Szukaj: w


recenzje

Godzilla (2014)



Japoński cykl filmów o radioaktywnej bestii jest jedną z najbardziej znanych serii filmowych na świecie. Nie dziwi zatem, że po jakimś czasie Hollywood zechciało odciąć kupon od sukcesu Azjatów. Niestety dla Amerykanów, pierwsza adaptacja Godzilli rodem z Fabryki Snów spotkała się z miażdżącą krytyką, zarówno widzów, jak i recenzentów filmowych, nie wspominając już o fanach, zwłaszcza japońskich, którzy obraz szczerze znienawidzili. Zachodni filmowcy porzucili myśl o sequelu, ale jak się okazuje, nie powiedzieli ostatniego słowa – we współpracy ze studiem Toho, z którego wywodzi się słynny potwór, Amerykanie przygotowali reboot serii z okazji 60-lecia pierwszego filmu o Godzilli.

Za kamerą stanął mało znany Gareth Edwards, a w obsadzie pojawiły się takie gwiazdy jak Bryan Cranston czy Ken Watanabe. Niestety, ich potencjał nie został wykorzystany, a ich role ograniczają się do wprowadzenia widza w świat przedstawiony i wypowiedzenia kilku dramatycznych kwestii. Sam film natomiast okazał się być o wiele lepszy od obrazu Rolanda Emmericha z 1998 roku, jednak nie oferuje widzowi niczego ponad kilka efektownych scen. Również konwencja filmu, która miała być zgodna z duchem pierwowzoru, będącego w większym stopniu dramatem i protestem przeciwko broni jądrowej, niż rasowym kinem science-fiction, średnio udała się reżyserowi – o ile przesunięcie punktu ciężkości na dramat ludzkich bohaterów z założenia nie jest złym pomysłem, o tyle skupienie historii na dość nijakiej postaci Forda, granej przez podobnie nijakiego Aarona-Taylora Johnsona, nie wypada najlepiej. Również większość scen akcji jest albo chaotycznie nakręcona (w duchu modnego ostatnio w Hollywood realizmu i filmowania wszystkiego kamerą z ręki) albo dzieje się w nocy, co może i dodaje ogólnego klimatu, ale sprawia, że na ekranie niewiele widać.

Do skomponowania muzyki został wyznaczony, ku zaskoczeniu miłośników gatunku, Alexandre Desplat. Kompozytor, mimo kilku sukcesów w kinie komercyjnym i obrazach fantasy, kojarzony jest raczej z minimalistycznymi i intelektualnymi oprawami do dramatów. Wybór muzyka był kolejną oznaką poważnej i dramatycznej konwencji, jaką postanowił obrać reżyser. Obawy fanów nie były nieuzasadnione, Desplat bowiem, pomimo dużej wszechstronności i świetnego warsztatu technicznego diametralnie różnił się stylem od pierwotnie brutalnego w swej muzyce Akiry Ifukube – kompozytora-ojca serii.

Francuz zgromadził na potrzeby score’u imponującą 157-osobową orkiestrę, w skład w której wchodziła m.in. podwojona sekcja skrzypiec, instrumenty etniczne, 14 rogów oraz 7 trąbek i puzonów. Ponadto kompozytor zebrał 90-cio osobowy chór. Niestety, trzeba stwierdzić, że jak na tak potężny skład, liczebności muzyków prawie w ogóle nie słychać. Jak można się było spodziewać pod Desplacie, orkiestracja i poszczególnie partie są rozpisane w taki sposób, że fakturze orkiestry w większości utworów brakuje „gęstego” brzmienia. Być może jest to też kwestia miksu i nagrania, lub po prostu celowy zabieg Desplata – rozbijając orkiestrę na dziesiątki pomniejszych głosów, kosztem potęgi i monumentalności, zyskuje większą drapieżność i nerwowość.


Nominowany do Oskara kompozytor całkowicie odciął się od muzyki znanej dotychczas z serii, co w przypadku rebootów nie jest wcale posunięciem zaskakującym czy nieuzasadnionym. W scorze do Godzilli uświadczymy wielu dysonansów, drapieżnych smyczków, „warczących” rogów, rytmicznej perkusji i przekrzykujących się partii blach. Znajdziemy tutaj również wiele typowych dla Desplata minimalistycznych ostinat, charakterystycznych interwałów i rytmów.

Zarówno płytę, jak i film, rozpoczyna najlepszy z całego score’u utwór Godzilla! - track ten prezentuje cały soundtrack w pigułce. Słuchacz zauważy w nim tajemniczy temat główny, rytmiczne i brutalne ostinata smyczków, potężną perkusję i dysonujące blachy. Utwór charakteryzuje się niezwykłą dynamiką oraz drapieżnością i świetnie wypada w połączeniu z czołówką filmu. Ponadto znakomicie umuzyczniona jest również końcówka filmu, kiedy to otrzymujemy fanfarową aranżację temu głównego. Świetnie spisuje się też tryumfalne Godzilla’s Victory, a jednym z niewielu fragmentów, gdzie można w pełni odczuć potęgę sekcji dętej blaszanej, jest Golden Gate Chaos.

Niestety, przez większość seansu muzyka ginie w natłoku efektów dźwiękowych, zostając zepchnięta do roli tapety, która zanadto nad obraz się nie wybija, ale też w zasadzie nie kiksuje - jedyne, do czego można by się przyczepić, to krótkie ujęcie, w którym Godzilla wyłania się z mgły, zilustrowane fortepianowym akordem i muśnięciem perkusji. Jakkolwiek wydaje się być zamysłem reżysera, żeby przerwać scenę akcji w połowie i przypomnieć sobie, że wypadałoby jeszcze zbudować suspens i atmosferę tajemniczości. Mimo wszystko, kontrast audio-wizualny może wprawić odbiorcę w lekką konsternację. Desplat większość scen akcji ilustruje nieco groteskowymi dysonansami blach i silną perkusją, suspens natomiast buduje ostinatami na swoje ulubione małe tercje. Paradoksalnie, chyba najlepiej wypadającą pod względem muzycznym sceną w całym filmie, jest skok spadochroniarzy ilustrowany przez słynne Requiem Ligetiego.

Jako, że Francuz odcina się od oryginalnych ścieżek dźwiękowych, doszukiwanie się nawiązań do muzyki Ifukube nie ma raczej zbyt wiele sensu. Trzynutowe ostinato, które możemy usłyszeć w utworze Godzilla być może pełni rolę aluzji do słynnego marszu z pierwszego filmu serii, jednak Desplat opiera je na innej progresji, wykorzystując przy tym interwał, na który pisze ostinata do zdecydowanej większości swoich filmów, bez względu na ich gatunek – tercję małą. Ponadto najbardziej przypominającym Ifukube momentem z całej ścieżki jest fanfara w 15 sekundzie Godzilla’s Victory, nie przypomina ona jednak nic z filmowej twórczości japońskiego kompozytora, lecz jego balet Salome z 1948 roku. Poza tym, kompozytor gdzieniegdzie wykorzystuje charakterystyczną artykulację dla Ifukube, jak np. ostre staccata smyczków w Muto Hatch, czy tryle i „warczące” rogi. Są to jednak efekty na tyle popularne, że powiązywanie ich z japońskim kompozytorem zdaje się być nieco naciągane. Sam temat główny Desplata, w swojej tajemniczości kojarzy się bardziej ze ścieżką Davida Arnolda do pierwszej amerykańskiej wersji Godzilli z 1998 roku. Niektóre efekty dźwiękowe i obrane metody ilustracji mogą się kojarzyć natomiast z takimi kompozytorami, jak np. Marco Beltrami.


Jeśli chodzi o warstwę tematyczną, wydaje się ona być wyjątkowo uboga, zwłaszcza jeśli porównamy ją z innymi filmami serii. Desplat napisał świetny temat dla tytułowego potwora, jednak jest on w filmie wykorzystywany dość rzadko (co wynika również z faktu, że i w filmie słynna bestia nie posiada zbyt wiele czasu ekranowego). Ponadto możemy się doszukać wielu pomniejszych motywów, ostinat i rytmów, które przewijają się przez cały film i funkcjonują w większości jako tematy akcji lub budujące suspens. Ponadto w niektórych utworach pojawia się ciekawy, przypominający wycie efekt dźwiękowy, który najprawdopodobniej reprezentuje przeciwnika Godzilli – MUTO. Desplat napisał również kilka bardziej lirycznych utworów, ale pojawiają się one jedynie jako tematy sceniczne i nie zapadają w pamięci na dłużej.

Trwający nieco ponad godzinę album wytwórni Sony prezentuje większość materiału z filmu. Jest on stosunkowo dobrze skrojony i pozwala lepiej zapoznać się z muzyką, która ginie w obrazie, jednak po długim czasie bombardowania dysonującymi blachami i setką ostinato, słuchacz może odczuwać znużenie. W tym przypadku ograniczenie czasu trwania płyty do jednej godziny bez wątpienia jest zaletą. Podczas odsłuchu muzyki z krążka można zwrócić większą uwagę na dość ciekawy miks, który co prawda nie eksponuje potęgi i wielkości orkiestry, ale jest ciekawie zrealizowany pod względem stereo (co jest zauważalne zwłaszcza przy smyczkach i szarpanych ostinatach), do tego nagranie uwypukla drapieżność rogów i skrzypiec. Ponadto dość ciekawie wypada pulsująca w tle elektronika, która być może miała w filmie działanie czysto funkcjonalne, polegając na budowaniu suspense’u, a być może miała reprezentować ludzkość i jej technologię, która okazuje się bezużyteczna w starciu z siłami natury.

Alexandre Desplat napisał rzemieślniczą ścieżkę, która trzyma przyzwoity poziom, ale poza jednym lub dwoma przebłyskami, nie wybija się w filmie niczym szczególnym. Paradoksalnie, całość, mimo dużej ilustracyjności, wypada minimalnie lepiej na płycie niż w obrazie. Soundtrack ten nie jest też niczym szczególnym jak na standardy serii, ani tym bardziej gatunku. Mimo wszystko jest jednak ciekawie zorkiestrowany (nawet wobec braku monumentalności, jakiej oczekiwałoby się od filmu tego rodzaju). Cieszyć może natomiast fakt, że twórcy Godzilli postawili na kompozytora z warsztatem i dużą orkiestrę, zamiast wybrać kogoś z RCP. Pozostaje mieć nadzieję, że Desplat (lub jego następca) będzie podobnie jak Ifukube kilkadziesiąt lat wcześniej, pisał coraz ciekawsze motywy do kolejnych części filmu.



Inne recenzje z serii:
  • Kong: Skull Island

    Autor recenzji:  Wojtek Wieczorek
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Godzilla! (02:10)
    • 2. Inside The Mines (02:26)
    • 3. The Power Plant (05:50)
    • 4. To Q Zone (02:57)
    • 5. Back to Janjira (06:01)
    • 6. Muto Hatch (03:14)
    • 7. In The Jungle (02:01)
    • 8. The Wave (03:05)
    • 9. Airport Attack (01:49)
    • 10. Missing Spore (03:59)
    • 11. Vegas Aftermath (03:24)
    • 12. Ford Rescued (01:24)
    • 13. Following Godzilla (02:03)
    • 14. Golden Gate Chaos (02:52)
    • 15. Let Them Fight (01:40)
    • 16. Entering The Nest (03:01)
    • 17. Two Against One (04:16)
    • 18. Last Shot (01:58)
    • 19. Godzilla's Victory (03:03)
    • 20. Back To The Ocean (03:40)
    Czas trwania: 01:00:53

    Komentarze
    Gumiś 2014-06-01 13:19
    "Tyle że od Desplata wymaga się więcej." Wymaga, nie wymaga, co to za głupie myślenie, albo coś jest dobre albo nie. Jeżeli pokutuje tu takie myślenie to teraz wiem czemu każda praca polskiego kompozytora ( niekiedy bardzo przeciętna ) otrzymuje ocenę nie mniejszą niż 4. Poza tym Desplat to żaden geniusz, a patrząc na ilość partytur, które wypuszcza rocznie trzeba być bardzo naiwnym ażeby myśleć, że nie ma to żadnego przełożenia na poziom jego pracy.
    Koper 2014-06-01 13:42
    Ale Powstanie Warszawskie, o które pewnie Ci chodzi recenzowała zupełnie inna osoba, więc to nie jest tak, że redakcja uważa pracę Chajdeckiego za o gwiazdkę (klasę) lepszą od desplatowej Godzilli. Swoją drogą za 10 lat i o jednej, i o drugiej, mało kto będzie pamiętał.
    hp_gof 2014-06-01 14:37
    Gumisiu, po bardzo dobrym początku roku (Monuments Men i Grand Budapest Hotel) najnowszy score niestety wypada blado. Mało tego, porównując go z Rise of the Guardians albo innymi dużymi projektami, Godzilla wręcz epatuje brakiem inspiracji. Żeby nie było, jestem fanbojem Desplata i uważam go za jednego z najlepszych spośród obecnie tworzących kompozytorów muzyki filmowej i będę go bronił do upadłego przed atakami hejterów, którzy by próbowali udowodnić, że Godzilla jest kompletną porażką, ale jednocześnie odcinam się od przesadnych entuzjastów, którzy ogłaszają Godzillę scorem roku! Wyszło jak wyszło, trochę to wynika z koncepcji jaką narzucił reżyser, nie wiem, nie szukam winnego. Jest w tej pracy kilka świetnych momentów, jest w filmie kilka dobrze zilustrowanych sekwencji, ale zarówno filmowi jak i scorowi trochę jednak brakuje do ideału. I oczywiście twórcy mieli do tego prawo, przecież wiadomo, że nie każdy film musi być arcydziełem. Ale to nie oznacza, że nie mogę wystawić adekwatnej oceny. Zresztą jest wiele scorów ocenianych na 3,5, do których mam sentyment i do których wracam mimo całej swojej wtórności. Generalnie najważniejsze w recenzji są argumenty, a ocena jest tylko wskazówką "wizualną". Może i Wojtek surowo ocenił ten score, ale odpowiednio to uargumentował. Ma do tego pełne prawo.
    Andy 2014-06-01 16:15
    Wydaje mi się, że można było to zrobić bardziej bombastycznie, choć pewnie ogólna mierność filmu zniechęciła kompozytora - fatalne aktorstwo, banalne dialogi, naiwne wątki dramatyczne i bezsensowna, niby wysmakowana oszczędność w efekciarstwie. Godzilla Emmericha była dużo ciekawsza i lepiej skonstruowana jako film.
    Wojtek Wieczorek 2014-06-01 20:04
    Gumisiu, może by i dostał, jakby przetrwał próbę czasu, byłby niedoceniony, albo wniósłby nową jakość do serii. Wątpię jednak, żeby za owe 10 lat ten score był postrzegany inaczej, niż tylko jako ciekawostka (chociaż to też zależy od tego, jak pociągnie się seria i jak będzie wyglądało umuzycznienie kolejnych części). Niedocenionym też go nazwać nie można, ponieważ na zachodzie zbiera same pochwały (najśmieszniejsze są w tym wszystkim posty Pope'a na facebooku). Nie jest to score zły, ale jest zwyczajnym rzemiosłem z nielicznymi przebłyskami ;)
    Mefisto 2014-06-01 20:31
    Solidna ściecha, ale nie powalająca na kolana, jak tytułowy potwór. Czy z plusem jednak jestem w stanie dać. Dlaczego? Bo tak.
    Tomasz Goska 2014-06-01 21:51
    Generalnie nie będę oryginalny z moją oceną. Godzilla pozostawia pewien niedosyt po tak dużym hypie, jaki uprawiano wokół tej pracy. Jest to dokładnie taki score, jakiego po tego typu filmie można się było spodziewać. Wietrzę tutaj dużą rolę temp tracka i upór studia, by iść w tym kierunku. Niemniej jednak Francuz powinien wykazać się większą wolą przemycenia tutaj czegoś unikatowego. Desplata zdecydowanie stać na więcej. Album soundtrackowy raczej ciężko wchodzi za pierwszym razem. Do tej muzyki trzeba się przełamywać, ale jak już się z nią osłucha, to można nawet czerpać przyjemność z kilku ładnie zaaranżowanych kawałków. Strukturalnie i technicznie wychodzi na wyżyny, ale pod względem realizacji daleko jej do miana dobrego słuchowiska. Użytych środków muzycznego wyrazu najzwyczajniej w świecie nie czuć. Orkiestra dławi się w odmierzonym od linijki miksie. Trochę szkoda, bo przy takich możliwościach i aparacie wykonawczym można było pobawić się ustawieniem poziomów, efektem stereo, dodać lekkiej korekcji tu i tam. Mastering z kolei idzie z głównym nurtem, tudzież nawiązuje do klasyki swoim quasi-analogowym brzmieniem. Góra jest ścięta na poczet wywindowanego środkowego pasma, przy absolutnym braku przestrzeni.
    Tomasz Goska 2014-06-01 22:02
    Dam 3 i 1/3 ;)
    Mystery 2014-08-26 17:13
    Pewne rozczarowanie jest. W filmie wypada nawet epicko, ale poza miażdżącym prologiem raczej anonimowo, za to na płycie tempo momentami siada i finał ścieżki nieco zawodzi, ale i tak jest to mocarna porcja muzy, z fajnym klimatem i wieloma zacnymi utworami akcji, której słucha się nad wyraz dobrze.
    Zibi 2016-10-04 11:57
    Nie wiem jak to ocenić bo część jest dobra a część słaba. Motyw przewodni trąci kalką z "Dark City". Ogólnie jak na tego kompozytora i budżet filmu lekkie rozczarowanie. Naciągana trója... ;)

    Do tej recenzji istnieje jeszcze 6 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Godzilla (2014)

    Kompozytor:

    • Alexandre Desplat

    Dyrygent:

    • Alexandre Desplat

    Orkiestrator:

    • Conrad Pope

    Wydawca:

    • Sony Classical (2014)

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie