Szukaj: w


recenzje

Sin City: A Dame to Kill For (Sin City: Damulka warta grzechu)



Robert Rodriguez nie ma ostatnio szczęścia w branży filmowej. Po spektakularnej porażce drugiej odsłony przygód największego meksykańskiego zabijaki, Machete, do kin trafia sequel kultowej ekranizacji komiksu Franka Millera, Sin City. Damulka warta grzechu miała być przedłużeniem genialnej „rysunkowej” stylistyki i noirowego klimatu rodem z analogicznych, choć trochę bardziej poważnych produkcji. Siłą rzeczy się to udało. Duet Rodriguez i Miller zaserwował nam pięć historii, które w pewnym momencie się ze sobą splatają. Ot zupełnie jak w przypadku poprzedniej odsłony tegoż filmu. Czym więc podyktowana jest sromotna porażka Damulki w światowym box office? Wydaje się, że zabrakło tu jakiejś świeżości. Autorzy wyszli z założenia, że zapakowanie tego samego produktu w nowe szaty przyniesie swoje wymierne efekty, ale najwyraźniej przeliczyli się w swoich zamierzeniach. I choć kinowy seans Damulki wartej grzechu nie wprawił mnie w osłupienie, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tego typu kino do mnie trafia. Film bronił się genialną stroną techniczną i tak uwielbianym przeze mnie noirowym klimatem uwypuklanym tu przez zabawę barwami i oświetleniem.

Dosyć ważnym, aczkolwiek często niedocenianym elementem składowym tej serii jest jej oprawa muzyczna. Bardzo duszna, snująca się w tyle niczym dym papierosowy zamknięty w ciasnym pomieszczeniu... Te jazzowe, trochę pretensjonalne we współczesnym mainstreamowym modelu ilustracji, utwory, świetnie korelowały z równie nietypową stroną wizualną. Kompozytorskie trio Debney – Rodriguez – Revell nie po raz pierwszy zresztą miało okazję działać wspólnie, aczkolwiek efekty tej pracy najbardziej można było docenić w kontekście ekranizacji rzeczonego komiksu. Wielu miłośników tej ścieżki oczekiwało zatem, że Damulka warta grzechu będzie okazją do ponownego spotkania się tych panów w ramach jednego projektu. Niestety Rodriguez postanowił rozprawić się z tym zadaniem sam. No prawie sam, gdyż do pomocy wziął sobie bardziej doświadczonego kolegę, Carla Thiela, z którym przez dłuższy czas grywał w zespole Chingon. Czy podjęty wspólnie wysiłek zaowocował przynajmniej poprawnym rzemiosłem nadążającym za tym, co dzieje się na ekranie?

O to chyba nie musieliśmy się martwic jeszcze na długo przed premierą obrazu. Przysłuchując się temu, co obaj panowie popełnili przy okazji filmu Maczeta zabija, nierozsądnym byłoby sądzić, że muzyka będzie najsłabszym ogniwem produkcji. Rodriguez mocno stąpał po wcześniej wydeptanych ścieżkach, więc siłą rzeczy musiało mieć to swoje przełożenie także na oprawę muzyczną. Osią wokół której obraca się partytura jest zatem temat przewodni stworzony na potrzeby pierwszego Sin City, nomen omen właśnie przez Rodrigueza. W Damulce ulega on drobnym zmianom w zakresie aranżacji, ale za to pojawia się częściej. Oczywiście stylistyka w dalszym ciągu koncentruje się na jazzowych formach muzycznego wyrazu, aczkolwiek przestaje obowiązywać niepisana zasada opierania się na tradycyjnym instrumentarium. Sequel przynosi nam wiele uproszczeń, ujednolicania brzmienia, tłumienia dynamiki akcji między innymi większym udziałem elektroniki. Kompozytorzy rzadko kiedy pozwalają sobie na atonalne, czasami wręcz quasi-improwizatorskie frazy, które ożywiałyby i dodawały animuszu tej nieco apatycznej muzyce. W Damulce wszystko wydaje się odmierzone od linijki – perfekcyjne w swej konwencji aż do bólu, a przez to czasami wręcz nudne. I o ile ów aspekt funkcjonalny robi pozytywne wrażenie już u progu zmagania się z filmem, to po kilkudziesięciu minutach nasze zmysły zaczynają ignorować oprawę muzyczną, skupiając się przede wszystkim na dwóch atutach obrazu: genialnej stronie wizualnej i na ponętnych kształtach filmowej Avy. I choć partytura przegrywa z Evą Green tę nierówną walkę o uwagę odbiorcy, to nie można mówić o niej w kategoriach spektakularnej porażki. Owszem, jest ona gorszym bratem swojego poprzednika z części pierwszej. Wynika to z faktu, że kompozytorzy bardziej aniżeli byśmy tego sobie życzyli poszli w kierunku pracy odtwórczej. Świadczy o tym bardzo uboga baza tematyczna – tak pod względem ilościowym, jak i jakościowym.


Czemu więc sięgnąłem po soundtrack? Cóż, wystawianie opinii o kompozycji tylko na podstawie jej interakcji z obrazem może prowadzić do błędnych, czasami krzywdzących wniosków. Niestety doświadczenie 50-minutowego albumu wydanego nakładem Morada Music nie zmieniło w większym stopniu mojego podejścia do tej muzyki. Już pierwszy odsłuch wiązał się z nieustannym rozdarciem pomiędzy zafascynowaniem oryginalną, raczej niespotykaną w dzisiejszym świecie muzyki filmowej, stylistyką, a okropnym znużeniem wtórnością sequelowego materiału. Wspomniane wcześniej daleko idące zespolenie z obrazem odarło kompozycję Rodrigueza z większej pasji i chęci zaistnienia w świadomości odbiorcy na dłużej. Poza kilkoma drobnymi akcentami przywołującymi uwagę słuchacza do porządku, jest to zatem klasyczny przykład funkcjonalnego rzemiosła, które raczej niewiele ma do zaprezentowania poza swoją sferą pierwotnego działania.

Co ciekawe materiał zawarty na albumie, to prawdopodobnie tylko połowa zarejestrowanej na sesji partytury. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że przestrzeń filmowa Damulki wypełniona jest bardzo szczelnie. Tworzy to często wrażenie przesytu tym nastrojowym, ale nierzadko zbyt pochopnie wykorzystywanym argumentem muzycznym. Na rzeczony krążek trafiły więc utwory, które wiązane były z kluczowymi dla fabuły scenami. Ale nawet i w tak ułożonym zestawie nie unikamy nużącego underscore. Wszystko to daje o sobie znać dopiero po wybrzmieniu tematu przewodniego z animacji początkowej. Pewne słabości oprawy muzycznej Rodrigueza wychodzą już w drugim utworze - Johnny On The Spot. Smyczkowe frazy wspierane ponurymi w wydźwięku waltorniami i fagotami nie należą do najbardziej inwazyjnych elementów partytury. Ale i tak najgorzej prezentuje się łączenie elektroniki z partiami smyczkowymi, które dosyć często brzmi aż nazbyt efemerycznie. Przykładem może być Johnny Enters Bar oraz Marv and Nancy Ride.

Sama muzyczna akcja nie wywołuje większych emocji. Fakt, jest istotną częścią składową całego widowiska, ale nie porywa wielką pasją, czy chociażby oryginalnością. Determinując motorykę akcji, Rodriguez częściej aniżeli w poprzedniej odsłonie serii korzysta tu z sampli elektronicznych. W ruch idą oczywiście perkusje, gitary elektryczne oraz jazzujący saksofon, co jednak potrafi wzbudzić przynajmniej częściowe zainteresowanie odbiorcy. Ciężko mówić tu o jakichkolwiek highlightach, ale jeżeli miałbym wyszczególnić utwory, które w sposób szczególny mnie zaintrygowały, to będą nimi: Nancy Kiss of Death, Marv Attacks oraz Dwight Spies On Ava. Ciekawostką, choć niezbyt zobowiązującą, może się wydać ładny walczyk parafrazujący temat Avy (Sin City Waltz).

I tak sobie balansując pomiędzy zupełnie anonimową, transparentną ilustracją, a dynamicznymi fragmentami akcji, można dosłownie ugiąć się pod ciężarem partytury Rodrigueza. Na szczęście zdarza nam się wyrwać z objęć apatii dzięki partiom wokalnym zaproszonych do współpracy artystów. Na pierwszy ogień idzie mało ambitny, ale zapadający w pamięć numer Uh Huh z wokalem aktorki Marci Madison, często udzielającej się w filmach Rodrigueza. Swoje kilkadziesiąt sekund zanotowała również siostra reżysera, Rebecca, która wyśpiewała mało frapujące I'm Lonely. Największą niespodzianką był natomiast udział Stevena Tylera, który użyczył swojego charakterystycznego głosu w rockowym Skin City zdobiącym napisy końcowe. Bez wątpienia jest to jeden z najciekawszych numerów zawartych na albumie soundtrackowym.

Trochę za mało, by z sentymentem powracać po wielokroć do tego krążka. Materiał zawarty na płycie ni grzeje ni ziębi. Jest trochę uboższym w formę i treść przedłużeniem tego, co mogliśmy usłyszeć w pierwszym Sin City. Radziłbym więc gruntownie przemyśleć kwestię ewentualnego zakupu tegoż soundtracku.


Inne recenzje z serii:
  • Sin City

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Main Title (Robert Rodriguez) (1:28)
    • 2. Johnny on the Spot (Robert Rodriguez) (1:47)
    • 3. Johnny Enters Bar (Robert Rodriguez) (1:34)
    • 4. Marv vs Frat Boys (Carl Thiel) (3:35)
    • 5. Nancy's Kiss of Death (Robert Rodriguez) (1:52)
    • 6. Joey (Carl Thiel) (2:37)
    • 7. Kadie's (Robert Rodriguez) (1:18)
    • 8. Ava (Robert Rodriguez & Carl Thiel) (2:51)
    • 9. Dwight Spies on Ava (Robert Rodriguez & Carl Thiel) (3:24)
    • 10. Ava in Bed (Robert Rodriguez) (1:34)
    • 11. Uh Huh (feat. Marci Madison) (Robert Rodriguez) (1:11)
    • 12. Marv & Dwight (Carl Thiel) (2:20)
    • 13. Ava Seduces Mort (Robert Rodriguez) (1:470
    • 14. Mort's Descent (Carl Thiel) (2:01)
    • 15. Sin City Waltz (Robert Rodriguez) (1:39)
    • 16. The End of Ava (Robert Rodriguez & Carl Thiel) (1:43)
    • 17. Dr. Kroenig (Robert Rodriguez) (2:06)
    • 18. Johnny Down & Out (Robert Rodriguez) (2:17)
    • 19. I'm Lonely (Rebecca Rodriguez) (1:33)
    • 20. Nancy Visits Grave (Robert Rodriguez & Carl Thiel) (1:31)
    • 21. Skin City (feat. Steven Tyler) (Robert Rodriguez) (2:38)
    • 22. Marv & Nancy Ride (Carl Thiel) (2:01)
    • 23. Marv Attacks (Robert Rodriguez & George Oldzley) (1:03)
    • 24. Roark (Carl Thiel) (2:25)
    • 25. End Titles (Robert Rodriguez) (2:12)
    Czas trwania: 50:27
    Komentarze
    Mieszko 2014-09-20
    11:15
    Dość lichy soundtrack, choć posiada kilka niezłych momentów. Tomek, czy planujesz może reckę "Niezniszczalnych 3" Tylera?
    Tomasz Goska 2014-09-20
    12:30
    Ano. Recenzja już gotowa, ale czeka na lepsze czasy do wstawienia. ;)
    Mefisto 2014-09-20
    18:06
    Aż dziw bierze, że zabrakło cycków w recce :P A z ocenami właściwie zgoda, choć jakoś tam muzyka funkcjonuje w filmie, a i przez album przebrnąłem bezboleśnie. Do oryginału nie ma jednak startu - brak tu tej siły oddziaływania i niesamowitego klimatu.
    andrzejlobo 2014-09-20
    18:21
    Jak dla mnie ten soundtrack mnie męczy. Poprzednia część nie była dla mnie arcydziełem ale miała kilka fajnych utworów. Słabo i męczy. Jedyny atut to funkcjonalność. Słyszałem że Robert Rodriguez po obejrzeniu ,,Ucieczki z Nowego Yorku" postanowił stać się reżyserem. Nie wiem czy to prawda ale widzę podobieństwo między nim a Carpenterem. Oboje jak się biorą za wysoko budżetowe produkcje wychodzi klapa. No i tworzą muzykę do swoich filmów. Tu jednak Robert jest o wiele gorszy. jedynym soundtrackiem, który mi się podoba jest Grindhouse: Planet Terror.
    Krystian 2014-09-25
    13:45
    Czemu pod newsami nie można dodawać komentarzy?
    DanielosVK 2014-09-25
    15:03
    No jak nie, jak tak.
    Krystian 2014-09-25
    18:47
    Ni da rady :(
    Krystian 2014-09-27
    20:39
    Mimo, że nie można dodawać komentarzy pod newsami to zapytam tutaj. Będzie recenzja Miasta 44?
    Mystery 2014-10-23
    13:14
    W filmie, typowa nieinwazyjna tapetka, na płycie podobnie, przesłuchać i automatycznie zapomnieć czego się słuchało.

  • Sin City: A Dame to Kill For (Sin City: Damulka warta grzechu)

    Kompozytor:

    • Robert Rodriguez
    • Carl Thiel

    Orkiestrator:

    • Robert Rodriguez
    • George Oldziey
    • Rick Del Castillo

    Wydawca:

    • Morada Music (2014)

    Producent:

    • Robert Rodriguez
    • Carl Thiel

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie