Szukaj: w


recenzje

Memoirs of a Geisha (Wyznania gejszy)


Memoirs of a Geisha to najnowszy film Roba Marshalla, reżysera słynnego Chicago. Oparty na powieści Arthura Goldena dramat opowiada historię gejszy, która staje się jedną z najpopularniejszych w Kyoto. Projekt ten ma bardzo ciekawą historię. Przez dłuższy czas miał go zrealizować Steven Spielberg, ale w końcu reżyserem został Rob Marshall.

Gejsza to pierwsza od kliku lat praca Johna Williamsa, która nie jest ciśnięta presją wielkiego kina komercyjnego. Kompozytor wyjątkowo ceni książkę Goldena, dlatego wziął ten projekt kosztem czwartej części Harry'ego Pottera. Do współpracy zaangażował dwóch wybitnych solistów, z którymi zresztą wcześniej już pracował. Mowa tu o skrzypku Itzhaku Perlmanie (Lista Schindlera) i wiolonczeliście Yo-Yo Ma (Siedem lat w Tybecie). Co ciekawe, obaj soliści pracowali już przy dalekowschodnich ścieżkach z kompozytorem Tanem Dunem - Ma przy Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku, Perlman przy Hero.

Jeśli miałbym określić muzykę Williamsa w kilku słowach, powiedziałbym wyciszenie, prostota. Mimo wielu detali, dla których warto się z tą ścieżką zapoznać, przede wszystkim jest ona pełna dalekowschodniej filozofii medytacji. Słychać to już w rozpoczynającym płytę temacie Sayuri. Melodia jest przepiękna, ale krótka i nieskomplikowana. Po raz kolejny kompozytor odciął się od tak charakterystycznych dla niego wielkich fanfar. Ciekawą i ważną charakterystyką głównego tematu jest też to, że bardzo łatwo można go zintegrować z underscore, przez co muzyka zyskuje na spójności przy zachowaniu względnie niskiej intensywności emocjonalnej.

Główną rolę gra w całej ścieżce wiolonczela Yo-Yo Ma. Praktycznie nie ma (z wyjątkiem bardzo słabego Dr Crab's Prize) utworu, w którym tego instrumentu nie słychać. Wykonanie jest, jak zwykle u tego klasowego solisty, na jak najwyższym poziomie. Bardzo ciekawym utworem jest As the Water, oparty na dialogu dwóch wiolonczel, wykonawcą drugiej partii jest znany z Ostatniego samuraja Steve Erdody.

W ciekawy sposób Williams wykorzystał brzmienia etniczne. Najlepsze są pełne ciepła Going to School i dość dramatyczne Brush on Silk, które Tomek Rokita ciekawie porównał do brutalnej ostatnio akcji Williamsa. Trzeba oczywiście wziąć poprawkę na to, że w tym przypadku kompozytor dostosował się do japońskiej stylistyki i chociażby trzyma się odpowiedniej skali. Sam pomysł jest jednak bardzo ciekawy. W interesujący, i w odróżnieniu od Jamesa Hornera poprawny etnicznie, sposób używane jest shakuhachi, które odpowiada za materiał zarówno dramatyczny (porównywane do Hornera brutalne "ataki", np. pod koniec Finding Satu), jak i melodyczny (czasem nawet wykonuje sam temat). Bardzo ciekawe są też partie perkusyjne, będące jednym z najciekawszych elementów ścieżki. Rytmika jest często po prostu świetna (Becoming a Geisha, Destiny's Path, Brush on Silk czy End Credits).

Muzyka ma dość minimalistyczny charakter, nie w takim sensie, w jakim minimalistą jest Philip Glass. Ostinato często służą jednak tematowi za bazę. Ogólnie, orkiestracje są świetne. Pięknie łączone są smyczki z wiolonczelą i dętymi drewnianymi (głównie z obojem). Williams też wykorzystuje wibrafon jako instrument rytmiczny, co nadaje muzyce dramatyzmu (np. Destiny's Path). Warto też wskazać na dość ciekawe użycie elektroniki w całej ścieżce, rzadko ale efektywnie. Kompozytor rzadko wychodzi poza określoną intensywność emocjonalną. Wyjątkami są przepiękne Confluence i Sayuri's Theme and End Credits.

Co wielce interesujące rola Itzhaka Perlmana została w owej ścieżce silnie zmarginalizowana. Solista wykonuje przede wszystkim tzw. „temat prezesa” (Chairman's Waltz), który może budzić (jak najbardziej słuszne zresztą) skojarzenia z wcześniejszą Listą Schindlera. O ile tamta muzyka jednak miała mocno melodramatyczny charakter, Geisha jest dużo bardziej chłodna, przez co Walc zyskuje nieco ironiczny, a może i trochę niepokojący charakter (tak jak Jewish Town z Listy Schindlera, tam jednak zdecydowanie bez ironii).

Muzyka jest dość oryginalna. Chyba po raz pierwszy John Williams zastosował azjatycką etnikę w tak dużym stopniu. Nie można jednak nie mówić o pewnych nawiązaniach do wcześniejszej twórczości zarówno samego kompozytora, jak i innych twórców. Najprostszym skojarzeniem jest przede wszystkim Seven Years in Tibet (partie Ma zdradzają pewne podobieństwo do tamtej ścieżki). Partie Itzhaka Perlmana budzą, słuszne zresztą, skojarzenia z, jak uważam, najwybitniejszą pracą legendarnego kompozytora, Listą Schindlera. W ogóle, sama filozofia partii solowych może się kojarzyć z Listą (np. dialog między orkiestrą a solistą, przeprowadzony jest na podobnych zasadach). Co do nawiązań do innych twórców, warto by zwrócić uwagę na podobieństwo drugiej części The Fire Scene and the Coming of War do słynnego Fratres estońskiego kompozytora Arvo Parta.

Najlepszym utworem obok Becoming a Geisha i Confluence jest Sayuri's Theme and End Credits. Bardzo dynamiczny, ze świetnymi szybkimi smyczkami, niejako ponad którymi Ma wykonuje główny temat. Melodia zostaje potem przejęta przez skrzypce Perlmana, po bardzo emocjonalnym fragmencie, przechodzi w Becoming a Geisha.

W filmie muzyka wypada bardzo dobrze. Williams dobrze wspomina współpracę z Marshallem, który, jak mówi kompozytor, wskazał wiele miejsc, w którym muzyka mogła by pomóc. Jedynym fragmentem, który wydaje się niepotrzebny, jest Dr. Crab's Prize, który właściwie nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Muzyka nigdy nie wychodzi na pierwszy plan, zawsze w dość subtelny sposób go wspomaga. Warto zwrócić uwagę na to, jak działa Confluence - jeden z najlepszych utworów Williamsa w filmie od paru lat.

Wydaje mi się, że Memoirs of a Geisha należą do czołowych osiągnięć tegorocznej muzyki filmowej. Osobiście uważam ten score za najlepszą partyturę Williamsa od czasu świetnego AI. Maestro pokazał, że mimo wieku wciąż ma coś do powiedzenia i potrafi stworzyć piękną i bardzo poruszającą muzykę. Wykonanie orkiestrowe jest doskonałe, tak samo jak techniczna wartość muzyki. Tak samo jak przy Liście Schindlera kompozytor, któremu niesłusznie przyszyto łatkę monumentalnego tapeciarza, po raz kolejny pokazał, że prostota może znaczyć więcej niż wielkie fanfary. Niestety, album jest o kilka minut za długi. Po rozczarowującym Epizodzie III i bardzo trudnej Wojnie światów powrót mistrza do formy.



    Autor recenzji:  Paweł Stroiński
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Sayuri's Theme (1:31)
    • 2. The Journey to the Hanamachi (4:06)
    • 3. Going to School (2:42)
    • 4. Brush on Silk (2:31)
    • 5. Chiyo's Prayer (3:36)
    • 6. Becoming a Geisha (4:52)
    • 7. Finding Satu (3:44)
    • 8. The Chairman's Waltz(2:39)
    • 9. The Rooftops of the Hanamachi (3:49)
    • 10. The Garden Meeting (2:44)
    • 11. Dr. Crab's Prize (2:18)
    • 12. Destiny's Path (3:20)
    • 13. A New Name... A New Life (3:33)
    • 14. The Fire Scene and the Coming of War (6:48)
    • 15. As the Water... (2:01)
    • 16. Confluence (3:42)
    • 17. A Dream Discarded (2:00)
    • 18. Sayuri's Theme and End Credits (5:06)
    Czas trwania: 61:02
    Komentarze
    MaciekG 2005-12-13 01:19
    Świetna płyta, dobrze się słucha.
    Tomek 2005-12-13 08:25
    Bardzo dobry tekst, świetnie skondensowane, głębsze przemyślenia nt. muzyki - świetna uwaga nt. dialogu dwóch wiolonczel w 'As to Water...' !!! Nie umiałem tego zauważyć :)
    Mefisto 2005-12-13 14:49
    "Po rozczarowującym Epizodzie III" - chyba nie będzie niespodzianką, jeśli zbojkotuję tą część zdania ? Epizod 3 to świetna robota i tyle. A co do Geishy to ja tu jeszcze wróce ;)
    Paweł Stroiński 2005-12-13 21:17
    Epizod III jest dobrą robotą, ale zgodzę się z powszechnymi opiniami, że po Williamsie można było oczekiwać więcej, zwłaszcza mówię tu o oryginalności (muzyki akcji, odwołania do wcześniejszych epizodów są zrozumiałe). Gejsza natomiast jest być może tym materiałem, który zamknie usta krytykom, którzy uważają, że to już koniec jego kariery. Przyznam się, że dla mnie osobiście wiele od tej ścieżki zależało.
    Anula 2005-12-23 21:42
    Plyta jest super! Jak juz Pawlowi mowilam, zakochalam sie w tym soundtracku wiec jak dla mnie 4 to za malo :P 5 i juz :D A co do "rozczarowujacego epizodu III" to chyba lekka przesada .... ? Poza tym tekst jest b. dobry :)
    Mefisto 2006-01-23 20:00
    Epizod III - wspaniała muzyka Geisha - równie piękna
    ania2802 2006-02-10 10:54
    Płyta jest naprawdę piękna, bo chyba nie potrafiłabym nazwać ją fajną, albo cool. To nie jest dla niej odpowiednim określeniem. Bardzo często słucham ją podczas nauki, lub po ciężkim dniu. Już nie mogę sie doczekać okazji, by posłuchać jej wspólnie z oglądaniem filmu. Mam nadzieje, że nie zepsuje mi on wrażeń, które miałam po przeczytaniu książki, a to jest raczej trudnym zadaniem!
    Słowik 2006-03-21 15:34
    Zarówno w filmie jak i na płycie muzyka brzmi cudownie.Nie jest to jednak soundtrack, kóry mnie powala na kolana i sprawia, że ciarki przechodzą mi po plecach.Doskonałe rzemiosło z pięknymi motywami (going to shool, the chairman's waltz).Jeśli jednak chodzi o wschodnie klimaty to bardziej przypadł mi do gustu "Dom Latających Sztyletów" Shigeru Umebayashi.
    grzesiekintro 2006-05-07 20:57
    Paweł Stroiński napisał: " ..Rytmika jest często po prostu świetna..." Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać? Jak taka wypowiedź ma być odebrana??? Rytmika - świetna...Gratulacje...
    Paweł Stroiński 2006-05-09 22:19
    A o co chodzi?
    grzesiekintro 2006-05-10 00:42
    użyłeś uogólnienia\"Rytmika jest po prostu świetna\", świetna - ale jaka ja się pytam? fajna? może miła? albo dobra? jeśli chcesz mieć jakiekolwiek aspiracje, weź pod uwagę co piszesz, bo takie teksty nie świadczą dobrze o autorze...Nie wiesz o co chodzi?chcesz pisać merytorycznie? czy to stwierdzenie \"świetna\" jest merytoryczne? śmiem twierdzić że nie....
    Paweł Stroiński 2006-05-10 14:55
    Myślę, że w przypadku tekstu, który jest skierowany nie tylko do znawców (a jeśli zadaniem strony jest popularyzacja gatunku mówi się wręcz przede wszystkim do laików) można sobie na takie uproszczenia pozwolić, czasem trzeba zrezygnować z terminologii, żeby wyjaśnić coś w sposób może nie dość precyzyjny (bo każda terminologia jest w jakiś sposób precyzyjna), ale na tyle jasny, by czytelnik, który nigdy z teorią muzyki do czynienia nie miał (a elementów teorii nie pamiętam z lekcji muzyki w podstawówce, a nawet w pierwszej klasie liceum), zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Ja osobiście jestem zwolennikiem głębszej (chociaż nie tak głębokiej jak np. analiza fugi w jakimś utworze, czego zresztą nie potrafiłbym zrobić, ale to już inna sprawa) analizy, ale w pewnych miejscach trzeba zrezygnować z precyzji na rzecz jasności przekazu. Wtedy mogą się pojawić uogólnienia (swoją drogą dla mnie stwierdzenie, że coś jest dobre też jest uogólnieniem, szczególnie, jeśli mówi to ktoś uważający się za takiego fachowca, by krytykować poszczególne wyrażenia innych...) Co do moich aspiracji... Nie, nie mam aspiracji do posiadania aspiracji. Jakoś nigdy nie były mi potrzebne...
    grzesiekintro 2006-05-10 18:03
    więc tkwij Pawle w niewiedzy. Einstein stierdził kiedyś : "ze kto się nie rozwija to się cofa"-wydaje mi się to bardzo mądre. Tłumaczenie, ze nie trzeba fachowo (muzycznie) wyrazać się o muzyce jak najbardziej niedobrze świadczy.Nie wymagam od Ciebie bycia muzykiem (już miałem wątpliwą przyjemność posłuchac) ale wymagam, że jesli o czymś piszesz, powinieneś mieć podstawy do tego.Innymi słowy jeśli nie znasz się, zostaje to cały czas amatorskie..Krytycy muzyczni - to tacy kulturyści teoretycy..Chociaż znam wielu świetnych krytyków,którzy są równiez muzykami i piszą świetnie.Chociaz nie zawsze idzie to w parze..
    Paweł Stroiński 2006-05-10 18:33
    Tylko, że zapominasz z czym mamy do czynienia, czym jest muzyka filmowa. Nie zajmuję się "Das Wohltemperierte Klavier" Bacha czy dajmy na to "Partitą" Lutosławskiego, tylko muzyką o zupełnie innej konstrukcji, w której to, na co starasz się wskazać i starasz się wszystkim wypominać (mimo, że Bogiem a prawdą, niewiele osób interesuje w jakiej skali czy w jakim metrum napisano dany temat, sam popełniałem błąd podawania metrum muzyki akcji jednego z kompozytorów, to przecież niezrozumiały dla dużej większości bełkot, to że należysz do elity znających się na rzeczy nic nie zmienia) w dużej mierze nie jest ważne. Z rozmów z tobą wynikała zupełna niewiedza dotycząca procesu powstawania muzyki filmowej. Czy to znaczy, że mam poddać w wątpliwość merytorykę (która wbrew temu, co uważasz w przypadku muzyki filmowej nie dotyczy tylko spraw technicznych) twojej pracy magisterskiej, tak jak ty podważasz moje recenzje? Bo w przypadku muzyki filmowej trzeba brać pod uwagę proces powstawania, warunki powstawania (czas, współpraca z reżyserem, zatrudnieni soliści i ich wcześniejsze kontakty z kompozytorem), rolę muzyki w filmie (gdzie połowa sztuczek, którymi się zachwycasz, może zginąć). W muzyce filmowej merytoryka ma trochę inny charakter niż w muzyce poważnej. Jest wiele aspektów niezwiązanych z techniką kompozytorską, za to mających wielki wpływ na funkcjonalność. Ja nie podważam mimo to twojej pracy magisterskiej...
    grzesiekintro 2006-05-10 23:42
    Hmm.....Przypominam do znudzenia: po pierwsze warsztat Panie!!!Kim byłby Williams bez warsztatu? Cała elita muzyczna zachwyca się potężnie rozbudowanym warsztatem. Warsztat, wiedza, spryt, pomysłowość, kooperacja, łatwość pisania itd. Zaden kompozytor nie zostałby zatrudniony w Usa, jakby odwalał chałę która nie brzmi. Nikt w Hollywood nie zastanawia się czy coś brzmi czy nie.Uznają to jaką niezbędne minimum. Twoje rózniez zaszufladkowanie mnie z tą "niewiedzą" realizacji muzyki filmowej jest godne politowania. No cóż: ale rękawice polemiki zawszę podejmę panie "kulturysto teoretyku"
    grzesiekintro 2006-05-10 23:53
    Moja taka jeszcze konkluzja: Patrzysz może bardzo ogólnie na sprawy dotyczace muzyki filmowej, ubierasz je czasami w laickie słowa, chcesz coś wyrazić ale brakuje Ci czasami słów. Muzyka jest tak ulotna i tak piękną dziedziną sztuki, ze często nijak wszystko da się wytłumaczyć. I to jest całkiem normalne... Moje spojrzenie jest takie: Staram się zwracać uwagę w filmie na muzykę jako: -integralność z obrazem - odrębność (autonomia - czy się obroni bez obrazu?) -piękno - czy mi ciarki po plecach chodzą czy nie. Tak to widzę w baaaardzo ogólnym uproszczeniu....Moze w tym leży ta nasza róznica?
    Łukasz Waligórski 2006-05-11 09:28

    Przyglądam się tej dyskusji z mieszanymi uczuciami. Zasadniczo to widzę racje po obu stronach ale z pewnością bliżej mi do stanowiska Pawła. Jak stwierdził grzesiekintro opisywanie muzyki, nie jest łatwe, ze względu na jej ulotność i piękno którego czasami faktycznie nie da opisać. Jednak nie sądzę żeby sposobem na rozwiązanie tego problemu było zagłębianie się w fachową terminologię i tworzenie neologizmów. Od jakiegoś czasu zauważam że recenzenci muzyki filmowej zapędzają się w kozi róg. Polega to na tym że tworzą własny języki recenzji, którego wiele osób nie potrafi zrozumieć. Efektem tego jest domaganie się przez czytelników różnych słowników i wyjaśnień co dla mnie jest już paranoją. Dla mnie, jeżeli ktoś potrzebuje słownika do zrozumienia tego co piszę, to jest tragedia. Nie mam pojęcia jak do tego doszło ale uważam, że tworzenie takich słowników jest błędem. Pewnie teraz podpadłem paru osobom ale tak właśnie sądzę.

    Krew mnie zalewa jak widzę że niektórzy recenzenci opisują muzykę jakby to był kawał mięsa - tutaj trelollo, tam stacatto a gdzie indziej jeszcze fermata... 50% czytelników tego nie rozumie, ale recenzent ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku i fałszywe przeświadczenie że jest profesjonalistą. Piękno tkwi w prostocie. Jeśli chcemy opisywać muzykę to urzywajmy do tego jak najprostszych słów. Jeśli ktoś tego nie potrafi i zasłania się podręcznikiem do orkiestracji to jego tragedia. Ale przestańmy komplikować język naszych recenzji. Idżmy za przykładem Picasso, który malował piękne obrazy wykorzystując proste kształty. Na tym polegała jego droga do doskonałości (o której wspominał też Einstein). Na poszukiwaniu prostoty doskonałej.

    Tłumaczenie, ze nie trzeba fachowo (muzycznie) wyrazać się o muzyce jak najbardziej niedobrze świadczy

    W świetle tego co wyżej napisałem kompletnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Recenzja nie jest naukowym elboratem który ma być nieomylny. Czy to znaczy że ktoś kto nie ma wykształcenia muzycznego, nie pownien pisać recenzji? A co z kompozytorami? Zdajesz sobie sprawę z tego ilu jest kompozytorów muzyki filmowej nie mających żadnego wykształcenia muzycznego? Czy im także powiesz że nie są fachowcami i niedobrze to o nich świadczy? Profesjonalizm wcale nie oznacza wykształcenia. Profesjonalizmu nie można się nauczyć w szkole, tylko trzeba się go nauczyć samemu dzięki ostrej dyscyplinie.

    grzesiekintro 2006-05-11 12:45
    "syty głodnego niezrozumie" - pewnie jesteście koledzy wstanie sobie przełozyć o co chodzi w tym zdaniu. Jeśli juz ktokolwiek, porywa sie na recencję (dla mnie muzyczną) i opisuje w niej "ze rytmika utworu jest świetna" to mi już się odechciewa. Napisałem, ze liczy się warszat, nie pisałem nic o skonczeniu studiów ani innych uczelni.Nosz....liczy sie warsztat - Jesli ma go np. Zimmer (bez AM) - to jaki problem? Nie wystarszy ze muszą miec szkolę, ale WARSZTAT!!!! Niektórzy maja swoich prywatnych nauczycieli, niektórzy chodzą do szkoły itd Teraz pytanie roku: Czy myślicie drodzy koledzy: ze dojście do pewnego poziomu byłoby mozliwe bez nauki? kto jest taki głupi zeby to obalić???? Sportowiec który nie trenuje nigdy nie zdobedzie medalu (juz prościej tego nie napiszę). Co do nieszczęśliwych recenzji - lepiej już by było, jakby te renenzje były prostrze, dalekie od sformułowań typu "świetne". Musicie się panowie zdecydować - nie ma półśrodków : albo prosto przejrzyście albo profesjonalnie (muzycznie - ale pewnie mało osób by coś z tego faktycznie wiedziało) - ale do tego się trzeba przygotować. Pamiętam tu takiego recenzenta, który mnie przekonywał na siłę, ze klarnet to jest dęty blaszany - no krew mnie zalewa...
    Thedues 2006-05-11 14:16
    A więc Grzesiu załóż swój własny portal o muzyce filmowej;) będziesz zapewne miał tłumy czytelników!:D albo zapraszam Cię na inne portale, które dotyczą tej kategorii muzycznej… może oni są lepszymi fachowcami od nas;)

    Co jest złego w słowie świetna…?!?! Jak dla mnie to czepiasz się jakiś niuansów bo masz chyba coś do Pawła. U każdego można znaleźć podobne kwiatki, które doskonale wyłapał Mariusz i opisał w artykule.

    "syty głodnego niezrozumie" Grzesiu proszę, chociaż jak już piszesz cytaty to rób to bez błędów jak już chcesz kogoś uczyć języka;).

    Napisałem, ze liczy się warszat, nie pisałem nic o skonczeniu studiów ani innych uczelni.Nosz....liczy sie warsztat - Jesli ma go np. Zimmer (bez AM) - to jaki problem? Nie wystarszy ze muszą miec szkolę, ale WARSZTAT!!!! Grzesiu ty zapewne posiadasz ów przez Ciebie wymieniany warsztat i chcesz ażeby kłaść Ci pokłony a Ty jako nasza wyrocznia będziesz stał na straży dobrego fachowego muzycznego języka!-Twoje niedoczekanie

    Czy myślicie drodzy koledzy: ze dojście do pewnego poziomu byłoby mozliwe bez nauki? kto jest taki głupi zeby to obalić???? No są przykłady że tak;) ale Grzesiu wie lepiej więc sprzeczać się nie będę

    Musicie się panowie zdecydować - nie ma półśrodków : albo prosto przejrzyście albo profesjonalnie (muzycznie - ale pewnie mało osób by coś z tego faktycznie wiedziało) - ale do tego się trzeba przygotować. Grzesiu mi się zdaje, że ja miałem przyjemność z Tobą rozmawiać jak to wygłaszałeś namiętnie swe mowy na temat swojego guru Johna Williamsa:D i chyba raczej dyskusji z Tobą więcej podejmować nie będę za duży w Tobie tkwi cynizm. Przepraszam za stwierdzenie, ale pieprzysz głupoty… To jakby ktoś nie mógł zostać krytykiem filmowym, bo nie ukończył filmoznawstwa… a naprawdę świetnie interpretuje omawiany film. Jeśli Ci się nie podoba forma opisywanych przez nas kompozycji to stary NIKT CI TEGO NIE KAŻE CZYTAĆ!. My jesteśmy alternatywą dla tych, którzy albo chcą sobie potwierdzić własne zdanie o ścieżce po to te komentarze pod recenzja bądź też dowiedzieć się jak owy score prezentuje się na poszczególnych kategoriach.

    P.S. Takie sprawy jak, o jakich chcesz dyskutować najlepiej załatwiać na forum. Wszak nie wiele ma to wspólnego z muzyką do Gejszy.
    Tomasz Goska 2006-05-11 15:07
    Popieram. Proponuję przejść na forum zanim poziom komentarzy sięgnie bruku.
    Paweł Stroiński 2006-05-11 16:44
    Ten człowiek, o którym powiedziałeś drogi Grzegorzu, że pomylił klarnet (to był flet, ale nie czepiajmy się szczegółów) jest akurat jednym z największych znawców teorii muzyki wśród polskich autorów recenzji (w tej chwili jest w szkole muzycznej II stopnia i z tego co wiem niedługo weźmie udział w jakimś zagranicznym konkursie pianistycznym). Zdarzyło mu się. Zdarzyło mu się też napisać kilka passusów, których nikt nie zrozumiał. Dostał nawet pytanie, cytuję "co to są te tremole". Nie myśl więc, że to o czym mówisz do każdego trafi. Co do sprawy WARSZTATU!!!, jak to subtelnie określiłeś. Cóż, też się nie do końca zgodzę. Wielką karierę zrobił niejaki Graeme Revell, którego posłuchaj sobie niektórych ścieżek, to się załamiesz. Wczesny Zimmer popełniał takie błędy orkiestracyjne, że z krzesła spaść można. Więcej przykładów? Warsztat kompozytora NIE jest taki ważny jak sądzisz. To, że są tacy kompozytorzy jak John Williams czy Hans Zimmer (który warsztatu uczył się długo i wyrobił się dopiero calkiem niedawno, tak naprawdę) nie znaczy, ze wzsyscy mają dobry warsztat. Raczej mają wielkich specjalistów w tej materii. Wiesz, kto to jest aranżer w muzyce filmowej? Wiesz, na co pozwala się niektórym orkiestratorom? Pewnie nie. I cię to pewnie wcale nie interesuje, bo i tak wiesz więcej od ludzi, którzy w gatunku siedzą po kilka lat. A wiele trzeba poczytać, żeby zrozumieć niuanse związane z produkcją muzyki filmowej. I studia muzyczne, czy znajomość terminologii teoretycznomuzycznej tu nie pomoże. Bo dopiero wtedy zrozumiesz, jakimi nieukami mogą być niektórzy kompozytorzy.
    Tomek 2006-05-11 16:50
    Tyle hałasu o jedno zdanie... ;)

    Całkiem niewinne zresztą - do którego Paweł ma prawo, bo to jego subiektywne zdanie na temat EMOCJI, które przekazuje muzyka a nie ma kompletnie nic do rzeczy z warsztatem...)

    Przemek, nie chcę nic mówić ale z tekstem w stylu "NIKT CI TEGO NIE KAŻE CZYTAĆ!" jesteś niebezpiecznie blisko poziomu pewnego portalu... ;)
    grzesiekintro 2006-05-12 16:23
    Thedeus napisał: "A więc Grzesiu załóż swój własny portal o muzyce filmowej;) będziesz zapewne miał tłumy czytelników!:D albo zapraszam Cię na inne portale, które dotyczą tej kategorii muzycznej… może oni są lepszymi fachowcami od nas;)" Po pierwsze facet nie jestem z Tobą na ty więc nie rozumiem czemu mi mówisz per "ty" - Po drugie nie wiem o kim mówisz (inne portale) , jeśli się boisz otwartej polemiki to trudno... "Co jest złego w słowie świetna…?!?! Jak dla mnie to czepiasz się jakiś niuansów bo masz chyba coś do Pawła. " Jeśli nie rozumiesz co to jest uogólnienie lub kolokwializm to Twoja sprawa....Do Pawła nic nie mam, chcę zwrócić uwagę jedynie na użyte w recenzji środki. Chyba mam prawo?Czy tu obowiązuje zakaz krytyki,albo jakaś cenzura? "syty głodnego niezrozumie" Grzesiu proszę, chociaż jak już piszesz cytaty to rób to bez błędów jak już chcesz kogoś uczyć języka;)." O!! To zdanie też "świetne" - kto kogo chce uczyć języka?? jakiego języka -CZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM!!! " Grzesiu ty zapewne posiadasz ów przez Ciebie wymieniany warsztat i chcesz ażeby kłaść Ci pokłony a Ty jako nasza wyrocznia będziesz stał na straży dobrego fachowego muzycznego języka!-Twoje niedoczekanie" jesteś chyba chory ... "Czy myślicie drodzy koledzy: ze dojście do pewnego poziomu byłoby mozliwe bez nauki? kto jest taki głupi zeby to obalić???? No są przykłady że tak;) ale Grzesiu wie lepiej więc sprzeczać się nie będę" Masz człowieku chyba problem z samym sobą - podobno prawdziwa sztuka krytyki się nie boi? W PIS sie bawisz? "Grzesiu mi się zdaje, że ja miałem przyjemność z Tobą rozmawiać jak to wygłaszałeś namiętnie swe mowy na temat swojego guru Johna Williamsa:D i chyba raczej dyskusji z Tobą więcej podejmować nie będę za duży w Tobie tkwi cynizm. Przepraszam za stwierdzenie, ale pieprzysz głupoty…" No ja ze swej strony tego nie mogę powiedzieć - dla mnie to nie była przyjemność.... Nie podejmuj ze mną dyskusji jak nie masz argumentów, a butę swoją wsadź sobie głęboko - Sprawdź w słowniku rózne zagadnienia - jak np. korzystać z polemiki itd. Potem pisz.Najpierw myśl co piszesz -NIGDY ODWROTNIE!!! " Jeśli Ci się nie podoba forma opisywanych przez nas kompozycji to stary NIKT CI TEGO NIE KAŻE CZYTAĆ!." Toś mnie rozśmieszył bardzo - bardzo prymitywne stwierdzenie...Gratuluję - może kiedyś zrozumiesz...teraz nie.... " Takie sprawy jak, o jakich chcesz dyskutować najlepiej załatwiać na forum. Wszak nie wiele ma to wspólnego z muzyką do Gejszy. " Jedyna rzecz z którą się z Tobą zgadzam - ale do Twojego pozimu się nie zniżę... P.S do Pawła : CHCIAŁEM ZDEMENTOWAĆ WSZELKIE PLOTKI NA TEMAT TEGO ŻE NIE LUBIĘ PAWŁA. PRZECIWNIE - JEŚLI JEST KONSTRUKTYWNIE - BARDZO CHĘTNIE PODEJMĘ RĘKAWICE POLEMIKI...Z KAŻDYM....W DRODZE WYJĄTKU -TYLKO NIE Z THEDEUSEM - BO NIE MA O CZYM ZNIM ROZMAWIAĆ... faktycznie - więcej w tym wątku nie ma co pisać może załóżcie temat na forum?
    Thedues 2006-05-12 16:36
    Oj jak mi przykro;)to podobno ty wywołaleś ta polemike a teraz kogos namawiasz do założenia tematu na forum;) Żalosne;) a wiec "panie" grzesiu;) żegnam skoro nie lubisz mojego towarzystwa:D
    Thedues 2006-05-12 16:59
    P.S założyłem temat na forum... Niestety zabrakło miejsca na innych działach wiec zmuszony byłem rozruszać dział "Śmieszne" mam nadzieje, że sie nie obrazisz i włączysz się do polemiki- chyba, że sie boisz;)

    grzesiekintro 2006-05-12 17:08
    Nie zniżę się do Twojego marnego poziomu....Dla Ciebie -Pan (już Ci przecież pisałem:) ). I nie sprowokujesz mnie do wypowiedzenia epitetów...Nie ten poziom:)
    Krzysiek 2006-05-14 21:04
    Zdecydowanie najlepsza ścieżka dźwiękowa, jaką miałem okazję słyszeć w ostatnich latach, a wiele słyszałem. Bardzo rzadko zdarza się, by muzyka filmowa dobrze brzmiała słuchana bez sztafażu filmowych kadr, gdzie najczęściej jest po prostu dobrze dopasowana i dobrze, lub lepiej buduje nastrój. Tyle, że li tylko słuchana wraz z filmem - sama w sobie wydaje się bowiem monotonna, a nawet chwilami nudna, czego najlepszym przykłądem są żałosne i populistyczne popisy Llyod Webbera w nieszczęsnym "Upiorze", na który składają się słownie dwa tematy (straszliwy temat Upiora, czyli fragment gamy chromatycznej od 'e' do 'h' i z powrotem - zachęcam do sprawdzenia - oraz temat liryczny rodem z amerykańskiego romansidła). Tymczasem w przypadku "Wyznaniań..." trudno powiedzieć, czy muzyka Williamsa lepiej brzmi na filmie, czy w zaciszu domowym, jednakże z pewnością jest kolejnym arcydziełem, które bez wątpienia przejdzie do kanonu muzyki filmowej, a przynajmniej mam taką nadzieję. Wszystkim polecam zarówno film, jak i dzieło Williamsa. Wystawiam oczywiście najwyższą ocenę.
    film-o-znawca 2007-05-09 22:49
    najlepszy Williams od czasów Jurassic Park/Schindler's List (i do tego jeszcze Yo Yo Ma i Itzhak Pearlman ;)), wypada na to że John pisze perełki co 10 lat :(, miejmy nadzieję że jednak się poprawi i będzie nas częściej raczył takimi dziełami ;D
    Wojtek 2007-05-12 22:25
    mam kilka pytań co do recenzji 1.Wibrafon? a co to takiego? 2. Elektronika w wyznaniach gejszy? a konkretniej wktorych utworach? nigdzie jej nie slychac. 3. Dlaczego uwaza pan... uwazasz... (Wlasciwe podkreslic)ze Dr. Crab's Prise bylo zbędne? Znakomicie ilustrowalo scene, wyrazalo emocje Sayuri... A sama plyta swietna, slyszalem na internecie pierwszy i ostatni utów z plyty, bardzo mi sie podobaly, ale troche obawialem sie kupic calej plyty ze wzgledu na te japonskie instrumenty, ze Williams zbyt przesycyci nimi muzyke(jest przesycona, ale z głową) i ze cos mu nie wyjdzie. Mile mnie rozczarował :)
    tennese 2009-04-30 23:05
    Wspaniała muzyka, pełna ducha, piękno, ktore dociera do najgłebszych zakamarków duszy. John Williams odwalil kawal dobrej muzyki. Zaluje ze tempa akademia nie nagrodzila go oskarem. cos jak Zimmera za Cienka czerwonoą linie. Wyznania gejszy to piękna i subtlena choreografia instr etniczych. Dawno takiego czegos nie slyszalem
    DanielosVK 2010-10-08 22:47
    "do słynnego Fratres fińskiego kompozytora Arvo Parta." Maaamoooo. Part to Estończyk, nie Fin.Wystarczyło o tym chociaż na wikipedii wyczytać...
    Koper 2010-10-09 11:34
    Paweł chyba nigdy nie był dobry z geografii... ;)
    bladerunner21 2011-01-21 17:08
    Kiedyś troszeczkę bardziej ceniłem tę płytę, nie zmienia to faktu, że to ładna a co najważniejsze wartościowa muzyka, którą należy tylko polecić.
    DanielosVK 2011-01-21 19:37
    I nadal nikt nie poprawił tego cholernego Parta. Part to Estończyk, nie Fin, no. :P
    Koper 2011-01-21 20:54
    No już no, nie panikuj. :P
    DanielosVK 2011-01-22 00:22
    To niech ktoś to poprawi. :P Tobie by odpowiadało, gdyby Cię nazwano Czechem albo Ruskiem? :P
    DanielosVK 2011-01-22 00:23
    O, zwracam honor. Poprawiliście. :D
    Koper 2011-01-22 00:42
    Już? Szczęśliwy? To spać. :P
    DanielosVK 2011-01-22 01:46
    Szczęśliwy jak najbardziej, ale jeszcze nie śpiący. :P
    Mieszko 2014-04-06 09:00
    Oj gdyby film Roba Marshalla był równie dobry, jak muzyka... Piękne zdjęcia Diona Beebe, piękne dekoracje Johna Myhre'a, piękne kostiumy Colleen Atwood i absolutnie przepiękny score Johna Williamsa. Piękne opakowanie. Należy jedynie żałować, iż fabuła jest średnio wciągająca. Brakuje życia, emocji i żaru. Taki sobie melodramat, lecz ścieżka dźwiękowa to już zupełnie inna para kaloszy. Lekka, spokojna, melancholijna, zmysłowa, wysmakowana, oszczędna, nostalgiczna, niezwykle bajeczna, poetycka, wysublimowana i na niebywałym poziomie artyzmu. W obrazie? Naprawdę bardzo ładnie wyeksponowana (szkoda tylko, że trafił się jej mało ciekawy film). Ścisła czołówka 2005 roku. Maestria!!! Na Oscara zasłużył Williams, nie Santaolalla!

Memoirs of a Geisha (Wyznania gejszy)

Kompozytor:

  • John Williams

Dyrygent:

  • John Williams

Soliści:

  • Yo-Yo Ma (wiolonczela)

    Itzhak Perlman (skrzypce)
    Steve Erdody (wiolonczela)
    Karen Han (erhu)
    Masakazu Yoshizawa (shakuhachi)
    Masayo Ishigure i Hiromi Hashibe (koto)

Wydawca:

  • Sony Classical (2005)

Producent:

  • John Williams

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2021 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie