Szukaj: w


recenzje

Transit



Transit to opowieść o kierowcy ciężarówek, Martinie, który zmaga się z chyba największym problemem tej grupy zawodowej – czasem. Po serii niepowodzeń wynikłych z niedostarczenia określonego towaru na czas, dostaje od szefa solidną reprymendę. Otrzymując ostatnią szansę na zachowanie swojej posady rusza w kolejną trasę. Nie spodziewa się jednak, że pozornie proste zadanie skompiluje się na skutek pewnej autostopowiczki, którą podejmuje się podwieźć. Jak się okazuje jest ona prostytutką uciekającą przed swoim alfonsem. Nie trudno się domyśleć, że ściągnie to na Martina wiele kłopotów, a jego życie wywróci się do góry nogami.

Film Leinemanna jest dosyć ciekawym spojrzeniem na rzeczywistość drogową. Nie ulega wątpliwości, że coraz prężniej rozwijająca się infrastruktura komunikacyjna, to istna dżungla, w której zawodowi kierowcy, także przypadkowi uczestnicy ruchu, zmagać się muszą z wieloma nieoczekiwanymi sytuacjami. Jest to również starcie charakterów, odczytywanie jednostek w anonimowej masie i właśnie na tych aspektach skupia się Transit. Dosyć niszowy status produkcji sprawia, że kwestia zapoznania się z nią, już nie tylko przez polskiego, ale i nawet niemieckiego widza, jest prawie niemożliwa.

Prawdopodobnie taki sam los spotkałby ścieżkę dźwiękową Christopha Zirngibla, gdyby nie wspólny wysiłek wytwórni MovieScore Media i Kronos Records lubujących się w „odkopywaniu” takich zapomnianych, niszowych prac. Cóż można powiedzieć o autorze ścieżki dźwiękowej do filmu Leinemanna? Właściwie niewiele. Mimo, że na swoim koncie ma już skredytowanych ponad 30 partytur, jest on dla szerokiego grona odbiorców muzyki filmowej zupełnie anonimową postacią. Większość swojej uwagi skupia na produkcjach telewizyjnych, choć czasami trafiają mu się kinowe wynurzenia, czego przykładem jest opisywany tu Transit. Ciężko cokolwiek powiedzieć o warsztacie tego artysty nie mając za bardzo możliwości porównania jego prac, ale samo doświadczenie ścieżki dźwiękowej do filmu Leinemanna uwypukla dwie ważne kwestie. Po pierwsze Zirngibl nie jest obojętny wobec panujących w gatunku standardów. Nie odcina się od standardowego dla tego typu produkcji, ambientowego brzmienia. Po drugie kompozytor bez skrępowania nakłada na tą ogólnie przyjętą koncepcję wiele swoich ciekawych pomysłów. Intymny charakter filmu niejako zmusił Zirngibla do większej rozwagi w kwestiach związanych z doborem instrumentarium, budowania nastroju, czy chociażby tak podstawowych spraw, jak umiejętnie przeprowadzony spotting. Ścieżka dźwiękowa do Transit to w rzeczywistości bardzo nastrojowa, raczej minorowa praca, skupiająca się w większej mierze na aspekcie dramaturgicznym filmu. Mimo tego nie brakuje tu elementów muzycznej akcji, która jak się okazuje, stanowi jedną z bardziej nietuzinkowych cząstek tej partytury. Co ciekawe, muzyka ta całkiem dobrze scala się z obrazem, czasami tylko zdradzając pewne nieopierzenie kompozytora w scenach o większej dynamice. Na płycie stanowi ona jednak zupełnie nową jakość. Czy lepszą? Tutaj można mieć pewne obiekcje.


Na krążku znajdujemy niewiele ponad półgodzinny zestaw utworów w zupełności wyczerpujących koncepcje partytury. W ten surowy drogowy świat wchodzimy więc od klasycznego ambientowego grania, gdzie za pomocą elektroniczno-orkiestrowych tekstur kompozytor rozpościera specyficzny, czasami nawet mroczny klimat. Pojawiające się po pewnym czasie gitarowe solówki przedstawiają nam temat przewodni pracy. Temat, który stosunkowo często, choć nie do końca w tej postaci powracał będzie w dalszej części partytury. Ciekawym jest fakt, że Christoph Zirngibl nie wyprowadza dla głównych bohaterów żadnych konkretnych melodii. Martin i Ramona interpretowani są głównie przez pryzmat nastrojów jakie towarzyszą im w danym momencie. I tak oto najczęstszym towarzyszem kierowcy w początkowych scenach filmu jest ciężki muzyczny ambient. Ilustruje on poczucie bezsensu, wewnętrzną frustrację Martina wynikłą ze świadomości niemałego poświęcenia dla pracy i niewspółmiernego do tego poświęcenia wynagrodzenia. Z podobnym nastrojem wychodzi utwór towarzyszący pierwszemu zetknięciu się z Ramoną. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że na dziewczynę spoglądamy tu okiem Martina. Ów wizerunek szybko zostaje zrewidowany, kiedy oboje ruszają we wspólną trasę. Muzyka staje się bardziej dynamiczna i motoryczna, a wszystko dzięki prostemu, ale jakże wymownemu smyczkowemu ostinato. Oczywiście w miarę zbliżania się do siebie Martina i Ramony ociepla się także ich muzyczny wizerunek. Pękają fasady dotychczasowego zamknięcia w sobie, uwalniając głębsze emocje. Jest to wdzięczne pole do powrotu gitarowego tematu przewodniego, który zestawiony ze smyczkową teksturą ociera się nawet o miłosną lirykę. Niezbyt wymyślny zabieg, ale nie sposób tu podważyć jego funkcjonalności.

Zupełnie inaczej prezentuje się muzyczna akcja – jakże odległa od tej hollywoodzkiej, mainstreamowej. Ambientowa podstawa rytmiczna nie budzi większych emocji, ale nakładane na nią instrumenty perkusyjne, solówki smyczkowe i gitarowe brzmią całkiem interesująco. Miejscami przywołują na myśl stylistykę action score podobną do tej z pilotażowego odcinka serialu Battlestar Galactica. W przeciwieństwie do tworu Richarda Gibbsa nie znajdziemy tu przebojowych, chwytliwych melodii. Zirngibl traktuje sceny o podwyższonym napięciu i dynamice bardziej jako okazję do wprowadzenia jeszcze większego fermentu między sferą wizualną a audytywną. Trzeba przyznać, że jako ilustracja sprawdza się to wszystko całkiem porządnie, a na płycie, choć nie grzeszy łatwą melodyką, jest niewątpliwie godna uwagi ciekawostką.

Właściwie to cała partytura jest takim nie przeszkadzającym, nie narzucającym się zbytnio tłem, z którego przebijają się tylko pojedyncze fragmenty. Najwięcej radości ze słuchania dostarcza finałowa scena pożegnań, gdzie na tle kwartetu smyczkowego kompozytor wyprowadza solowe skrzypce. Świetny aranż rekompensuje nam tych kilkadziesiąt minut może niezbyt pasjonującego grania. Płytę wieńczy natomiast powrót do gitarowej wersji tematu przewodniego. Towarzyszące mu smyczki również ocierają się o dyktowaną we wspomnianym wyżej utworze melancholię.

Jak zatem potraktować tę pracę? Chyba jako pewnego rodzaju ciekawostkę – alternatywę do wszechogarniającego nas mainstreamu. Zirngibl udowadnia, że nawet z garstką wykonawców można wyczarować fajnie brzmiąca pracę – dobrze odnajdującą się w obrazie i poza nim. Miejmy tylko nadzieję, że o kompozytorze tym usłyszymy jeszcze nie raz... Czy to za sprawą wydających ten krążek wytwórni, czy też dystrybutorów filmowych promujących na naszym rynku kino niszowe, w jakim obraca się Zirngibl.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Transit (2:01)
  • 2. Martin (2:03)
  • 3. Ramona (2:31)
  • 4. Who Should Take You Like That? (1:25)
  • 5. Martin Takes A Break (0:30)
  • 6. A New Day (1:34)
  • 7. Ramona's Escape (2:47)
  • 8. Martin's Decision (0:46)
  • 9. On The Road (2:14)
  • 10. Freedom (2:02)
  • 11. Traced (1:49)
  • 12. On The Run (3:29)
  • 13. Turning Round (1:23)
  • 14. Martin And Ramona (2:27)
  • 15. Where Do You Wanna Go? (3:09)
  • 16. Never To Be Seen Again (3:19)
  • 17. End Credits (2:49)
Czas trwania: 36:15
Komentarze
Mieszko 2014-07-17
10:00
W większości zgoda, a szczególnie jeżeli chodzi o przedostatni akapit. Ciekawostka, której dużym atutem jest temat główny.

Transit

Kompozytor:

  • Christoph Zirngibl

Soliści:

  • Markus Wienstroer (gitara)

Wykonawcy:

  • Filmorchester Babelsberg

Wydawca:

  • MovieScore Media / Kronos Records (2014)

Producent:

  • Christoph Zirngibl

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie