Szukaj: w


recenzje

Sum of All Fears, the (La La Land) (Suma wszystkich strachów)




Kiedy izraelski policjant morduje palestyńskiego pokojowego demonstranta, Jack Ryan z pomocą swojego nauczyciela, jezuickiego księdza, przygotowuje pokojowy plan, który raz na zawsze ma załatwić problem Bliskiego Wschodu, co nie podoba się... A nie, przepraszam, to nie to. Po tym, jak podczas wojny sześciodniowej ginie pocisk nuklearny i po latach znajduje go syryjski chłop, interesuje się nim grupa neofaszystów. Sprawą zaczyna się zajmować młody agent CIA, Jack Ryan, który jeszcze ma na głowie problem zmiany władzy w Rosji. Niewyobrażalny atak terrorystyczny prowadzi jednak do brzemiennej w skutkach konfrontacji między oboma mocarstwami... Tak przedstawia się (czy została zmieniona) fabuła Sumy wszystkich strachów, czwartej adaptacji powieści Toma Clancy'ego, którą przygotowało Hollywood. Początkowo miała wrócić ekipa, która stworzyła dwa poprzednie filmy, jednak negocjacje z pisarzem przedłużyły się na tyle, że wszyscy się wykruszyli. Wtedy zatrudniono rezysera Phila Aldena Robinsona i postanowiono odmłodzić postać, szykując reboot serii. Główną rolę, agenta, który w tym filmie dopiero zaczyna swój związek z Cathy Muller (później Ryan), zagrał Ben Affleck, wówczas w trakcie, dość krótkiej na szczęście, serii filmów akcji. Towarzyszyli mu weterani aktorstwa, z Morganem Freemanem (dyrektor ds. wywiadu Cabot), Jamesem Cromwellem (prezydent USA Robert Fowler) i Ciaranem Hindsem (rosyjski odpowiednik Fowlera, Niemierow). Film, choć zrealizowany całkiem sprawnie, niestety nie wychodzi poza przeciętność, z powodu dość konserwatywnego języka wizualnego i, niestety, braku charyzmy samego Afflecka. Aktor dobrze poradził sobie z Jackiem jako everymanem, ale akurat ta postać (w książce dyrektor ds. wywiadu; Cabot szefuje całej CIA i nie należy do bystrych) posiada pewną charyzmę, którą dobrze oddał Harrison Ford. O różnicach fabularnych w stosunku do książki niestety nie ma, co mówić. Clancy zgodził się na totalną banalizację jednej ze swoich najlepszych powieści, znakomicie łączącej polityczny technothriller z, nawet, dramatem obyczajowym.

Film był już praktycznie gotowy, kiedy w Ameryce nastąpiła prawdziwa tragedia. Filmowcy powoli rozpoczynali pracę w studiu, kiedy dwa samoloty wbiły się w wieże nowojorskich wieżowców World Trade Center. Szybko wrócili do domów, ale parę dni później wrócili do postprodukcji. Reżyser postanowił zmienić styl muzyki w pierwszej scenie na bardziej elegijną i rozpoczęto poszukiwania kompozytora. Podejrzewano początkowo, że James Horner będzie pracował nad filmem, bo nie dość, że zilustrował dwie poprzednie części, to jeszcze miał za sobą udaną współpracę z Robinsonem. Nie był jednak jeszcze obsadzony, kiedy agent Richard Kraft skontaktował się z reżyserem i powiedział, że chciałby z nim współpracować jego klient, Jerry Goldsmith. Mający za sobą operację nowotworu weteran gatunku był wielkim fanem Pola marzeń. Oprócz pracy z cenionym twórcą, dla niego Suma wszystkich strachów miała jeszcze inny, bardziej osobisty wymiar. Choć dokonał adaptacji tematu z Ostatniego bastionu na koncert w Hollywood Bowl, dopiero teraz miał szansę wypowiedzieć się na temat tragedii 11 września. Album z muzyką został wydany przy okazji premiery filmu (recenzja tutaj). 12 lat później rozszerzoną edycję wydała La-La Land Records i to ta płyta będzie przedmiotem niniejszego tekstu.

Film i album rozpoczyna The Mission, operowa wersja głównego tematu, śpiewana przez Shanę Blake Hill. Oprócz wprowadzenia melodii tytułowej, w filmie wykorzystanej jednak wyłącznie dwukrotnie, Goldsmith zapowiada niepokojący akord, stanowiący motyw bomby atomowej. Muzyka idealnie prowadzi scenę, która początkowo miała być zwykłą sceną akcji. Jeff Bond w książeczce nie mówi, czy katastrofa izraelskiego samolotu została przemontowana pod muzykę ilustrującą raczej tragizm sytuacji i zapowiadającą przez to, co ma nastąpić. Operowa formuła została zaproponowana przez samego kompozytora. Reżyser zgodził się nawet na słowa, byle nie były po angielsku. Tekst napisany dwukrotnie przez Paula Williamsa został więc przetłumaczony na łacinę. Pod koniec, po przepięknej melodii, wprowadzony zostaje wojskowy rytm, podstawa struktury całej ścieżki w jej późniejszej części. Ilustracyjne mistrzostwo świata stanowi, bo trudno się tu nie zgodzić z Jeffem Bondem, jedno z największych osiągnięć Goldsmitha w późniejszym okresie kariery.

Dalsza część partytury jest już bardziej charakterystyczna dla zwłaszcza późniejszej kariery Jerry'ego Goldsmitha. Proste rytmiczne motywy, do tego osiągnięte tym razem elektroniczne motywy bliskowschodnie, a także dość typowy rosyjski temat przewijają się przez materiał. Amerykański temat jest z początku dopiero zapowiadany, choć militarystyczny rytm z Coplandowskimi partiami na dęte blaszane słychać już w pierwszym i drugim utworze. Może melodia powiązana z Rosjanami nie jest niczym oryginalnym, zwłaszcza w jej chóralnych aranżacjach, ale trzeba powiedzieć, że jakoś to zawsze działa. Pewnie dla nas Słowian nawet tak kliszowe rozwiązania są szczególnie efektywne. Tu trzeba dodać, że to kolejna sugestia kompozytora, którą bardzo chętnie przyjął reżyser. Najbardziej efektowną aranżację usłyszymy w That Went Well.



Jednym z najciekawszych elementów jest to, w jaki sposób Goldsmith traktuje kontekst filmowy. Suma wszystkich strachów chyba najbardziej ze wszystkich adaptacji Clancy'ego jest nie tyle filmem akcji co thrillerem politycznym. Dużo scen ma więc charakter wręcz statyczny, oparty na rozmowach między postaciami, a nie ich działaniach. Przed kompozytorem stawia to pewien problem ilustracyjny. Nie mogą bowiem (a przynajmniej nie powinni, bo się zdarzało) przeładować emocjonalnie scen, a z drugiej strony muszą je zdynamizować. Świetnym przykładem jest scena pozornie dość prosta. W czasie dorocznej imprezy prezydenta USA dla prasy (tzw. White House Correspondents Dinner), cały rząd otrzymuje wiadomości bądź na pagerach, bądź komórkach. Rytmiczna i mroczna muzyka Goldsmitha zapowiada, że stało się coś złego. Nie jest to jedyny taki przypadek. W dużej mierze trzymanie napięcia spada więc na kompozytora. W to założenie wpisuje się napisany dla neonazistów przeciągły i mroczny temat (Changes), oparty na rytmicznej trąbce.

Suma wszystkich strachów to dość typowy reprezentant późnej twórczości Goldsmitha. Oparta głównie na orkiestrowych środkach wyrazu, zawiera jednak dużo rytmizującej elektroniki. Można się czepiać twórcy Mumii, że swoich brzmień nie rozwinął co najmniej od czasu Nagiego instynktu, jednak nie można tym nieco archaicznym brzmieniom zarzucić, że nie zgrywają się idealnie z żywymi instrumentami. Krótkie, czasem brutalne motywy na basowe smyczki także były elementem charakterystycznym dla tego etapu twórczości. Najciekawszym bodaj efektem uzyskanym przez syntezator jest obecne w The Reservoir/Night Landing/Deserted Lab brzmienie (świetnie przechodzące przez oba głośniki) przypominające dźwięk ucinanej przez Clarka siatki. Tego świetnego porównania dokonuje w książeczce Jeff Bond. Działa to wprost świetnie. Napięcie budowane jest powoli i bardzo sprawnie.

Kiedy dochodzi do ataku terrorystycznego charakter muzyki się zmienia. Clear the Stadium, wprost znakomita ilustracja sceny, w której Cabot orientuje się, co się dzieje, jest pierwszym przypadkiem muzyki akcji z prawdziwego zdarzenia. Brutalny motyw na kotły wchodzi dokładnie w momencie, w którym do postaci dochodzi, co tak naprawdę znaczy to, co powiedział mu właśnie Ryan. Idealna ilustracja słów "kurwa mać" i sądzę, że gdyby MPAA zorientowało się, o co Goldsmithowi chodzi, film dostałby kwalifikację R. Filmowa wersja (opublikowana na wydaniu La La Land) zawiera nieznane z oryginalnej płyty Elektry dodatkowe partie smyczki, dzięki którym utwór przypomina trochę bardziej Tajemnice Los Angeles. Przy okazji Goldsmith wprowadził także nowy temat, bardzo dla ściezki ważny - prostą niby-fanfarę dla Amerykanów. Sama eksplozja bomby nuklearnej nie została zilustrowana i opiera się wyłącznie na efektach dźwiękowych, co, jak sądzę, jest dobrym ruchem.

Film lawiruje między śledztwem Ryana a przygotowaniami Amerykanów i Rosjan do wojny. Dlatego w użyciu są głównie tematy: rosyjski (Man Your Aircraft) i amerykański, z wykorzystaniem militarystycznego rytmu, który Goldsmith zaczerpnął z Air Force One. Świetnym przykładem operowania amerykańską melodią jest Real Time. Z heroicznego wykonania przez same smyczki kompozytor wyciął trąbki, po tym, jak reżyser zwrócił mu uwagę, by z Jacka nie robił superbohatera. Jak wspomina Anderson, decyzja ta nie zajęła pięciu sekund. Co ciekawe, konfrontacja między dwoma mocarstwami, zgodnie zresztą z przebiegiem samego filmu, jest ilustrowana na względnym wyciszeniu. Wspominałem już, że ilustrowanie thrillerów politycznych, gdzie w zasadzie fabułę prowadzą gadające głowy, jest bardzo trudne. W Sumie wszystkich strachów w zasadzie sceny akcji kończą się właśnie na sekwencji z Real Time. Reszta muzyki to mniej lub bardziej intensywne budowanie napięcia z bardzo precyzyjnym określaniem miejsca akcji. Działa to bardzo dobrze w filmie, a i na płycie nie męczy, ponieważ jest przede wszystkim melodyjne. W How Close? dochodzi do tego powoli jeszcze budowana nadzieja, bardzo ostrożnie dozowana.

Film kończy się The Same Air, tworząc klamrę z The Mission, bowiem oba oparte są na tej samej melodii. Wyprodukowana przez Trevora Horna i śpiewana przez Yolandę Adams popowa wersja The Mission (If We Could Remember) kończy film. Oprócz tego na płycie uświadczymy jeszcze hymn z Superbowl, Nessun Dorma, towarzyszące nieco w stylu Ojca chrzestnego ostatnim wydarzeniom filmu, a ponadto klika utworów alternatywnych, z których najciekawsze są albumowa wersja Clear the Stadium i elektroniczna wersja The Same Air. Nie dość, że Suma wszystkich strachów jest jedną z ostatnich ścieżek w karierze Jerry'ego Goldsmitha, to chyba ostatnią tak dobrze przyjętą przez recenzentów. Nie powinno to dziwić. Narracja jest precyzyjna i można usłyszeć to, co w jego karierze ceniono najbardziej. Do tego dochodzi jeszcze doskonałe zrozumienie zamiarów reżysera i ta gra między czasem wybuchową (dosłownie!) akcją, a wyciszonym budowaniem napięcia działa tym bardziej, że klamrę stanowi poruszający temat, swoiste wezwanie do pokoju. Z powodu powiązania z tragedią 11 września, ścieżka miała ta dla kompozytora szczególnie osobiste znaczenie. Można zapytać czy wydane rozszerzenie La-La Land Records działa pozytywnie czy negatywnie na odbiór kompozycji. Moim zdaniem pozytywnie, zwłaszcza, że niewydany wcześniej materiał zawiera dodatkowe powtórzenia tematów i, z powodu oparcia suspensu właśnie na nich, dodaje całości głębi. Bardziej chronologiczne ułożenie materiału tez jest na jego korzyść. Dzięki temu Clear the Stadium, mistrzostwo Goldsmithiańskiego rozumienia scen akcji, robi jeszcze większe wrażenie. Czy jednak na tej chronologii traci album Elektry? Nie do końca, choć brak piosenki Tabithy Fair cieszy. Tak czy siak nie najgorsze rozszerzenie ścieżki, która dobrze się broni.




Autor recenzji:  Paweł Stroiński
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Mission (05:56) -- Shana Blake Hill
  • 2. Do It!*/I'll Go*/The Bomb (04:35)
  • 3. 14 Months*/The Deal (04:05)
  • 4. Thanks a Lot*/That Went Well (03:22)
  • 5. The Shipment*/Moscow Time* (01:16)
  • 6. Nice Going*/The Docks* (03:16)
  • 7. Mrs. Spassky*/The Lab* (02:10)
  • 8. The Reservoir*/Night Landing*/Deserted Lab (03:34)
  • 9. Shoot Him*/Changes (03:16)
  • 10. Clear the Stadium* (film version)/Not the Russians*/Man Your Aircraft* (04:24)
  • 11. Further Aggressions*/State of War* (02:53)
  • 12. Supplies*/To the Docks* (02:02)
  • 13. Real Time (02:50)
  • 14. Cabot Is Dead*/His Name Is Olson (02:50)
  • 15. Snap Count (02:11)
  • 16. Maximum Readiness*/Get a Doctor* (01:57)
  • 17. How Close? (06:08)
  • 18. The Same Air (02:16)
  • 19. If We Could Remember (03:36) -- Yolanda Adams
  • 20. Star-Spangled Banner* (01:55) -- Arnold McCuller
  • 21. Nessun dorma (from TURANDOT) (02:57) -- Bruce Sledge
  • 22. The Mission* (synth choir) (04:31)
  • 23. Clear the Stadium (album version) (01:31)
  • 24. His Name Is Olson* (alt. with synth choir) (01:50)
  • 25. Theme from The Sum of All Fears* (synth demo) (02:13)
Czas trwania: 77:34

* - utwory wcześniej niewydane
Komentarze
Mefisto 2014-08-10
21:10
Paweł tradycyjnie świetnie rozkłada muzykę na czynniki pierwsze. No i fakt, że jest to niezgorsze rozszerzenie, ale... i tak całkowicie zbędne. Już podstawowy album zawierał w sobie kilka kompletnie niepotrzebnych minut (jak wspomniana druga piosenka) i potrafił nużyć underscorem. Wersja Lali co prawda dodaje do tego parę ciekawszych momentów, ale suma sumarum jest gorszym doświadczeniem melomańskim. Mimo to ocena dla muzyki per se pozostaje u mnie bez zmian.

Sum of All Fears, the (La La Land) (Suma wszystkich strachów)

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Jerry Goldsmith
  • Mark McKenzie
  • Lawrence Foster

Orkiestrator:

  • Mark Mckenzie

Wydawca:

  • La-La Land Records (2002/2014)

Producent:

  • Dan Goldwasser
  • MV Gerhard
  • Matt Verboys

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie