Szukaj: w


recenzje

Lonely Are the Brave (Ostatni kowboj)




Western niekoniecznie musi odbywać się w czasach Dzikiego Zachodu. Przykładem filmu, który wykorzystuje konwencję i ikonografię tego gatunku we współczesnym środowisku, jest Ostatni kowboj Davida Millera. Uznany przez Kirka Douglasa za swój ulubiony we własnej karierze, opowiada historię samotnika (obowiązkowo na koniu i w kapeluszu), który wyruszył do Nowego Meksyku, by wyciągnąć swojego kumpla z więzienia, tylko po to, by się zorientować, że ten nie chce wcale uciekać. W tej sytuacji Jack Burns opuszcza więzienie sam. Ściga go miejscowa policja pod wodzą szeryfa Johnsona. Mający ponad 50 lat film wciąż potrafi naprawdę poruszyć i jest na swój sposób bardzo kameralny. Bardzo sprawnie łączy poważny dramat, nacechowany nostalgią za wartościami, które już przeminęły bądź przemijają, z elementami ciepłego humoru. Scenarzystą był wracający powoli do łask, w dużej mierze dzięki samemu gwiazdorowi, Dalton Trumbo, który znalazł się na niesławnej czarnej liście McCarthy'ego. W dziele Millera, oprócz Douglasa, wystapili Walther Matthau jako szeryf oraz Gena Rowlands jako Jerri, żona uwięzionego kumpla, w której kocha się sam Burns.

Kiedy przyszło do zaangażowania kompozytora do filmu, Douglas wybrał się do samego Alfreda Newmana. Sugestia była jedna: Jerry Goldsmith. 33-letni kompozytor powoli stawiał kroki w branży, mając na koncie serial Thriller i kilka projektów filmowych. Powszechnie się mówi, że Ostatni kowboj stanowi jego mainstreamowy debiut. Newman znany był z tego, że bardzo dobrze oceniał nowe talenty, pozwalając rozwinąć skrzydła takim tuzom gatunku jak Bernard Herrmann czy nieco mniej znany późniejszym pokoleniom Hugo Friedhofer, ale chyba nie spodziewał się, że ten akurat talent aż tak się rozwinie. Do końca życia Goldsmith był dumny z tej ścieżki, choć niestety nie dane mu było dożyć jej wydania. Pełna partytura bowiem doczekała się edycji limitowanej Varese Sarabande dopiero 37 lat po premierze filmu i 5 po śmierci kompozytora. Album wyprzedał się dość szybko, jednak, z trochę inną tytulaturą utworów, jest dostępny w serwisie Spotify. Niniejsza recenzja powstała na podstawie wydania płytowego.

Film rozpoczyna Lone Cowboy, w którym entuzjastyczna fanfara pod logo wytwórni przechodzi w wyciszoną zapowiedź głównego tematu na gitarze ze smyczkowym podkładem. Pełna wersja tej melodii ilustruje Main Title. Intonowana przez solową trąbkę w tak charakterystycznym dla Goldsmitha rytmie podkreśla samotność głównego bohatera. Robert Townson słusznie zauważa, że tę samą metodologię przyjmie w pierwszym filmie z serii o Rambo, gdzie też gitara i trąbka określają samotność głównego bohatera. Filmy Millera i Kotcheffa mają tak podobne elementy, że gdyby nie fakt, że Pierwsza krew oparta jest na powieści Davida Morrella, można by się zastanawiać, czy Ostatni kowboj nie był co najmniej inspiracją dla historii wietnamskiego weterana.

Mimo tego, że akcja rozgrywa się współcześnie (w powieści w latach czterdziestych, scenarzysta dostosował ją do lat sześćdziesiątych XX wieku), nie brak w muzyce fragmentów, które można by nawet skojarzyć z klasycznym Bernsteinowskim modelem ilustracji westernu. Część z tych fragmentów (jak 3M81) nie weszła jednak do filmu, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę charakter historii. O ile w przypadku napisów początkowych można było zilustrować samotnego kowboja jadącego przez Nowy Meksyk czymś bliskim Coplandowskiej fanfary, film opowiada raczej o wartościach, które przemijają. Jerri nawet komentuje, że Burns i jego przyjaciel pochodzą z innej epoki. Emocjonalna, choć nigdy nie przesadzona, ilustracja scen z żoną Paula należy do najbardziej emocjonalnych fragmentów tej ścieżki i jeszcze bardziej wskazuje na to, że bohater żyje przeszłością. Nie jest w stanie dostosować się do teraźniejszości, mimo że jak najbardziej miał do czynienia z tym światem (chociażby fakt, że był weteranem w Korei). Temat dla domostwa Bondich stanowi pewną wariację głównego tematu, co jest charakterystyczną dla kompozytora metodologią, nawet w późniejszych czasach.

Jeśli nie udowodniły tego pierwsze wykonania głównego tematu, to właśnie materiał powiązany z Jerri najbardziej wskazuje na nostalgiczność ścieżki. O ile być może trudno byłoby interpretować samą muzykę jako tęsknotę za wartościami Dzikiego Zachodu, o tyle chyba można powiedzieć, że kompozytor dokładnie zrozumiał głównego bohatera, bo przez cały film muzyka towarzyszy właśnie Jackowi Burnsowi, nawet w brutalniejszych momentach. Barroom Brawl jest pod tym względem zapowiedzią tego, co będzie później. Stanowi także przykład, w jaki sposób muzyka potrafi zdynamizować akcję w sytuacji, kiedy wizualnie może wydawać się statyczna, jeśli nie teatralna. Jest to szczególnie ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak się zmieniła estetyka i technika filmowa w ciągu lat. Dzisiaj widz jest bardziej "w scenie", w tamtych czasach jednak istnieje wrażenie pewnej teatralności, bycia poza wydarzeniami. Można by powiedzieć, że kino przeszło z obserwacji wydarzeń, do coraz bliższego w nich udziału (od obserwacji do partycypacji). Muzyka może uczynić bardzo wiele, dynamizując wydarzenia i empatycznie przyjmując punkt widzenia postaci. A mówimy tutaj o kompozytorze, który w przyszłości miał się stać mistrzem kina akcji.

Po krótkim komediowym interludium, w filmie wykorzystanym dwa razy (That Dog) muzyka wraca do powagi. W tym miejscu warto dodać, że przewijający się przez całą historię wątek kierowcy ciężarówki nie ma żadnego motywu i Goldsmith ilustruje wyłącznie działania granej przez Kirka Douglasa postaci. Zgodnie ze swoją metodologią, którą omawiałem przy okazji wielu recenzji nie tylko jego twórczości, kompozytor ciągle wraca do swojego tematu, czasami tnąc go na frazy, czasami pozostawiając w całości. Do Run for It praktycznie wszystkie utwory oparte są na połączeniu tematyki z budowaniem napięcia. Warte uwagi są przede wszystkim aranżacje, jakich uświadczymy w On the Run i Anxious Moment. Godny uwagi jest także opadający moment towarzyszący ciężkiej wspinaczce, jaką Burns odbywa z wierną Whisky.



Mimo przyjęcia tej struktury we wszystkich wymienianych teraz utworach, muzyka nie traci na słuchalności dzięki temu, że jest dość wariacji i różnorodnych aranżacji, by pozostawić słuchacza zainteresowanym. Czy mamy do czynienia z dynamicznym rytmem, jak w Anxious Moment czy elegijną wersją tematu na całą sekcję trąbek, Goldsmith pokazuje, że rozumiał kino już na początku swojej kariery. Godna uwagi jest także dojrzałość tej ścieżki. Zwykle kompozytorzy podchodzą do swoich debiutów z wielkim entuzjazmem, dając filmowi dużo więcej niż on potrzebuje. Mówiono tak na temat Jamesa Hornera, można wspomnieć o Brianie Tylerze, dopłacającym z własnej kieszeni, byle tylko zwiększyć orkiestrę. Jerry Goldsmith jednak ma w pamięci, o czym jest film. Można powiedzieć z lekkim przekąsem, że dobrze, iż trafił mu się dobry film, w odróżnieniu od wymienionych wyżej kompozytorów (nie mam tu na myśli, rzecz jasna, Gniewu Khana). Kontrola intensywności jednak jest znakomita. Mimo momentów o charakterze wręcz elegijnym, kompozytor nigdy nie przekracza sentymentalizmu. I właśnie za takie rozumienie kina dziś cenimy go chyba najbardziej.

A najlepszy utwór jeszcze przed nami. Run for It to mistrzostwo kina akcji, łączące główny temat ze znakomitym kontrapunktem, który stał się sam w sobie głównym tematem westernowego serialu, pt. The Loner. Aranżacja obu melodii na końcu tego utworu to mistrzostwo muzyki filmowej, zwłaszcza partia na trąbkę. Ekscytujące, dramatyczne i strukturalnie jak najbardziej zrozumiałe. Już w 1962 roku Jerry Goldsmith pisał highlighty swojej kariery, a moim zdaniem Run for It do nich właśnie należy.

Na końcu ścieżka staje się jeszcze mroczniejsza, w związku z tym, że i sytuacja głównego bohatera mocno się komplikuje. Goldsmith skomponował dramatyczny utwór pod ostatnią sekwencję (Catastrophe), ale reżyser jej nie wykorzystał, zapewne konsekwetnie trzymając się zasady, że sceny z udziałem kierowcy ciężarówki nie zostaną zilustrowane (swoją drogą świetna robota scenarzysty, że przez cały film przygotowuje to, co będzie po prostu spotkaniem z przeznaczeniem na końcu). End Title zaś kończy film ostatnią aranżacją głównego tematu.

Debiut Goldsmitha w dużym kinie gatunkowym należy uznać za udany. Był to jego pierwszy western i Ostatnim kowbojem wprowadził się w pełni do Hollywood. Dystrybucja filmu nie była pozbawiona problemów. Kirk Douglas wolał, by został wydany raczej w kinach studyjnych, ale Universal nie tylko zmienił upragniony tytuł (który ostał się, co ciekawe, w polskim tłumaczeniu), ale także wprowadził go w szerokiej dystrybucji. Można sobie wyobrazić, jaką wagę miał film dla aktora i dla twórców, łącznie z kompozytorem. Być może także dla historii kina, skoro wątek samotnika, który ucieka przed władzami, zostanie powtórzony w dość podobnej formule (łącznie z helikopterem i konfrontacją z policyjnym brutalem, choć tam połączono to w jedną sekwencję) w Pierwszej krwi. Jerry Goldsmith okrasił film muzyką nostalgiczną, poruszającą, łączącą złożoną kompozycję z dość prostym i poruszającym subiektywizmem w okazywaniu emocji. To jest muzyka dla Ostatniego kowboja. O mało kim można powiedzieć, że już na początku kariery pisał muzykę w pełni dojrzałą. Ale jeśli o kimś można, to na pewno był to Jerry Goldsmith.

Dla zainteresowanych poniżej prezentujemy album w wersji Spotify. Jedyne, co się różni od wersji Varese to tytuły utworów. Przesłuchanie wymaga rejestracji w serwisie.



Autor recenzji:  Paweł Stroiński
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Lone Cowboy (00:53)
  • 2. Main Title (02:55)
  • 3. 3M81 (02:27)
  • 4. Burns Returns (02:31)
  • 5. 3M52 (01:19)
  • 6. 3M53 (02:40)
  • 7. Going to Town (00:30)
  • 8. Barroom Brawl (03:41)
  • 9. That Dog (00:41)
  • 10. No Surprise / Escape (06:33)
  • 11. Worlds Apart (05:28)
  • 12. 3M96 (01:47)
  • 13. On the Run (01:02)
  • 14. 3M40 (01:49)
  • 15. Resting Up (00:58)
  • 16. Sudden Intrusion (02:03)
  • 17. Closing In (02:56)
  • 18. Anxious Moment (01:30)
  • 19. Surprised Sadist (02:51)
  • 20. Minus Whisky / Hard-Gained Ground (05:59)
  • 21. Run For It (03:08)
  • 22. Wounded (02:58)
  • 23. Catastrophe (03:39)
  • 24. End Title (01:17)
Czas trwania: 61:35
Komentarze
Mefisto 2014-09-15
20:19
Wierzę, że w filmie to miód. Płytowo jest natomiast często średnio - sporo nijakiego underscore'u lub materiału zwyczajnie zbędnego, nic nie wnoszącego do odsłuchu. A i highlighty, jak temat przewodni dalekie są od najlepszych, klasycznych motywów Jerry'ego. Ocena środka.
Mieszko 2014-09-16
10:26
Potwierdzam słowa Mefisto, z tym że dla mnie ani średnio, ani ocena tzw. "środka". Temat główny (w pełnej krasie słyszany w "Main Title") ujdzie w tłumie, lecz już całość... Drętwa, zbyt długa, toporna, męcząca, mocno przestarzała brzmieniowo, z nawałem underscore'u i absolutnie niepotrzebnego materiału. Wątpię, by w filmie było miodnie. Recka ciekawsza od muzyki.

Lonely Are the Brave (Ostatni kowboj)

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Joseph Gershenson

Orkiestrator:

  • Allan Campbell
  • Jerry Goldsmith

Wydawca:

  • Varese Sarabande (1962/2009)

Producent:

  • Robert Townson

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie