Szukaj: w


recenzje

Rękopis znaleziony w Saragossie



Muzyka awangardowa nie jest łatwym tematem do dyskusji. Jedni będą zachwycać się, charakterystycznymi dla niej, eksperymentami brzmieniowymi i harmonicznymi, a inni będą uważać ją za wybryk współczesności. Jakkolwiek, czy się nam to podoba czy nie, muzyka poważna XX wieku, zwłaszcza drugiej połowy, kojarzona jest właśnie z awangardą. Sukces kompozycji Henry'ego Cowella (niezwykłe utwory na fortepian), Oliviera Messiaena czy Johna Cage'a, a także kilku innych znaczących twórców tego gatunku, przyczynił się do popularyzacji tej odmiany muzyki na całym świecie. Również w Polsce, sonoryzm, bo tak zwykło się określać popularny u nas wariant muzyki awangardowej, z końcem lat 50-tych zaczął się coraz prężniej rozwijać zyskując sobie zarówno aprobatę krytyków, jak i uznanie słuchaczy. Wśród najznakomitszych przedstawicieli tego gatunku znajdziemy takie nazwiska jak Witold Lutosławski, Henryk Mikołaj Górecki, czy wreszcie, prawdopodobnie najsłynniejszy z nich, Krzysztof Penderecki. Rosnąca popularność muzyki modernistycznej sprawiła, że było tylko kwestią czasu, kiedy zawita ona do również do filmówki. Jednym z najciekawszych przykładów, a zarazem jednym z niewielu, który możemy podziwiać na wydaniu płytowym, jest muzyka z kultowego filmu Wojciecha Jerzego Hasa Rękopis znaleziony w Saragossie skomponowana przez samego Krzysztofa Pendereckiego.

Urodzony w Dębicy kompozytor był w tym czasie jednym z najgorętszych nazwisk na awangardowej scenie muzycznej, nie tylko polskiej, ale również światowej. Penderecki od początku swojej kariery przejawiał zainteresowanie modernizmem. Pierwsze kompozycje odnosiły sukces głównie w Polsce, ale zdradzały jednocześnie potencjał drzemiący w tym młodym artyście. Przełom nastąpił w 1959 roku, kiedy to, mając zaledwie 26 lat, napisał, łamiący wszelkie dotychczasowe zasady, swój prawdopodobnie najsłynniejszy utwór, Ofiarom Hiroshimy – tren na 52 instrumenty smyczkowe. Kolejne lata były dla niego nieprzerwanym pasmem sukcesów. W tym okresie, w 1966 roku napisał także jedną z najważniejszych kompozycji w historii polskiej muzyki poważnej – oratorium Pasja wg Św. Łukasza Gdzieś w cieniu tych dzieł koncertowych leży właśnie partytura do filmu Hasa. Nie jest to jedyny obraz w którym możemy usłyszeć muzykę Polaka. Wszak jego utwory pojawiały się (i zapewne jeszcze nie raz się pojawią) w wielu i to nie byli jakich, hollywoodzkich produkcjach. Jego dysonujące utwory znakomicie odnajdują się w thrillerach i horrorach, choć przecież wcale nie były pisane z myślą o filmach. I tak Kanon For Orchestra and Tape straszył nas w Egzorcyście Friedkina, Polymorphia mroziła krew w żyłach w Lśnieniu Kubricka, a fragment 3-ciej Symfonii znakomicie budował napięcie w Wyspie Tajemnic Scorsese. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej i jeszcze długo musiałbym wypisywać wszystkie cytaty z twórczości Pendereckiego jakie znajdziemy w kinie. Czym zatem, zasadniczo, wyróżnia się, będący przedmiotem niniejszej recenzji, Rękopis znaleziony w Saragossie na tle tychże tytułów? Ano tym, że obraz Hasa jest jedyną pełnometrażową produkcją do której Penderecki, znany z nieco ignoranckiego podejścia do muzyki filmowej, napisał ścieżkę dźwiękową całkowicie od podstaw. Znamienne jest także to, że Rękopis znaleziony w Saragossie to film zgoła inny od wyżej wymienionych przeze mnie hollywoodzkich produkcji.

Fabuła filmu oparta jest o filozoficzno-fantastyczną książkę o tym samym tytule, napisaną przez jednego z najbardziej znanych polskich dramaturgów przełomu XVIII i XIX wieku, Jana Nepomucena Potockiego. Utwór ten jest najznamienitszym przykładem tzw. „powieści szkatułkowej”, której cechą charakterystyczną jest specyficzna konstrukcja. Dzieła literackie określane tym terminem składają się z kilku opowiadań, które połączone są ze sobą w nieprzypadkowy sposób i tworzą razem spójną całość. Dokładnie taką samą budowę przyjmuje film Hasa. Produkcja opowiada historię Alfonsa von Wardena, który wyrusza do Madrytu, aby objąć tam stanowisko kapitana gwardii walońskiej, jednego z najbardziej elitarnych oddziałów w Hiszpanii w tamtych czasach. Wszyscy radzą mu, żeby wybrał okrężną drogę na Półwysep Iberyjski. Młody oficer postanawia jednak obrać krótszą trasę prowadzącą przez góry Sierra Morena, słynące z tego, że od lat nawiedzane są przez różnorakie duchy i upiory. Podróż do Hiszpanii okażę się dla von Wardena niezwykłą, ale także niebezpieczną wędrówką. Tak właśnie prezentuje się zarys fabuły jednego z najważniejszych filmów w historii naszej rodzimej kinematografii. Rękopis znaleziony w Saragossie po dziś dzień cieszy się estymą największych, światowych reżyserów, w tym Martina Scorsese, czy Francisa Forda Coppoli. Na sukces obrazu miała przełożenie nie tylko świetna fabuła i realizacja, ale także gwiazdorska obsada. W roli głównej wystąpił najsłynniejszy polski aktor tamtych czasów, Zbigniew Cybulski, który na potrzeby produkcji Hasa zamienił swoje słynne ciemne okulary na strój hiszpańskiego gwardzisty z początku XIX wieku. Ponadto partnerowali ma tacy aktorzy jak Leon Niemczyk czy Bogumił Kobiela, ale także i wielu innych, którzy mniejszą czy też większą karierę mieli dopiero przed sobą, wśród których, dla przykładu, można wymienić Pieczkę, Machulskiego, Pyrkosza czy Tyszkiewicz. Z tych wszystkich względów Rękopis znaleziony w Saragossie zarówno w dniu premiery, jak i teraz, ponad pół wieku po premierze, jest produkcją wyjątkową. Również patrząc z perspektywy miłośnika muzyki filmowej, w związku z angażem Pendereckiego, opowieść o Alfonsie von Wardenie zasługuje na uwagę.


Aby nagrać elektroniczną część swojej muzyki, Polak udał się do, bardzo popularnego wówczas, Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia, natomiast orkiestrowe utwory wykonała Wielka Orkiestra Polskiego Radia pod batutą Henryka Czyża. Potrzeba skorzystania z tych dwóch, jakże różnych instytucji wynikała z tego, że Rękopis znaleziony w Saragossie łączy w sobie elementy kina kostiumowego, przygodowego i fantastycznego. Wszystkie te części składowe musiał zawrzeć w swojej muzycznej wizji Polak. Poproszenie o napisanie ścieżki dźwiękowej akurat Pendereckiego, odkrywa przed nami pewne zamierzenia producentów. Wszak chyba nikt związany z tą produkcją nie oczekiwał po czołowym kompozytorze muzyki awangardowej, tradycyjnej w środkach wyrazu partytury. Wybór był zatem podwójnie trafiony. Po pierwsze, Penderecki gwarantował nietuzinkową muzykę, zwłaszcza patrząc na dające kompozytorowi duże pole manewru wątki fantastyczne produkcji Hasa, a po drugie, jego nazwisko, na pewno dobrze wpłynęło na promocję filmu. Stało się zatem to, czego można się by spodziewać. Po tylu latach można śmiało stwierdzić, że dziś jest to jedna z najciekawszych, od strony formalnej, polskich partytur z tamtych czasów i zarazem jedna z tych eksperymentalnych ścieżek dźwiękowych, które dobrze odnajdują się w obrazie, ale już po wyjęciu z filmowych ram mogą stanowić niełatwą przeprawę dla słuchacza.

Główną ideą związaną z awangardową myślą muzyczną są elektroniczne eksperymenty imitujące przeróżne stukania, brzęczenia i trzaski, nawiązujące do muzyki konkretnej (gatunek, w którym oprócz tradycyjnych instrumentów wykorzystywane są różnorakie odgłosy). Przypominają one niekiedy twórczość Toru Takemitsu, również popularnego w latach 60-tych, choć Japończyk używał w tym samym celu instrumentów ludowych, a nie raczkującej ówcześnie elektroniki. Ostateczny efekt jest jednak dość podobny. Dziwaczne, na pozór przypadkowe eksperymenty, jako underscore, tworzą na swój sposób psychodeliczną, niepokojącą i tajemniczą atmosferę, a także budują suspens. Dlatego też dobrze wpisują się fantastyczne sceny filmu Hasa, gdzie znajdują swoje miejsce. Inaczej sprawa wygląda, gdy ten sam materiał umieścimy w domowym odtwarzaczu. Prawdopodobnie część słuchaczy będzie miało problem w ogóle nazwać tę warstwę partytury Pendereckiego „muzyką”. Nie da się ukryć, że bez kontekstu filmowego wypada bardzo blado, tym bardziej, że wypełnia większość miejsca na recenzowanym krążku. Być może, gdyby Polak skupił się bardziej na instrumentalnych dysonansach, z których przecież jest najbardziej znany, potencjalny słuchacz byłby bardziej kontent z prezentowanego na płycie materiału. Tymczasem, z dużą dozą pewności można stwierdzić, że ten swego rodzaju tzw. sound design zadowoli jedynie najbardziej ortodoksyjnych miłośników modernizmu w muzyce.

Nie da się ukryć, że Penderecki porzuca wiele schematów ilustracyjnych, pisząc muzykę, że tak powiem, po swojemu. Mimo to na partyturze znajdziemy kilka odniesień do muzyki z czasów w których toczy się akcja filmu. Takie fragmenty pojawiają min. w ścieżce czwartej, w której usłyszymy przyjemny i skoczny menuet (wywodzący się z Francji taniec dworski) skomponowany przez Pendereckiego specjalnie na życzenie reżysera. Obok materiału napisanego przez Polaka usłyszymy także fragment finału legendarnej IX Symfonii Ludwiga Van Beethovena, co dodaje temu utworowi klasycznego posmaku. Podobny menuet usłyszymy także w 23. ścieżce. Swojego odzwierciedlenia doczekał się nie tylko czas, w którym toczy się fabuła filmu Hasa, ale także miejsce akcji. W ścieżce trzynastej usłyszymy bowiem coś na kształt tańca flamenco zinstrumentalizowanego na nieodzowne kastaniety i gitarę.

Ten ostatni instrument pełni zresztą niemałą rolę. To on wygrywa jeden z najbardziej charakterystycznych i zarazem najlepszych motywów ścieżki Pendereckiego. Ten hipnotyzujący, mistyczny, ale jednocześnie podszyty fałszem temat usłyszymy w drugiej połowie otwierającej album kompozycji. Szkoda tylko, że tak rzadko będziemy mogli go usłyszeć, a reszta albumowej przestrzeni wypełni przede wszystkim opisywany wyżej sound design. Gitara powraca jednak także w trzeciej dziesiątce prezentowanych na płycie utworów. Wszystkie partie na ten instrument nadają aurę tajemnicy filmowi Hasa, ale na płycie radzą sobie już jedynie poprawnie. Krążek urozmaicają także dwa krótkie, organowe utwory o numerze 8 i 22.


Nadmiar opisywanego wyżej eksperymentalnego underscore na pewno da większości odbiorców we znaki. Przerywniki w postaci utworów imitujących muzykę źródłową wydają się, co prawda, przychodzić na ratunek słuchaczowi, ale niestety jest z nimi jeden problem. Niewątpliwie Penderecki, jako jedna z najważniejszych postaci światowej awangardy, człowiek, który zrewolucjonizował spojrzenia na współczesną muzykę, pokazuje się jako znakomity imitator. Potrafi się wczuć zarówno w osiemnastowieczną klasykę, jak i w hiszpańską, tradycyjną muzykę. Wspomniany problem tkwi jednak w tym, że poza wiernym naśladowaniu muzyki źródłowej, tak naprawdę, nie oszukujmy się, nie mają one wiele do zaoferowania. Zatem te utwory, są miejscami w których słuchacz może zaczerpnąć świeżego powietrza pomiędzy ciężkim w odsłuchu underscorem. Gdyby jednak wyrzucić z albumu eksperymentalne ścieżki i skompilować płytę właśnie z tych utworów to nie błyszczały by one już tak jasno, gdyż dobrze podporządkowują się panującym w danym typie muzyki regułom, ale niestety, nie prezentują nic ponadto.

Soundtrack z Rękopisu znalezionego w Saragossie czekał ponad 40 lat, aby ujrzeć światło dzienne. Partyturą Pendereckiego zainteresowała się mało znana wytwórnia OBUH (Oficyna Błędnych Uroczysk i Halucynacji), która wydała tę muzykę na winylu w 2005 roku w nakładzie zaledwie 500 egzemplarzy. Cztery lata później ukazała się również płyta CD. W obydwu przypadkach decydenci nie silili się na wymyślenie poszczególnym kompozycjom odrębnych nazw, przez co tracklista wygląda tak, a nie inaczej. Kolejną sprawą jest to, że album nie jest dokładnym przełożeniem tego co możemy usłyszeć w filmie. Dla przykładu menuet występujący jedynie w ścieżce czwartej tak naprawdę pojawia się na samym początku obrazu Hasa, podczas napisów, a także pod sam koniec produkcji. Mimo to, sam fakt, że Rękopis znaleziony w Saragossie wreszcie doczekał się wydania przyćmiewa te pewne niedociągnięcia.

Z recenzowaną partyturą związany jest także koncertowy utwór Krzysztofa Pendereckiego zatytułowany Trzy utwory w dawnym stylu na orkiestrę smyczkową ukończony w 1966 roku (nie wolno go mylić z identycznie nazywająca się kompozycją Henryka Mikołaja Góreckiego). Utwór ten zbudowany jest z trzech części. Rozpoczyna się od lirycznej Arii, którą miłośnicy francuskiego kina mogą dobrze kojarzyć, albowiem jej wariacja pojawiła się w filmie Je t'aime, je t'aime (Kocham Cię, Kocham Cię) z 1968 roku, w reżyserii Alaina Resnaisa. Pozostałe części to dwa menuety skomponowane do filmu Hasa. Cały utwór trwa nieco ponad sześć minut dlatego w sam raz nadawałby się na podsumowanie tego albumu. Co prawda nie ma co się dziwić, że nie trafił na niego, wszak naturalne jest to, że zawarty jest tutaj jedynie materiał bezpośrednio pochodzący z filmu, to niemniej jednak słuchacz może, a wręcz powinien, już we własnym zakresie rozszerzyć odsłuch o tę koncertową kompozycję.

Część odbiorców zapewne stwierdzi, że opisywana tutaj ścieżka dźwiękowa mocno się zestarzała. Osobiście staram się jednak unikać tego określenia. Jeśli muzyka w momencie swojego powstania była na swój sposób oryginalna czy też przełomowa, a taki właśnie jest Rękopis znaleziony w Saragossie Pendereckiego to powinniśmy zawsze zwracać na to uwagę i oceniać ją właśnie pod tym kątem. Inna sprawa, że słuchając recenzowanego albumu nie sposób uniknąć wrażenia, że ma się do czynienia z działem mającym na karku dobre kilkadziesiąt lat. I właśnie w związku z charakterem recenzowanej partytury jej jednoznaczne, obiektywne ocenienie jest praktycznie niemożliwe. Niemniej Rękopis znaleziony w Saragossie Krzysztofa Pendereckiego to muzyka, nawet dzisiaj, bardzo nietuzinkowa i warto poświęcić jej chociażby minimum uwagi. Za oryginalność, za oddziaływanie w filmie i za tę muzyczną odwagę.



Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. 1 (3:47)
  • 2. 2 (1:22)
  • 3. 3 (1:55)
  • 4. 4 (3:37)
  • 5. 5 (0:42)
  • 6. 6 (1:24)
  • 7. 7 (0:44)
  • 8. 8 (0:36)
  • 9. 9 (1:02)
  • 10. 10 (1:56)
  • 11. 11 (0:26)
  • 12. 12 (0:36)
  • 13. 13 (0:48)
  • 14. 14 (0:53)
  • 15. 15 (1:14)
  • 16. 16 (1:08)
  • 17. 17 (1:29)
  • 18. 18 (2:03)
  • 19. 19 (0:38)
  • 20. 20 (0:27)
  • 21. 21 (0:30)
  • 22. 22 (0:28)
  • 23. 23 (2:48)
  • 24. 24 (2:00)
  • 25. 25 (1:33)
  • 26. 26 (1:50)
  • 27. 27 (1:09)
  • 28. 28 (2:05)
  • 29. 29 (3:31)
Czas trwania: 42:41
Komentarze

Rękopis znaleziony w Saragossie

Kompozytor:

  • Krzysztof Penderecki

Dyrygent:

  • Henryk Czyż

Orkiestrator:

  • Krzysztof Penderecki

Soliści:

  • Stanisław Radwan (fortepian, organy)

Wykonawcy:

  • Studio Eksperymentalne Polskiego Radia
  • Wielka Orkiestra Polskiego Radia

Wydawca:

  • OBUH (1963/2009)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie