Szukaj: w


recenzje

King Kong


Ladies and Gentelmen… I GIVE YOU KONG!!!!! THE EIGHT WONDER OF THE WORLD!!!!!

Są w Hollywood filmowe pomysły, do których twórcy, kochają wracać. Tematy, które choć banalne, głupie i nieprawdopodobne dają widzom substytut świata, którego szary bankier, urzędnik, czy nauczyciel nigdy nie zaznają, świata przygody, pięknych kobiet i namiętnych uczuć. Do tych tematów należy dwukrotnie goszcząca już na ekranach kin historia wielkiej małpy - King Konga. Kong to zwierzę, to bestia, wybryk natury, który bez najmniejszych skrupułów rozprawia się ze swoimi największymi wrogami. Bestia posiada uczucia, co czyni ją w jej sadystycznym świecie samotną, nieszczęśliwą. Pragnie zrozumienia, oraz pożąda tego, czego my (mężczyźni) wszyscy szukamy przez całe życie: MIŁOŚCI KOBIETY!. Kobiety idealnej, kobiety, która dostrzeże ból i cierpienie, a zarazem będzie potrafiła zrozumieć dziwny świat wielkiej małpy. Kong natrafiając w swym życiu na piękną dziewczynę z kobiecym seksapilem nie zdawał sobie jeszcze sprawy, iż doprowadzi to do jego zguby. Poświęca się dla niej w dowód największej i szczerej miłości. Miłości utopijnej, niemożliwej, lecz tak wzruszającej i pięknej, która budzi głębokie współczucie aż do łez…

1933r., wytwórnia filmowa RKO Radio Pictures Inc, która w owych czasach (wielki kryzys) była na skraju bankructwa, zrealizowała projekt Meriana C. Coopera (który nota bene stał się pomysłodawcą, reżyserem, scenarzystą oraz głównym kreatorem postaci King Konga) opowiadający historię olbrzymiej bestii, która z miłości do pięknej kobiety terroryzuje Nowy Jork. Tamten Film przeszedł do historii głównie za sprawą spektakularnych efektów wizualnych Willisa H. O'Briena, oraz olśniewającemu wręcz kasowemu sukcesowi (produkcję wyświetlano w kinach do połowy lat 50). W 1976 roku powstała kolejna część Konga, która mimo ogromnej krytyki okrzyknięta została jednym z najbardziej kasowych filmów wszechczasów. I o to dziś, w czasach kiedy realny filmowy świat miesza się z komputerową rzeczywistością, Peter Jackson, reżyser, którego dokonania zna niemalże każdy, otworzył światu oczy na nową historię BESTII nieszczęśliwie pożądającej uczucia nieskazitelnie pięknej kobiety. Reżyser ze swym budżetem ponad 200 mln. dolarów stworzył megaprodukcję, którą niektórzy okrzyknęli już arcydziełem. Film twórcy Władcy Pierścieni jest remake’iem historii obrazu z 1933r. Jednak jest to remake uwspółcześniony, pełen świeżości oraz olśniewających efektów specjalnych. Nareszcie KING KONG stał się prawdziwy i przy całej swej umowności wiarygodny. To właśnie to tak zachwyca widownie i bezproblemowo pozwala jej wytrwać 3 godziny w kinie!

Początkowo muzykę napisać miał Howard Shore, opromieniony sukcesami (2 Oskary) Władcy Pierścieni. Kompozytor z entuzjazmem zabrał się za pracę nad całym przedsięwzięciem. Niestety wydaję się, że twórca zbyt dosłownie zrozumiał słowo remake, starając się swoją partyturą wskrzesić genialne, lecz całkowicie niewspółczesne dokonania Maxa Steinera, autora muzyki do Konga z 1933r. Partytura Steinera charakteryzowała się niezwykle ciężkim ilustracyjnym underscorem, ciekawym od strony formalnej, lecz zupełnie niesłuchalnej w poza środowiskiem obrazowym. Taki materiał nie mógł być wykorzystany w projekcie komercyjnego filmu. Filmu, który musiał ściągnąć do kin tłumy. Wszyscy wiemy, że muzyka w tego typu produkcjach ma ogromne znaczenie marketingowe. Przypomnę tu wałkowaną parokrotnie historię partytury Jamesa Hornera do Troi. Soundtrack stworzony przez tego kompozytora bardzo zaszkodził tej megaprodukcji, co dało się znacząco odczuć w stosunkowo skromnych jak na takie nakłady zyskach. Jackson nie chciał ryzykować wpadki, więc postanowił zrezygnować ze współpracy z Shorem, który nota bene zdążył już z nagraniem większości materiału. Współpraca została rozwiązana za porozumieniem stron, jak głosił oficjalny komunikat „z powodu odmiennych wizji, jakie obaj panowie posiadali”. Jednak reżyser darzący ogromny szacunkiem Shore’a, człowieka, który przecież walnie przyczynił się do sukcesu Trylogii, niejako na osłodę powierzył twórcy ciekawą rolę. Kompozytor przemienił się w aktora (a raczej statystę) i zagrał epizod, wcielając się w postać dyrygenta, który kierował orkiestrą podczas gali ukazania się Konga w Nowym Yorku.

Po zwolnieniu Shore’a odpowiedzialnym za całokształt muzyczny został James Newton Howard. Czy powinno nas to dziwić?! Otóż nie, bowiem Howard ma na swoim koncie takie dzieła jak Dinosaur czy wysoko budżetowy (napisany w niezwykle szybkim tempie) Waterworld. Kompozytor przyjął wyzwanie nie zważając na przeciwności (miał niespełna 5 tygodni na napisanie kilkugodzinnej muzyki na potrzeby filmu). O to i efekty jego pracy:

Album otwiera krótki prolog - będziemy mogli usłyszeć zaczątki dwóch motywów, które wielokrotnie będą się przewijać w bardziej lub mniej rozbudowanych formach. Cztery potężne akordy symbolizują nam tutaj postać bestii. Ta monumentalność wyraźnie przywodzi na myśl score Steinera, który z pewnością był tutaj źródłem inspiracji. Potężne uderzenia dęciaków oddają nam charakter głównej postaci filmu Jacksona – dzika, koszmarna i przerażająca. W pierwszych taktach utworu Howard wykreował również temat ekspedycji, który następnie będzie się przewijał przez całą partyturę. W dalszej części soundtracku da się odczuć nostalgiczne (czasy wielkiego kryzysu) oraz typowo epokowe brzemienia lat 30-tych (szereg pseudo-jazzowych wejść głównie na klarnet oraz lekko przygrywającą perkusję). Takim posunięciem artysta chciał zapewne zaznaczyć czas akcji i nadać bardziej wiarygodny kontekst dla opowiadanej historii.

W pozostałej części płyty wyraźnie rysuje się podział na bardzo agresywny i toporny action score, oraz na wolne i melancholijne utwory. Wszystko to razem przeplata się ze sobą tworząc ciekawą, choć nie do końca strawną mieszankę. Muzykę akcji cechuje rozrzut, oraz koszmarny bałagan dźwięków. Mnóstwo na płycie dysonansów oraz bardzo ostrych wtrąceń rozmaitych instrumentów (wyraźnie widać pośpiech, w jakim było to nagrane). W głównej mierze wyróżnia nam się tutaj potężna sekcja dęta oraz wysokotonowe smyczki. Howarda nie można tutaj w żaden sposób obwiniać za taką naturę albumu, wszak większa część filmu obfituje w bezustanną akcję, jednak dla słuchacza muzyka może stać po jakimś czasie wielce drażniąca.

Ważna rolę odgrywa finał całej partytury. Heroiczna obrona Konga przed wścibskimi i nie potrafiącymi zrozumieć jego psychiki ludźmi. Howard tworzy bardzo spokojne i ciepłe w odczuciu utwory pozostawiając jednak maleńki niedosyt. Niedosyt, który rekompensują zdjęcia oraz kreacja bestii. Kompozytor w mojej opinii dokonał rzeczy niebanalnej. Tworząc utwory, w których nie odnajdziemy ani sztuczności ani niepotrzebnego patosu wydobywającego się „gardeł” 100 osobowej orkiestry. Muzyk tym samym pozwala by to Kong wzbudzał uczucia, a on sam będzie nieznacznie pomagał odbiorcy w te uczucia w pełni uwierzyć. Tak, więc stosując kameralnie brzmiące sekcje i instrumenty wytwarza oraz tragizuje nam atmosferę będącą smutną, tajemniczą i pełną namiętności opowieścią Pięknej i Bestii. W końcówce partytury nie zabraknie pokaźnego chóru (pojawiającego się w solowych partiach jak i w całości), świetnie wkomponowanych lekkich uderzeń fortepianu czy na okrasę z wdziękiem przygrywającej trąbki oraz melancholijnych skrzypiec.

King Kong posiada również i kilka znaczących wad. Tak naprawdę najbardziej zawiódł mnie Howard przy scenach z barbarzyńskimi tubylcami, gdzie aż prosiło się o jakieś ciekawe i interesujące brzmienia podobne choćby do Planety Małp Goldsmitha. Także z formy całości wyziera ów dojmujący brak czasu. W erze, gdzie kompozytorzy prześcigają się w eksperymentach z nowymi środkami wyrazu, tutaj mamy to wszystko uproszczone i zgrane bardzo sztampowo, bez żadnych elementów, które przykułyby osłuchanego fana score’ów. Co ciekawe przy całej tej formalnej standardowości udało się uniknąć Howardowi bezczelnych kopii swoich wcześniejszych dokonań. Owszem odnaleźć można znajome dźwięki, ale nie jest tego tak wiele by po kronikarsku to wyliczać. Być może znaczącym faktem był czas (a właściwie jego brak) na zrealizowanie partytury, jednakże od kompozytora tejże klasy wymagałem czegoś więcej.

King Kong to mizoginiczna ekspresja tragicznego romansu Pięknej i Bestii. Romans ów kończy się tragiczną śmiercią Konga. Nieudany bunt King Konga, skierowany w chciwość i głupotę ludzi oraz stworzoną przez nich cywilizację dopełnia filmową opowieść. Kong poległ, czy polegnie i partytura? Stanowczo temu zaprzeczam… Ścieżka Howarda to kawał dobrej i przemyślanej roboty. Roboty, która słusznie otrzymuje miano jednej z najlepszych ścieżek roku.




Autor recenzji:  Przemek Korpus
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. King Kong (1:09 )
  • 2. A Fateful Meeting (4:16)
  • 3. Defeat is Always Momentary (2:48)
  • 4. It's in the Subtext (3:19)
  • 5. Two Grand (2:34)
  • 6. The Venture Departs (4:03)
  • 7. Last Blank Space on the Map (4:43)
  • 8. It's Deserted (7:08)
  • 9. Something Monstrous... Neither Beast Nor Man (2:38)
  • 10. Head Towards the Animals (2:48)
  • 11. Beautiful (4:08)
  • 12. Tooth and Claw (6:17)
  • 13. That's All There Is... (3:26)
  • 14. Captured (2:25)
  • 15. Central Park (4:36)
  • 16. The Empire State Building (2:36)
  • 17. Beauty Killed the Beast I (1:59)
  • 18. Beauty Killed the Beast II (2:22)
  • 19. Beauty Killed the Beast III (2:14)
  • 20. Beauty Killed the Beast IV (4:45)
  • 21. Beauty Killed the Beast V (4:13)
Czas trwania: 74:27
Komentarze
Słowik 2006-01-25 18:19
Biorąc pod uwagę, że JNH miał mało czasu to naprawdę dobrze mu ten King Kong wyszedł.Mam nadzieję ,że wydadzą jakiś extended score, na którym znajdzie się muzyka ze sceny z robalami, bo to ona była najlepsza:)
Babuch 2006-01-26 10:27
Dziwię się że nikt nie wspomniał o jeszcze jednym ważnym (może najważniejszym podobieństwie) a mianowicie widoczne są w Kongu kopie z Wysłannika Przyszłości (The Postman). Ta muzyka jest niejako takim zapomnianym dziełem JNH, a zupełnie niesłusznie (owszem mamy w niej temat diabelsko podobny do Hornera Apollo 13, ale muzyka akcji wypada świetnie). Niestety jak wiadomo film okazał się gigantyczną kupą i klapą na szeroką skalę, przez muzyka także pogrążyła się w niebycie. Kong w wielu miejscach odnosi się właśnie do partytury z filmu Costnera... Sam Kong jest niestety typową hollywoodzką produkcją, wielką masywną i nic nie wnoszącą. Dawanie jej 5 gwiazdek to gruba przesada (dla tych co dają 5 pytanie: stawiacie Konga na równi z Władcą Pierścieni????) . Moim zdaniem jest to płyta średnia, mająca kilka ciekawych punktów, lecz w swoim zrębie tonąca w sztampowej akcji. I tyle.
Mefisto 2006-01-26 14:14
Fakt, The Postman to świetna muzyka akcji (sam film zresztą też mi się podobał, tylko był za długi i zbyt pompatyczny) i ma kilka łaczników z KK. Co do 5 gwiazdek - dla mnie muzyka jest bardzo dobra, ale ani trochę nie wybitna ani genialna. Natomiast LOTR FOTR (szczególnie complete) dostał taką samą ocenę, bo po prostu nie ma większej skali ;) Ale niech będzie, że skapituluję do 4 dla KK
Mystery 2008-07-19 14:01
Może dla wielu może wydawać to się kontrowersyjne, ale jak dla mnie, jest to chyba najlepszy score Jamesa Newtona Howarda. Podoba mi się nawet bardziej od osławionego Władcy Pierścieni Shore'a. Jest tu wszystko co najlepsze w muzyce filmowej. Pełno tematów, wykonanie, słuchalność, brak jakichkolwiek minusów. Każdy utwór wnosi coś do ścieżki i stoi na niezwykle wysokim poziomie. Jest zabawnie, dramatycznie, romantycznie, nostalgicznie, a cały action score to mistrzostwo świata. Bardzo dojrzała, przemyślana i inteligentna praca.
Koper 2008-07-19 14:29
Oj, mocno kontrowersyjne. :) Zważywszy, że ta muzyka za wiele do filmu nie wnosi...
Tomasz Goska 2008-07-19 16:40
"Bardzo dojrzała, przemyślana i inteligentna praca." Nie wiem na ile dojrzałym i przemyślanym przedsięwzięciem można nazwać coś, co było robione "za pięć dwunasta". Tak jak Koper nie widzę tu nic rewelacyjnego, no ale myślę, że w tym przypadku sprawa rozbija się o gusta. Życzę więc miłych wrażeń w dalszym osłuchiwaniu się. ;)
Thedues 2008-11-24 23:24
Jak sie oglądało kinowke to na pewno muzyka nic nie wnosi;) - > Koper
natalia 2012-02-19 13:20
ten film mnie zwruszył asz sie popłakałam jak ta kobieta mogła zostawici kinkonga ja bym za nim skoczyła
SYLVEK 2012-03-30 00:32
DWA UTWORY NA KONCU PLYTY PO PROSTU MNIE POWALILY I DAJE ZWIAZKU Z TYM 4
Mieszko 2013-07-13 14:37
I pomyśleć, że James Newton Howard miał tak mało czasu na napisanie muzyki. Mistrzowska robota (w filmie i na płycie)!!!

Do tej recenzji istnieje jeszcze 14 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
King Kong

Kompozytor:

  • James Newton Howard

Muzyka dodatkowa:

  • Blake Neely
  • Chris P. Bacon

Dyrygent:

  • Pete Anthony
  • Mike Nowak
  • Bruce Babcock

Orkiestrator:

  • Jeff Atmajian

Wydawca:

  • Decca (2005)

Producent:

  • James Newton Howard
  • Jim Weidman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie