
Poważna dyskusja pod moją recenzją mnie cieszy. Wydaje mi się, że pokazuje ona, że można między sobą dyskutować bez pocięcia się na noże. Wszystko zależy od tego, kto ze sobą dyskutuje. Na szczęście pewnej granicy udało się nie przekroczyć, chociaż czasami było blisko. Co do samej merytoryki. Olek, muszę przyznać rację Przemkowi, że do końca swoich tez nie uargumentowałeś, a w twojej recenzji jest problem, na który zwrócono ci już uwagę - niezależnie od zamiaru, można twój tekst odebrać snobistycznie, co szarego czytelnika odstraszy (biorąc jeszcze pod uwagę, że szary czytelnik też może nie wiedzieć, co to jest wysoka muzyka współczesna, bo Penderecki czy inni raczej nie zdobywają pierwszych miejsc na liście Billboardu, wybacz mi). Problem polega na tym, że wykraczając poza twoją argumentację - argumentację konesera muzyki poważnej i filmowej, nie da się powiedzieć nic pozytywnego o tym underscore, w którym, mówiąc po ludzku, "nic się nie dzieje". Reasumując, twoje argumenty dla zwykłego śmiertelnika będą brzmieć na zasadzie "Munich jest świetne, bo tak."

Łukasz, Olka uważam za znawcę, zwłaszcza w sferze warsztatowej i historycznomuzycznej, mimo wszystko nie uważam, żeby inna opinia (skrajnie, dodajmy) dyskredytowała kogoś jako recenzenta czy znawcę. Nie mylmy opinii subiektywnej z obiektywnym kłamstwem, bo twierdzisz, że fakt, że Monachium uważa za dzieło o wymiarze artystycznym dyskredytuje go jako profesjonalistę. To w takim razie profesjonalistą nie jest James Southall, który Hornerowi za Troję dał ocenę 4.5, a Kaczmarkowi za Finding Neverland 2.5? Poza tym sądzę, że underscore może mieć wymiar artystyczny i więcej, w dzisiejszej muzyce filmowej to właśnie przede wszystkim tam należy artyzmu szukać. Klasycznym przykładem tu będzie dla mnie zawsze Hans Zimmer ze swoją Cienką czerwoną linią. Ale Cienkiej czerwonej linii i Munich porównywać nie można, bo to różnica klas. Na korzyść Niemca oczywiście.
Olek Dębicz 2006-02-11 00:53
Dziękuję za komplement, choć z tym znawcą, to zgodzę się raczej z Łukaszem :). Co do mojej "snobistcznej recenzji". Tak, chciałem pokazać, że "Monachium" nie jest muzyką dla każdego. Niestety zostało to odebrane jako wyraz pogardy dla całej reszty, która uważa najnowszą kompozycję Williamsa za nudną. Mój błąd. Przepraszam jeśli kogoś uraziłem.
Paweł Stroiński 2006-02-11 14:45
Za to przepraszałeś już w komentarzu przy swojej recenzji, problem jednak pozostaje. Nie wydaje mi się, że ścieżkę tą można obiektywnie ocenić na 4,5, skoro sam przyznajesz, że nie jest przeznaczona dla wszystkich. W rozmowie zwracałeś mi też uwagę na to, że za nisko oceniłem oryginalność ścieżki Williamsa. Niestety, ja dużo ostrzej oceniam odwołania do innych kompozytorów muzyki filmowej niż do muzyki poważnej. Dlatego czwórkową oryginalność Weather Mana (którego wkrótcę zrecenzuję) Zimmera ocenię na 3, bo Niemiec porusza się po konwencji stworzonej przez Thomasa Newmana do American Beauty
Olek Dębicz 2006-02-11 16:14
To, że nie każdemu spodoba się "Monachium" wcale nie oznacza, że jest słabe. Tak stawiając sprawę, równie nisko można ocenić np. symfonie Lutosławskiego - przecież nie są dla wszystkich zrozumiałe.
Paweł Stroiński 2006-02-11 16:23
Nie wydaje mi się, że kompozytora muzyki filmowej można porównać z Lutosławskim czy Pendereckim. Pamiętajmy, że względy artystyczne w muzyce filmowej mogą zostać zniwelowane przez jej funkcjonalny charakter. Monachium jest zdecydowanie pracą funkcjonalną. Z wyjątkiem dwóch może trzech utworów odmawiam tej ścieżce artyzmu, bo wyraźnie ulega materii, jaką jest film, w odróżnieniu od bezinteresownej materii, jaką jest muzyka koncertowa.
Olek Dębicz 2006-02-11 16:32
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Monachium" jest muzyką funkcjonalną. Ile jej zostało wykorzystanej w filmie? To wprawdzie nie jest żadnym argumentem, ale moim zdaniem kompozycja Williamsa (łącznie z underscore) jest jak najbardziej artystyczna. Tylko trudna w odbiorze.
thedues 2006-02-11 16:34
Tranformers to tez dla niektorych praca artystyczna;P ale jakos nie kazdy jest o tym przekonany. Moze na tym swiecia sa ludzie Madrzejsci i Glupsi... no bo coz ja tez muzyki widocznie nie rozumiem;)
Paweł Stroiński 2006-02-12 00:11
Ilość materiału użytego w filmie (wśród utworów nieużytych jest jeszcze przecież Hiding the Family) nie jest żadnym argumentem przemawiającym na korzyść tezy o wysokim artyzmie muzyki Williamsa. Proszę o inne argumenty, jeśli poza wartościami technicznymi (a Munich i tak należy do prostych score'ów Williamsa, często wręcz jest bliski banałowi niestety) takowe istnieją. Moim zdaniem, niestety takowe nie istnieją, a nawet techniczne odrzucam, bo wybitnego warsztatu tu nie widzę. Zwraca uwagę tylko banalny rytm, który wymyśliłby każdy we śnie. I to jest brutalna prawda.
Olek Dębicz 2006-02-12 18:38
Monachium jest prosy? Banalny? Przeciętny warsztatowo? Przecież w underscore jest mnóstwo oryginalnych pomysłów aranżacyjnych! Jeśli Ci się nie podoba, to nie mów, że jest banalny, bo to nieprawda. Według mnie artyzm tej kompozycji przejawia się w introwertycznym przekazywaniu emocji w underscorze za pomocą właśnie tych oryginalnych środków wyrazowych. Muzyka jest bardzo głęboka, ale trzeba się mocno skupić, żeby odkryć jej walory. To nie jest snobizm.
Łukasz Waligórski 2006-02-12 18:56
Stwiedzenia Olka zaczynają mi przypominać słynną formułkę: "Bo Mickiewicz wielkim poetą był...". Co prawda większość społeczeństwa nie ma pojęcia o co Mickiewiczowi chodziło to "znawcy" się upierają że pisał on tylko wielkie dzieła. Olek za wszelką cenę stara się udowodnić, że to właśnie "Williams wielkim kompozytorem jest..." i żadnemu jego dziełu nie można nic zarzucić. Owszem Williams jest wielkim kompozytorem ale to nie znaczy, że nawet w takim okropnym underscore jaki jest w "Monachium" można znaleźć artyzm. Poza tym umiejętność większego lub mniejszego skupienia się nie tutaj nic do rzeczy. To tylko dowodzi że ta muzyka bez obrazu kompletnie sobie nie radzi...
Marek 2006-02-12 19:03
Jeśli już, to w cytacie chodziło o Słowackiego, a Mickiewicz jak najbardziej na swój status zasługuje, chociażby za "Dziady". Poza tym poezaja Adasia przy takim Białoszewskim czy nawet Iwaszkiewiczu to spacerek. Pozdrawiam.
Paweł Stroiński 2006-02-12 19:27
Jako polonista zgodzę się z Markiem. Cytat z Gombrowicza zdecydowanie mówi o Słowackim. Nie wiem czemu tak bardzo próbujesz Łukasz zbić autorytet Olka jako recenzenta, recenzenta, którego ja osobiśćie cenię,chociaż nie zgadzam się z nim, co do Munich. Rozumiem, że chcesz się wyżyć na nim jako recenzencie soundtracks.pl. Ja rozumiem powody, dla których jesteś na nich cięty, ale chciałbym tylko delikatnie zwrócić uwagę, że mam taki okres za sobą i nie wyszedł mi wcale na dobre. Cieszę się,że popierasz nasze tezy, ale moim zdaniem jesteś trochę niesprawiedliwy
Olek Dębicz 2006-02-12 19:55
Denerwuje mnie, że po mojej jak narazie jedynej recenzji soundtracku Williamsa, przykleja mi się łatkę, że jestem fanatykiem tego kompozytora. To zjawisko bardzo charakterystyczne dla polskiego społeczeństwa, szczególnie wyraźne w polityce.
Łukasz Waligórski 2006-02-12 20:11
Nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tą polityką... Nie jestem polonistą i bardzo się z tego cieszę. Jeśli w tym cytacie popełniłem błąd to wynikał on z mojej świadomej ignorancji do narzucanych mi w szkołale autorytetów. Ale zdaje się że moje intencje i tak zostały prawidłowo odczytane. Zdaje się tylko że Paweł nadinterpretuje moje komentarze przyklejając mi łatkę pogromcy s.pl. Twierdzisz że jestem niesprawiedliwy? Napisz mi, które moje stwierdzenie jest niesprawiedliwe?
Yakin 2006-02-12 20:21
Wspaniała dyskusja. Thedeus i Waligórski chyba myślą, że są jakimiś guru, a ich słowa są święte. Nikt tu nie ma prawa powiedzieć, że mu się ta płyta podoba, bo zostanie żywcem zjedzony. Jak chcecie dyktować innym poglądy, to sobie załóżcie sektę!
Thedues 2006-02-12 20:33
Owszem pomyślimy;)

A tak poza tym jakbyś czytał wcześniej to ja doceniam Munich za pare utworów, lecz nie mogę sie zgodzić z tym, iż underscore zaprezentowany przez Williamsa to artyzm...:/ a żadnych argumentów od Olka nie otrzymałem.. No może poza tym iż trzeba sie w niego dokladnie wczuć w ten underscore co uwazam za mało przekonujący argument. Guru mawiasz:) zawsze to miło słyszeć takie komplementy;P
Paweł Stroiński 2006-02-12 21:15
Moim zdaniem niesprawiedliwe są zarzuty wobec Olka, że mówiąc, że jego prywatne zdanie jest obiektywnym kłamstwem i fakt, że coś mu się podoba niejako dezawuuje go jako recenzenta. Najwybitniejszym zdarza się mieć dziwne opinie. Jesteś na Olka szczególnie cięty. Po prostu.

Yakin, wcale nie twierdzę, że ta muzyka się nie ma prawa podobać. Sprzeciwiam się tylko określaniu tej ścieżki jako dzieła sztuki. Do Listy Schindlera (autentycznego arcydzieła Johna Williamsa) jest Monachium bardzo daleko, ba nawet do Gejszy jest daleko, a Wyznania są dziełem bardzo dobrym, które ma kilka fragmentów pełnych artyzmu. W Monachium widzę tylko nieoryginalną tematykę i wyłącznie funkcjonalne underscore.
Tomek 2006-02-12 21:25
Do Prochów Angeli również dalekim. Szczególnie, że Prayer for Peace wykazuje tak dalekie podobieństwa do tematu Angeli...

A co do tego, co się podoba Olkowi w underscore Williamsa, to go doskonale rozumiem. Takich rzeczy się nie da wytłumaczyć, to są subiektywne opinie. Williams tego typu underscore używa od jakichś 5 lat, chodzi mi tu szczególnie o Raport mniejszości (echo-ujące perkusje, różne inne udziwniacze) i Star Wars Episode II.
Łukasz Waligórski 2006-02-12 21:27
Tu nie chodzi o poglądy Olka i o to że coś mu się podoba, ale ich motywowanie. Jego argumenty do mnie po prostu nie trafiają. Jeżeli recenzent w dyskusji zatrzymuje się miejscu, w którym nic już do niego nie dociera i upiera się przy swoim nie mając żadnych argumentów, to dla mnie taka dyskusja się kończy. Rozumiem, że istnieje takie coś jak gust i trudno to wiarygodnie umotywować, ale odnoszenie się do możliwoœci percepcyjnych innych słuchaczy pisząc że trzeba się naprawdę mocno skupić żeby znaleźć piękno w muzyce jest po prostu obrażające i snobistyczne. To tak jakby ktoś mówił, że jestem za głupi nie potrafię się na tyle skupić żeby dobrze ocenić muzykę... Cóż to za argument?
Olek Dębicz 2006-02-12 22:02
Nie uważam "Monachium" za arcydzieło. Nie znam soundtracku, który tak bym nazwał. Jest on tylko moim zdaniem na wysokim poziomie artystycznym, co przejawia się w niekonwencjonalnym przekazywaniu emocji poprzez nowatorskie dla muzyki filmowej środki wyrazowe. W "Raporcie Mniejszości" i "Gwiezdnych Wojnach" takowych nie ma, więc nie uważam obrony moich argumentów za trafne :).
Tomek 2006-02-12 22:22
A ja myślę, że trochę już przesadzacie z tym całym argumentowaniem i atakowaniem. Nie chcę tu być poplecznikem żadnej ze stron, bo dyskusja jest rzeczowa. Cały czas widzę rozchodzi się o ten nieszczęsny underscore. Jest to trudne w słuchaniu i nie-atrakcyjne, zgadzam się i popieram, ale dlaczego taka muzyka ma się nie podobać i nie być nurtująca i intrygująca? Podam przykład Pawła, który czasami bardzo rozpływa się nad niuansami tła muzycznego, które kreuje Zimmer, dla wielu osób to może okazać się równie śmiertelnie nudne i nie przedstawiające żadnej wartości tak artystycznej jak i rozrywkowej (bo ku temu w pierwszym rzędzie służy muzyka filmowa IMHO). Akurat Olek uważa ten typ muzyki z Monachium za interesujący (ja również, choć jest bardzo nie-atrakcyjna), choć na pewno nie tak jak w Wojnie światów. Nie wiem czy dobrze odczytuje intencje, ale Olkowi podoba się muzyczna inteligencja zawarta w tej jak i innych poważnych pracach Williamsa, tych które można podciągać pod osiągniecia jednak artystyczne. Tak, zaraz posypią się na i moją głowę gromy, że nazywam to inteligencją :-D Ja też kiedyś byłem za klarownością w muzyce, dziś zaczyna mnie ona oględnie mówiąc nużyć, dlatego też podzielam zdanie O.Dębicza, że na pewnej muzyce (pewnych pracach) trzeba się po prostu skupić. Do nich należy Monachium. Dobra, kończę bo się narażę na taki sam atak :)
Thedues 2006-02-12 22:29
Zostałeś rozstrzelany TOMKU:D:D:D Dobra juz dobra, ja wiem swoje Olek wie swoje;) nie dojdziemy do porozumienia;) także ja przerywam tą dysputę:P Ale mam nadzieje, że wymiana zdań nie przysłużyła sie do obrazy czyjegoś majestatu:D:D Pozdrawiam=)
Tomek 2006-02-12 23:19
A miałem nadzieję, że użyjesz ślepaków... :-D Pozdrawiam!
Anula 2006-02-17 21:42
Oj musze przyznac, ze pojechales po Williamsie rowno. Jednak dostrzegam w Twojej recenzji lekka niekonsekwencje. Raz, wrecz miazdzaco krytukujesz by za chwile chwalic. No ale to tylko moje odczucie. Osobiscie uwazam Monachium za soundtrack bardzo dobry. Nie zauwazylam tez, zeby muzyka byla w filmie nieslychalna :) A co do podazania sladami Zimmera - nie postrzegalabym tego jako zarzut. Wrecz przeciwnie. Wydaje mi sie, ze wyszlo to Williamsowi i nam na dobre :) Pozdrawiam :)
Jorge 2006-03-17 13:41
Cały album można okreslic jednym słowem : ilustracyjna papka.
Wojtek 2007-05-12 23:09
Mnie osobiscie muzyka z monachium się podobala, tzn. rewelacyjny dla mnie jest A Prayer for Peace. Jednak nie mialem okazji zapoznac się z tą płytą w całości, wiec nie moge byc obiektywynym, natomiast slyszalem chyba wręcz podręcznikowy przyklad tego "nudnego undersocoru", the raid in tarifa. Budzilo we mnie mieszane uczucia... A czy szanowny recenzent probowal nam przekazac, ze spielberg narzucil williamsowi uzywanie syntezatrow itp? Ech....
Radosław Bołtuć 2007-12-15 19:00
W "Monachium" wyraźnie brakuje tego "czegoś" co zawsze tkwiło w ścieżkach Williamsa. Maestro wraz z wiekiem zmienił także swój styl komponowania, nie można powiedzieć, że na gorszy, ale na pewno już nie tak porywający. "Monachium" to taki "ciężki" album, nie przynosi za dużo satysfakcji, w sporej części potrafi nudzić i wydaje się nie do końca przemyślany. Według mnie ten soundtrack mógł być o wiele lepszy, bo sam temat przewodni jest tutaj naprawdę piękny!
bladerunner21 2010-10-03 15:51
W filmie działa wprost rewelacyjnie! Za płytę 3 i nie chce być więcej. :)
Private_Witt 2013-01-31 00:23
Bardzo dobry album aczkolwiek ten etniczne jęki nie bardzo tu pasują i meczą mnie jak zawsze. Jeden temat bardzo przypomina main theme z Born on the fourth of july, inny z kolei jest prawie, że kopią gitary Hacketta z blood on the rooftops Gnesis.
Private_Witt 2013-01-31 00:25
Jeszcze jedno. Jak można się o muzyce wypowiadać w kategoriach atrakcyjności? Ogarnijcie się co niektórzy i wyjedzcie z miasta.
Mieszko 2014-04-05 15:00
Bardzo dobry score do trzymającego w napięciu, lecz chwilami zbyt łopatologicznego filmu Stevena Spielberga. John Williams zasłużenie otrzymał nominację do Oscara. Choć patrząc na to z drugiej strony... "Wyznania gejszy" nie zdobyły statuetki za muzykę właśnie przez "Monachium", mimo iż obie prace należą do ścisłej czołówki sprzed 9 lat (twardy orzech do zgryzienia).
Marcin S 2016-03-05 15:33
Typowa hollywoodzka tapeta

Munich (Monachium)

Kompozytor:

  • John Williams

Dyrygent:

  • John Williams

Orkiestrator:

  • Eddie Karam
    Conrad Pope

Soliści:

  • Lisbeth Scott (wokal)
    Steve Erdody (wiolonczela)
    Gloria Cheng (fortepian)
    John Ellis (obój)
    Pedro Eustache (instr. etniczne)

Wydawca:

  • Decca (2005)

Producent:

  • John Williams

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2021 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie