Szukaj: w


recenzje

Last Witch Hunter, The (Łowca czarownic)



Wolny wieczór, darmowy voucher kinowy w portfelu – to najkrótsza droga do popełnienia klasycznej głupoty, czyli wycieczki na film, który już samą nazwą wzbudza mieszane uczucia. Widowisko z Vin Dieslem w roli głównej okazało się dokładnie tym, czego oczekiwałem. Mianowicie tanią rozrywką, w której dobre dialogi i fabuła są towarem deficytowym. Łowca czarownic Brecka Eisnera (Sahara, Opętani) opowiada o Kaulderze, który zabijając królową czarownic zostaje przeklęty i skazany na nieśmiertelność. Aby nadać sens swojej egzystencji zabiera się za polowanie na wszystkie istoty używające czarów przeciwko ludziom. Oczywiście akcja dzieje się we współczesności, gdzie świat staje przed groźbą apokalipsy związanej z odrodzeniem złej wiedźmy. Jak zatem widzimy z powyższego opisu, obraz Eisnera to nie tyle wierne podążanie za klasyką gatunku, co odlewanie posągu taniej rozrywki z funkcjonujących już od dekad formuł. I tyczy się to wszystkich płaszczyzn Łowcy czarownic - łącznie z muzyką.

Do skomponowania takowej poproszony został Steve Jablonsky. Informacja o angażu Amerykanina pojawiła się już w lutym 2015 roku, więc prawie półroczny czas do premiery zapewniał komfort w zrealizowaniu zadania. Niestety, jak to w przypadku tego kompozytora bywa, nawet sprzyjające warunki nie są gwarantem jakości. Jablosnky popełnił bowiem bardzo anonimową pracę, która zarówno stylistycznie, jak i tematycznie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Jest to ścieżka ukierunkowana przede wszystkim na funkcjonowanie w obrazie. Choć motyw przewodni ma swoje momenty, szczególnie mocno akcentując swoją obecność, gdy tytułowy łowca mierzy się z królową czarownic, nie robi on większego fermentu w wyobraźni odbiorcy. Oparcie linii melodycznej na tym stale repetowanym motywie tworzy w pewnym momencie uczycie przesytu i wyłączenia uwagi na wszystko, co z muzyką związane. Od strony funkcjonalnej nie można jednak ścieżce dźwiękowej Jablonsky’ego wiele zarzucić. Pojawia się tam, gdzie powinna - najczęściej w scenach kumulujących napięcie i uwalniających je scenach akcji. Całe szczęście kompozytor nie brnął w drewniane aktorstwo Diesla usilnie próbującego sprzedać nam swój dramat. Sceny dialogów i zmagań z własną klątwą nie zostały tu jakkolwiek zracjonalizowane muzycznie. Wychodząc z sali kinowej nie czułem zatem większej potrzeby na przedłużenie nabytych przed chwilą doświadczeń o znajomość albumu soundtrackowego.

Mimo tego, z czystej ciekawości sięgnąłem po wydaną przez Milan Records ścieżkę dźwiękową. Głównie dlatego, by przekonać się, czy napisany na potrzeby Łowcy czarownic temat przewodni sprawdzi się jako indywidualne słuchowisko. Przyznam, że pod pewnymi względami tak też się stało. Dramatyczny motyw głównego bohatera jest niewątpliwą ikoną tej partytury, ale poniekąd również i jej przekleństwem. A to dlatego, że poza nim nie funkcjonuje tu właściwie żadna alternatywa, która urozmaicałaby treść. Finał jest więc taki, że po wysłuchaniu blisko 65-minutowego krążka nie poczułem absolutnie żadnej potrzeby, by do niego powrócić. I tylko redaktorski obowiązek zobligował mnie do kilku kolejnych podejść, które w ostatecznym rozrachunku podtrzymały wcześniej wyrobioną opinię.


Soundtrack rozpoczyna się ilustracją prologu rozgrywającego się w XIII-wiecznej Europie. Ośmiominutowa scena polowania na królową czarownic (I Curse You with Life) wykłada na stół praktycznie wszystkie pionki, jakimi Steve Jablonsky grał będzie przez pozostałą część partytury. Jedyna różnica tkwi w odstąpieniu od elektronicznych sampli, które dochodzą do głosu dopiero wtedy, kiedy akcja przenosi się do czasów współczesnych. Wspomniana tu elektronika nie jest bynajmniej ważnym elementem ilustracji. Subtelnie wprowadzony bit wydaje się tylko dopełnieniem post-zimmerowskiego, odmierzonego od linijki, symfonicznego grania. A jeżeli o takowym mówimy, to warto tylko zaznaczyć, że motorem napędzającym muzyczny „fun” jest silnie eksponowana sekcja dęta z wyznaczającymi tempo perkusjami i smyczkowymi ostinatami. Wszystko to w duchu miłościwie panującego nam mainsteaamu.

Fakt, trudno odnaleźć w tym McScore jakąś unikatową cząstkę, która skupiłaby uwagę osłuchanego już w muzyce filmowej odbiorcy. Mimo całkiem dobrze zarysowanego tematu, kompozytor nie potrafi go sprzedać w arcyciekawej formie. Większość proponowanego tu materiału umyka nam więc bez większych emocji. Wyjątek stanowić może końcówka albumu, gdzie pojawia się jedenastominutowy fragment ilustrujący finalną konfrontację. Systematycznie podkręcane tempo owocuje iście trailerową fanfarą, która ma prawo przypaść do gustu zagorzałym wyznawcom brzmień rodem z fabryki RCP. Mnie osobiście przekonał natomiast patetyczny, ciekawie zaaranżowany epilog z utworu At Your Service. Jeżeli miałbym powracać do tego krążka, to głównie przez wzgląd na owy fragment.

Jakkolwiek atrakcyjny może się również wydać ociekający demonicznym wydźwiękiem The Witch Queen. Mroczna, „ociężała” aranżacja czaruje zaskakująco wiarygodną dramaturgią, choć w głównej mierze jest to produkt mocno związany z obrazem. W stopniu umiarkowanym na uwagę zasługuje również I Must Remember stanowiący chyba jedyny liryczny akcent na ścieżce dźwiękowej do Łowcy czarownic. W żaden sposób nie zaskakuje formą, aczkolwiek zapewnia zdrową odskocznię od zimmerowskiej irytująco gęstej faktury.

I trudno tu mówić o jakimkolwiek rozczarowaniu. Przecież nie wiązałem z tą pracą praktycznie żadnych nadziei. W moim odczuciu wpisuje się ona w kanon słabych średniaków, których miejsce jest przede wszystkim w obrazie. Decyzję zakupu tego krążka radziłbym więc gruntownie przemyśleć. Rok 2015 owocuje bowiem w albumy o wiele bardziej warte naszej uwagi i pieniędzy.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. I Curse You With Life (8:11)
  • 2. Three Is Trouble (3:21)
  • 3. Judgement (3:12)
  • 4. Well Hello, Witch Hunter (4:23)
  • 5. Lights Out (1:06)
  • 6. The Witch Queen (4:06)
  • 7. I Must Remember (3:31)
  • 8. Good Hunting (6:36)
  • 9. Remember Your Death (4:45)
  • 10. This Isn't Real (3:50)
  • 11. I Am Reborn (4:19)
  • 12. You Have To Fight (3:01)
  • 13. By Iron And Fire (11:26)
  • 14. At Your Service (3:10)
Czas trwania: 64:57
Komentarze
Mefisto 2015-11-02
19:30
W sumie zgoda - do filmu nie podchodzę, płyta przydługa i monotonna, ale przesłuchałem ją w sumie bezboleśnie. Ot, odhaczone i zapomniane. Słuchałem przy tym wielu gorszych prac - w tym części od Steve'a - także jakiejś totalnej porażki nie ma.
Mystery 2016-01-13
15:11
Surowo, a tak porządnego i dojrzałego scoru od Jabla i to stworzonego do czegoś takiego, ze świecą szukać. Za bardzo nie mam się tu do czego przyczepić i warstwa wykonawcza jak i tematyczna trzyma poziom, którego nie powstydziłaby się taka fachura jak chociażby Beltrami ze swojej lepszej formy, a za "At Your Service", jeden z częściej słuchanych przeze mnie utworów 2015 roku, pozwolę sobie nawet przyznać dla Steve'a dodatkową połówkę.

Last Witch Hunter, The (Łowca czarownic)

Kompozytor:

  • Steve Jablonsky

Muzyka dodatkowa:

  • Gary Dworetsky
  • Jay Flood
  • Jon Aschalew

Wydawca:

  • Milan Records (2015)

Producent:

  • Steve Jablonsky

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie