Szukaj: w


recenzje

Rosewood (Rosewood w ogniu)



John Williams komponujący dla reżysera Szybkich i wściekłych - z dzisiejszej perspektywy zjawisko trudne do wyobrażenia. Inaczej było w 1997 roku: wówczas to John Singleton, zanim jeszcze trafił na pokład kasowej serii o wyścigach samochodowych, nakręcił kameralny, zaangażowany społecznie dramat Rosewood, opowiadający o rasistowskiej masakrze, której ofiarami padli czarnoskórzy mieszkańcy niewielkiego miasteczka na wybrzeżu Florydy. W poszukiwaniu autentycznej, osadzonej w folku ścieżki dźwiękowej Singleton zwrócił się wpierw do uznanego jazzowego trębacza Wyntona Marsalisa; gdy jednak okazało się, że obraz potrzebuje kompozycji respektującej reguły klasycznej filmowej dramaturgii, wybór padł - z inspiracji spielbergowską Listą Schindlera - na Johna Williamsa.

Z uwagi na pozycję Williamsa w branży, premiera każdej jego pracy odbija się w środowisku donośnym echem. W "nowożytnej" filmografii kompozytora trudno przez to znaleźć ścieżki zapomniane czy tym bardziej zaginione w odmętach historii. Jeśli jednak do jakiegoś tytułu pasowałyby powyższe określenia, to jest nim właśnie Rosewood: kompozycja, która nie zaognia dyskusji, nie wywołuje wielkich emocji i która od kilkunastu lat tkwi w cieniu głośniejszych, bardziej uznanych lub też bardziej kontrowersyjnych dzieł Williamsa.

Na tę zmowę milczenia Rosewood nie zasługuje. Jest to jedna z bardziej nietypowych prac w karierze kompozytora, choć nie stanowi dlań zupełnego ewenementu - wystarczy wspomnieć podobnie przez fanów niedocenione, folkowe The Reivers, Conrack czy The Sugarland Express. Tak czy owak atmosfera prowincjonalnego bluesa wraz z inspirującymi, gospelowymi pieśniami powinny wzbudzić zainteresowanie tych, których nudzi wielkosymfoniczna, z biegiem lat coraz bardziej powtarzalna maniera Amerykanina.

Nie oznacza to oczywiście, by recenzowana ścieżka rewolucjonizowała muzyczną gramatykę, jaką Williams od kilku dekad stosuje w swoich pracach filmowych. Rdzeń Rosewood nie narusza tej metodologii - przynajmniej co do zasady. Kompozytor operuje paletą tematyczną w doskonale znanym sobie stylu, przyporządkowując opracowane motywy miejscu akcji (miasta Rosewood i Sumner), bohaterom indywidualnym oraz bohaterom zbiorowym. Klasycznie williamsowskim chwytem jest czteronutowy motyw "fałszywego oskarżenia", sprytne ilustracyjne narzędzie o mieszanym charakterze: abstrakcyjnym (zwiastun niepokojów społecznych na tle rasistowskim) i konkretnym (bezpośrednie, namacalne zagrożene linczem), przy pomocy którego kompozytor akcentuje związek przyczynowo-skutkowy między wydarzeniami prowadzącymi do masakry. Jak zwykle u Williamsa, architektura muzycznej opowieści cechuje się nienaganną, logiczną precyzją.


Poza sferą instrumentalną, udekorowaną brzmieniami gitary, banjo, harmonijki ustnej czy drumli, najbardziej nieszablonowym elementem Rosewood są utwory gospel, z piękną pieśnią Look Down, Lord na czele. Stylistyka gospel u Johna Williamsa sama w sobie wzbudza zainteresowanie, zważywszy na symfoniczne preferencje kompozytora. Prawdziwym novum w dorobku Amerykanina jest jednak nie sama stylizacja, lecz sposób jej wykorzystania w połączeniu z obrazem. Otóż Williams bardzo rzadko pisze w kontrze do filmu - regułę stanowi u niego audiowizualna analogia, a nie kontrast (do wyjątków należą np. Furia De Palmy, czy Imperium słońca i Monachium Spielberga). Tymczasem w kluczowych scenach dramatycznych Rosewood kontrast tego rodzaju jest uwypuklony, urasta do rangi ilustracyjnego fortelu. W ten sposób cudownie uduchowiony Look Down, Lord (w solowym wykonaniu Shirley Caesar) towarzyszy wstrząsającej scenie zabójstwa ciotki Sary oraz panoramie płonącego miasta, zaś uroczysty, radosny Light My Way pełni rolę katharsis w sekwencji brawurowej ucieczki pociągiem, kiedy sprawiedliwość dosięga wreszcie oprawców. Efektowność tego muzycznego manifestu daje do myślenia, ubogaca film o dodatkowy kontekst i w sumie szkoda, że Williams częściej nie stosuje tego rodzaju zabiegów w swojej twórczości.

Look Down, Lord należy z pewnością do grona najciekawszych utworów, jakie Amerykanin skomponował w latach 90-tych - być może więc głównym nieszczęściem Rosewood jest fakt, iż reszta palety tematycznej nie do końca za tym znakomitym kawałkiem nadąża. Żeby jednak uniknąć nieporozumień, wypada zaznaczyć, że ścieżka Williamsa nie jest w tym aspekcie pracą słabą czy rozczarowującą, a jedynie mniej wyrazistą od powstałych równolegle, przebojowych Amistad oraz Seven Years in Tibet. Dają tu o sobie znać horrendalnie zawyżone standardy, z jakimi przychodzi zmierzyć się każdemu nowemu dziełu kompozytora... Tematy Rosewood stanowią więc dobrą ilustracyjną robotę, o tyle różną od williamsowskiego kanonu, że silniej aniżeli melodię akcentują barwę brzmienia (blues, bluegrass, gospel). Podobnie jak i cała ścieżka są dosyć stonowane, momentami wręcz wycofane, przez co wymagają od słuchacza uwagi i zaangażowania. Skrupulatny i odpowiedzialny odbiorca naturalnie nie będzie miał problemu z ich zidentyfikowaniem (osobiście tylko taki model staranności ze strony słuchacza uważam za miernik jego dojrzałości oraz umiejętnej recepcji muzyki).

Prawdziwe słabostki Rosewood ujawniają się dopiero w obszernym wydaniu La-La Land Records, na którym umieszczono całość instrumentalnego score. Stary album Sony Classical bardzo sprawnie poruszał się po głównych wątkach ścieżki, zapewniając 50 minut muzyki dramatycznej wysokiej próby. W wydaniu La-Li Rosewood stało się natomiast rozwleczone, zatraciło gdzieś ostrość i konkret. 80 minut chronologicznie ułożonej muzyki instrumentalnej (pieśni gospel odseparowano od score) trąci w zbyt wielu miejscach ilustracyjnym rzemiosłem, gubi emocjonalny ciężar, który kompozytor tak umiejętnie wyeksponował na oryginalnym albumie. Muzyce Williamsa nawet w jego topowych pracach zdarzają się tego rodzaju przestoje i Rosewood, pomimo swojej stylistycznej oryginalności, nie stanowi wyjątku od tej reguły, a wręcz bardzo dobitnie ją potwierdza.

Pozostaje zatem decyzja, w który z dostępnych na rynku albumów zainwestować - bo że w któryś warto, fani dobrej muzyki filmowej nie powinni mieć wątpliwości. Osobiście optuję za "staruszkiem" od Sony Classical; wprawdzie edycja La-Li jest (jak zwykle) popisem wydawniczego profesjonalizmu, jednak jej zawartość skierowano głównie do williamsowskich weteranów. Pozostali słuchacze spokojnie mogą zachować dwadzieścia dolarów w kieszeni i za grosze kupić album z 1997 roku, który zawiera to, co w Rosewood najlepsze. A samą ścieżkę odświeżyć sobie warto, choćby dla przypomnienia, że John Williams jest głosem wielu Ameryk: nie tylko tej patetycznej, coplandowskiej, lecz również tej ludowej, wywodzącej się z tradycji folku i bluesa.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
    CD 1 (78:12):
  • 1. Rosewood (02:21)
  • 2. The Town of Sumner (02:10)
  • 3. The Arrival of Mann (02:18)
  • 4. Mann Goes Shopping/Mann Meets Scrappie (02:38)
  • 5. Prayers at Dinner/The Wrights/War Drums (03:53)
  • 6. Scrappie and Mann Bond/The Beating (05:41)
  • 7. False Accusation (03:22)
  • 8. The Lie/Arresting Aaron (03:43)
  • 9. Roughing up Aaron/Aaron in Jail (02:55)
  • 10. Sam's Murder (02:38)
  • 11. Discovering Sam's Body/Mann's First Exit (02:01)
  • 12. Exchanging Gifts/Cracker Mob (02:44)
  • 13. Sarah is Shot/Attack on the House (03:51)
  • 14. Kids to the Woods/The House Burns (03:07)
  • 15. The Fire/Fanny's Guilt (03:12)
  • 16. The Klan Gathers/Wright's Decision/The Crackers Gather (04:19)
  • 17. Mann Rescues the Kids (05:03)
  • 18. Hide the Man, John/Wright's Dilemma/We Meet at Eight (03:51)
  • 19. Mann Leads the Group (01:02)
  • 20. Crossing the Road (02:02)
  • 21. The Capture of Mann/Mann's Great Escape (03:53)
  • 22. Burning Town/Sylvester Joins the Group (03:48)
  • 23. After the Fire (04:27)
  • 24. End Titles (03:11)

    CD 2 (49:35):
  • 1. Rosewood (03:36)
  • 2. Look Down, Lord (02:13)
  • 3. The Hounds of Sumner (01:50)
  • 4. Healing (04:09)
  • 5. Light My Way (03:44)
  • 6. Trouble in Town (03:16)
  • 7. Aunt Sarah's Death (03:18)
  • 8. After the Fire (03:38)
  • 9. The Town of Sumner (02:36)
  • 10. The Town Burns (04:21)
  • 11. Scrappie and Mann Bond (04:14)
  • 12. The Freedom Train (01:53)
  • 13. False Accusation (03:19)
  • 14. Mann at Rosewood (03:14)
  • 15. Look Down, Lord (Reprise and Finale) (04:13)
Czas trwania: 127:44
Komentarze
Tomek 2014-10-10
11:19
Bardzo dobry tekst. Ja również skłaniam się za albumem pierwotnym, w którym elegancko zmontowano najbardziej interesujące raczej fragmenty oryginalnego score'u z pieśniami. Ale, jeżeli ktoś ma wydanie LLL, to przecież i tak ma ten album ;-) Przeciętny odbiór muzyki na pierwszym CD-ku przejawia się przede wszystkim bardzo ilustracyjnym początkiem, w tym muzyce 'folkowej', która za bardzo nic nie wnosi do odsłuchu. Oczywiście potem jest lepiej, wchodzą elementy dramatyczne. Ciekawe wyłapanie tych kontrastów w muzyce Williamsa, faktycznie rzadko pisze on tak non-konformistycznie ;-) Co do przyczyn słabej popularności muzyki, to jednym powodem jest to, że Rosewood wyszedł w dość gorącym dla Williamsa roku (Lost World, 7 Years, Amistad), a film oprócz widowni z USA w zasadzie nie było nim zainteresowania. A ciekawa to ścieżka, stawiam ją obok równie nieco mrocznego, dramatyczneo i niejednoznacznego Sleepers z roku wcześniej. Bardzo podoba mi się ostatnie zdanie z akapitu szóstego ;-)
Mieszko 2014-10-10
16:45
Ocena za album z 1997 roku (obszernego wydania La-La Land Records nie znam). Muzyka dobrze odnajdująca się w realiach filmowych. Albumowo natomiast jest nieźle, jednakże dla mnie osobiście bez blasku. Poza tym niezbyt lubię stylistykę gospel.
Mefisto 2014-10-17
15:45
Muzyka sama w sobie bardzo piękna, niekiedy wręcz mistyczna na swój sposób, choć miejscami niełatwa w odsłuchu. Album natomiast tylko pierwotny - po wydanie Lali nawet nie mam ochoty sięgać. Warto przy tym wspomnieć, że jest to ścieżka, która w ogóle przypada na dość ciekawy, bo niezwykle wyciszony, refleksyjny etap twórczości Williamsa (od 1993 i Schindlera aż po 2001 i Pottera, z wyjątkiem po drodze w postaci Lost World - choć i później, do dziś w sumie lawiruje on sporo pomiędzy podobnymi klimatami). A Sugarland mogliby w końcu wydać.

Rosewood (Rosewood w ogniu)

Kompozytor:

  • John Williams

Dyrygent:

  • John Williams

Orkiestrator:

  • John Neufeld
  • Vincent Bartold

Wydawca:

  • La-La Land Records (1997/2013)

Producent:

  • John Williams
  • Mike Matessino

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie