Szukaj: w


recenzje

Robe, the (Szata)



Wbrew obiegowym opiniom, muzyka epicka czasów Złotej Ery Hollywoodu nigdy nie była gatunkiem w pełni jednorodnym. Obok najbardziej wystawnych, pompatycznych ścieżek Miklósa Rózsy (Ben Hur, King of Kings), Elmera Bernsteina (The Ten Commandments) i Dmitrija Tiomkina (Fall of the Roman Empire), trafiały się również produkcje innych nurtów, ujmujące problematykę antycznego widowiska w sposób nieco mniej skonwencjonalizowany. Można tu wskazać w szczególności dyskretnie kameralne The Silver Chalice Franza Waxmana, sięgającego do modernistycznych rozwiązań Spartakusa Alexa Northa, czy mroczną i pierwotną ilustrację Alfreda Newmana do David and Bathsheba. Zasługi Newmana na wspomnianej ścieżce się nie kończą. To on bowiem alternatywną interpretację kina sandałowego wyniósł na poziom najambitniejszy.

Mowa oczywiście o The Robe, superprodukcji 20th Century Fox z 1953 roku, reklamowanej w momencie premiery jako pierwsze widowisko zrealizowane w przełomowej podówczas, panoramicznej technice CinemaScope. Okazały hollywoodzki spektakl o początkach chrześcijaństwa nie zniósł zbyt dobrze próby czasu; technikalia nadal robią wrażenie, ale drętwe dialogi oraz teatralna maniera aktorska sprawiają, że całkiem interesująca i niebanalna historia traci większość ze swojego literackiego autentyzmu. Wkład Alfreda Newmana jako jedyny poddaje się po latach pozytywnej weryfikacji, choć i w jego przypadku pewne elementy nadgryzł już nieco ząb czasu.

Nestor najsłynniejszego kompozytorskiego rodu doskonale odnajdywał się w tematyce religijnej. O ile biblijne ścieżki Miklósa Rózsy można by określić jako symfonie pochwalne na cześć Boga, o tyle klasyczne pozycje z filmografii Newmana: oscarowa The Song of Bernadette oraz kontrowersyjna The Greatest Story Ever Told, zdumiewają subtelnym, refleksyjnym podejściem do duchowości i wiary. The Robe jest spośród tych trzech tytułów najbardziej niejednoznaczna i mistyczna, najbliżej jej do rytuału obcowania z metafizyczną Tajemnicą.


Ten niezwykły, nadprzyrodzony efekt Newman osiągnął poprzez zastosowanie rozwiązań kompozycyjnych nietypowych dla ówczesnego kina epickiego. Pierwszy przykład tego oryginalnego podejścia pojawia się już w temacie przewodnim ścieżki. W odróżnieniu od większości ilustracji z okresu Złotej Ery, linia melodyczna jest tutaj absolutnie szczątkowa (pięć identycznych nut w sześcionutowym temacie); zamiast tego kompozytor za punkt ciężkości wydaje się obierać samą fakturę utworu – osobliwy mariaż słynnego newmanowskiego rubato w sekcji smyczków z ekstatyczną religijną wokalizą chóru, akcentowanymi przez apokaliptyczne wejścia dętych blaszanych. Tajemniczy, niepokojący wręcz temat zwiastuje kontakt z czymś nadprzyrodzonym, niewytłumaczalnym, z siłami pochodzącymi nie z tego świata. Emanuje sakralnym dystansem i wyobcowaniem, dalekim od humanistycznej unii człowieka z Bogiem, którą zdawał się w swojej muzyce uroczyście afirmować Rózsa.

Jeszcze dobitniej słychać to w monumentalnym Crucifixion, należącym do najambitniejszych utworów całej Złotej Ery Hollywoodu. Niemal 8-minutowy, polifoniczny dialog męskiego i żeńskiego chóru, "zawieszony" nad ascetycznymi, horyzontalnymi frazami smyczków, nadaje całej scenie rytualistycznej, ponadzmysłowej atmosfery. Trudno oprzeć się wrażeniu, że John Williams właśnie tutaj szukał inspiracji dla słynnego tematu Arki z Raiders of the Lost Ark - u Newmana boska interwencja zinterpretowana została w bardzo podobnym duchu, jako coś niezrozumiałego, nieuchronnego i nieprzezwyciężonego. Można oczywiście debatować, czy ta antyczna, starotestamentowa wręcz wizja Absolutu jest w opowieści o Chrystusie jeszcze aktualna; nie ulega jednak wątpliwości, że w powyższych fragmentach The Robe to arcydzieło ilustracji filmowej, punkt zwrotny w historii muzyki pisanej do kina religijnego.

Kolejnym wyróżnikiem ścieżki Newmana są jej sekwencje kameralne - oparte na stosunkowo prostych rozwązaniach technicznych, przybierają formę kompozycyjnych miniatur, opisujących ekranowe wydarzenia w introwertyczny, oszczędny sposób. Takie utwory, jak The Market Place, The Story of Miriam czy Catacombs / Hope, czyniące użytek z prześlicznych solowych partii aerofonów, można by bez większych przeszkód umieścić w kinie europejskim z epoki. Potwierdzają one tezę, którą forsowałem w innych tekstach poświęconych twórczości Newmana: kompozytor ten miał niezwykły – jak na czasy, w których przyszło mu pracować – dryg do subtelnego, zniuansowanego scoringu.

Mniej wyrobionemu słuchaczowi autor The Robe będzie się oczywiście w pierwszej kolejności kojarzył z efektownymi adaptacjami musicalowymi oraz pięknymi, wyciskającymi łzy tematami lirycznymi. Nie będzie to skojarzenie błędne, bo Newman faktycznie w powyższych dziedzinach osiągnął mistrzostwo i zapisał się dzięki nim złotymi zgłoskami na kartach Hollywoodu. W rzeczywistości The Robe nie przeczy wcale temu wizerunkowi. Główny temat romantyczny ścieżki, wyeksponowany w przecudnej urody utworze The Map of Jerusalem, to wybitna liryczna kreacja: wyrafinowana, pełna intymności i czułości, a przy tym szalenie hojna w emocje. Złota Era w najlepszym wydaniu.


Kompozycja Newmana nie odrywa się jednak w pełni od teatralnej maniery swoich czasów i we fragmentach tych jest prawdopodobnie najmniej absorbująca. Marszowy materiał Kaliguli ma wprawdzie nietypowy, prymitywistyczny posmak (Rózsa w tego typu scenach stosował bardziej wymyślne konstrukcje), ale na dłuższą metę nuży raczej swoją dosłownością. Zupełnie chybionym pomysłem jest Demetrius' Rescue - utwór, który z powodzeniem mógłby znaleźć się w wesołej przygodówce spod znaku płaszcza i szpady... i faktycznie, użyty w nim temat Newman zapożyczył ze swojej wcześniejszej ścieżki, kostiumowej opowiastki Prince of Foxes (utwór The Duke's Entrance na wydaniu FSM z 1999 roku). Trudno powiedzieć, dlaczego tak się stało; w każdym razie sekwencja ta zupełnie burzy zdyscyplinowany klimat ścieżki i sama z siebie omal nie odbiera jej jednej gwiazdki za walory ilustracyjne.

The Robe w swojej oryginalności ma problem... z oryginalnością właśnie. Na wspomnianym Prince of Foxes lista zapożyczeń się bowiem nie kończy. W utworze The Slave Market słychać motyw zaczerpnięty nuta w nutę z David and Bathsheba. Z kolei finałowe Hallelujah to przeróbka analogicznego utworu z The Hunchback of Notre Dame z 1939 roku, wykorzystanego również w The Song of Bernadette. Żeby było ciekawiej, oryginału nie skomponował Newman, lecz jeden z jego ghost writerów Ernest Toch...

Opisana wyżej praktyka (nawiasem mówiąc dość częsta w karierze kompozytora) nie deprecjonuje jednak The Robe jako całości. Każdą kopię równoważny bowiem błyskotliwy, nierzadko wyprzedzający swoją epokę pomysł z sąsiedniego utworu. Zgrzytając zębami przy Demetrius' Rescue, warto pamiętać choćby o zbliżającym się The Chase - absolutnie wyjątkowej jak na lata 50. sekwencji akcji, opartej o rytmiczne, niskie akordy fortepianu z akompaniamentem kotłów i bębnów. Takim nieszablonowym myśleniem Newman odkupywał swoje winy, wynikające po części ze specyfiki hollywoodzkiego systemu studyjnego. Z recenzenckiej uczciwości należy też wskazać, że drugi akt ścieżki jest nieco słabszy od swojego poprzednika: ma bardziej stonowany charakter, nie szokuje już tak spektakularnymi utworami jak Crucifixion czy Palm Sunday. Jest to pokłosie zmian w obrębie narracji filmu - nabiera on wówczas bardziej dramatycznej, a mniej religijnej atmosfery.

Ścieżka Newmana w zasadzie już w dacie swojego powstania zyskała miano klasyka gatunku. Cieszyła się dużą estymą zarówno krytyków, jak i innych kompozytorów: Franz Waxman w ramach protestu zrezygnował nawet z członkostwa w Akademii, gdy okazało się, że The Robe nie otrzymało nominacji do Oscara w kategorii Najlepsza muzyka. Z perspektywy lat widać, że Newman w swojej ilustracji pewnych błędów nie uniknął i tworząc współcześnie usłyszałby z ich powodu sporo gorzkich słów. Ze względu na przełomowość kompozycji nie są one jednak w tym przypadku decydujące. The Robe w swoich najważniejszych momentach budzi bowiem prawdziwy respekt jako triumf muzycznej wyobraźni i najbardziej uduchowiona ścieżka epicka w historii Złotej Ery.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
    CD 1 (56:08):

  • 1. Prelude (Main Title) (01:27)
  • 2. Rome (03:14)
  • 3. The Slave Market (Diana) (02:35)
  • 4. Caligula's Arrival (01:04)
  • 5. Caligula's Departure (01:07)
  • 6. The Map Of Jerusalem (05:02)
  • 7. Passover / Palm Sunday (03:36)
  • 8. The Feast (03:15)
  • 9. Searching For Jesus (Damaged Version) (03:31)
  • 10. Execution Orders (01:57)
  • 11. The Carriage Of The Cross (01:55)
  • 12. The Crucifixion (07:45)
  • 13. The Nightmare (01:37)
  • 14. Capri (03:55)
  • 15. Tiberius' Palace (02:31)
  • 16. The Market Place (06:13)
  • 17. The Resurrection (03:01) - Carole Richards
  • 18. The Story Of Miriam (02:09)

    CD 2 (55:23):

  • 1. Elegy (04:32)
  • 2. Marcellus' Redemption (02:24)
  • 3. Justus' Death (01:45)
  • 4. Aftermath (02:00)
  • 5. Hymn For The Dead (01:10)
  • 6. In His Service (01:45)
  • 7. Audience With Caligula (01:09)
  • 8. The Catacombs / Hope (06:52)
  • 9. Demetrius' Rescue (03:15)
  • 10. The Healing Of Demetrius (05:17)
  • 11. Marcellus' Farewell (01:25)
  • 12. The Chase (02:28)
  • 13. Interior Dungeon (02:54)
  • 14. Caligula (Extended Version) (01:53)
  • 15. Finale / Hallelujah (01:58)

    Bonus tracks:
  • 16. Palm Sunday (Part I - Chorus Only) (01:26)
  • 17. Palm Sunday (Part II - Orchestra Only) (01:11)
  • 18. The Crucifixion (Orchestra Only) (07:33)
  • 19. Prelude / Main Title (With Slates) (01:52)
  • 20. Marcellus' Redemption (Original Damaged Version)
Czas trwania: 111:31
Komentarze
Mefisto 2015-04-06
21:07
Co do pytań dlaczego - film był na tyle przepastny i cierpiał na tyle problemów produkcyjnych, że nie zdziwiłbym się, gdyby Newman sięgnął po "stare" ze względów czasowych. Zresztą czym są te dwie/trzy kopie z perspektywy dzisiejszych Zimmerów i Hornerów? :P A sama ścieżka - klasa i klasyk.

Robe, the (Szata)

Kompozytor:

  • Alfred Newman

Muzyka dodatkowa:

  • Ken Darby (aranżacje chóralne)

Dyrygent:

  • Alfred Newman

Orkiestrator:

  • Edward B. Powell

Wydawca:

  • La-La Land Records (1953/2012)

Producent:

  • MV Gerhard
  • Matt Verboys

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie