Szukaj: w


recenzje

Edward Scissorhands (Edward Nożycoręki)


W historii muzyki filmowej niewiele jest płyt genialnych, płyt które swoją strukturą, barwą, pomysłowością i rewolucyjnością w podejściu do obrazowania, wyznaczają nową drogę rozwojowi muzycznej ilustracji. "Edward Nożycoręki" Danny Elfmana jest właśnie taką wyjątkową muzyką, muzyką posiadającą wszystkie wymienione cechy.

Po premierze "super-heroicznego" Batmana, Burton postanowił nieco zmienić front i stworzyć swoją wizję melodramatu. I tutaj należy się mała adnotacją. Krytycy analizujący twórczość reżysera, ukuli pojecie "poetycki kicz", pojęcie które moim zdaniem świetnie odnosi się do tego czym raczy nas Burton. Wychowany na tandetnych amerykańskich produkcjach lat 50 (także filmach Eda Wooda), reżyser korzysta z ich języka, wzbogacając czysty kicz swoją niesamowitą wyobraźnią. Tym samym przemienia tandetę w coś bliżej nie zidentyfikowanego, coś co możemy właśnie określić kiczem poetyckim. Widać to niemal we wszystkich filmach Burtona, począwszy od "Soku z Żuka" a skończywszy na "Gnijącej Pannie Młodej". W kreowaniu tego klimatu pomagają reżyserowi niewątpliwie dwie rzeczy: sugestywne, gotyckie zdjęcia i przede wszystkim niepowtarzalna, mroczno-sentymentalna muzyka Danny Elfmana. "Edward Nożycoręki", z którego partytura jest przedmiotem niniejszej recenzji, stanowi wzorzec, genialny model stylu Burton/Elfman, model wielokrotnie powtarzany w najdziwniejszych konfiguracjach, model nigdy jednak nie przewyższony.

Pisząc muzykę do filmu o przygodach "dziwadła o nożycach zamiast rąk" Elfman musiał być ostrożny. Nie mógł pozwolić sobie na napisanie typowej sentymentalnej hollywoodzkiej papki, papki która sprawiłaby, że "parodia kiczu", zamieniłaby się w "kicz realny". Musiał zatem z jednej strony wpisać się w konwencję, dodając specyficzne gotyckie piętno, atmosferę pełną niejednoznaczności, z drugiej zaś dodać bajkową umowność, surrealistyczną marę. Podstawą tego języka kompozytor uczynił chór, brzmiący jednak jak "chór duszy potępionych". Nawet w momentach melodramatycznych nadaje on złowrogie piętno (głównie dlatego, że w przeważającej większości nie śpiewa zwyczajowego "aaaa", lecz niepokojąco -na modłę kołysanki- buczy "uuuu"). Kreuje to niesamowity klimat, tą wspominaną przeze mnie "niejednoznaczność" (Introduction, Storytime, Ice Dance, The Grand Finale). W ogóle należy zwrócić uwagę na to w jaki sposób Elfman kształtuje tutaj brzmienie chóru (łącząc horrorowy język kina klasy "B" - wszak Edward to odpowiednik Frankensteina – z dziecięcą niewinnością i hollywoodzkim melodramatyzmem), gdyż wykreowany przez niego model stanie się wzorem obowiązującym w muzyce filmowej, specyficznym znakiem firmowym, który wejdzie do języka opisujących jako "elfmanowskie chórki".

To co poraża słuchacza już niemal od pierwszej nuty, to wielkie bogactwo orkiestracyjne jakie czai się w tej partyturze. Elfman co chwila zaskakuje, a to dziwacznym przejściem (Ballet De Suburbia –Suite), a to subtelnym nawiązaniem do klasyki (Ravell w Edward the Barber), a to wreszcie prześlicznym tematem (najlepiej słyszalnym w Ice Dance i w The Grand Finale). Słuchając partytury od razu czujemy, że twórca nie jest akademikiem, posiadającym sztywne, klasyczne wykształcenie, które mogłoby w jakiś sposób powodować, że jego muzyka jest zimna i skonwencjonalizowana. Tutaj mamy gotycką żywiołowość i niezwykłe pomysły, poprawnie jednak ubrane w orkiestrę dzięki Steve'i Bartkowi i Shirley Walker

Analizując muzykę z Edwarda trzeba wspomnieć o największej zalecie tej partytury, zalecie która czyni ją obowiązkową pozycją dla każdego słuchacza, dla każdego miłośnika kina. Mam na myśli oczywiście jej niesamowitą, wielce sugestywną wizualność, wizualność która sprawia, że w filmie nie tylko kreuje klimat i tworzy narrację, lecz co więcej integruję się z obrazem tak mocno, że jest jego nierozerwalną (choć mogącą przecież istnieć w świecie pozafilmowym !!!) częścią. Przyznam się, że nie wyobrażam sobie "Edwarda Nożycorękiego" z muzyką jakiegoś innego twórcy. Sadzę, że żaden z autorów pracujących w Hollywood nie potrafiłby stworzyć tak przejmującej mieszanki grozy i komizmu (The Cookie Faktory), melodramatyzmu i niesamowitości (Ice Dance), kiczu z poezją.

Krytycy może będą narzekać na dziwaczność niektórych rozwiązań, wielu również nie spodoba się piosenka Toma Jonesa, która różni się klimatem od ścieżki Elfmana. Mnie to nie przeszkadza. Edward Nożycoręki to surrealistyczna podróż do krainy wyobraźni Tima Burtona, krainy w której groza miesza się komizmem, dramat z sielanką, a kicz stoi obok sztuki. Żeby zacząć tą niesamowitą podróż wystarczy włączyć sobie płytę z muzyką Elmfana i posłuchać pierwszych leniwych taktów Intorduction. Po jakichś 45 minutach naszą peregrynację zakończy Tom Jones (taka właśnie jego funkcja) wybudzając nas z surrealistycznego letargu, po to byśmy mogli powrócić do codzienności.

Na całe szczęście gdy zwyczajność znów zacznie nas przytłaczać za pomocą jednego kliknięcia możemy powrócić do krainy dziwadeł. Do krainy Danny Elfmana, Tima Burtona i... Edwarda Nożycorękiego.




Autor recenzji:  Łukasz Wudarski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Introduction (Titles) (2:36)
  • 2. Storytime (2:35)
  • 3. Castle on the Hill (6:25)
  • 4. Beautiful New World/Home Sweet Home (2:05)
  • 5. The Cookie Factory (2:14)
  • 6. Ballet De Suburbia (Suite) (1:17)
  • 7. Ice Dance (1:45)
  • 8. Etiquette Lesson (1:38)
  • 9. Edward the Barber (3:19)
  • 10. Esmeralda (0:27)
  • 11. Death! (3:29)
  • 12. The Tide Turns (Suite) (5:31)
  • 13. The Final Confrontation (2:17)
  • 14. Farewell... (2:46)
  • 15. The Grand Finale (3:26)
  • 16. The End (4:47)
  • 17. With These Hands – (Silver/Davis), wykonuje Tom Jones (2:43)
Razem:(49:20)
Komentarze
Mefisto 2006-02-27 14:26
Takie płyty to już legenda, choć gdyby nie cudny motyw przewodni nie byłoby o czym mówić.
Avner 2007-05-15 15:35
Niesamowita muzyka, jakby nie z tego świata. Gdyby nie ona to film nie byłbym taki piękny i wzruszający. Nie wyobrażam sobie innej muzyki podczas sceny gdy Kim tańczy przy padającym śniegu albo podczas pożegnania. Coś wspaniałe choć soundtrack ma jeden dosyć poważny minus - tak wciąga tak bardzo, że po przesłuchaniu ma się problemy z powrotem do rzeczywistości ;)
film-o-znawca 2007-05-15 20:53
mnie aż tak nie urzekła (wolałem Batmany) ... choć doceniam klasę Edwarda i lubię sobie czasem posłuchać (w przeciwieństwie do Batmanów , których już nie słucham ;D, przesłuchały mi się ;D) ;)
sylvek 2009-01-04 14:41
piekna muzyka ale i tak 5 gwiazdek to za duzo. Najlepsza muzyka elfmana jaka dano mi sluszec
Mystery 2010-08-20 15:26
Najbardziej magiczna praca Danny'ego i moja osobista czołówka tego kompozytora
DanielosVK 2010-10-03 23:29
Megakult, kocham tę pracę. Jeden z moich ulubionych tworów w ogóle.
ZETAJ 2011-09-30 18:37
Muzyka na 6 gwiazdek cudowna.
Mieszko 2013-10-09 09:36
Powiem krótko... Kocham "Edwarda Nożycorękiego" (zarówno film, jak i ścieżkę dźwiękową)! Dzieło życia Danny'ego Elfmana (bez nominacji do Oscara?!).
Mieszko 2013-10-09 23:19
Dla mnie taki burtonowski Elfman (prawie) jeszcze w "Big Fish" i "Alice in Wonderland".
Wiles 2014-06-16 15:35
Co tu dużo mówić... O tej ścieżce dźwiękowej zostało już tyle napisane, że zwyczajnie nic oryginalnego bym nie dodał. Napiszę jedynie, iż to jedna z moich ulubionych kompozycji, a "Grand finale" należy do najlepszych kawałków jakie słyszałem w całej swojej przygodzie związanej z muzyką filmową.

Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Edward Scissorhands (Edward Nożycoręki)

Kompozytor:

  • Danny Elfman

Dyrygent:

  • Shirley Walker

Orkiestrator:

  • Steve Bartek

Wydawca:

  • MCA Records (1990)

Producent:

  • Danny Elfman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie