Szukaj: w


recenzje

Shinichin no Samurai (Siedmiu samurajów)



Gdybym miał wybrać moment przełomowy dla japońskiej muzyki filmowej, bez chwili zastanowienia, postawiłbym na rok 1954. Wtedy to bowiem powstały trzy partytury, jakże kluczowe dla rozwoju filmówki w Kraju Kwitnącej Wiśni. Pierwsza z nich to niezapomniana Godzilla Akiry Ifukube, ścieżka, która przetarła szlak dziesiątkom score'ów skomponowanych do filmów z rodzaju monster-movies. Drugą ważną partyturą, powstałą w tymże roku, było Miyamoto Musashi napisana przez znakomitego symfonika, Ikumę Dana. Niestety nigdy nie została ona wydana, ani w formie pełnego soundtracka, ani nawet pojedynczego utworu wrzuconego na jakąkolwiek kompilację, co osobiście zaliczam do największych kuriozów w historii wydawnictwa muzyki filmowej. Trzecią, ostatnią ścieżką dźwiękową jest Siedmiu samurajów, która została skomponowana przez Fumio Hayasakę. Co ciekawe, każda z wyżej wymienionych prac prezentuje zupełnie inne oblicze. Ifukube, do obrazu Hondy napisał muzyką silnie odwołującą się do jego wcześniejszej twórczości koncertowej, a która była przecież jednym z fundamentów pod powstanie japońskiej muzyki poważnej. Monumentalny score Ikumy Dana do filmu Miyamoto Musashi w reżyserii Hiroshiego Inagakiego jest z kolei bardzo silnie zakorzeniony w dokonaniach europejskich kompozytorów XIX i XX wieku. Natomiast Siedmiu samurajów Hayasaki to dzieło zgoła inne od wyżej wymienionych, odrębne zarówno pod względem melodycznym oraz instrumentacyjnym, ale i także koncepcyjnym, a ponadto posługujące się specyficznym językiem muzycznym. To właśnie ta partytura będzie przedmiotem niniejszej recenzji.

Legendarnych Siedmiu samurajów Akiry Kurosawy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Opowieść o wieśniakach ciemiężonych przez lokalnych bandytów, którzy postanawiają wynająć grupkę biednych roninów w celu ochrony swojej ziemi, należy bez dwóch zdań do absolutnej klasyki kina. Obraz Kurosawy szybko stał się inspiracją dla wielu twórców. Na jego podstawie powstała Bitwa wśród gwiazd (Battle Beyond the Stars), a także jeden z najsłynniejszych westernów, Siedmiu wspaniałych Johna Sturgesa (na marginesie, film ten tak bardzo przypadł do gustu Kurosawie, że wysłał on Amerykaninowi, w ramach uznania, oryginalną, japońską katanę). Wpływy jaki wywarł film Kurosawy nie ograniczają się jedynie do kina. Fabuła piątej części Mrocznej wieży Stephena Kinga bazowała właśnie na pomyśle zaczerpniętym z Siedmiu samurajów. Zaskakuje również imponująca realizacja scen bitewnych (doskonały montaż, zastosowanie techniki slow-motion). To jednak tylko wierzchołek góry lodowej i zapewne musiałbym poświęcić kilka kolejnych akapitów, aby opisać wszystko, co tyczy się najsłynniejszego filmu Kurosawy. Dlatego też, czas zwrócić się w stronę motywu przewodniego tego tekstu, jakim jest muzyka skomponowana przez Fumio Hayasakę.

Urodzonego w Sendai kompozytora można śmiało określić ojcem japońskiej muzyki filmowej. To on, z początkiem lat 40-tych, był pierwszym twórcą piszącym partytury do filmów, który zyskał rozgłos w swoim rodzimym kraju. Nie było to bezpodstawne, albowiem Hayasakę, od jego kolegów po fachu, wyróżniało zupełnie inne podejście do filmowej ilustracji. Podczas gdy większość zarówno kompozytorów jak i reżyserów stawiała na schematyczną i niewyróżniającą się ścieżkę dźwiękową, Japończyk uważał, że komponowanie muzyki filmowej to coś więcej niż tylko odtwórcze tapetowanie filmów. Do tego dochodziło zwrócenie uwagi przez Hayasakę w stronę zachodniej muzyki, w tym jazzu, co było niespotykane w tamtym czasie w Japonii. Dzięki temu, w latach 40-tych, kiedy to Akira Ifukube nie miał na koncie ani jednej ścieżki dźwiękowej, rozpoczął się triumfalny pochód Hayasaki w branży filmowej. Wkrótce, przyjmując coraz ciekawsze i wymagające projekty, spotkał jednego z najbardziej perspektywicznych reżyserów młodego pokolenia, Akirę Kurosawę. W 1948 roku napisał muzykę do Pijanego anioła i był to początek jego współpracy ze słynnym reżyserem. Poszukiwanie przez Hayasakę muzycznych inspiracji w Europie i Ameryce Północnej doskonale korespondowało z filmowymi preferencjami Kurosawy. Wszak reżyser ten, jest w Kraju Kwitnącej Wiśni bardziej postrzegany jako twórca kina zachodniego, niż stricte japońskiego. Stąd też, obydwaj twórcy doskonale się rozumieli i rozpoczęli trwającą 9 lat współpracę, w czasie którym zrealizowali osiem produkcji (wliczając w to Żyję w strachu z 1955 roku – podczas komponowania muzyki do tego filmu Hayasaka zmarł, a partyturę dokończył Masaru Sato). Były to prawie wszystkie obrazy, które zrealizował w tym okresie Kurosawa. Użyłem określenia „prawie”, ponieważ w przypadku Pojedynku w ciszy z 1949 roku stanowisko kompozytora odstąpił na moment swojemu bliskiemu przyjacielowi, Akirze Ifukube. Jednak już rok później wrócił do roli nadwornego kompozytora Kurosawy pisząc ścieżkę dźwiękową do słynnego Rashomona - pierwszego japońskiego filmu, który zyskał światowy rozgłos. Wspominam o tym filmie nieprzypadkowo. To właśnie w tej produkcji Kurosawa po raz pierwszy sięgnął po samurajską tematykę z którą jest przecież najbardziej kojarzony. Jednak Siedmiu samurajów było produkcją dużo ambitniejszą od strony realizacyjnej i stanowiło niemałe wyzwanie zarówno przed Kurosawą, jak i Hayasaką. Czy kompozytor wywiązał się ze swojego zdania? Bynajmniej.

Hayasaka zrobił dokładnie to co potrafił najlepiej, czyli połączył wpływy zachodniej oraz tradycyjnej, japońskiej muzyki. O ile używanie tego sformułowania wkracza niebezpiecznie na grunt populizmu (wszak można to powiedzieć o zdecydowanej większości japońskich kompozytorów), to jednak wykorzystanie go w przypadku pracy muzyka, który w swoim ojczystym kraju jako pierwszy dokonał fuzji muzycznych kultur jest z pewnością odpowiednie i warte zaznaczenia. Hayasaka rozpisał swoją partyturę na chór, klasyczną orkiestrę, orientalne perkusjonalia oraz... saksofony. W tej materii pomagał mu Masaru Sato, który począwszy od 1952 roku pobierał nauki u Hayasaki. Niewątpliwie, wykorzystanie saksofonów w ilustrowaniu szesnastowiecznej opowieści było bardzo odważnym krokiem, tym bardziej, że Hayasaka niemal całkowicie wyzbywa się ludowych instrumentów, nie licząc wspomnianych perkusjonaliów. Zastosowanie ich mogłoby się wydawać bardzo oczywistym posunięciem podkreślającym zarówno miejsce jak i czas akcji filmu. Kompozytor miał jednak dużo mniej konwencjonalne podejście do pisania muzyki filmowej, skądinąd niepierwszy już raz. Sam Kurosawa stwierdził po latach, że dopóki nie spotkał Hayasaki muzykę filmową traktował jedynie jako mało znaczące tło filmowych wydarzeń. Obok zastosowania nietypowego instrumentarium, Siedmiu samurajów Hayasaki wyróżnia także użycie wagnerowskich lejtmotywów. Poszczególne tematy to jednak nie tylko melodie. Niektóre z nich bazują na specyficznym wykorzystaniu chóru czy też perkusjonaliów.


Ten ostatni przypadek poznamy już w otwierającym soundtrack utworze Titles (Seven Samurai), który podpowiada słuchaczowi, że będziemy mieć do czynienia z nietuzinkową partyturą. Ta posępna kompozycja, oparta jest jedynie o niskie partie na fortepian oraz o perkusjonalia, w tym bębny taiko, wygrywające prosty i niemalże hipnotyzujący rytm. Towarzyszy ona skąpanymi w czerni napisom początkowym. Zaraz po nich, widzom ukazuje się szeroki horyzont na którym wyłaniają się bandyci dręczący pobliskie wioski. I choć muzyka ustępuje wraz z sekwencją zawierającą napisy to właśnie dla nich, Hayasaka napisał ten rytmiczny utwór. Co prawda na płycie jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy możemy usłyszeć ten motyw w pełnej krasie (na krótko pojawi się jedynie w Foreboding of Bandits), niemniej w filmie pojawia się on jeszcze kilkukrotnie, przede wszystkim w drugiej połowie filmu, ilustrując sceny związane z przybyciem bandytów. Następujący zaraz po nim To the Watermill prezentuje kolejny ciekawy pomysł Japończyka – basowy, mruczący, męski chór tworzący coś na kształt lamentu terroryzowanych wieśniaków i w zasadzie to właśnie im możemy przypisać ten motyw. Ciekawie wypada zwłaszcza, gdy drużyna samurajów po raz pierwszy, w komplecie, przybywa do wioski. Hayasaka prowadzi wtedy chór znacznie wyżej, a także ogranicza dysonanse, dzięki czemu ilustracja tej sceny nabiera pozytywnego wydźwięku.

Fundamentem partytury jest jednak znakomity motyw przewodni, który pojawia się po raz pierwszy w trzeciej ścieżce i pozostaje z nami aż do samego końca albumu. Ten heroiczny, przepełniony dumą marsz stanowi temat samurajskiej drużyny. Pomimo tego, że Kurosawa bardzo wyraźnie nakreślił portrety psychologiczne każdego z siódemki roninów, Hayasaka nie napisał osobnych motywów dla poszczególnych postaci (z jednym wyjątkiem, ale o tym później). W zamian za to, w ilustracji poczynań głównych bohaterów Japończyk sięga właśnie po motyw przewodni. W ten sposób Hayasaka podkreśla nierozłączność samurajskiej drużyny, a jest ona przecież niezwykle istotna, gdyż tylko łącząc wspólne siły, samurajowie są w stanie zwyciężyć wroga. Melodia ta pojawia się na albumie wielokrotnie w kilku różnych aranżacjach, w tym w formie elegii na solową waltornię. Jest to kolejne odwołanie do zachodnich metod ilustracyjnych, których ówcześnie próżno było szukać w japońskiej kinematografii. Zsumowanie zarówno walorów czysto muzycznych, jak i funkcjonalnych pozwala postawić wyżej opisywany motyw w panteonie najznakomitszych melodii jaką obdarowała nas japońska muzyka filmowa. Dwa piosenkowe covery tematu Hayasaki znajdziemy na wydanej przez Screen Archives składance Film Music of Akira Kurosawa: The Complete Edition Box-Set No. 2

Być może niektórzy miłośnicy muzyki poważnej, w motywie Hayasaki odnajdą podobieństwa z melodią skomponowaną przez Jeana Sibeliusa, którą możemy usłyszeć w utworze En Saga – Vanska z 1892 roku. Melodyczna zbieżność jest tu jednak niezbyt wyraźna, choć pewne podobieństwa faktycznie da się zauważyć. Nie może jednak być mowy o plagiacie, melodia Hayasaki jest po prostu bardzo podobnie skonstruowana, choć jednocześnie jest znacznie dłuższa i bardziej rozbudowana. Mając jednak na uwadze fakt, że twórczość fińskiego kompozytora była ówcześnie bardzo popularna w Japonii, nie można wykluczyć, że gdy Hayasaka pisał muzykę do Siedmiu samurajów, podświadomie odniósł się do kompozycji Sibeliusa.

Bardzo ciekawie przedstawia się materiał skomponowany specjalnie dla samuraja o imieniu Kikuchiyo, w tej roli niezawodny Toshiro Mifune. Jest to prawdopodobnie najbardziej charakterystyczna postać z Siedmiu samurajów. Kurosawa przedstawia go jako żartobliwego, charyzmatycznego, ale także impulsywnego ronina, co znakomicie uwypuklił słynny aktor, który dostał zgodę od reżysera na improwizowanie w większości scen ze swoim udziałem. Jego temat usłyszymy najpierw w drugiej części Kanbei & Katsushiro/Kikuchiyo's Mambo i będzie on, jak przystało na lejtmotyw z prawdziwego zdarzenia, pojawiał się w scenach z udziałem Kikuchiyo. Aby muzycznie zinterpretować tę postać, Hayasaka sięgnął po... mambo. Podobno pomysł ten podsunął mu sam Kurosawa. W nawiązaniu do tego kubańskiego tańca główny temat prowadzi barytonowy saksofon, któremu towarzyszą odpowiednie perkusjonalia, bongosy. W ten sposób Hayasaka znakomicie odzwierciedlił rubaszność i młodzieńczą werwę postaci odgrywanej przez Mifune. Co ciekawe, nie było to pierwsze w karierze Hayasaki odniesienie się do zachodnich tańców. W Rashomonie, na życzenie Kurosawy, napisał orientalną wariację słynnego Bolero Maurice'a Ravela. Interesująca jest również interpretacja samej melodii. Aby zaznaczyć to, że Kikuchiyo, pomimo tego, iż jest najbardziej ekscentrycznym samurajem z całej siódemki, jest nieodłączną częścią drużyny, Hayasaka rozpoczyna skomponowany dla niego motyw niego, dokładnie od tych samych nut, które inicjują temat samurajów.


Ostatnim z najważniejszych tematów omawianej ścieżki jest bardzo dobry, ale także dość nietypowy motyw miłosny. Z początku poznamy go w filmowej introdukcji postaci Shino, wieśniaczki w której zakochuje się najmłodszy z samurajów, Katsushiro – na płycie jest to utwór Morning Departure (skądinąd zastanawiające jest wykorzystanie przez Hayasakę, w tym utworze, skali arabskiej) Ten ekspresyjny temat z początku przydzielony jest jedynie dla młodej dziewczyny, a dopiero później, w miarę rozwijania relacji z Katsushiro, przeradza się w motyw romansu. Wszystkie trzy najważniejsze tematy (drużyny, Kikuchiyo oraz miłosny) stanowią kanwę jednego z najlepszych utworów na płycie Interlude. Znamiennym wydaje się fakt, że jest to kolejne odniesienie do zachodniego kina. Wszak interludia znajdziemy w wielu hollywodzkich widowiskach z okresu Golden Age. Tak też wzorem tamtejszych kompozytorów, Hayasaka stworzył pięciominutową suitę przeznaczoną pod tę wstawkę. Na tym jednak baza tematyczna się nie kończy. Japończyk napisał także kilka pomniejszych motywów, np. sielskie Harvesting czy też wesołe Farm Village Scenery. Nie odgrywają one jednak większej roli w recenzowanej partyturze, dlatego też nie będę się przy nich zbytnio zatrzymywał. Warto jednak zwrócić uwagę na durowy motyw poszukiwań samurajów z utworów Samurai Search, w którym ośmionutowa fraza na instrumenty dęte blaszane przeplata się ze zdublowanym glissandem na smyczki.

Omawiany album nie prezentuje nam całości muzyki jaką skomponował Hayasaka, pomimo tego, że w opisie soundtracka możemy przeczytać szumną zapowiedź, że jest to complete score. Na krążek nie trafiło około 10 minut muzyki, które znalazło się w filmie. I vice versa, drugiej połowy Rikichi's trouble w którym Hayasaka ciekawie łączy chóralny motyw wieśniaków z tematem samurajów nie odnajdziemy w obrazie Kurosawy. Mowa tutaj oczywiście o oryginalnej, japońskiej edycji Siedmiu samurajów, która trwa prawie 210 minut (do niektórych krajów trafiły wersje okaleczone o kilkadziesiąt minut, a nawet o całe półtorej godziny). Jakkolwiek, soundtrack po raz pierwszy ukazał się ona na rynku, o zgrozo, dopiero w 2001 roku, nakładem Toho Music, dzięki któremu możemy się cieszyć także innymi partyturami napisanymi do pierwszych filmów Kurosawy. Wcześniej mieliśmy do dyspozycji jedynie wydany w 1978 roku re-recording zawierający 25-minutową suitę z Siedmiu samurajów oraz nieco krótszy zbiór muzycznych motywów z Rashomona. Orkiestracje różnią się jednak wielce od tych zawartych od tych na pierwszym nagraniu, a ponadto rzeczoną edycję cechuje całkowity brak świetnego klimatu oryginału. Zdecydowanie polecam więc jedynie omawianą edycję. Jedyny rerecording motywów z Siedmiu samurajów mogący, chociaż w małym stopniu, równać się z oryginałem nagrał niezawodny Tetsuji Honna prowadząc Japan Philharmonic Orchestra. Mam tutaj na myśli dwa utwory, które trafiły na kompilację Artistry of Fumio Hayasaka.

Naturalnie nie wszyscy będą zadowoleni z tego albumu. Jest tu bowiem sporo krótkich utworów, które mogą nieco zaburzać odsłuch albumu i zapewne co poniektórzy usunęliby kilka mniej znaczących ścieżek. Dziwi zupełnie niezrozumiałe pozostawienie sfx-ów w To the Night Attack oraz następującym zaraz po nim Flag. Również zamieszczenie na albumie pieśni wieśniaków Rice Planting Song, będącej jedynym elementem partytury Hayasaki, który w całości stara się imitować muzykę źródłową, raczej nie zaliczymy na plus tego wydania. Ponadto nie jest to pozycja dla audiofilów. Oczywiście wypominanie słabej jakości dźwięki materiałowi nagranemu w latach 50-tych byłoby sporym nieporozumieniem, niemniej słuchacze, którzy przywykli do współczesnych soundtracków być może nie odnajdą się w tym, bądź co bądź, archaicznym brzmieniowo albumie. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Osobiście nie wyobrażam sobie innego nagrania muzyki Hayasaki, choćby nawet było wierne oryginałowi jak tylko to możliwe. Po prostu słuchając soundtrack z Siedmiu samurajów łatwo wyczuć, że ma się do czynienia z dziełem historycznym, zwłaszcza po obejrzeniu wiekopomnego filmu Kurosawy

Dziś nie już tak łatwo zrozumieć jak wielki wpływ wywarła ta muzyka na rozwój muzyki filmowej w Kraju Kwitnącej Wiśni, co prawdopodobnie wynika z małej popularności japońskiej filmówki tamtego okresu. Dla przykładu wystarczy wymienić znakomitą ścieżkę dźwiękową do Straży przybocznej Kurosawy skomponowaną przez Masaru Sato. Nowatorskie wykorzystanie tamże saksofonów, nie było bezpośrednim odniesieniem do zachodniej muzyki, a właśnie rozwinięciem muzycznych myśli, które zaszczepił w nim jego nauczyciel. Co prawda Hayasaka dał się poznać jako nieprzewidywalny kompozytor już podczas pracy przy kilku wcześniejszych filmach (zwłaszcza w Rashomonie), niemniej jednak to właśnie w Siedmiu samurajach jesteśmy w stanie w pełni docenić kunszt tego artysty. Niewątpliwe, jest to jego opus magnum, pełne muzycznych smaczków, świetnego klimatu, a także doskonale odnajdujące się po włożeniu w filmowe ramy. Niestety, w kilkanaście miesięcy po premierze swojego najwybitniejszego dzieła, Hayasaka zmarł na gruźlicę w wieku zaledwie 41 lat. Rolę nadwornego kompozytora Kurosawy przejął po nim jego uczeń, Masaru Sato. Zastawiające jest, co by było gdyby Hayasaka skomponował muzykę do kolejnych filmów japońskiego reżysera. Tego oczywiście nigdy się nie dowiemy, niemniej muzyczna wartość jaką posiada ścieżka dźwiękowa z Siedmiu samurajów pozwala sądzić, że straciliśmy go stanowczo za wcześnie.




Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Titles (03:17)
  • 2. To The Little Watermill (01:00)
  • 3. Samurai Search (00:49)
  • 4. Kanbei & Katsushiro - Kikuchiyo's Mambo (03:43)
  • 5. Rikichi's Tears - White Rice (02:09)
  • 6. Two Search For Samurai (01:30)
  • 7. Gorobei (02:18)
  • 8. Let's Get To It (01:04)
  • 9. Fishing For Slippery Fish (01:43)
  • 10. 6 Samurai (02:51)
  • 11. Extraordinary Man (01:13)
  • 12. Morning Departure (01:02)
  • 13. Journey Landscape - Our Stronghold (02:51)
  • 14. Wild Warrior's Coming (00:35)
  • 15. Seven Men Completed (01:24)
  • 16. Katsushiro & Shino (02:43)
  • 17. Katsushiro, Come Back (00:11)
  • 18. Bed Change (00:57)
  • 19. In the Forest of the Water God (01:34)
  • 20. Wheat Field (00:27)
  • 21. Kanbei's Anger (02:15)
  • 22. Interlude (05:18)
  • 23. Harvesting (02:05)
  • 24. Rikichi's Trouble (01:51)
  • 25. Heihachi & Rikichi (00:57)
  • 26. Farm Village Scenery (02:35)
  • 27. Weak Insects Into Samurai Ways (01:49)
  • 28. Foreboding of Bandits (00:26)
  • 29. To The Night Attack (00:55)
  • 30. Flag (00:20)
  • 31. Sudden Confrontation (00:25)
  • 32. Magnificent Samurai (02:29)
  • 33. Bandits Sighted (01:00)
  • 34. Kikuchiyo Rises To The Occasion (00:49)
  • 35. Reward (01:07)
  • 36. Tryst (01:02)
  • 37. Manzo & Shino (01:02)
  • 38. Rice Planting Song (01:22)
  • 39. Ending (00:43)
Czas trwania: 61:51
Komentarze
Mefisto 2015-04-19
19:40
Muzyka ładna, ale wydanie woła o pomstę - tracklista to plankton, efekty i dialogi w tle często wytrącają z klimatu, a materiał ciutkę przydługi. Poza tym nie oszukujmy się - muzyka jest ostatnim elementem filmu, który zapada w pamięć.
DominikCh 2015-04-20
13:45
Efekty i dialogi to są może w dwóch kawałkach na 39, także nie przesadzajmy :> I nie zgodzę się co do roli muzyki w obrazie Kurosawy. Może faktycznie nie robi ona jakiegoś fenomenalnego wrażenia (wszak wystawiłem czwórkę za ten aspekt), lecz jest całkiem głośno podłożona, co wraz z wyrazistością poszczególnych motywów rzutuje na niezłe oddziaływanie w filmie.

Shinichin no Samurai (Siedmiu samurajów)

Kompozytor:

  • Fumio Hayasaka

Dyrygent:

  • Fumio Hayasaka

Orkiestrator:

  • Fumio Hayasaka
  • Masaru Sato

Wydawca:

  • Toho Music (1954/2001)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie